8 dowodów na to, że idziesz w dobrym kierunku, nawet jeśli wydaje Ci się, że stoisz w miejscu

Oglądałam sobie ostatnio przepis na placek z borówką amerykańską i podczas mieszania suchych składników padło takie zdanie: „dodajemy cukier oraz sól, bo zawsze do tego co słodkie trzeba dodać trochę soli, wtedy ma lepszy smak”.

Spodobało mi się! Placka co prawda nie zrobiłam, ale to zdanie sobie zapisałam.

Wiele w nim prawdy. I nie tylko w odniesieniu do kuchni, ale także do rozwoju. Bo obok sukcesów zawsze pojawiają się porażki, obok zalet słabości, a obok postępów znajdą się też takie chwile, w których będzie Ci się wydawać, że nie ruszyłeś się do przodu ani na krok – mimo najszczerszych chęci i starań.

Zwłaszcza w takie dni warto sobie przypomnieć, że postęp nie zawsze musi być tak wyraziście dostrzegalny i oczywisty. Że nie wszystko, co Cię otacza to sama sól, ale także i nie same słodkości.

Jak wygląda postęp, kiedy pracujesz nad sobą

Postęp może przybierać postać wielkich decyzji, takich jak przeprowadzka do innego miasta, rzucenie palenia, zdanie zaległej matury, zapisanie się na terapię, albo zmiana pracy. Może, ale musi.

Bo nie musisz przechodzić przez wielkie zmiany, żeby nadal czynić postępy.

Postęp może wyglądać subtelniej. Gdzie zamiast olbrzymich susów, robisz niewielkie, ale bardzo ważne kroki. I nie ma najmniejszego powodu, żeby je bagatelizować.

A jak one mogą wyglądać?

1. Kiedy jest Ci źle, korzystasz z większego wyboru opcji, żeby sobie pomóc

Kiedyś w kiepski dzień, jedyne, co przychodziło Ci do głowy, to telewizor albo wycieczka do sklepu po lody (bądź też połączenie pierwszego z drugim) – dziś wiesz, że masz o wiele większy wybór możliwości.

Owszem – telewizor i lody nadal obowiązują, bo niby czemu nie. Jednak teraz masz też do wyboru takie opcje jak praktyka uważności, autoempatii i samoakceptacji, joga, pamiętnik, spacer, poproszenie o pomoc wspierających osób, pomocne książki, rozwojowe strony internetowe (polecam się), albo inne regularne praktyki, które ładują wewnętrzne bateryjki.

Oczywiście nie musisz korzystasz z nich wszystkich na raz i codziennie. Tak samo jak nie musisz rezygnować z lodów albo dobrego serialu. Po prostu wiesz, że wachlarz możliwości jest o wiele większy, niż Ci się kiedyś wydawało.

Próbujesz, sprawdzasz co pomaga Ci najbardziej. Lepiej znasz swoje potrzeby w danej chwili i umiesz sięgnąć po opcję, która je wesprze najlepiej.

A nawet jeśli Ci się nie uda, próbujesz dalej, bo masz z czego wybierać.

2. Nie wypełniasz rozkazów każdej swojej myśli

Kiedyś Twoje myśli i Ty to była jedna nierozerwalna całość. Coś Ci podpowiadały – Ty od razu wykonywałeś, reagowałeś, decydowałeś, denerwowałeś się, popadałeś w rozpacz albo podskakiwałeś jak na szpilkach. Wierzyłeś we wszystko, co mówią i bezkrytycznie brałeś je za pewnik.

Dziś… no cóż, być może czasami dzieje się tak samo – w końcu nadal jesteś człowiekiem, jednak pojawiają się takie chwile, kiedy potrafisz zadać sobie pytanie: „Czy to faktycznie tak jest? Czy ja aby na pewno dobrze myślę? Czy to na pewno moja opinia?”

To wielki postęp w relacji między Tobą a Twoimi myślami. Przy pewnym wysiłku potrafisz się od nich odkleić, postawić obok i przyjrzeć się nim. Zakwestionować. Sprawdzić. Skontrolować. I prześwietlić.

I co najpiękniejsze, czasami przekonujesz się, że to, co Ci podpowiadają, wcale nie musi być prawdą. To olbrzymi postęp z Twojej strony!

3. Nie polerujesz każdego sztućca na błysk

Kiedyś myślałeś, że czystość szuflad w Twojej kuchni daje świadectwo temu jaką osobą jesteś. Dlatego czułeś imperatyw, żeby wszystko prezentowało się jak najlepiej.

Dziś coraz słabiej w to wierzysz i nie identyfikujesz się ze swoimi widelcami. Teraz wiesz, że to tylko przedmioty, które posiadasz i używasz, dlatego czasami są w różnym stanie. I wcale nie definiują Twojej wartości jako człowieka.

W dodatku trochę mniej przejmujesz się tym, że ktoś skrytykuje Ciebie za niedopięty guzik. W takiej sytuacji coraz częściej jesteś świadomy, że w rzeczywistości to on pokazuje swoje własne problemy.

A nawet jeśli przejmiesz się tym i zrobi Ci się przykro, to nadal masz wiele opcji do wykorzystania, żeby zrozumieć siebie, pokazać sobie współczucie i pomóc w tej sytuacji (patrz punkt pierwszy).

4. Krytykujesz siebie i innych troszkę rzadziej niż kiedyś

Tak jak kiedyś, w kryzysowych sytuacjach, Twoim pierwszym odruchem była krytyka, tak teraz niekoniecznie. Dziś częściej łapiesz się na tym, że najpierw chcesz zrozumieć siebie oraz innych.

