8 sposobów na to, jak radzić sobie z krytyką trochę lepiej

„Krytyka to coś, czego z łatwością można uniknąć, nie mówiąc nic, nie robiąc nic i będąc niczym.” Te słowa ponoć wypowiedział Arystoteles (ale nie jestem pewna).

Dlatego, jeśli jesteś istotą ludzką, oddychasz, żyjesz i codziennie decydujesz się coś zrobić – to wcześniej czy później spotkasz się z krytyką.

W przypadku samokrytyki możesz wiele zdziałać, bo właściwie wszystko zależy od Ciebie – o czym pisałam wielokrotnie.Ale jak radzić sobie z krytyką z zewnątrz?

Dlaczego krytyka boli?

Każda krytyka, zarówno konstruktywna: „myślę, że jeśli jeszcze raz pomalujesz sufit to będzie o wiele lepiej wyglądał”, jak i destruktywna: „tylko idiota mógł nie zdać tak łatwego egzaminu”, potrafi ukłuć.

I nawet świadomość, że ktoś próbuje dowartościować się Twoim kosztem (Ja jeszcze nigdy nie przypaliłam ziemniaków.), wyrzucić na Ciebie swoją frustrację (Wszyscy faceci to dranie.), lub po prostu wyrobić swoją dzienną normę narzekania na cały świat (Nie, to w ogóle nie ma sensu, rzuć to w kąt i tak nic z tego nie będzie.), niekoniecznie uodparnia na ból krytyki.

Dlaczego tak się dzieje? Eleanor Roosevelt ujęła to tak: „Nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy, bez twojej zgody.” I jest w tym sporo, nieco gorzkawej, prawdy.

Żeby lepiej zrozumieć to, co pani prezydentowa miała na myśli, spójrzmy najpierw na Twoją głowę.

Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale nosisz na karku ultranowoczesny komputer do przetwarzania informacji. Wzrokowych, słuchowych, smakowych, intelektualnych, emocjonalnych oraz jakichkolwiek, na które zechcesz siebie wystawić.

Wszystkie doświadczenia i wydarzenia z Twojego życia muszą przejść przez tę maszynkę.

I właśnie tutaj dzieje się magia. W tym momencie nadajesz znaczenie, przypisujesz ważność i wymowę doświadczeniom, przez które właśnie przechodzisz. I to od tego etapu zależy Twoja reakcja, czyli to, co z usłyszaną krytyką zrobisz dalej.

Zapewne właśnie to miał na myśli pan Szekspir mówiąc, że „nic nie jest ani złe, ani dobre, tylko nasze myśli je takim czynią”.

No dobrze, ale czy to wyjaśnia dlaczego krytyka boli? Jeszcze nie, ale już się zbliżamy do rozwiązania tej zagadki.

Póki co wiemy, że:

  • Po pierwsze: żeby informacja do nas dotarła, musimy ją przetworzyć. Tak samo kiedy chcemy coś zobaczyć, widok ten najpierw musi przejść przez nasze oczy i korę wzrokową.

  • Po drugie: a zatem to nasza interpretacja wydarzenia zabarwia je pozytywnie, negatywnie lub neutralnie.

  • No i po trzecie: zależnie od zabarwienia zareagujemy radością, smutkiem, złością, albo… niczym – wtedy doświadczenia spływają po nas jak po kaczce.

Nie strzelaj sobie w stopę

Niestety maszynka do mielenia informacji – czytaj: Twój umysł – to bardziej skomplikowany mechanizm niż maszynka do mielenia mięsa. Jego elementy: wspomnienia, myśli, emocje, wrażenia, stany, cechy, doświadczenia, zachodzą i wpływają na siebie. Dlatego też spodziewaj się zwarć, małych awarii i partii wyrobów z defektami.

Jednym z takich defektów są, mówiąc naukowo, tzw poznawcze zniekształcenia (lub strzał w stopę – mówiąc nieco mniej naukowo). Na pewno szybko przejrzysz się w nich jak w lustrze, oto tylko kilka przykładów:

  • Generalizacja (jak raz skłamie, to już zawsze będzie kłamał).

  • Czarno-białe myślenie (jestem geniuszem – jestem idiotą).

  • Myślenie katastroficzne (kichnąłem, na pewno jestem chory, zamawiaj trumnę).

  • Powinności (powinienem zrzucić kilka kilo).

  • Obwinianie (to przez ten cholerny kraj, rząd, szefa i męża mam depresję).

