tory

Co każdy realista wiedzieć powinien

Na pewno znasz ten żart: pesymista widzi ciemny tunel, optymista widzi światełko w tunelu, realista widzi reflektor pociągu … a maszynista widzi trzech idiotów na torach.

Każdy z nich ma własną perspektywę. To co dla jednego jest szklanką do połowy pełną, dla drugiego jest w połowie pustą. Dlaczego? Bo każdy posługuje się tym samym, równie wadliwym, przyrządem pomiarowym – ludzkim umysłem. Realiści także.

Realiści nie istnieją

Nie wątpię, że wiesz na czym polega życie i jaki jest świat. Ale tylko i wyłącznie Twoje życie, i tylko Twój świat. A to nie to samo, co życie Twojej mamy, kolegi z pracy, czy brata bliźniaka. Twój świat jest inny niż mój, Twojej pani od plastyki z podstawówki i mojej sąsiadki – tej co wyprowadza przeraźliwie głośnego ratlerka codziennie o 6:00 rano.

Realista, z definicji, to ktoś, kto widzi świat rzeczywisty i potrafi go opisać precyzyjnie i poprawnie. Nie jest stronniczy w swoich osądach i nie ogląda świata przez żadne okulary, ani czarne, ani różowe. Realista – czyli osoba obiektywna.

No dobrze, powiedzmy sobie szczerze: któż potrafi porzucić wszelkie filtry i spojrzeć na świat taki, jaki on naprawdę jest? – Otóż, nikt. Z psychologicznego punktu widzenia, całkowicie obiektywna perspektywa nie istnieje. Co więcej, nawet gdyby istniała, to wcale nie byłaby dla nas korzystna, ani pomocna.

Nasz umysł, czyli wewnętrzny i zewnętrzny miernik, czujnik, licznik i radar, to maszyna bardzo, ale to bardzo nieprecyzyjna. Przekłamuje fakty, przedstawia szacunki zamiast konkretów, chodzi na skróty myślowe. To dlatego nie widzimy rzeczywistości takiej, jaka ona jest, ale wyjaśniamy sobie ją na różne, własne sposoby.

Rzeczywistość widziana na wiele sposobów

Martin Seligman twierdzi, że wyjaśniamy sobie świat w trzech podstawowych wymiarach:

  1. wewnętrzny / zewnętrzny;

  2. stały / zmienny;

  3. globalny / konkretny.

Zobaczmy, jak to działa na przykładzie naszych dwóch bohaterów: optymisty i pesymisty. Spotyka ich ta sama sytuacja, przykładowo zostają wyrzuceni z pracy.

  • Pesymista powie: jestem do niczego (wewnętrzny), w żadnej pracy nie umiem się odnaleźć (stały) nigdy nie znajdę nowej pracy (globalny).

  • Optymista powie coś zupełnie innego: zrobiłem co mogłem w tych okolicznościach (zewnętrzny), na pewno następnym razem pójdzie mi o wiele lepiej (zmienny), po prostu powinęła mi się noga. (konkretny).

Jak widzisz, tę samą sytuację przedstawiają z kompletnie dwóch różnych perspektyw. Co więcej, każdy z nich będzie przeciągał linę prawdy na swoją stronę.

Sięgaj po to, co Tobie pomaga

Niektórzy z nas lubią ścigać prawdę, myśląc, że zostawiają innych w tyle. Jednak taki wyścig dobrze byłoby okrasić większym sensem, niż po prostu: „pierwszy na mecie”, czyli: „ja wiem najlepiej”. A jest nim miara, czy Twoja interpretacja i wytłumaczenie wydarzeń Ci służy, czy przeszkadza. Czy dołuje, czy daje nadzieję. Czy odbiera Ci energię i motywację, czy wprost przeciwnie.

