5 zdań, które sprawią, że będziesz widział siebie w lepszym świetle

Odśnieżasz swoje podwórko już pół dnia, ręce Ci drętwieją z zimna, wracasz do domu i rozgrzewasz się przy kominku i kubku gorącej czekolady. Twoje zziębnięte dłonie powoli zaczynają odtajać.

Czy to przyjemny moment? — Nie! To boli! Czasami bardzo!

Kiedy zaczynasz mówić do siebie bardziej jak do przyjaciela niż do wroga, doświadczasz tego samego.

Ale nie bój się, nie dzieje się nic złego. To tylko znak, że zacząłeś coś zmieniać w swoim życiu. Robić coś inaczej niż przez ostatnich kilka dekad. Na przykład zaczynasz mówić do siebie wspierającymi słowami!

Najpierw czujesz dyskomfort i ból. Normalne.

Ale nie osądzaj autoempatii tylko na podstawie tego jak się czujesz na samym początku.

Mów do siebie przyjaźnie i wspierająco. Tylko w ten sposób się ogrzejesz. I ból minie.

Słowo ma swoją moc.

Nawet pojedyncze.

Takie „przepraszam” albo „proszę”. Niby uczą nas tego w przedszkolu, a to nadal za mało. Trzeba dojrzeć do sprawnej i efektywnej obsługi słów takich jak te.

Bo słowa mają swoją moc sprawczą. Pomagają, dodają sił, wspierają, pobudzają, budują, aktywują, poprawiają, naprawiają. Albo odwrotnie.

Wtedy, kiedy wypowiadasz je do innych. I wtedy, kiedy wypowiadasz je do siebie.

Tyle że do innych mówisz niekiedy. Nawet jeśli jesteś wyjątkową gadułą, to i tak kiedyś robisz przerwy i zamykasz buzię.

Za to do siebie mówisz na okrągło. Kiedy jesz kanapkę z tuńczykiem, jedziesz windą z sąsiadem z siódmego piętra, wypełniasz ważne papiery w pracy, nudzisz się na zebraniu, odpoczywasz w wannie albo szczotkujesz swoje zęby mądrości.

Piątek świątek, dniem i nocą, w koło Macieju — wypowiadasz do siebie jakieś słowa. I ciągle ich słuchasz!

A one — tak jest, powtórzę się — mają swoją moc. Poprawiają, naprawiają. Albo odwrotnie.

I właśnie dlatego…

…Mów do siebie mądrze.

Mądrze czyli jak?

Czyli przyjaźnie.
Wyrozumiale.
Wspierająco.
Życzliwie.

Nie masz pojęcia co miałbyś do siebie powiedzieć, co podpadałoby pod tę kategorię?

Nie ma problemu.

Przygotowałam dla Ciebie 5–punktowy gotowiec na rozruch. Zacznij tutaj, a potem przejmij pałeczkę:

1. „Tak, to jest naprawdę trudne”

(Nie mylić z popularnym stwierdzeniem: „Ach… gdyby to nie było takie trudne…”, które może i brzmi podobnie — jednak z tym pierwszym ma niewiele wspólnego.)

Życie jest łaskawe i podrzuca niespodzianki różnego typu. Te, które zapierają dech w piersiach, bo dostałeś prezent od losu. Oraz te, które zapierają dech, bo dostałeś cios w splot słoneczny.

Kiedy w takim momencie zamkniesz usta, poczujesz się jeszcze gorzej. Zwłaszcza jeśli nie poprosisz o pomoc, stłamsisz te emocje w sobie i spadniesz w otchłań wstydu i poczucia winy za to, że akurat masz kiepski moment.

Zapobiegnij temu. Powiedz do siebie: “tak, to jest naprawdę trudne”. Bo za pomocą tego jednego zdania robisz sobie przestrzeń, żeby:

  • odczuwać własne, ludzkie, choć baaaardzo niepopularnych trudnych emocje,
  • wylizać rany i pozbierać się do kupy (a przecież żeby się pozbierać, najpierw trzeba się rozsypać),
  • przeżywać to, czego na bieżąco doświadczasz (zamiast udawać, że “wszystko jest ok”),
  • podejść do siebie życzliwie i wyrozumiale w samym środku tornada, które przechodzi przez Twoje życie (czysta autoemapatia).

2. „Nie ma nic złego w tym, że czuję się źle”

Chcesz czuć się dobrze a nie źle. To jasne. Grupa przyjaciół, piwo, plaża, modne jeansy, słońce i zęby w pełnym uśmiechu.

Sęk w tym, że tak nie wygląda rzeczywistość. Tak wyglądają reklamy (piwa, jeansów, pasty do zębów czy czegokolwiek innego).

Kiedy zaczynasz wywierać na sobie presję, żeby czuć się cały czas tak świetnie jak ludzie na 15-sekundowej reklamie, dzieje się coś odwrotnego. Czujesz się coraz gorzej.

Czemu?

Bo próbujesz wygonić za drzwi negatywne i nieprzyjemne uczucia. Ale! One wracają oknami. To całe wyganianie, pretensje do siebie, zaprzeczanie, stawianie oporu albo: „może inni niech się bawią w te całe emocje, ale nie ja” — to wszystko nie działa.

