5 spraw, które dla własnego dobra lepiej sobie odpuścić

Dwaj podróżujący mnisi spotkali nad rzeką młodą kobietę. Dziewczyna, obawiając się rwącego nurtu, poprosiła ich o pomoc w dotarciu na drugą stronę. Jeden z mnichów podniósł dziewczynę i przeniósł na przeciwległy brzeg. Ta podziękowała mu, pożegnała się i poszła dalej w swoją stronę. Po pewnym czasie drugi mnich zapytał:

„Bracie, nasza duchowa ścieżka uczy nas, byśmy unikali kontaktu z kobietami, a ty wziąłeś ją w ramiona i przeniosłeś przez rzekę.”

„Bracie” – odparł pierwszy mnich – „ja już dawno pozostawiłem tę dziewczynę na drugim brzegu, podczas gdy Ty nadal ją niesiesz…”

Jestem pewna, że znasz to uczucie, kiedy dźwigasz na swoich barkach coś, czego wcale nie potrzebujesz, co nie służy Ci pomocą i co chciałabyś zostawić dawno za sobą. Jednak z przyczyn bardziej (lub mniej) prawdziwych, w które uwierzyłaś (a tych pewnie nie brakuje), nadal dźwigasz te ciężary, przez co Twoja podróż staje się coraz cięższa i wymagająca.

Zdaję sobie sprawę z tego, że dość łatwo jest powiedzieć: „Zrzuć to ze swoich ramion, wyrzuć z umysłu i pozostaw za sobą”. Dlatego tej kwestii należą się ćwiczenia w zrzucaniu zbędnego bagażu, sukcesywnie, pakunek po pakunku, To one sprawią, że będzie Ci się szło coraz lżej.

A oto i małe zestawienie-przypomnienie, co lepiej zrzucić ze swoich ramion i odpuścić sobie:

  1. Paplanie

    Rozmowa pomaga właściwie we wszystkim. Rozładowuje emocje, pozwala zrozumieć, co się czuje, ułatwia zrozumienie innego punktu widzenia, a także pomaga odnaleźć rozwiązanie problemu polubownie i przez negocjacje.

    Rozmawiajmy, a nasza relacja będzie miała się dobrze – zgadzasz się ze tym? Ja też, ale do momentu… w którym rozmowa przeistacza się w zwyczajne gadanie. Żeby nie powiedzieć: obgadywanie osób trzecich i okoliczności. Wtedy rozmowa zamienia się w nienawistne dreptanie wokół tematu, przez co traci swój pierwotny leczniczy sens.

    Chodząc w kółko wydeptujesz coraz mocniejsze ślady niechęci i negatywnych emocji. Nagle okazuje się, że ktoś nie tylko postąpił nieuczciwie, ale wręcz jest nieuczciwym i złym człowiekiem. I kiedy łapiesz się na wyrafinowanej konwersacji w stylu: „a ten to taki i owaki”, to jest to świetny moment, żeby powiedzieć sobie „dość!”.

    Dlatego mocno wierzę w przesłanie Ghandi’ego, by mówić wtedy, gdy mowa poprawi ciszę.

  2. Powinności

    Powinności działają jak drogowskazy, pokazują nam w bardzo prosty i przejrzysty sposób, co, jak i kiedy mamy zrobić. Przyjmujesz to, co powinnaś, postępujesz adekwatnie i z głowy.

    Szkopuł w tym, że często powinności nie idą w parze z Twoimi planami. I jest ku temu poważny powód, bo Twoje chęci albo plany pochodzą z Twojego serca i umysłu. A jeśli chodzi o powinności – ich źródełko wypływa zawsze na zewnątrz. To rodzina, szkoła, praca wywierają na Ciebie presję, jak powinnaś postępować. I myślisz sobie, że jeśli się dostosujesz do tych norm, to wszystko będzie dobrze.

    No i wszystko jest dobrze – ale tylko tam, skąd powinności się wywodzą – czyli na zewnątrz. Tam wszystko wygląda „tak jak trzeba”. Jednak pod warstwą pozorów, czujesz jakąś niechęć, konflikt.

    To uboczne skutki powinności dają o sobie znać.