Podpisuję się obiema rękoma pod słowami Alberta Einsteina: „wolę być niemądrym optymistą, niż pesymistą, który ma rację”. Wytłumaczenie, że szef uwziął się na mnie i zrobił mi celowo na złość, wcale mi nie pomaga. Jedynie odbiera umiejętność zaufania komukolwiek w nowej pracy. Ale, jeśli przyjmę za normę, że zwolnienia zdarzają się każdemu, to choćbym miała rzeczywistość nieco podkoloryzować, to wolę tę drugą opcję, bo nie obdziera mnie z resztek energii, które mi pozostały po trudnym dniu. Wręcz przeciwnie, pomaga mi szybciej stanąć na nogi i iść dalej. W takim momencie nie mam ochoty brać pod mikroskop każdego gestu i słowa szefa, i rozstrzygać, gdzie leży tak zwana obiektywna prawda. W niczym mi to nie pomoże, bo nie zmieni tego, co już się stało, a przede wszystkim, ta, jakże obiektywna prawda i tak pozostanie pod wielkim znakiem zapytania. Dlatego owszem, zdrowy rozsądek jest wysoce wskazany, w równym stopniu, jak skupianie się na wyjaśnieniach, które nie przybijają nas do ziemi i nie kopią leżącego.

Wyjaśnienia rzeczywistości, które dodają energii, odwagi, nadziei to te, które praktykują optymiści.

Czyli:

  • wydarzenia pozytywne tłumaczą sobie tak: to ich zasługa (wyjaśnienie wewnętrzne), że zazwyczaj jak za coś się wezmą, to im wychodzi, bo mają odpowiednie umiejętności, talenty (stałe), oraz skoro teraz dobrze poszło, to są duże szanse, że znowu się uda (globalne).

  • wydarzenia negatywne tłumaczą sobie zupełnie inaczej: to okoliczności były wyjątkowo niesprzyjające (zewnętrzne), ale w każdej chwili moneta może się odwrócić (zmienne), akurat tutaj wiele czynników niefortunnie się złożyło (konkretne).

Optymista + pesymista = realista w wersji 2.0

Gwoli sprawiedliwości dodam, że każda z frakcji ma swoje mocne i słabe strony. Optymiści szybciej i lepiej odnajdują się w negatywnych wydarzeniach i szukają rozwiązań. Skupiają się na planie działania i nie zamartwiają, ani nie stresują się na zapas. Pesymistom zaś nie grozi niedocenienie ryzyka lub zagrożenia, czy też zbyt małe przygotowanie na przeciwności losu.

Jeśli masz silną potrzebę zachowania czegoś, co nazywasz realizmem, to najlepszą strategią jest zgarnąć wszystkie zalety optymisty oraz pesymisty, i przyrządzić z nich własną mieszankę. Dzięki niej dowiesz się, że nie wszystko, co Cię spotka, będzie przyjemne i słodkie, ale mimo to zachowasz poczucie pewności, że nawet w trudnych chwilach poradzisz sobie, a nawet wyniesiesz z nich cenną naukę.

Bajka o realistach

Żartów i anegdotek o pesymiście, optymiście i realiście jest wiele. Problem w tym, że optymista, jak i pesymista, prezentowani są w nich jak karykaturalne i biegunowo odległe skrajności. Gdzie optymista to bezpodstawnie, ciągle uśmiechnięty głupek, a pesymista to zawsze szukająca dziury w całym beksa-lala. Na tak przygotowaną scenę wkracza realista i wymierza sprawiedliwość. To dopiero nieźle opowiedziana bajka!

Nieważne czy przypniesz sobie plakietkę z nazwą optymista, pesymista, realista czy maszynista – każdy z nich siedzi w swojej bajce i przez jej pryzmat ogląda i ocenia świat. Z tą tylko różnicą, że z tego całego towarzystwa jedynie realista temu zaprzecza. On jako jedyny uważa, że jego umysł nie popełnia błędów, ani nie wymyśla własnych historii.

Ja nie chcę dołączać do grona tak zwanych realistów i dlatego oświadczam, że ten tekst powstał w oparciu o mój prywatny i subiektywny pryzmat, przez który patrzę na świat. I prezentuję tu prawdę taką, jaką ja widzę, podobnie jak optymiści, pesymiści, realiści, i maszyniści.

