6 podpowiedzi, jak nie brać wszystkiego do siebie

Kiedy bierzesz wszystko do siebie, przypominasz trochę Rzym – wszystkie drogi prowadzą tylko do Ciebie.

I cokolwiek by się nie działo, Ty to szybko połączysz ze sobą: zły humor znajomego, awangardowe manewry kierowcy jadącego tuż przed Tobą, kwaśną minę ekspedientki w sklepie, a nawet i brzydką pogodę.

Dlaczego bierzesz wszystko do siebie?

No dobra, zacznijmy od zrozumienia tego zjawiska. Pomysł na to, że wszystkie sytuacje i reakcje innych ludzi prowadzą do Ciebie, stoi na kilku nogach, jak stół.

a) Personalizacja

Jeśli bierzesz wszystko do siebie, to znaczy, że Twój umysł odruchowo szuka przyczyn wszystkiego, co się dzieje – w Tobie. Nie w okolicznościach. Nie w drugiej osobie. Nie w brzydkiej pogodzie i niskim ciśnieniu. Ale tylko w Tobie.

Tak jak porysowane okulary zniekształcają obraz, tak personalizacja zniekształca Twoje myślenie. Bierzesz na swoje barki coś, co nigdy nie miało z Tobą nic wspólnego.

Na przykład:

  • sąsiad nie przywitał się z Tobą – myślisz: „obraził się, pewnie jest na mnie za coś zły”,
  • znajomy zachorował – myślisz: „to przeze mnie, niepotrzebnie zapraszałem go do siebie wczoraj wieczorem”,
  • ktoś Ci zajechał drogę – myślisz: „no specjalnie mi to zrobił!”,
  • ekspedientka poskarżyła Ci się na kradzieże w jej sklepie –myślisz: „ale przecież ja nigdy niczego nie ukradłem”,
  • no i klasyk, przechodzisz obok grupki obcych ludzi, wybuchają śmiechem – myślisz: „na pewno śmieją się ze mnie”.

Widzisz, dla chcącego nic trudnego. Jak się mocno postarasz, nawyk personalizacji na pewno połączy Cię z trzęsieniem ziemi w Japonii i burzą na Słońcu.

Personalizacja zniekształca rzeczywistość. A co gorsze, prowadzi do dosyć fatalnych skutków. Bo jeśli wierzysz w to, że Twój sąsiad obraził się na Ciebie (a nie po prostu się zamyślił), albo że ekspedientka oskarżyła Cię o kradzież (a nie wyżaliła się Tobie, bo jesteś jej ulubionym klientem), to wpłynie na Twoje relacje z nimi.

I tak, ludzie, którzy nie mieli nic na myśli, nie chcieli Ci w żaden sposób dokuczyć, nie mają do Ciebie o nic pretensji, ni stąd ni zowąd widzą jak Ty:

  • złościsz się na nich,
  • obrażasz,
  • przymilasz,
  • przepraszasz,
  • tłumaczysz,
  • smucisz,
  • bronisz,
  • ścigasz,
  • udowadniasz, że nie mają racji,
  • atakujesz.

A taka akcja z Twojej strony, rzecz jasna, wywoła jakąś reakcję.

Gdzieś przeczytałam, że największy dystans jaki może dzielić ludzi to nieporozumienie.

Branie wszystkiego do siebie tworzy spore nieporozumienia, a przez to taki sam dystans w Twoich relacjach. To bardzo wysoka cena.

Jak przestać płacić tak wysokie rachunki i powoli pozbywać się brania wszystkiego do siebie – o tym za moment. Na razie wróćmy do kolejnej nogi od stołu.

b) Wewnętrzny krytyk

Jak się nad tym głębiej zastanowić – sytuacje, które bierzesz do siebie, to same negatywne sprawy. Inni się śmieją, obrażają, znęcają, złoszczą, wyżywają, krytykują, albo krzywo na Ciebie patrzą.

