2 zasady, które dobrze jest łamać regularnie i z rozmachem

Najważniejsza sprawa, na którą warto postawić, kiedy czujesz strach, smutek, złość, albo po prostu czujesz się źle – autożyczliwość.

To jest to!! O to właśnie chodzi.

W rozwoju, w leczeniu ran, w uzdrawianiu swojego życia, w odzyskiwaniu poczucia własnej wartości, w uciszaniu wewnętrznego krytyka, w budowaniu pewności siebie, w uruchamianiu samoakceptacji. To właśnie to pomoże Tobie najbardziej w kiepskich momentach: autożyczliwość.

A żeby tego dokonać, najpierw trzeba złamać kilka zasad, które wykształciłaś w życiu auto-nie-życzliwym.

Jakież to zasady miałabym łamać? – zapytasz słusznie. Oto moje propozycje: zasady, które sama sobie najpierw ustanowiłam, a potem złamałam je z wielką satysfakcją, co robię do dziś. Zerknij, może Ci się przydadzą.

Zasada do łamania nr 1. – Łzy trzeba ukrywać, nawet przed sobą

To dopiero dziadostwo a nie zasada. No dajcie spokój! Aż muszę się najpierw sama opanować, żeby o tym spokojnie napisać.

Powiedz mi: co robi dziecko, kiedy się rodzi, kiedy jest głodne, niezadowolone z byle powodu, kiedy jest mu zimno, albo kiedy zapełnił pieluchę czymś wysoce wonnym? – Płacze. I słusznie!

Bo do cholery jasnej! – urodziliśmy się NIE ze wstydem swoich łez, lecz z UMIEJĘTNOŚCIĄ płaczu.

Płaczu głośnego, płaczu cichego, płaczu ze smutku, płaczu ze złości, płaczu ze szczęścia, płaczu z bólu, płaczu z żalu, płaczu ze współczucia, płaczu ze wzruszenia na tandetnym filmie, który i tak wzrusza do łez skubany!

I nie mówię Ci, żebyś stała się dzieckiem i robiła scenę w piekarni, bo chcesz pączka, ale mówię: potrzebujemy łez jak powietrza. Bez względu na wiek. Ponieważ łzy służą do tego, żeby przetrawiać, przerabiać, przeżywać i przepracowywać emocje. To przez łzy wydostają się hormony stresu i wszelkie guano (że tak powiem), które doprowadziło nas do płaczu.

ŁZY SĄ POMOCNE, DOBRE, OCZYSZCZAJĄCE, ZDROWE, UZASADNIONE, NATURALNE, DAJĄCE ULGĘ, PRZYNOSZĄCE WYTCHNIENIE, GOJĄCE RANY, TERAPEUTYCZNE I LECZNICZE.

Ale nie!! Skąd tam!! My musimy sobie zgotować piekło za każdym razem, kiedy łezka zakręci się w oku. Dlaczego? Bo wierzymy w zasadę: płakać to wstyd.

  • „No już nie płacz” – mówisz do siebie lub innych, dowolnie, bez większej świadomości, co tym krótkim zdaniem czynisz.

  • „Nie płacz, bo i ja się rozpłaczę.” – i jeszcze byśmy sobie popłakali razem, poznali siebie bliżej, a na koniec może i byśmy się przytulili, ojojoj, ale by się narobiło, daj Ty spokój.

  • „Przepraszam” – mówisz odruchowo, automatycznie, w nanosekundę po tym, jak się wzruszysz. Bo przecież łzy to tak niestosowna sprawa, że trzeba za nie przepraszać! Coś jak wtedy, kiedy nadepniesz komuś na palec w autobusie.

Jeśli wierzysz w tę zasadę, to zaczynasz wstydzić się swojego NATURALNEGO, ZDROWEGO i LECZNICZEGO odruchu.

Wstydzisz się swoich łez, ukrywasz je, tłumisz w sobie, wyśmiewasz je, karcisz siebie za nie, i karcisz też innych za płacz. Nie potrafisz znieść swoich łez, nie potrafisz zatem i znieść czyichś łez. Chcesz jak najszybciej otrzepać się z płaczu – jak mój pies, kiedy wychodzi z jeziora.

Dlaczego zasada „Łzy trzeba ukrywać, nawet przed sobą” jest szkodliwa i jedyne, co warto z nią zrobić, to łamać ją nagminnie i konsekwentnie?

Dlatego że gdybyśmy pozwalali sobie na płacz, gdybyśmy otwarcie metabolizowali swoje emocje poprzez fizyczny ich wyraz, jakim są łzy – bylibyśmy zdrowsi fizycznie oraz psychicznie. Chyba więcej powodów nie trzeba, prawda?

Więc płacz! Opłakuj moja droga, opłakuj bo jest co. Żadne tam „nie będę się rozczulać nad sobą, bo się jeszcze rozpłaczę”, nieeeeeeeeeeeeee!!

To, co z siebie wyrzucisz, Ci nie zaszkodzi! Ale to, co w sobie ciągle tłumisz, a i owszem. Dlatego opłakuj kochana, opłakuj!