Brzmi znajomo? Ja całkiem nieźle znam się na myśleniu katastroficznym, a Ty?

Ale… wracając z tej długiej, acz przyznasz, że fascynującej podróży do tematu krytyki – właśnie dlatego najczęściej tak bardzo boli.

Nasza interpretacja słów krytyki, a raczej pewne omyłki w tej interpretacji, doprowadzają nas do mało realnych wniosków, a co za tym idzie: do negatywnych stanów emocjonalnych.

Krótko mówiąc – ktoś Ci powiedział, że mógłbyś umyć swój samochód, bo jest brudny i nie widać tablicy rejestracyjnej. Twoja interpretacja tych słów rozszerzyła ich wydźwięk na całą Twoją osobę. Odebrałeś to jako: „twoje życie to jeden wielki bałagan, co z tobą nie tak?” No a po takiej uwadze trudno nie poczuć bólu.

Uff… Kawał drogi za nami! A najważniejsze, jeśli zapamiętasz, że zrozumienie własnych interpretacji, przyglądanie się im i bycie świadomym swoich poznawczych zniekształceń (momentów, w których sam strzelasz sobie w stopę) to pierwszy BARDZO istotny krok w stronę lepszego radzenia sobie z krytyką (no i co tu dużo mówić, w stronę lepszego życia też).

No to jedziemy dalej! Czas na kolejny krok.

Wiele metod na znoszenie krytyki

Uświadomienie sobie powyższych spraw nie zmienia faktu, że stoi przed Tobą człowiek, który z szerokim uśmiechem na ustach wbija Ci kolejną szpilę. I co z tym począć?

Spokojnie, na to też jest metoda. Tak naprawdę jest wiele metod, z których na pewno już korzystasz. Bo przecież każdy z nas musiał uzbroić się w jakieś sposoby znoszenia krytyki. Sęk w tym, żeby metoda, którą wybierzesz, bardziej Ci służyła niż szkodziła.

Poniżej przedstawiam Ci kilka wskazówek. Niektóre z nich mogą Ci się na początku wydawać sprzeczne z intuicją. Albo czymś, po co jeszcze nigdy wcześniej nie sięgałeś. Jeśli tak jest, to tym bardziej proponuję Ci z nich skorzystać, choćby na próbę. Zastąpić nimi metody, które stosujesz od lat, choć wiesz, że z dość marnym skutkiem. Nowe podejście może okazać się skuteczniejsze.

Ok, to do dzieła.

Twój plan radzenia sobie z krytykiem

  1. Nie odpłacaj się pięknym za nadobne

    Wiem, oj wiem, jak kusi, żeby na krytykę odpowiedzieć krytyką (spójrz na swój samochód, też nie błyszczy czystością!). Może w piaskownicy lub w przedszkolu ta metoda ma faktycznie rację bytu, ale w świecie dorosłych traci termin ważności i sensu.

    Odgryzanie się krytykantowi wywoła eskalację problemu. Powiecie sobie (o ile nie wykrzyczycie) o kilka słów za dużo. Każda strona postawi sobie za cel jedynie obronę swojego punktu widzenia. Rozmowa osiągnie punkt patowy. Podczas gdy rozwiązanie problemu zostanie ominięte szerokim łukiem. Innymi słowy to będzie początek końca.

  2. Wiedz, na czym stoisz

    Krytyka schodzi na złe tory kiedy zamienia się z konstruktywnej (popracuj jeszcze nad ortografią) na destruktywną (jesteś do niczego). Ta pierwsza ma na celu pokazanie Ci czegoś, czego nie dostrzegasz, usprawnienie i ulepszenie tego, co robisz, a nawet zaoferowanie praktycznych sugestii, jak tego możesz dokonać. Dlatego też pozostaje w obrębie tego co robisz (zrobiłeś ogromny bałagan w kuchni).

    Ta druga zaś to nic innego jak obrażanie ludzi, wytykanie ich win i błędów, i wysuwanie końcowych wniosków na temat całej osoby (jesteś bałaganiarzem). Jeśli czujesz, że sprawy przybierają nieciekawy obrót, czas najwyższy zatrzymać się i przekierować rozmowę na bardziej konstruktywne tory.

