Chwytaj szczęście w swoje ręce. Nie ma na co czekać!

Nad brzegiem rzeki, w blasku zachodzącego słońca, pewien wędkarz łowił ryby. Podszedł do niego biznesmen, który potrzebował odetchnąć po ciężkim dniu pracy i zagaił:
„Często ciebie tu widzę – chyba nigdzie nie pracujesz, prawda? Może warto czymś się zająć, znaleźć jakąś pracę, zamiast cały dzień siedzieć na plaży?“
Wędkarz uśmiechnął się i zapytał:
„A jaką z tego będę miał nagrodę?”
„Mógłbyś kupić sieć i złowić więcej ryb.“ – odrzekł biznesmen.
„A potem jaką z tego będę miał nagrodę?” – ponownie zapytał wędkarz.
„Wtedy mógłbyś kupić łódź i zatrudnić ludzi, by pracowali dla ciebie.“ – wyjaśnił biznesmen.
„A jeśli już to zrobię – to jaką z tego będę miał nagrodę?”
Biznesmen rozzłościł się i podirytowanym głosem rzekł:
„Czy ty nic nie rozumiesz? Mógłbyś posiadać flotę statków, pływać po całym świecie i nadzorować swoich pracowników jak łowią dla Ciebie ryby!“
„I jaka w tym nagroda dla mnie?” – dalej dociekał wędkarz.
Biznesmen nie mógł opanować swoich nerwów i krzyknął:
„Czemu ty tego nie rozumiesz?! Mając flotę nie będziesz musiał o nic się martwić, nie będziesz musiał pracować, całymi dniami będziesz mógł jedynie siedzieć na plaży i oglądać zachód słońca!“
Wędkarz nie przestając się uśmiechać odrzekł:
„A myślisz, że teraz to co robię?…” 

Rady biznesmena wcale nie są takie złe, wręcz przeciwnie – trafne i całkiem rozsądne. Jest tylko jeden problem – umiejscawiają szczęście w przyszłości. Natomiast wędkarz nie chce czekać. On chce czuć się szczęśliwy tu i teraz. W tej chwili. I robi to.

Nie sugeruję Ci żebyś przestał planować, porzucił cele i poleciał z wędką nad najbliższe bajorko. Przyszłość jest ważna, ale równie ważne jest to, w jakim stanie znajdujesz się teraz. Plany i cele mogą być cudowne i najwspanialsze – co nie znaczy, że teraźniejszość taka nie jest.

Od 0 do 10

Na skali od 0 do 10, ile byś sobie dał za subiektywne poczucie szczęścia?

3? 5? A może 8?

Pewnie nie jest źle, ale zawsze mogłoby być lepiej – prawda? Bo przecież nie pogardziłbyś kilkoma spektakularnymi sukcesami i wszelkimi korzyściami, jakie ustawią się za nimi w kolejce. Kilka dodatkowych zer na koncie, metrów kwadratowych w domu, koni mechanicznych w samochodzie, czy tytułów przed nazwiskiem podbiłoby Twój wynik o jeden, dwa, a może nawet trzy dodatkowe punkty.

„Ale do tego jeszcze długa droga“ – powiesz sobie – „te dodatkowe punkty na skali szczęścia same nie zapukają do mych drzwi.“ Zagryzasz więc zęby i ciężko pracujesz, ewentualnie modlisz się o cud. I czekasz…

Czekasz, przewidując, że kiedy już zjawi się ta właściwa osoba, idealna praca, albo perfekcyjny dom – wtedy będziesz szczęśliwy. Tak, tak, wtedy na pewno tak.

Otóż niekoniecznie.
A dlaczego?

Powód numer jeden – nie potrafimy przewidzieć naszych emocji

My, ludzie, potrafimy przewidywać pogodę, notowania na giełdzie, a nawet przyszłość z magicznej kuli. Ale wszyscy jesteśmy wyjątkowo kiepscy w przewidywaniu tego, jak będziemy się czuć w przyszłości. Co znaczy mniej więcej tyle, że przeciętny Kowalski nie jest w stanie przewidzieć, czy będzie szczęśliwy po wygranej na loterii, czy nieszczęśliwy, kiedy kombajn mu obetnie nogę.

No może wyobraźnia poniosła mnie w nieco drastyczne rejony, ale ogólna zasada brzmi: przeceniamy przyszłe pozytywne emocje, i niedoszacowujemy własnych umiejętności stawiania czoła i adaptacji do negatywnych wydarzeń.

Inaczej mówiąc, całkiem możliwe, że przez wygrane miliony odbije ci woda sodowa do głowy, przehulasz wszystko na bale, zostając z malutką ilością pieniędzy oraz szczęścia. Albo zaakceptujesz nowy rozdział życia bez nogi i odkryjesz nieznane dotychczas pokłady własnej siły i optymizmu, co paradoksalnie sprawi, że poczujesz się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Powód numer dwa – radości powszednieją

Dolicz do tego jeszcze jedną zależność. Nawet właściwa osoba, idealna praca, albo perfekcyjny dom, po jakimś czasie stają się Twoją normą. Z górnego wychylenia amplituda wraca do środka, bo po prostu masz je na co dzień. Powszednieją, normalnieją, a przez to przestają cieszyć.

