2 niebanalne kroki do bardziej owocnych i produktywnych weekendów

Niedziela już się kończy. I jeśli zapytałabym Ciebie: „co odhaczyłaś na swojej liście zadań na weekend”, to co byś odpowiedziała?

(Mycie zębów albo wypuszczenie psa na szybkie siusiu czekając w drzwiach nie liczy się!)

Nie za wiele?
Prawie wcale?
Zupełnie nic?

No cóż. Takie to z nas ciekawe stworzenia, że kiedy mamy do wyboru „miło teraz” albo „miło później”, najczęściej wybieramy to pierwsze, a potem mamy do siebie pretensje i robimy sobie wyrzuty.

Czy da się coś z tym zrobić?
No pewnie! Na przykład poniższe dwie rzeczy.

1. Zarządzaj swoją silną wolą jak pieniędzmi

Zadania na weekend (sprzątnięcie piwnicy albo przeczytanie książki kupionej dwa lata temu) będą wymagały od Ciebie silnej woli. To raczej jasne.

Ale nie wiem, czy takie jasne jest też to, jak działa Twoja silna wola.

Otóż nie jest to studnia bez dna. Przypomina bardziej kieszonkowe, które dostajesz do dyspozycji każdego dnia.

10 zł – załóżmy, że tyle ono wynosi. Zasób skromny oraz skończony – tak samo jak niećwiczona silna wola. I jakkolwiek byś go nie rozciągała, to z dziesięciu nie zrobi się dwadzieścia.

Zaczyna się weekend.

  • Sobota już puka promieniami porannego słońca do Twojego okna, więc postanawiasz wstać a nie wylegiwać się do obiadu. Łatwo nie jest, dlatego kosztuje to Ciebie 2zł.
  • Czas na śniadanie. Wybierasz opcję zdrową: jajecznicę ze szpinakiem zamiast resztek pizzy z wczoraj (choć przepadasz za zimną). To też nie przychodzi za darmoszkę. Płacisz kolejne dwa złocisze.
  • Prysznic zamiast zapachowo-bąbelkowej, ciągnącej się w nieskończoność kąpieli – 3zł.
  • Rozsądek nakazuje pojechać po spożywcze zapasy. Najlepiej wcześnie, aby uniknąć kolejek w sklepach. Jedziesz, choć nie chce Ci się jak sto piorunów – 2zł.

No cóż. Dzień się jeszcze na dobre nie zaczął, a Twój budżet silnej woli prawie się kończy. Została Ci złotówka w jednym ręku i pełna „lista rzeczy do zrobienia na weekend” w drugim. To nie może się skończyć sukcesem bez udziału silnej woli.

Dlatego dobrym pomysłem jest nie roztrwaniać jej na lewo i prawo, bo wtedy na pewno nie starczy Ci na to, co zaplanowałaś.

A jak oszczędza się te „pieniądze”?

Tak jak nawołuje motto skautingu: Zawsze bądź przygotowany! Do odhaczenia przynajmniej kilku pozycji z Twojej listy zadań na weekend zacznij się przygotowywać już w okolicach środy, a nie w sobotę przed południem.

  • Dokładnie zaplanuj, przemyśl i przygotuj sobie wszelkie duperele, na które nie będziesz musiała wydawać swoich cennych żetonów silnej woli w samą sobotę.
  • Zrób zakupy w czwartek. Przygotuj sobie ubranie i śniadanie na sobotę jeszcze w piątek wieczorem. Tak, żebyś po przebudzeniu nie miała nic innego na głowie oprócz swojej listy.

W ten sposób, zanim do niej przejdziesz, w kieszeni zostanie Ci co najmniej 5, a może i 7zł silnej woli. I może nie posprzątasz całej piwnicy, albo nie przeczytasz całej zaległej książki, ale bardzo możliwe, że zaczniesz.

Jeśli w ten sposób będziesz ćwiczyć swoją silną wolę, czeka Cię niezły bonus. Mianowicie im lepsza się staniesz w gospodarowaniu silną wolą, tym więcej będziesz jej mieć.

2. Nie bądź dla siebie zbyt surowa

Lenistwo jest jak słodycze. Słodko smakuje, kiedy trwa. Ale z czasem coś zaczyna się psuć: zęby, plany na przyszłość, relacje albo silnik w samochodzie, który od miesiąca przypominał Ci czerwoną lampeczką, żebyś się nim zajęła.

Przypuśćmy, że chciałabyś zredukować spożycie cukru. Jest na ten temat pewne badanie, które może Cię zainteresować.

Choć tyczy się słodkości, to z łatwością można je przenieść na inne obszary Twojego życia, na przykład na syndrom „w następny weekend”.

Otóż: mamy dwie grupy niczego nie podejrzewających uczestników zabawy (czyt. badania). Pierwsza dostaje pączki i zaczyna konsumpcję. Druga tak samo dostaje pączki, ale przed konsumpcją słyszy tych kilka ciepłych słów:

“Mam nadzieję, że nie będziesz dla siebie zbyt surowa z powodu tych pączków. Każdy czasami zjada coś niezdrowego, wszyscy uczestnicy tego zadania zjedzą dziś pączki.”

Na dobrą sprawę nic wielkiego, ot kilka oczywistości.

Pączki zjedzone.

Następnie obie grupy podpuszcza się (tak, tak, badania to takie małe oszustwa, zaaprobowane przez komisje etyczne), że niby to czeka ich testowanie czekoladek. Pączki to był tylko mały “aperitif”. Teraz, przy degustacji czekoladek, mogą iść na całość i zjeść, ile im się żywnie podoba.

I co się dzieje? Kto zjada więcej?

Jak już się pewnie domyślasz, grupa, która usłyszała kilka prostych, acz życzliwych słów, zjadła znacznie mniej czekoladek niż ta pierwsza (która właściwie tylko przyszła, objadła się i poszła).

Jaki z tego morał?

Nawet najmniejsze i najbardziej podstawowe wsparcie („nie bądź dla siebie zbyt surowa”, „każdy czasem je coś niezdrowego”) pomaga w podejmowaniu lepszych dla siebie decyzji.

Można by przypuszczać, że kiedy wewnętrzny krytyk zostanie tymczasowo uciszony, to hulaj dusza piekła nie ma, szaleństw czekoladowych czas zacząć.

Tymczasem dzieje się odwrotnie.

Nawet szczypta autożyczliwości pomoże Ci zainteresować się sobą i zadbać o siebie. Zmieni atmosferę w Twojej głowie z: „Czekoladaa!! Za darmo!” na: „Czy to na pewno jest dla mnie dobre?”. I nakieruje życzliwą uwagę na siebie. A nie na czekoladki.

Zatem, wracając do kwestii weekendów i słodkiego nieróbstwa, kiedy w sobotni poranek będziesz szczotkować zęby przed lustrem w łazience, pomyśl sobie:

„Mam nadzieję, że nie będziesz dla siebie zbyt surowa. Każdy czasami marnuje czas i zwleka z tym, co zaplanował do zrobienia w weekend.”

(Oczywiście możesz to wzmocnić zdaniami swojej własnej konstrukcji. Im więcej tym lepiej. Nie ograniczaj się.)

Za chwilę zacznie się nowy tydzień. To najlepszy czas, żeby wyciągnąć swoje listy zadań na weekend i zacząć się do nich przygotowywać już teraz.

Twoja kolej:

Jak Ty radzisz sobie z zadaniami weekendowymi? Co planujesz na następny? Zostaw poniżej komentarz i powiedz co sądzisz o tych dwóch sposobach.