    Życie w stałym konflikcie między tym, co na zewnątrz a wewnątrz Ciebie, nie jest łatwe ani szczęśliwe. Na dłuższą metę szkodzi Ci to i mocno krępuje ruchy, które w takim wypadku powinny być tylko takie jak wypada. Dlatego powinności to coś, co lepiej sobie podpuścić, przynajmniej w jakiejś części. Najlepiej tak dużej, jak to tylko możliwe.

    O powinnościach troszkę więcej pisałam w tekście pt. „Zaufaj sobie i postępuj tak, jak chcesz, a nie jak powinnaś”

  3. Oczekiwania

    Zapadł mi w pamięci taki cytat: „To, że czegoś oczekujesz po kimś, nie jest obietnicą, którą Ci złożył”.

    Dlatego jeśli sądzisz, że coś Ci się od kogoś należy, nawet jeśli wymyśliłaś ku temu bardzo przekonujące Ciebie argumenty, to nadal za mało, żeby zbudować z tego obietnicę złożoną przez drugą stronę. Bo to jest jedynie Twoja opinia, pt. „on/ona powinna…”

    Masz oczywiście do niej prawo. Jednak w równym stopniu druga strona ma prawo do swojego zdania, które może być tak różne od Twojego, jak dzień od nocy. Dlatego dopóki nie odpuścisz sobie oczekiwań względem tego, co inni powinni zrobić, myśleć czy czuć, zakleszczysz się we własnej złości i niechęci wobec ich rzekomej niesłowności czy zawodności.

    Odpuść, a zobaczysz, że poprawi Ci się nastrój, zyskasz nową energię, którą trwoniłaś na zgrzytanie zębami. A na dłuższą metę, Twoje relacje z innymi poprawią się, bo zaczniesz składać oczekiwania jedynie wobec samej siebie.

  4. Ograniczenia

    Gdybyś przyjrzała się dokładniej swoim przekonaniom na własny temat, to z pewnością doszłabyś do wniosku, że nie wytworzyłaś ich wczoraj.

    Mają nieco starszą datę produkcji, bo powstały gdzieś w okresie dzieciństwa. Także swoje latka już mają, a formy, jaką cały czas trzymają, pozazdrościłby niejeden sportowiec.

    Ciągle na czasie, ciągle żywe, mocno trzymają w szachu to, co uważasz, że możesz, powinnaś, chcesz, potrafisz.

    To troszkę tak, jakby Twoje dorosłe decyzje podejmowało wewnętrzne dziecko. A jego przekonania na własny temat pochodzą najczęściej od kogoś innego: od rodziców, ze szkoły, od znajomych z podwórka.

    To oni zasiali dawno temu ziarno pewności, ale też i zwątpienia i niewiary w siebie. Ty jednak owoce tego ziarna zbierasz do dziś. Jeśli są jadalne, to nie mamy problemu. Gorzej, jeśli codziennie podtruwasz swoją duszę przekazami: „nie potrafię”, „nie dam rady”, „nie wystarczę”.

    Porzucenie takich ograniczeń to zadanie życia. Wyłuskanie z nich prawdziwej siebie takiej, jaką naprawdę jesteś – równa się z wejściem na najwyższy szczyt świata. I choć to wielkie przedsięwzięcie, to jeszcze nie powód, by nie postawić pierwszego kroku.

  5. Obwinianie

    J.K. Rowling, autorka Harrego Pottera, powiedziała tak: „Istnieje data przydatności obwiniania własnych rodziców”.

    Innymi słowy przychodzi taki moment, kiedy to Ty zasiadasz za kierownicą i przejmujesz stery. A to oznacza, że gdzie jedziesz i jak przebiega Twoja podróż – zależy o wiele bardziej od Ciebie, niż od kogokolwiek innego.

    Jasne że niektórzy mają łatwiejszy start. Ale jest to jedynie początkowy etap. Po jakimś czasie linia startu znika za gdzieś za horyzontem, a wtedy jedziesz już sama. I choć obwinianie rodziców, szefa, rządu, czy innej instytucji, która „powinna się Tobą zaopiekować”, daje niekiedy ulgę, albo energetycznego kopa ze złości, to o wiele rzadziej przynosi spokój, szczęście czy pewność siebie.

A Ty co byś najchętniej rzuciła w kąt? Po to, żeby lżej Ci się żyło i szło po swojej ścieżce? :-)

A może już coś wyrzuciłaś? Daj znać, rozszerzymy tę listę.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.