Czego nie robić, by nie przedobrzyć ze szczęściem

Tak sobie piszę o szczęściu, i czytam o szczęściu książki, artykuły naukowe i popularno-naukowe, uczę się cóż to właściwie jest to szczęście. Zbieram na ten temat naprawdę sporo informacji i tyle samo staram się przekazywać.

Może ktoś skorzysta. Może ktoś akurat będzie potrzebował takich słów. Może komuś się przydadzą. A może kogoś zmotywują. Mi ta wiedza pomogła zrewolucjonizować moje życie, nastawienie, a przede wszystkim relacje z samą sobą. Któż to wie, może ktoś inny zechce po nią sięgnąć. Wierzę w tę wiedzę. Wiem, że warto ją znać, bo poprawia jakość życia.

Kiedy zaczynasz wyliczać dobro, które Ciebie spotyka – mnożysz je. Kiedy medytujesz – koncentrujesz i uspokajasz się. Kiedy robisz to, co ma dla Ciebie duże znaczenie – widzisz sens. Kiedy bierzesz odpowiedzialność za siebie – przejmujesz siły we własne ręce. Kiedy ćwiczysz silną wolę – ufasz sobie.

Część odpowiedzialności za poczucie szczęścia biorą na siebie geny, ale mniej więcej tyle samo udziałów znajduje się pod Twoją kontrolą. Dlatego szczęście to zdecydowanie umiejętność, której można się nauczyć. Podobnie jak jazda samochodem. Zaczynasz od teorii, a kończysz na wakacyjnej przejażdżce po pięknych Mazurach z otwartymi szybami śpiewając na cały regulator hit wydobywający się z radia.

To, czego potrzebujesz do tej nauki, to 3 główne składniki:

  • zaangażowanie w projekt pt. „szczęście”,

  • motywacja,

  • wiara, że wysiłki dadzą efekt.

A nagrody kuszą: jeśli czujesz, że Twoje życie jest szczęśliwe, to nie tylko jesteś z niego zadowolony, ale jednocześnie Twoje związki z ludźmi są stabilniejsze. Twój system odpornościowy lepiej Cię chroni przed chorobami. Więcej zarabiasz, kreatywniej pracujesz, więcej pomagasz innym – w porównaniu z osobami mniej szczęśliwymi.

Tak, piękny obrazek. A co najważniejsze: prawdziwy i osiągalny.

Ale…

Dziś przy słowie szczęście chcę postawić jedno małe „ale”. Bo choć wszystko, co o szczęściu do tej pory pisałam, nadal podtrzymuję, to warto mieć w pamięci tę jedną rzecz.

Tak jak przy nauce czegokolwiek, na przykład jazdy samochodem, wskazane jest by nie przekraczać pewnego progu, kiedy to wielkie szczęście przeistacza się w presję, a z czasem w ciężką i niewdzięczną pracę.

Skoro wysoko sobie cenisz poczucie szczęścia – to istnieje ryzyko, że wysoko zaczniesz stawiać poprzeczkę szczęścia: uśmiech ma być szeroki, osiągnięcia imponujące, a powody do dumy ponad przeciętne. A z takimi oczekiwaniami dość łatwo odczuć rozczarowanie „zwyczajnym szarym dniem”.

A sęk w tym, że „zwyczajnych szarych dni” będzie z definicji więcej, niż tych wybuchowo barwnych. Bo jakby nie patrzeć, rzadziej skaczesz na gumowej linie z 150 metrów, niż po bułki do najbliższego spożywczaka. Rzadziej odbierasz złotą statuetkę za sukcesy, niż polecony na poczcie.

I kiedy poprzeczkę ustawisz bardzo wysoko, to te „zwykłe” sprawy mocno bledną w Twoich oczach. Lub jak to ujęto w badaniu, na które się powołuję w tej chwili: im bardziej cenimy szczęście, tym mniej prawdopodobne, że je osiągniemy, zwłaszcza kiedy znajduje się ono na wyciągnięcie ręki.

Myślę, że zgodzisz się ze mną, jeśli powiem, że presja w niczym na dłużą metę nie pomaga. Jeśli nabierzesz do głowy, że musisz wygrać, to koleżeński mecz w tenisa nie będzie przyjemnie spędzonym sobotnim popołudniem, ale ciężkim bojem. Jeśli powiesz sobie, że musisz dostać tłustą piątkę z egzaminu, to 4+ będzie dla Ciebie porażką. Jeśli obwołasz siebie mistrzem kierownicy, to przejażdżka na Mazury będzie cierpieniem, gdy przed lodziarnią krzywo zaparkujesz.

Skoro szczęście to umiejętność, której można się nauczyć, to podobnie też można przedobrzyć. Nałożyć na siebie taką presję, że paradoksalnie szukanie szczęścia – w rezultacie Ciebie unieszczęśliwi.

A o tą presję wcale nie tak ciężko.

Niezobowiązujące rozmowy z przypadkowo spotkanym znajomym, zdjęcia wystawiane w mediach społecznościowych, informacje ujawniane publicznie – jaki mają znak: plus czy minus? – oczywiście, że same plusy. Pełnia szczęścia. Wszystkim się powodzi. Każdy zadowolony.

A Ty? Czasami patrzysz na to wszystko i czujesz, jakby Ciebie szczęście omijało łukiem. Chyba coś źle robię, albo to ze mną jest coś nie tak – myślisz sobie.

I nakładasz w ten sposób na siebie presję bycia szczęśliwym. Zresztą te wszystkie osoby z facebooka, stale uśmiechnięte, też uległy tej presji. Bo jak możesz odczuwać szczęście w swoim fotelu z kubkiem herbaty i ulubioną książką, kiedy koleżanka z podstawówki właśnie wystawiła serię fotek, jak świetnie się bawi z mężem w Paryżu. Poprzeczka ulatuje gdzieś w górę, a to co masz przed sobą zostaje, opada i zamienia się w nieszczęście. Choć jeszcze chwilę temu było tak przyjemnie.

A wiesz co jest w tym najsmutniejsze? To, że Twoja herbata i książka uległa dewaluacji w świetle Paryża, a kiedy Twoja koleżanka dowiedziała się, że jej kuzynka w tym samym czasie opala się na Hawajach, Wieża Eiffla znacznie straciła w jej oczach.

I tak w kółko, poprzeczkę można windować bez końca. Zawsze można więcej, lepiej, wyżej. Można. Tylko po co? Kiedy w efekcie szczęścia za każdym razem ubywa, a nie przybywa.

Jednym ze sposobów na szczęśliwe życie jest zidentyfikowanie zewnętrznych (naglące terminy, wymogi) i wewnętrznych (krytyczne myślenie, wysokie oczekiwania) źródeł napięcia, jak pisze w swojej książce Carmel McConnell. Wszelkie presje tego typu mogą stać się barierą na drodze do szczęścia.

A ja dopowiadam – włącznie z presją, by być szczęśliwym.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.