Co zrobić, kiedy trudne osoby torpedują Twój rozwój – 6 punktów

Ok, na wstępie chcę zaznaczyć, że ogólnie stronię od stwierdzenia „trudne osoby”, ale chciałam, żeby tytuł był krótki i od razu zrozumiały. Jednak to bardziej skrót słowny, niż moje faktyczna opinia na temat niektórych osób. Wszystko tłumaczę poniżej.

  1. Po pierwsze – uważam, że o wiele częściej niż z trudnymi osobami, mamy do czynienia z nietrafionym dopasowaniem osób.

    I nie chodzi mi o dopasowanie osobowości, zainteresowań, wieku, bo przecież możemy się różnić. Ba! Wtedy, kiedy różnimy się od siebie, robi się ciekawiej, rozmawia się głębiej i żyje barwniej. Chodzi mi raczej o różnicę w etapach rozwoju, na których akurat się znajdujemy.

    Przyjmijmy umownie, że etapy rozwoju da się jakoś ponumerować. Jeśli przyszło Ci pracować, albo żyć pod jednym dachem z kimś, kto znajduje się aktualnie na etapie numer 5, a sam znajdujesz się kilka etapów wyżej (lub niżej), to będzie to kiepskie dopasowanie. Trudność relacji będzie spowodowana dokładnie tym rozstrzeleniem etapów rozwoju.

    To, co Ty rozumiesz, co przerabiasz, o czym myślisz, co dostrzegasz, czego masz świadomość, a czego nie – będzie się znacznie różniło od tego, czym akurat teraz żyje ta druga osoba. W takiej sytuacji owa różnica faktycznie może Was poróżnić.

    I zapomnijmy o jakimkolwiek wartościowaniu „ten etap jest lepszy niż tamten”. To nie tak. KAŻDY etap rozwoju jest istotny! Każdy ma swoje plusy i minusy. Każdy przypomina nam, że jesteśmy tylko ludźmi, że mamy swoje potwory w szafie, że jeszcze długa droga przed nami. I że wartościowanie „jestem lepszy”, „jestem gorszy” w tak subiektywnym procesie, jakim jest rozwój OSOBISTY, nie ma racji bytu.

    Poza tym rozwój z zasady jest dynamiką a nie statycznym stanem. Z tych wszystkich powodów owo dopasowanie może być faktycznie bardzo trudne.

  2. Po drugie – im większa różnica w rozwoju, tym trudniejsza codzienność między takimi osobami.

    Bo obie żyją tak jakby w trochę innym świecie. Obie, ze względu na swój etap rozwoju, myślą innymi kategoriami i w inny sposób. Dla obu mogą być ważne zupełnie inne sprawy, a jeszcze inne mogą uważać za trudne, albo wręcz odwrotnie – za nieistotne.

    I jeżeli znacznie różnię się i nie mam wspólnych tematów z sąsiadką spod czwórki, to jeszcze mała bieda. Owszem, trochę szkoda, że jedyne, o co mnie pyta, to czy mam dzieci i czemu nie, i czy dlatego nie mam, bo może jestem chora (autentyk).

    Przykre, ale dosyć łatwo z tej przykrości się otrząsnę, bo to tylko sąsiadka. Natomiast, jeśli ktoś taki mieszka ze mną pod jednym dachem, wtedy faktycznie robi się ciężko.

  3. Po trzecie, im bardziej początkowy etap rozwoju (nie, to nie to samo co „niższy poziom człowieka”) tym szybciej taka osoba mówi to, co ślina jej na język przyniesie.

    Szybciej zareaguje tam, gdzie spokojnie mogła by zamilknąć. Szybciej wypowie się w temacie, w którym nie dysponuje żadną wiedzą. Przestrzeń między: „przyszło mi do głowy”, a: „inni muszą się o tym dowiedzieć”, jest stosunkowo niewielka. To rozwój ją właśnie poszerza i wydłuża– uważność, autorefleksja, empatia i wiele innych umiejętności, których uczymy się podczas rozwojowej gimnastyki.

    A zatem ktoś, kto dopiero zaczyna ćwiczenia, wykazuje trochę gorszą kondycję. Naturalna rzecz, każdy, kto się rozwija, to zna, i przez to przeszedł. Tak musi być, nie da się tych etapów przeskoczyć (i nawet nie zadziałają triki, haki, protipy i inne sztuczki).

    Jakie to ma konsekwencje? A no takie, że:

    • Osoba z krótszym stażem rozwojowym może niestety wyrządzić krzywdę tej, której staż rozwoju jest dłuższy.

    • Może chlapnąć coś zupełnie nietaktownego.

    • Może mieć trudność wejścia w sytuację drugiej osoby.

    • Może nie wykazywać empatii, zrozumienia i akceptacji na takim poziomie, jakiego ta druga osoba oczekuje, chce, i na jakim sama już funkcjonuje.

  4. Po czwarte – zapomniał wół jak cielęciem był

    Czasami zapominamy o tym, że myśmy też tacy kiedyś byli (choć kapkę). Że kiedyś też zdarzało nam się coś chlapnąć, a potem żałować. Że kiedyś też bardziej reagowaliśmy, a nie odpowiadaliśmy na rzeczywistość.

    A przez to, że już o tym nie pamiętamy, to dziś wydaje nam się, że ta osoba robi nam na złość. Z premedytacją okazuje szorstkość, zamiast łagodność, bo chce nam dokuczyć. Celuje w nas!