Tylko że… jeśli już szukać sprawcy, który się nad kimś znęca – to będzie Twój wewnętrzny krytyk. Przy każdej nadarzającej się okazji wgryza się w Twoje poczucie własnej wartości i pożera jej kolejną cząstkę. Obarcza Cię tym, za co w ogóle nie odpowiadasz.

I teraz, absolutnie najważniejsza sprawa – weź ją sobie do serca: jeśli patrzysz na siebie w bardzo negatywny i krytyczny sposób to wiedz, że widzisz zakrzywiony obraz rzeczywistości. A przez to automatycznie interpretujesz zwyczajne wydarzenia i okoliczności jako osobiste ataki i krytykę. I bierzesz je do siebie.

Istnieje ogromna szansa, że dane słowo czy gest nie miało z Tobą nic wspólnego, jednak Twój wewnętrzny krytyk przekonał Cię (w ułamku sekundy), że jest inaczej.

c) Szczypta narcyzmu

Amerykański pisarz Andre Dubus powiedział: „nieśmiałość ma dziwny element narcyzmu, przekonania, że to, jak wyglądamy i co robimy, jest naprawdę ważne dla innych.” Z braniem wszystkiego do siebie jest bardzo podobnie.

Przejmujesz się i przeżywasz to, co inni robią i mówią, ale w gruncie rzeczy dlatego, że siebie stawiasz w samym centrum wszechświata. To z Ciebie się śmieją. To Tobie pokazują humorki. To Ciebie krytykują. Wszystko rzekomo kręci się wokół Ciebie.

Przyznaj sam, że to nieco egocentryczna postawa, prawda? Co tu dużo mówić, całkiem nieźle sobie schlebiasz.

Nie wiem, kto był autorem tych słów, ale one ustawiają cały wszechświat z powrotem na swoje miejsce: „Mając 20, 30 lat martwisz się tym co inni o Tobie myślą. Kiedy masz 40, 50, przestajesz się tym martwić. A w wieku 60, 70 lat zdajesz sobie sprawę z tego, że nigdy o Tobie nie myśleli.” – i to jest bardziej adekwatny obraz rzeczywistości.

Jak przestać brać wszystko do siebie?

Już pewnie się domyślasz, że wszystkie ćwiczenia umysłowe, jakie możesz wykonać, żeby nie brać wszystkiego do siebie, nie będą miały nic wspólnego z innymi osobami. Bedą natomiast zaczynały się i kończyły na Tobie.

  1. Zacznij od siebie

    Im więcej o sobie wiesz, im więcej siebie rozumiesz, im więcej zdajesz sobie sprawę z tego jak działasz, jak myślisz i kim jesteś, tym mniejszą masz potrzebę, żeby inni ludzie określali to za Ciebie.

    Bądź dla siebie łagodny, rozbrajaj swojego wewnętrznego krytyka, ćwicz samoakceptację w każdym możliwym momencie, daj sobie czas i cierpliwość. Twoje poczucie własnej wartości nie zależy od tego, co sądzą o Tobie inni ludzie, ale co Ty sądzisz o sobie.

    To wewnętrzna robota, a nie zewnętrzna etykieta naklejona przez kogoś innego.

  2. Nie roztrwaniaj swojej energii

    Przejmowanie się tym, co myślą inni i branie wszystkiego do siebie bardzo wyczerpuje. Twardo trzymasz gardę i odpierasz (wyimaginowane) ataki, czyli żyjesz w ciągłym napięciu.

    Dlatego żeby to odkręcić, poćwicz podstawowe techniki relaksacyjne. Wybierz coś, co działa na Ciebie relaksacyjnie i regeneracyjnie. Coś, po czym odzyskujesz siły, spokój wewnętrzny i wracasz do równowagi.