Wsparcie:

  • Martin Seligman – Optymizmu można się nauczyć

  • Ilona Boniwell – Positive Psychology in a nutshell: The science of happiness

6 komentarzy:
  1. mjkl
    mjkl says:

    Bardzo zręcznie napisany i wciągający tekst! :) Wciągnąłem go na jednym wdechu. Ale ale… Czegoś nie za bardzo rozumiem… W pierwszej części tekstu piszesz, że realiści nie istnieją, ponieważ nikt nie potrafi patrzeć na świat całkowicie obiektywnie bez swojego zestawu filtrów. Sprawa jasna. Dalej natomiast napisałaś, że realiści jednak istnieją jako połączenie cech pesymistów i optymistów. Trochę mi się to z sobą kłóci. O ile z drugą „definicją” realisty zgadzam się całkowicie, to zastanawiam się skąd wzięła się ta pierwsza? Czy to jest związane z tymi żartami, powiedzonkami i opowiastkami snutymi o realistach? Realista nie jest ideałem. Jest jak pesymista, czy optymista, tylko filtruje dane inaczej. Nie wie lepiej. Wie po prostu inaczej. A to, czy się obnosi ze swoją wiedzą w sposób sugerujący wyższość nad zdaniem pesymisty czy optymisty wynika chyba po prostu z indywidualnych cech osobowościowych. Znam optymistów, którym zdarza się mówić: „wiedziałem od początku”, albo „trzeba było posłuchać” lub „co ty tam wiesz, przekonasz się”. To samo może powiedzieć pesymista. :) Zdarzyło mi się też, że pewna osoba powiedziała mi „zrób jak mówię bo wiem co mówię, zamiast próbować po swojemu”, nie mogąc pogodzić się z tym, że mam własne zdanie i chcę się przekonać co sie wydarzy gdy zrobię po swojemu. To akurat był realista 2.0 :)

    W jednym z wcześniejszych komentarzy napisałem, że „jestem trochę realistą”. Nie chodziło mi o to, że moja ‚prawda’ jest lepsza. Jest po prostu inna (dlatego lubię chadzać swoimi własnymi ścieżkami). Pesymista powie, że afirmacje nie zadziałają bo nie są prawdą. Optymista, że to na pewno zadziała bo niesie pozytywny przekaz i wzmacnia. A realista, że być może zadziałają o ile pozytywnie się do nich nastawię i spróbuję w nie uwierzyć, zamiast od razu odrzucać jako bezużyteczne i nie moje. :) I to chyba zgadza się z definicją realisty 2.0 – i to właśnie jest tym, co powiem ja (choć kiedyś twierdziłem, że afirmacje to bzdury). Po prostu nie mogę przejść obojętnie obok realisty 1.0. :) Nie wiem, być może nie załapałem clou przekazu, ale musiałem to napisać bo drapało mnie :) Jako trochę realista szanuję zdanie innych i staram się brać na nie poprawkę. Choć nie zawsze wychodzi. Jak czasami każdemu :) Natomiast ta cecha powoduje też, że często wdaję się w dyskusje na różne tematy. Po to by poznać zdanie innych, lub aby dowiedzieć się czegoś interesującego. Ja nie przyjmuję wszystkiego na słowo honoru. Muszę to czymś podeprzeć. :) Czy to wada czy zaleta? Niech każdy odpowie sobie sam na to pytanie. :) Ale mam nadzieję, że moje komentarze nie są zbyt frustrujące. Jako „korniszona w dżemie” dodam, że jako trochę realista lubię science fiction (bardziej science niż fiction) i wierzę, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. :)

    A tak poza tym to wolałbym mieć znacznie więcej z optymisty. :)

    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      No dobra, przyznaję się otwarcie, ten tekst napisałam z malutkim dodatkiem prowokacji. Troszeczkę włożyłam kij w mrowisko tej naszej bardzo prawdziwej prawdy :-) Ale tylko po to, żeby rozszerzyć temat, wpuścić trochę świeżych pomysłów, opinii, takich jak np Twoje, za co jak zawsze dziękuję :-)