    Jednak częściej niż rzadziej, ona nie celuje w nas, tylko po prostu reaguje. Szybko, bez zastanowienia, bez pomyślunku, bez wzięcia perspektywy innej niż swoją pod uwagę – reaguje. I może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego co robi.

    A nawet jeśli! krzywdzi Ciebie świadomie, wbija Ci kolejną szpilę, to tak naprawdę nie chodzi tu najprawdopodobniej w ogóle o Ciebie.

    Chodzi o jej problemy, jakie nosi w środku, niezwiązane z Tobą, które uzewnętrznia w taki sposób, w jaki potrafi. Myślę, że warto o tym sobie przypominać. Czasami to pomaga (choć oczywiście nie musi).

  5. Po piąte – wychodzimy z założenia, że skoro wychowujemy się pod jednym dachem z kimś, kto nam robił śniadania, kupował zimowe buty i odprowadzał do przedszkola, to zapewne jest to ktoś, kto chce naszego dobra.

    I to założenie jest bardzo pomocne, i niezbędne, żebyśmy się nie czuli mali i bezbronni, zwłaszcza w latach, w których faktycznie jesteśmy mali i bezbronni.

    Więc wiara w tezę: „inni chcą mojego dobra” jest konieczna dla naszego przetrwania. Na tyle, że aż ją w swojej głowie idealizujemy i tak mocno pielęgnujemy, że czasami aż za mocno. (Zwłaszcza jeśli latka mijają, a my przestajemy być tacy mali i tacy bezbronni.)

    Bliscy czasami urastają do rangi bohaterów, którzy wszystko wiedzą, wszystko mogą, których zdanie jest takie ważne. A potem okazuje się, że to też są tylko ludzie i że bliżej im do Clarka Kenta niż do Superman’a. Mają swoje ograniczenia, mają swoje wątpliwości i też są na różnym etapie swojego rozwoju.

    Oczywiście chcą naszego dobra, pod wieloma względami dbali i nadal dbają o nas i trzeba to sobie podsunąć pod nos. Jednak to nie jest wyidealizowana, podkręcona na 110% troska. A raczej bardziej ludzka, stąpająca po ziemi troska, ze swoimi wzlotami i upadkami.

    Pamiętajmy, że bliscy chcą naszego dobra, i jednocześnie chcą też swojego dobra. Też mają swój bagaż emocjonalny, swoją perspektywę, swoją strefę komfortu, swoje marzenia i cele. Też mają ochotę poczuć się ważni, albo poczuć ulgę.

    Nie każda z tych spraw musi być w zgodzie z Twoimi. Konflikt interesów na pewno zaistnieje. Dla równowagi pomyśl, czy Ty chcesz WYŁĄCZNIE czyjegoś dobra, zawsze i w 100%, bo to ktoś bliski?

    Wydaje mi się, że zdrową odpowiedzią będzie „nie”. Bo Twoje „nie” może wyglądać następująco: „Nie. Ja też chcę swojego dobra. Ja też chcę na przykład postawić na swój rozwój.”.

    I w tym momencie nie możesz ciągle patrzeć na innych jeżeli zależy Ci na postępach. A zmiany w Tobie najpewniej wywołają reperkusje w Twoich relacjach – no bo jakby mogły nie wywołać?

    I to jest to zdrowe, rozwojowe zadanie, żeby wtedy pomyśleć o sobie. Ty masz do niego prawo. Inni mają do niego prawo. Wszyscy mamy do tego prawo.

  6. Po szóste – i ostatnie już, dojrzewanie, stawanie się dorosłą (a nie tylko wyższą) osobą polega na tym, że zaczynamy myśleć, mówić, czuć, wyrażać, dostrzegać wartość i cenić swój świat NIEZALEŻNIE od aprobaty innych, ich oklasków i głasków.

    Ktoś może nas za coś pochwalić, zauważyć, wyróżnić, polubić, ale nie musi, żebyśmy wiedzieli, że nasze dokonanie ma znacznie i wartość.

    Ktoś może nas skrytykować i odrzucić nasze dzieło, ale to nie znaczy, że odejmuje wartości temu dziełu, tylko że wyraża swoją subiektywną perspektywę, która ma prawo się różnić od naszej.

    Proste? W żadnym razie. Możliwe? Jak najbardziej. Dlatego właśnie sięgamy po rozwój. Czy to oznacza, że trudne relacje stają się lżejsze? I tak i nie.

    • Nie, bo innej osoby nie zmienisz i jej zachowania mogą pozostać takie, jakie były do tej pory.

    • Tak, bo można zmienić krok po kroczku swoje zapatrywanie na to, co się dzieje między Wami.

    I chcę zaznaczyć jeszcze jedną rzecz, czyli uważaj bo jedzie ważne: momenty, w których wściekasz się, zapadasz się w sobie, popadasz w czarne myśli, ORAZ momenty, w których konfrontujesz się z kimś i stawiasz granice, I TAKŻE te momenty, w których coraz mniej dotyka Cię zachowanie trudnej osoby – wszystkie! podkreślam: WSZYSTKIE one zamykamy klamrą z podpisem „tak wygląda rozwój”. Bo każde uświadamiają Ci coś, pokazują Ci coś, motywują do czegoś.

Mam nadzieję, że gdzieś pośród tych kilku punktów znajdziesz coś pomocnego dla siebie, akurat na ten moment, którego obecnie doświadczasz.

Małe sprostowanie:
W tym tekście nie mówię o sytuacjach, w których dochodzi do aktów przemocy. Jeśli żyjesz w przemocowej sytuacji, proszę rozważ profesjonalną, zindywidualizowaną pomoc.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.