  3. Szukaj alternatywnych wyjaśnień tego, co się stało

    Twój umysł nawykowo sprowadza przyczynę wszystkich wydarzeń do Ciebie. A żeby ten nawyk nieco rozmiękczyć i przekierować na inne tory, pomyśl o innych wyjaśnieniach swoich okoliczności.

    Na przykład, kiedy ktoś nie wita się z Tobą, może po prostu jest zmęczony, albo bardzo zdenerwowany, nieśmiały, albo krótkowzroczny (dosłownie, może nie rozpoznaje twarzy w odległości większej niż 5 metrów!)

    Wczuj się w położenie innych, postaraj się zrozumieć co czują i dlaczego postępują tak a nie inaczej. Najpewniej odkryjesz, że mają swoje powody, w ogóle nie związane z Tobą.

    Ta strategia odwrotna do personalizacji, przybliży Cię do innych i poprawi Twoje relacje.

  4. Przestań wierzyć wszystkim swoim myślom

    Tylko dlatego, że coś przyszło Ci do głowy w postaci jakiejś myśli, NIE oznacza, że musisz ją brać za niepodważalny fakt.

    Myśl to nadal tylko myśl. Dopiero Twoja niezłomna wiara w jej prawdziwość sprawia, że urasta do rangi wielkiego problemu. Dlatego kiedy czujesz, że znowu bierzesz na swoje barki cały świat, zadaj sobie kilka pytań:

    • Jakie są dowody na to, że mam rację?
    • Jakie są dowody na to, że nie mam racji?
    • Jak alternatywnie można spojrzeć na moją sytuację?
    • Jaki efekt daje mi mój obecny sposób myślenia?
    • Czy moje myślenie jest realistyczne?
    • Co bym powiedział najlepszemu przyjacielowi, gdyby był w mojej sytuacji?
  5. Krytyka to cenna informacja zwrotna

    Czasami bywa i tak, że faktycznie przyczyną jakichś okoliczności jesteś Ty. Być może faktycznie ktoś kiedyś Ciebie skrytykował albo obraził się na Ciebie. Tak bywa. Nie wyeliminujesz krytyki ze swojego życia. Nie unikniesz krytycznych uwag.

    Jednak nawet te najmniej przyjemne mogą Cię czegoś nauczyć, nakierować Cię na coś, czego wcześniej nie dostrzegałeś, popchnąć Cię w nowym kierunku.

    A żeby tak się stało, pytaj. Im dokładniejsze zadasz pytania tym lepiej („Ale co dokładnie masz na myśli?”, „Czemu tak sądzisz?”).

    Bez czepialstwa, złośliwości czy osądu, po prostu spróbuj dowiedzieć się, jak wygląda świat z perspektywy Twojego krytyka. Co takiego chce Ci przekazać. Może uda Ci się wyłuskać informacje, które bardzo Ci się przydadzą.

  6. Zrozum, że nie zadowolisz wszystkich i wcale nie musisz tego robić

    Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Nawet jeśli bardzo się starasz, jesteś przemiły, sympatyczny i do rany przyłóż – zawsze znajdą się takie osoby, którym będziesz działał na nerwy.

    Trudno. Warto o tym pamiętać. I darować sobie jakiekolwiek ciągotki do perfekcyjności. No i najważniejsze: pamiętaj, że masz prawo popełnić błąd, pomylić się, zrobić głupotę, okazać niedoskonałość.

Nie spodziewaj się, że odpuścisz i przestaniesz brać wszystko do siebie za pstryknięciem palców i przeczytaniem jednego (bardzo ciekawego) tekstu. Tak się nie stanie. To ciągły proces i kwestia praktyki. Sukcesywnego przestawiania swojego sposobu myślenia na nowe, bardziej pomocne tory.

To wymaga czasu i pracy. A jeśli nie idzie Ci tak szybko jakbyś sobie życzył – nie bierz tego do siebie. Tylko ćwicz dalej. Na dobry początek zacznij od tych 6 punktów.

Który najbardziej Ci się przyda?