Czekałeś cały rok, żeby pod choinką zobaczyć wymarzony telefon. Po czym w lutym nie możesz się oprzeć wrażeniu, że Twój telefon w przyszłej wersji 2.0 będzie tym czymś, co Ciebie NAPRAWDĘ uszczęśliwi. I koło się zamyka… oby do kolejnej gwiazdki.

Tak więc, wygrywanie w „Jak się będziesz czuł kiedy …?” nie należy do naszych mocnych stron. Dodatkowo to, co na początku jest oczkiem w szczęśliwej głowie, (zbyt) szybko powszednieje. I jaki z tego morał?

Otóż morał z tego taki, że warto oczywiście snuć plany, wyznaczać sobie cele i kierować się wartościami, które według Ciebie prowadzą do szczęścia. Właściwie to świetnie, kiedy tak jest, bo wyznaczasz sobie azymut, dzięki któremu każdy Twój krok ma sens.

Ale warto też nie zakotwiczać się całkowicie jedynie w przyszłości. Bo dziś, teraz, w tej chwili, tak samo przydałoby się czymś nakarmić pozytywne myśli i emocje.

Tylko czym?
Tym, co robisz teraz.

Małe, a bardzo cieszy

Oto jeszcze jeden fakt na temat szczęścia, który warto mieć w pamięci: bardziej liczy się ilość, niż jakość. Okazuje się, że łapanie szczęścia to łowienie drobnicy, a nie imponujących rzadkich okazów. I dobrze że tak jest, bo jakże łatwiej złowić płotkę niż szczupaka.

A czym w zwykłej codzienności mogą być owe płotki? Już pokazuję:

  1. Docenienie, że każdego ranka wstajesz o własnych nogach i przy zdrowych zmysłach.

  2. Słuchanie miękkiego mruczenie kota.

  3. Medytacja, chwila ciszy dla spokoju Twego ducha.

  4. Poranne ćwiczenia – ciało odżywione i zadowolone.

  5. Uśmiech do lustra – zawsze się przyda.

  6. Śniadanie? Czemu nie, wystarczy sięgnąć ręką, a może tym razem w łóżku? – Rozpusta!

  7. Poranna kawa, herbata, czy inna mała rozkosz w filiżance.

  8. Ulubiona muzyka, albo śpiew sikorek i szpaków z drzew obok przy otwartym oknie.

  9. Głęboki oddech świeżego powietrza, dotlenienie ciała i umysłu.

  10. Słońce na twarzy – optymizm w formie czystej.

  11. Inna niż zwykle droga do pracy – czemu nie?

  12. Miły gest kolegi do Ciebie, albo odwrotnie – małe, a jak cieszy.

  13. Długa rozmowa z dawno niewidzianym przyjacielem, aż ręka boli od trzymania telefonu – jak miło!

  14. Zapomniana dycha w kieszeni zamieniona w pyszne smoothie z mango.

  15. Świetny żart zasłyszany w autobusie.

  16. Długa kąpiel z bąbelkami. Odpływasz.

  17. Miękkie ciepłe kapcie, które przynosi pies. Może nie do końca chce Ci je oddać, ale przyniósł, doceń to.

  18. To, co lubisz – może książka, może krzyżówka, kulinaria, a może własny wiersz. Flow…

  19. Sen, błogi, życiodajny sen.

  20. A wieczorem, półsenny, wyliczasz swoje płotki złowione przez cały dzień.

I już. Cały kosz płotek nałapany. I nie gdzieś tam, kiedyś, ale tu i teraz. Dziś.

W ogromnym zbiorczym badaniu, pytanie o określenie swojego szczęścia od 0 do 10, zadano ponad milionom ludzi w 45 krajach. Przeciętny wynik szczęścia wyniósł 6.75! To naprawdę sporo!

Zawsze warto planować przyszłość, by móc podbić własny wynik poczucia szczęścia. Ale równie dobrze, możesz zrobić coś dla swojego szczęścia już dziś. Teraz. Za chwilę. Łowiąc swoją płotkę.

A co nią będzie? Spacer, telefon, a może ciekawy komentarz zostawiony pod tym tekstem?

2 komentarzy:
  1. Katarzyna Komorowska
    Katarzyna Komorowska says:

    Strona WOnder and Ponder jest dla mnie najważniejszym zbiorem wskazówek i rad. Jest poradnikiem w codziennym życiu, jak dbać o siebie, jak czytać w swojej głowie….i wreszcie…. jak żyć, aby być szczęśliwym człowiekiem….
    Jak dotąd nie znalazłam nic lepszego i ciekawszego, a czytam dużo…..

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Kasiu, nawet nie wiesz jak wiele Twoje słowa dla mnie znaczą. Dzięki Ci wielkie za to, że jesteś ze mną, że sięgasz też po starsze teksty, i za Twoje komentarze. Bardzo się cieszę, że znajdujesz tu właśnie to czego Ci potrzeba. Że gdzieś nasze drogi się skrzyżowały i wynikło z tego coś tak fajnego :-) DZIĘKI! :-) <3

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.