Nie potrzebujesz tak od razu wydawać osądów: „ten jest zły”, „tamten dobry”. Lepiej znosisz brak domknięcia szufladki z konkretną etykietą. Możesz zawiesić swoją opinię i stwierdzić: „nie wiem, co o tym sądzę, zastanowię się jeszcze, dam sobie czas, nie muszę od razu tego oceniać”.

I to jest ślad, jaki zostawił po sobie postęp. Ponieważ rzucanie wyrokami oraz szybko wykształconymi stanowczymi opiniami zawęża opcje i zamyka umysł. Jedna strona ma rację, a druga się myli, koniec kropka. – Takie czarno-białe interpretacje rzadko kiedy są pomocne.

Otwarcie się na wiele odcieni szarości pozwala spojrzeć na daną sytuację bardziej obiektywnie i prawdziwie, wraz ze wszystkimi wątpliwościami, niuansami, szczegółami.

To wielki postęp, kiedy potrafisz powiedzieć: „nie wiem, muszę się jeszcze nad tym zastanowić”.

5. To, co kiedyś sprawiało Ci wielką przykrość, teraz boli trochę mniej

Jeśli zaglądasz do mnie niepierwszy raz, dobrze wiesz, że nie wypatruję postępów w stylu: „pozbyłam się negatywnych emocji i myślę tylko pozytywnie”. Takich bzdetków tu nie wypisuję, bo są nieprawdziwe i zupełnie niepomocne, a jedyne co mają do zaoferowania, to ładne brzmienie.

Żeby wiedzieć, że robisz postępy, wystarczy, że to, co kiedyś sprawiało Ci wielką przykrość, teraz boli trochę mniej. To o wiele prawdziwsza wersja rzeczywistości.

Boli mniej, bo przetrawiłeś częściowo problem, oraz potrafisz lepiej radzić sobie z bólem. Nie spychasz go pod dywan, gdzie leży i rośnie jak na drożdżach. W zamian zajmujesz się nim odważnie. Przynajmniej w takiej części w jakiej dziś potrafisz. To i tak bardzo dużo w porównaniu do opcji z drożdżami pod dywanem.

Dlatego nie wyczekuj niecierpliwie, aż wielkie rany przestaną boleć, tylko zauważ i doceń to, że bolą kapkę mniej niż kiedyś.

6. Częściej wyrażasz swoje zdanie, mimo że nie zawsze z wymarzonym skutkiem

Tak, wiem że czekasz na ten moment, kiedy spokojnie i asertywnie powiesz „nie” temu, czego sobie nie życzysz i odważnie powiesz „tak” temu, za czym tęsknisz, pomimo że się boisz. Spokojnie, wszystko w swoim czasie, ten moment nadejdzie.

Nie marnuj jednak tak zwanego międzyczasu. Tu też dzieje się wiele ciekawych i ważnych rzeczy. Bo w międzyczasie coraz częściej wyrażasz swoje zdanie. Opowiadasz o sobie. Wypowiadasz na głos mało popularne opinie, które znacznie różnią się od całej reszty towarzystwa.

Możliwe, że stresuje Cię otwarte wyrażanie siebie, i nie wywołuje takiego entuzjazmu, jaki byś chciał uzyskać, a jednak mimo to nie rezygnujesz. Krok po kroku nie przemilczasz sytuacji, podczas których kiedyś zawsze trzymałeś język za zębami. Być może z różnym efektem, ale idziesz na przód.

7. Nie uciekasz w panice od każdej negatywnej emocji

Podczas burzy emocji, przechodzącej przez Twój umysł i ciało, potrafisz sobie przypomnieć, że jakkolwiek by one silne nie były, to nadal są tylko emocje.

Wiesz, że zaraz miną, dlatego nie musisz od razu działać pod ich wpływem. Więc zamiast uciekać w popłochu, jak kiedyś przy najmniejszym niekomfortowym odczuciu, dziś potrafisz zostać tam, gdzie jesteś i dać im przejść.

Dziś wiesz lepiej niż kiedyś, że ludzie to emocjonalne istoty, a skoro Ty też jesteś ludziem, to emocje były są i będą obecne w Twoim życiu. Niektóre z nich podobają Ci się, a inne niezbyt.

Tak czy owak, nie widzisz nic strasznego w tym, że czujesz. A nawet czasami pojawia Ci się myśl „czuję – znaczy, że żyję”. Hello! Witaj postępie!

8. Powoli zmieniasz swoje codzienne drobne nawyki

Codzienność składa się z bardzo wielu drobnych elementów. I trudno żeby zmiana objęła je wszystkie naraz. Dość często rozlewa się po tych elementach powoli i sukcesywnie, jeden po drugim. Dlatego możesz nie czuć, że Twój styl życia przechodzi drastyczne zmiany. Jednak to wcale nie znaczy, że nic się nie dzieje.

Dzieje się. Powoli. Krok po kroku. Element po elemencie.

  • Może troszkę wcześniej wstajesz.
  • Może troszkę głębiej oddychasz, kiedy otwierasz po raz pierwszy okno.
  • Może pijesz kapkę mniej kawy.
  • Może kapkę więcej zielonej herbaty.
  • Może troszkę bardziej starasz się wcisnąć w swój grafik chwilę tylko dla siebie.
  • Może troszkę rzadziej chwytasz za pilota, a troszkę częściej po pomocne książki.
  • Może jesz troszkę więcej warzyw i owoców niż słodyczy i ciężkostrawnych dań.

Może nie jest to rewolucja, ale z pewnością jest to ewolucja Twoich codziennych nawyków. To wielka rzecz!

Postęp nie musi być olbrzymi, żeby miał wielkie znaczenie i bardzo pozytywny wpływ na Twoje życie. Liczy się najmniejszy krok w dobrym kierunku.

Zostaw komentarz, jestem ciekawa, który z punktów zauważasz u siebie :-)

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.