I tu uwaga do facetów – ty także opłakuj kochany, opłakuj. Miej w głębokim poważaniu zasady typu: „chłopaki nie płaczą”. Wiem, że to nie jest łatwe, tak po prostu zignorować tak silny przekaz społeczny, jednak przypominaj sobie o tym, że ci chłopacy, którzy nie płaczą, to ci sami, co chorują, wrzeszczą na innych kierowców, nie potrafią przetrwać weekendu bez alkoholu, mają nadciśnienie, niezdrowo rywalizują, są pasywnie-agresywni (lub wręcz po prostu agresywni), cierpią na bezsenność i szkodzą sobie na wiele innych sposobów.

(OK, gwoli jasności, sięgają po te niezdrowe sposoby radzenia sobie z emocjami nie tylko dlatego, że tłumią łzy. Jednak robiliby to zdecydowanie rzadziej, gdyby pozwolili sobie pochlipać, choćby od czasu do czasu.)

Niech to stanie się Twoją nową zasadą: płacz, ile trzeba!

  • Opłakuj to, że nie istnieje sprawiedliwość na tym świecie.

  • Opłakuj to, że ludzie nie mają równych szans.

  • Opłakuj to, że masz tak wiele do zaoferowania i jednocześnie tak bardzo w siebie nie wierzysz.

  • Opłakuj to, że bezpowrotnie utraciłaś tyle szans.

  • Opłakuj to całe dobro, którego tak bardzo potrzebowałaś, a się nie stało.

  • Opłakuj to całe zło, które Cię obciążyło.

  • Opłakuj to, że bezpieczeństwo i pewność to bardzo dawne wspomnienie.

Opłakuj, moja miła i mój miły, opłakuj.
Jest co.
Nie trzymaj tego w sobie.
Nie duś. Nie tłum. Nie hoduj w środku.
Opłakuj. Lecz siebie własnymi łzami.

Zasada do łamania nr 2. – Do siebie trzeba podchodzić ostro, żeby nie rozpuścić się jak furmański bicz

Dobra, zacznijmy od pewnego założenia: otóż żyjemy w świecie, w którym patologia jest normą.

Jednak oznacza to tylko tyle, że cierpienie jest normą („pathos” z Greki oznacza dosłownie cierpienie). Trudności są normą. Kiepskie dni, kiedy nawet poranny prysznic przychodzi Ci z wielką trudnością, nie są niczym obcym dla nikogo na tej planecie.

Więc w świecie, gdzie cierpienie jest normalnym i powszechnym zjawiskiem, dobrze by było, gdyby podobnie naturalnym zjawiskiem stała się bezwarunkowa autoempatia, auto-wsparcie, auto-zrozumienie, auto-akceptacja, auto-ciepłe-o-sobie-myślenie, auto-stanie-za-sobą-murem.

Nie dlatego, że odbiła nam woda sodowa i wpatrujemy się w czubek własnego nosa. Ale właśnie dlatego, że cierpienie jest normą.

Zauważ, że nasze najgłębsze rany biorą się z tego, że dawno temu, kiedy cierpieliśmy, nikt nie okazał nam ciepła, wsparcia, ochrony, akceptacji. Nikt nie wysłuchał, nie zrozumiał, nie pomógł. Nie znalazł się wtedy nikt. Czułaś (lub czułeś) się porzucona, w najbardziej wrażliwym momencie.

Dlatego teraz – nie rób sobie tego sama. Nie porzucaj samej siebie w potrzebie. Nie opuszczaj siebie, zwłaszcza kiedy siedzisz w dołku (a od czasu do czasu siedzisz na pewno, bo dołki to norma). Nie serwuj sobie powtórki z najokrutniejszych momentów z własnej historii. Nie powtarzaj tego, co Cię najbardziej zabolało. Nie porzucaj siebie.

Nawet jeśli Twoje zasady tak Ci dyktują. Łam je. Dobrze na tym wyjdziesz.

I nie mówimy tu o żadnym egoizmie. Halo! Że niby autoempatia to egoizm? Gdzie tu egoizm? Gdzie narcyzm? Gdzie samolubstwo? – Największa bujda na resorach jaką świat widział!!! Proszę Cię nie daj się na nią nabrać!

Czy raz porzuconego na ulicę psa trzeba porzucać ponownie, bo jak go przygarniesz i nakarmisz, to stanie się egoistą?? Bo co? Bo jutro też będzie chciał mieć pełną miskę? Bo zaśnie przy kaloryferze na miękkiej poduszce? Ot czworonożny egoista, faktycznie!

Jeżeli nosisz w sobie zasadę, że zajmowanie się sobą to wstyd i hańba i że siebie trzeba trzymać na krótkiej smyczy, to proszę Cię z całego serca – przemyśl to. Stań obok tej zasady i przyjrzyj się, co ona robi z Twoim życiem. Co robi Tobie. Zastosuj ją do kogoś, kogo kochasz (dziecko, partnera, psa, kota, gekona) – czy pomaga? Czy pomaga komukolwiek w świecie, w którym cierpienie to norma?

Nie porzucaj siebie w potrzebie. Stań za sobą murem. Zwłaszcza w kiepskim momencie.

No dobra, to moje dwie propozycje, a wiadomo, że zasad, które dobrze by było porzucić jest mnóstwo. Dlatego daj znać w komentarzu, jakimi zasadami utrudniasz sobie życie. :-)

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.