  3. Pytaj

    Im dokładniejsze zadasz pytania tym lepiej (ale co dokładnie Ci się nie podoba w tej bransoletce? czemu nie smakuje Ci moja sałatka z jabłka i śledzia?). Bez czepialstwa, złośliwości czy osądu, po prostu spróbuj dowiedzieć się, jak wygląda świat z perspektywy Twojego krytyka. Co takiego chce Ci przekazać. Może uda Ci się wyłuskać informacje, które mogą Ci się przydać do ulepszenia tego czym się aktualnie zajmujesz.

  4. Nie bierz tego do siebie

    Nie wyeliminujesz krytyki ze swojego życia. Nie unikniesz krytycznych uwag z wewnątrz, nawet jeśli nad tym pracujesz. Nie unikniesz też krytyki z z zewnątrz – jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził (proste acz prawdziwe). Poza tym, tak naprawdę, krytyka więcej mówi o krytykującym niż o krytykowanym. To on ujawnia swoje (krytyczne) opinie, odsłania swoje wartości i sposób w jaki obcuje z innymi ludźmi.

    No i najważniejsze: pamiętaj, że masz prawo popełnić błąd, pomylić się, zrobić głupotę, okazać niedoskonałość. Co może zostać wychwycone i odpowiednio skomentowane przez innych. Pamiętaj jednak, że nie jesteś przypalonym ciastem, ani nieudaną fryzurą albo swoim brudnym samochodem.

  5. Przyznaj rację (w pewnym sensie, lub aspekcie)

    Ten punkt być może Cię zdziwi, ale potrafi zdziałać cuda. Wysłuchaj krytyki (zawsze się spóźniasz!) i spróbuj znaleźć sposób, w jaki możesz przyznać rację swojemu rozmówcy (od czasu do czasu faktycznie zdarza mi się nie przyjść na czas.) Ten sposób nie tylko unikniesz eskalacji krytyki, ale pozbawisz krytykanta amunicji do ewentualnych dalszych ataków. Przyznanie racji przynajmniej w jakiejś części rozbraja krytykanta i szybko kończy dyskusję.

  6. Nie zgadzaj się

    Jeśli krytyka na tyle odbiega od realiów i kultury osobistej, że nie da się z nią zgodzić nawet w najmniejszym aspekcie – pamiętaj, że zawsze masz prawo nie zgodzić się z tym, czego właśnie słuchasz. Najlepiej jeśli wyrazisz swoją niezgodę w sposób konstruktywny – trzymaj się konkretów, nie nalepiaj nikomu etykietek na czoło, zachowaj spokój i odpuść sobie chęć postawienia na swoim w 100{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0}.

  7. Ucz się

    Krytyka, nawet ta najmniej przyjemna, może Ciebie czegoś nauczyć. Możesz wyciągnąć ziarno prawdy i skorzystać z uwagi (może faktycznie przydałoby się umyć ten samochód, albo zmienić fryzurę) Ale nawet jeśli jeśli krytyka została całkowicie wyssana z palca – to też okazja do nauki – jak NIE postępować, jak NIE traktować innych, jak NIE myśleć. Mniej przyjemne wiem, ale równie rozwojowe.

  8. Zachowaj spokój

    Czy ta rozmowa, krytyka i te słowa będą miały jakiekolwiek znaczenie za 5 lat? To pytanie zadaję sobie często w trudniejszych sytuacjach i ono pozwala nabrać większej perspektywy do tego, co się dzieje tu i teraz. W dużej większości przypadków odpowiedź brzmi „nie”. A jeśli brzmi „tak”, zadaj sobie jeszcze jedno pytanie: za co chciałbyś podziękować osobie, która Cię krytykuje? Zastanawiając się nad odpowiedzią, szukasz ziarna prawdy w krytyce, innymi słowy: okazji do własnego rozwoju.

Na koniec jeszcze jedno zdanie od Eleanor Roosevelt: „Rób to, co czujesz w sercu – i tak zostaniesz skrytykowany.”

Wszyscy podlegamy krytyce i nikt z nas jej nie uniknie. Ale teraz już wiesz, jak nie strzelić sobie w stopę własną, niepotrzebnie zaostrzoną jak szpikulec, interpretacją. Że umysł potrafi płatać figle i myśleć tendencyjnie. Właśnie poznałeś kilka skutecznych metod z których możesz skorzystać w razie potrzeby. A to naprawdę dużo.

Oddaję temat w Twoje ręce: jakie są Twoje doświadczenia w stawianiu czoła krytyce? Jakie metody według Ciebie są najbardziej pomocne?

2 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.