      Realiści istnieją, jak i maszyniści, jak każdy z nas :-) Chodzi o tą niezachwianą pewność: „moja racja jest mojsza”, a skoro mojsza, to znaczy, że to jest prawda. Nasz mózg popełnia zaskakująco dużą ilość błędów i częściej chadza na skróty, niż nam się wydaje. Po prostu dobrze jest o tym pamiętać, nawet jeśli według nas „taki jest świat” :-) Realiści istnieją jako jeden z wielu sposobów tłumaczenia swojej rzeczywistości, a nie jako osobny i odmienny gatunek ludzki. To co zasugerowałam, z czego każdy może skorzystać, lub też nie, to filtr który służy nam najlepiej, pomaga, wspiera nasze i tak niełatwe, z samej definicji, życie. Dlatego użyłam słów: „Jeśli masz silną potrzebę zachowania czegoś, co nazywasz realizmem, to najlepszą strategią jest…”

      Być może znasz ludzi (ja znam), którzy mówią tak: „jest źle i wiem, że tak będzie, bo musi być źle, i to przez długi czas, taki po prostu jest świat, tak wygląda rzeczywistość”. Nazywają siebie realistami i nie przyjmują żadnej innej opinii za prawdziwą. Nigdy takiej osoby do niczego nie przekonuję, jedynie sobie ją obserwuję. I co widzę dalej? Taka osoba potrafi porządnie sobie przeszkodzić w rozwoju. To, na co zwracam uwagę całym tekstem, a i całą stroną na dobrą sprawę, to żeby jak najczęściej stawać po swojej stronie i siebie wspierać, zwłaszcza kiedy faktycznie jest trudno. Chodzi o dialog z samym sobą, w pierwszym rzędzie, nie z kimś innym. To, że od takiego znajomego usłyszę „życie jest ciężkie i nikt nie obiecywał, że będzie inaczej”, to na mnie nie będzie miało wpływu, na moje decyzje, czy samopoczucie, zwłaszcza że o to zadbam. Wrócę do domu, wezmę prysznic i ciężar energii tego człowieka ze mnie spłynie. Natomiast on nie. On będzie w tym dusił siebie samego. Bo będzie wierzył, że to prawda, i w dodatku jedyna. A prawdy są różne, prawda czasu, prawda ekranu, prawda? ;-)

      Jakiego wytłumaczenia rzeczywistości słuchasz 24 na dobę? Nie od innych, ale czym sam sobie napychasz głowę, jaką wersją rzeczywistości – czy tą pomocną i biorącą pod uwagę różne opcje jako równie możliwe, czy tylko jedną jedyną, która w dodatku powoduje, że opadają Ci ręce? To jest sedno, i nie w rozstrzygnięciu czy to zaleta – wada, ideał – brak ideału, ale raczej – czy mam energię, żeby wstać dziś rano i zrobić to co chcę zrobić.

      „Wierzę że nie jesteśmy sami we wszechświecie” to zabrzmiało ciekawie, zwłaszcza że wczoraj wieczorem obejrzałam „Kontakt” z Jodie Foster, za każdym razem świetny! :-)

      Odpowiedz
      • mjkl
        mjkl says:

        Teraz spojrzałem na tekst inaczej. Dzięki za tłumacznie. :)

        Zastanawia mnie przykład,który przytoczyłaś. Mianowicie ten człowiek, który wierzy w swoją jedyną prawdę odbierającą czasem energię. To prawda (!), że własne nastawienie i zamknięcie się na inne wersje rzeczywistości może wiązać ręce i ograniczać perspektywę rozwoju. Tylko że czasami (pewnie nie zawsze) człowiek słyszy inne wersje, dostrzega je a nawet obserwuje w swoim otoczeniu. Widzi, że inni ludzie patrzą swoimi filtrami, mówią i czują coś innego. Ale ten człowiek nie wie jak sprawić, aby jedna z tych wielu prawd, jakże inna od jego własnej, stała się jemu bliższa. Zatem ten człowiek wie, że może byc inaczej, ale nie wie jak zmienić swój sposób postrzegania rzeczywistości, ponieważ sam innego wymiaru nie doświadczył. Nie zna go w praktyce. Nie chodzi o to, że nie wierzy bo jest realistą. Bardziej chodzi o to, że nie wie za którą gałązkę pociągnąć, aby dostać owoc, którego pożąda. W jego mniemaniu, za każdym razem gdy zbliża się do drzewa możliwości, dostaje ten sam owoc. Tak samo wyglądający i tak samo smakujący. Więc jak może wierzyć, że na tym czy innym drzewie rośnie jakiś inny owoc? Wtedy zaczyna przyjmować, że wszystko jest identyczne lub summa summarum prowadzi w to samo miejsce. Tylko inaczej się nazywa.