Nauka dawno to potwierdziła: uznanie złożoności Twojego życia (czyli: plusów i minusów, a nie: plusy tak, ale nigdy przenigdy ani jednego minusa!) ZNACZNIE przyczynia się do zdrowia psychicznego i poczucia szczęścia.

Dwie strony tej samej monety: na jednej plus, na drugiej minus. Nie wyrzucaj minusa, bo jednocześnie pozbędziesz się plusa.

Więc kiedy następnym razem poczujesz, że minusy obłażą Cię jak mrówki, jakbyś niechcący wszedł w mrowisko (też Ci się zdarzyło?), powiedz sobie, a najlepiej kilka razy: “nie ma nic złego w tym, że czuję się źle”.

Bo faktycznie nie ma w tym nic złego.

3. “Nie jestem sam”

Fajnie by było, gdyby ściany były ze szkła. Wszystkie!

Mógłbyś się wtedy przekonać, jak dużo osób zamyka się w na klucz i płacze do poduszki.

Problemy jednak mają tę „magiczną” moc, że potrafią wmówić Ci, że jesteś sam i że nikomu innemu takie coś się nigdy nie przydarzyło. Że tylko Ciebie spotkają takie wyjątkowe nieszczęścia i że nikt (zwłaszcza w Twoim otoczeniu) nie sięgnął jeszcze tak głębokiego dna jak Ty.

Przezroczyste ściany pokazałyby Ci, że jest zupełnie na odwrót.

Że nie jesteś sam. Że kiedy Ty obgryzasz paznokcie ze strachu, Twój sąsiad robi to samo. Że kiedy Ty wątpisz w siebie, cała masa ludzi, których mijasz codziennie na ulicy, wątpi w siebie na okrągło — nawet wtedy, kiedy robią wrażenie niesłychanie pewnych siebie.

Nie ma ścian ze szkła, które by Ci o tym przypominały, musisz więc sobie sam powtarzać, że nie jesteś sam. Carl Jung ujął to fantastycznie: “to, co najbardziej osobiste, jest najbardziej uniwersalne.” Bo nie jesteś sam.

4. “Chcę zobaczyć, czy dam radę”

Uwielbiam Gwiezdne Wojny i mistrza Yodę, ale nie mogę zgodzić się z jego: „Nie próbuj. Rób albo nie rób. Prób nie ma.”

Są! Próbuj! Ile dusza zapragnie!

Kiedy stawiasz przed sobą nowe wyzwanie (autoempatia, nauka języka, wyjazd zagranicę, ugotowanie obiadu na 20 osób) nie mów sobie: „raz kozie śmierć”, „albo się uda, albo poniosę klęskę”. To zbyt czarno–białe, by było prawdziwe.

Dodaj trochę szarości i płynu do zmiękczania i powiedz sobie coś o wiele bardziej życzliwego, jak np: „chcę zobaczyć, czy dam radę”.

A w domyśle: „może się uda, może nie, może polubię, może nie, nie wiem, co się stanie i dokąd to mnie zaprowadzi, ale chcę zobaczyć czy dam radę”. Bierzesz wszystkie te opcje pod uwagę i nie naciskasz na siebie, żeby na pewno osiągnąć zyski.

Próby i błędy — to najlepsze metody by dojść do świetnych pomysłów, kreatywnych rozwiązań, a przede wszystkim żeby się czegoś nowego nauczyć.

5. “Nie musi być idealnie”

Wynajmujesz malarza ściennego, który już drugi tydzień maluje jedną ścianę w kuchni. Poprawia rzekome plamki, przebarwienia i zacieki. A Ty, jakbyś nie patrzył, nie możesz ich dostrzec. Więc zaczynasz mu powtarzać w kółko tylko jedno zdanie: „Nie musi być idealnie”.

Zrozumiałe.

Jednak! Kiedy sam ciągle widzisz rzekome niedoróbki i ciągle coś poprawiasz w swojej sylwetce, ubraniach, zdjęciach na FB, to nagle strategia malarza zyskuje na logice. Tak?

No więc — nie.

Nie musi być idealnie.

Cokolwiek robisz, cokolwiek gotujesz, piszesz czy mówisz — to wszystko nie musi być idealne.

Mało tego. Nigdy nie będzie idealne. Bo ideał to fatamorgana. Równie dobrze możesz gonić koniec tęczy. Wymyślony, nierealny cel. Biegnij za nim, a jedyne co znajdziesz, to frustracja i zmęczenie.

Nie musi być idealnie — „wystarczająco dobrze” w zupełności będzie ok. Powtórz to sobie kilka razy już dziś.

I co sądzisz o tych 5 zdaniach? Dziwne? Niekomfortowo się czujesz, kiedy wypowiadasz je na głos? Coś gdzieś ukłuło? Zabolało?

To dobrze. Znaczy że działa! Coś się ociepla. Lód się topi. Powtarzaj częściej.

Zostaw komentarz i napisz jedno zdanie, które Ty lubisz do siebie mówić po to, żeby dodać sobie sił. Jestem bardzo ciekawa :-)