Świadomy oddech samoakceptacja

To zabrzmi absurdalnie, ale i tak je zrób — 2 ćwiczenia na autoempatię dla (naprawdę) początkujących

Na pewno zdarzyło Ci się nieraz zrobic jakąś absurdalną rzecz:

  • zacząłeś rozmowę o polityce przy wigilijnym barszczu z uszkami,
  • wziąłeś kredyt konsumpcyjny,
  • albo sięgnąłeś do portfela po swoje ciężko zarobione pieniądze, żeby kupić bilet na „Zmierzch”! (20zł i 2 godziny których nigdy nie odzyskam…)

Zatem absurd nie jest Ci obcy. Mi także.

To dobrze, bo to, do czego chciałabym Cię dziś zaprosić, na początku uznasz za absurdalne, dziwaczne i śmieszne.

Będziesz chciał powiedzieć mi: „Dziewczyno, o czym ty do mnie rozmawiasz?” Nazwiesz to egoizmem. Poczujesz dyskomfort, który przerodzi się w bunt. Wiem, wiem, wiem.

A skąd to wiem?

Bo sama tak myślałam, czułam i nazywałam. Bo przeszłam przez to wszystko i wiem jak to jest.

Ale mimo to i tak zachęcam Cię żebyś zrobił te 2 ćwiczenia.

Bo tak się składa, że one, w przeciwieństwie do „Zmierzchu”, przywracają równowagę w Twoim ciele i umyśle i budują Twoje poczucie własnej wartości. I to na Twoje zawołanie!

Co więcej!

  • Nie zajmą Ci dłużej niż kilka sekund.
  • Nie bedą Cię nic kosztowac.
  • Nie będziesz potrzebować żadnego sprzętu, modnie obcisłego stroju, ani karty członkowskiej.
  • Nie mogą już być prostsze, mniej wymagające i bardziej druzgocące dla wszelkich wymówek typu: „nie mam czasu”, „nie wiem jak się za to zabrać”.

No dobra. Przynajmniej rozważ to i daj (sobie) szansę. Zaczynamy.

1. Oddychaj

Ćwiczenie, które uczy Cię odprężać ciało i umysł na (Twoje) zawołanie

Jak?

Głęboko i świadomie.

Normalnie nie zwracasz uwagi na to, jak i kiedy oddychasz, tak jak i na to, że mrugasz oczami. Tym razem proszę Cię, żebyś oddychał nienormalnie.

To znaczy świadomie.

Wyjdź do ogrodu, jeśli go nie masz, to na balkon, a jeśli też go nie masz, to otwórz okno (okno raczej zakładam, że masz).

  1. Weź oddech, w trakcie czego odlicz powoli do 3.
  2. Zatrzymaj się i też odlicz to 3.
  3. Zrób wydech i odlicz do 3 (a jeszcze lepiej do czterech przy wydechu).

Dlaczego wydech bardziej Cię zrelaksuje niż wdech pisałam w tekście pt. „Jak budować odporność psychiczną? – najlepiej zanim nadejdzie kryzys”

To tyle.

Na dziś.

Jutro powtórz.

Pojutrze też.

Itd.

Kiedy?

Ja polecam poranki (ale ja jestem maniaczką poranków, także obiektywności mi w tej kwestii brak). Wstajesz, otwierasz okno i dotleniasz swój organizm. Proste, szybkie i jakież przyjemne rozpoczęcie dnia!!

Ale, świadomymi oddechami, które nie zajmą Ci dłużej niż minutę możesz okraszać swój cały dzień. Na przykład wtedy kiedy:

  • robisz sobie przerwę w pracy,
  • wychodzisz na świeże powietrze,
  • wyprowadzasz psa,
  • myjesz naczynia,
  • stoisz na czerwonych światłach.

Do wyboru do koloru.

Po co?

Po to, żeby odpoczywać wtedy, kiedy TY tego chcesz. Kiedy TY uznasz, że tego potrzebujesz.

Żeby nauczyć się odprężać ciało (za którym od razu pójdzie umysł) na pstryknięcie Twoich palców.

A najprostszym sposobem na to jest właśnie świadome oddychanie.

Bo kiedy stresujesz się, panikujesz, denerwujesz i boisz, automatycznie skracasz i spłycasz oddech.

A krótki i płytki oddech tym bardziej pogłębia Cię w stresie.