        Jesteśmy zbudowani na doświadczeniach – dla niektórych lepszych, dla innych gorszych. Kiedyś słyszałem (czytałem), że każde niepowodzenie można przekuć w sukces. Każdy sukces – w porażkę. Wszystko zależy od tego, jak sami postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość. Ktoś, kto doświadczył życia w sposób negatywny musi włożyć masę pracy, aby odwrócić sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości. Niektórzy tego nie potrafią. Albo inaczej: mają możliwość by to zrobić, ale nie wiedzą jak. Najbardziej budujące są pozytywne doświadczenia. Gdy się pojawią to zaczyna doceniać się słowa, które do nich doprowadziły.

        Między innymi dlatego tak ważne jest to, co tu robisz. :)

        P.S. Przepraszam jeśli coś pomieszałem – napisałem jak ja widzę ten temat, a podstaw naukowych do wymądrzania się nie mam absolutnie żadnych! :)

        Odpowiedz
        • Emilia Mielko
          Emilia Mielko says:

          Czasem, po długiej i wcale niełatwej podróży, człowiek odkrywa, że wrócił do punktu wyjścia – wierz mi, wiem, że to nie jest to, czego szukał i po co się wyprawił w tą całą podróż. Ale… przegrać bitwę, to nie to samo, co przegrać wojnę. Poza tym, kiedy spojrzę na moje doświadczenia, to nie wiem, czy przypadkiem porażki nie nauczyły mnie więcej niż sukcesy. Mówisz, że nie każdy potrafi obrócić minusa w plus. A ja w to nie wierzę, wiesz? Uważam, że każdy z nas to potrafi, tylko nie każdy podejrzewa siebie o to, że potrafi.

          Chuck Jones, amerykański reżyser animacji, twórca „Toma i Jerrego” i „Strusia Pędziwiatra”, powiedział, że na początku wcale nie było mu lekko. Był bliski rezygnacji ze swoich marzeń i mocno wątpił w swoje umiejętności, jak to zwierzył się swojemu wujkowi: „nie zamienisz świni w konia wyścigowego”. Wtedy jego wujek odpowiedział mu: „Faktycznie, ale możesz zostać bardzo szybką świnią.” (troszkę śmieszny ten cytat, ale bardzo go lubię :-) )

          Te wszystkie ograniczenia istnieją głównie w naszych głowach. Tak, praca nad sobą nie jest lekka, ale z drugiej strony nie znam innego tak fascynującego zajęcia. Jeśli powątpiewasz, czy to dla Ciebie, to rozważ alternatywę – nie szukać, nie rozmyślać, nie zastanawiać się, nie rozwijać, czyli nie wyruszyć wcale.

          Nie wiem jak Ciebie, ale mnie ta perspektywa o wiele bardziej przeraża, niż ryzyko, że czasami może mi się nie udać, i może będzie trudno.

          Zdaje się że to A. Einstein powiedział, że żaden problem nie może być rozwiązany z poziomu świadomości, która go stworzyła. Porażka to nic innego jak informacja, której zrozumienie pomaga wejść na ten inny poziom. Warto spokojnie poszukać odpowiedzi na: „czego to chce mnie nauczyć?”

          P.S. Nie ma za co przepraszać – to ja jestem wdzięczna za Twoje komentarze :-)

          Odpowiedz
          • mjkl
            mjkl says:

            Zadziwiające jest jak niektórzy ludzie za pewnik biorą, że tylko czasem się może nie udać, a inni uwazają, że co by nie zrobili to zawsze się nie uda. I to jest chyba ta różnica. :)

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.