Wyobraź sobie, że masz na to antidotum. Magiczny sposób, który od ręki odpręża, przywraca spokój i równowagę.

A z resztą, nie musisz sobie tego wyobrażać. Po prostu poćwicz głębokie oddechy a przekonasz się sam, że to działa.

Najpierw „na sucho”: kiedy kroisz pieczarki na pizzę, albo kiedy rozwieszasz świeżo wyprane skarpetki.

Wyćwicz się w świadomym oddychaniu.

A zobaczysz jak przydatna okaże się ta umięjętność wtedy, kiedy dziecko urządzi Ci atak humorków podczas zakupów w supermarkecie, albo kiedy dowiesz się, że szef wcale nie prosił Cię o prezentację nad którą pracowałeś 10 ostatnich dni (i nocy).

Bo wtedy zaczniesz oddychać głęboko i dzięki temu poczujesz, że napięcie rozpuszcza się jak lody w rożku które trzymasz ciepłą dłonią.

Poczujesz być może pierwszy raz w życiu! że masz duży wpływ na to, jak reagujesz na mało przyjemne sytuacje i jak się podczas nich czujesz.

2. Pochwal siebie

Ćwiczenie, które nauczy Cię budować poczucie własnej wartości.

Jak?

Nikt nigdy nie uczył Ciebie jak chwalić samego siebie, co nie?

Dlatego na sam początek, nie chwal siebie.

Tak jest, dobrze przeczytałeś.

Pochwały wypowiadaj tak, jakbyś mówił o kimś innym.

Przyjrzyj na siebie z dystansu. Kogo widzisz?

  • Osobę, która nie miała łatwego startu.
  • Która w pracy nie czuje się doceniona.
  • Która robi co może, i stara się, ale nie widzi natychmiastowych efektów.
  • Która postępuje tak, jak uważa najlepiej na dzień dzisiejszy..

Widzisz tę osobę wyraźnie?

Świetnie.

Teraz daj jej znać, że widzisz, jak się stara. Jak próbuje. Jak bardzo wysila się codziennie.

Pochwal ją za to, że:

  • wykazała się odwagą i wytrwałością,
  • zjadła kolejny zdrowy obiad,
  • przetrwała bardzo toksyczną rozmowę z szefem,
  • poprosiła przyjaciela o spacer,
  • cierpliwie wysłuchała „złotych, ale jakże nietrafionych rad” przyjaciela,
  • ucięła sobie drzemkę po powrocie z pracy,
  • poszukała ofert pracy, mimo że wcale nie miała na to ochoty,
  • nie uśmiechała się na siłę, wtedy kiedy była podłamana,
  • postarała się jak mogła najlepiej!
  • ciągle nad sobą pracuje i czyta rozwojowe teksty na internecie!

Pochwal siebie.

Tak jakbyś miał pochwalić kogoś, kto się stara i daje z siebie to, co najlepsze. Bo przecież TAK WŁAŚNIE JEST.

Kiedy?

Z samego rana za to, co zrobiłeś wczoraj. Wieczorem za to, co zrobiłeś dziś.

Nie czekaj na nikogo. Nie czekaj na komplement. Zrób to sam. Chwal siebie. Codziennie.

Po co?

Po to, żeby zrównoważyć te wszystkie myśli, którymi dołujesz się codziennie.

Te wszystkie: „nic mi się nie udaje”, „powinienem już widzieć jakieś efekty mojej pracy”, „jestem słaby”.

I żeby zauważyć wierniejszy prawdzie obraz w którym obok porażek współistnieją Twoje sukcesy.

Przywróć równowagę w swojej głowie i pochwal siebie.

No, już, teraz.
Dawaj.
Jedziesz!.

Kręcisz nosem?
Wiem wiem. Bo ja też kręciłam. To naturalne.

Ale z prostym czy wykręconym kufonem, zrób to.
Oddychaj i pochwal siebie.

I pamiętaj, bo to bardzo ważne!

Z takimi praktykami jak te, jest trochę jak ze zmianą toru lotu o jeden stopień w bok. Wydaje się, że to zbyt mało, żeby dało jakiś efekt. Ale po kilku minutach lotu okazuje się, że właśnie zmieniasz swoje przeznaczenie.

To którą propozycję nie do odrzucenia wybierasz jako pierwszą?
Zostaw komentarz i opisz jak Ci poszło :-)