Czego nie robić, kiedy masz do czynienia z trudną osobą

Dokucza, dogryza, lekceważy i doprowadza do szaleństwa. W dodatku nie pierwszy raz. I dobrze wiesz, że na pewno nie ostatni. Trudna osoba potrafi dać się we znaki.

Jeśli ręce Ci opadają na samą myśl o tak nieprzyjemnej osobie, a jednocześnie wiesz, że wspólnych spotkań nie da się uniknąć – czytaj dalej. W poniższych 4 punktach powiem Ci, czego nie robić, żeby i tak nieciekawej sytuacji nie pogorszyć (a najlepiej żeby ją poprawić).

1. Nie rób sobie nadziei na poprawę

Kiedy masz do czynienia z bardzo trudną osobą, najpierw porzuć nadzieję na to że:

  • ona się zmieni,
  • zrozumie Cię,
  • zacznie zachowywać się tak, jakbyś chciała.

Te opcje mieszczą się gdzieś pomiędzy kategoriami: „niemożliwe” a „bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobne”.

Bo osoba, która Ciebie rani, trzyma w sobie inny ból, z którym nauczyła się z radzić w pewien, nie do końca zdrowy i pomocny, sposób. Z czasem stało się to jej drugą naturą. A to, jak dobrze wiesz, nie podlega szybkim i spontanicznym zmianom na życzenie.

Wiem, że myśl o porzucaniu nadziei brzmi ponuro. Kiedy jednak się na to zdecydujesz, przestaniesz wyczekiwać magicznej zmiany. Dzięki czemu Twoja uwaga przekieruje się na bardziej konstruktywne tory. A wtedy łatwiej Ci będzie:

  • skupić się na tym, co masz przed sobą tu i teraz (a nie w hipotetycznej nie wiadomo jak dalekiej przyszłości),
  • poczynić realne konkretne kroki, żeby poradzić sobie z tą sytuacją (a nie wystawiać się na kolejne ataki).

W ten sposób zaczniesz powoli odpuszczać magiczną, wróżkowo-jednorożcową nadzieję, że ktoś, kto ciągle Ci dokucza, dziś wyjątkowo obsypie Cię miłością, akceptacją, i wsparciem.

Porzucanie nadziei może wydawać się przygnębiającym ruchem. W dodatku trudnym w praktyce. Jednak czasami taki zabieg może przynieść więcej korzyści niż wypatrywanie nadziei tam, gdzie jej najprawdopodobniej nie znajdziesz.

2. Nie przechodź do kontrataku

Kiedy ktoś Cię bombarduje – nie stój bezczynnie, ratuj swoją skórę. Ale to NIE oznacza – przejdź do kontrataku. To marne wyjście z sytuacji.

Lepiej powiedz, co czujesz. Wyraź jasno, jak z Twojej perspektywy wygląda ta sytuacja.

Czasami proste „jest mi teraz przykro/smutno/źle” wystarczy, żeby całą nieprzyjemną interakcję przenieść na inne tory. Nie twierdzę, że od razu na przyjemne i łatwe tory, ale póki co sam fakt, że będą inne, to już coś.

I przypominam – nie po to mówisz o swoich uczuciach, żeby kogoś atakować, zmieniać albo odbudowywać swoją nadzieję na to, że go magicznie oświeci. Nic z tych rzeczy.

Wyrażenie siebie – to Twój cel. Ochronienie tego, co czujesz. Uznanie swoich odczuć za ważne na tyle, że nie trzymasz ich dłużej w ukryciu. To nie jest kontratak, to jest strzeżenie swoich granic.

Tylko i aż tyle. A co druga strona z tym pocznie? To już nie Twoja sprawa.

3. Nie myśl, że tu chodzi o Ciebie

Chodzi o czyjś ból, który na skutek bieżącej sytuacji odżył i daje o sobie znać. Ból, który najprawdopodobniej ukrywa, tłumi i któremu zaprzecza od (zbyt) długiego czasu.

Osoba w takiej sytuacji potrafi mocno ugryźć. A kiedy tak się stanie, być może przyjdzie Ci do głowy pewien wniosek: „skoro mnie krytykuje, to znaczy, że coś jest ze mną nie tak.” Wierz mi, to wniosek zbyt prosty, żeby był prawdziwy.

Tu nie ma sędziów ani sądzonych. Jest za to kilku ludzi, którzy odczuwają ból i którzy robią ze swoim bólem różne rzeczy. Niektórzy edukują się, rozwijają, czytają teksty takie jak ten i chwała Ci za to. Inni traktują swoje bolączki życia jak piłeczkę, którą najlepiej po prostu podać dalej.

Uważaj, bo czasem możesz nią dostać w twarz, zwłaszcza kiedy akurat znajdziesz się na linii lotu. Ale to tylko tyle. Z Tobą to naprawdę ma niewiele wspólnego.

4. Nie czekaj na to, aż poczujesz się świetnie

Być może uważasz, że po wyrażeniu swojego stanowiska i całej konfrontacji, musisz poczuć się świetnie, żeby uznać całe zajście za udane. I że musi Cię przepełniać zadowolenie i duma ze swojej postawy albo odpowiednio dobranych słów.

Nic z tych rzeczy. Tak wcale być nie musi. Przed, podczas, czy po – ciągle mówimy o kiepskiej sytuacji, w której musiałaś bronić się przez bombardowaniem. Jakkolwiek by ta interakcja przebiegła „gładko”, to nadal daleko jej do przyjaznych i miłych stosunków.

Podczas kiepskiego momentu, masz prawo czuć się kiepsko. Nawet jeśli uda Ci się zrealizować swój cel – asertywnie wyrazić swój punkt widzenia, to nadal nie przypomina wakacyjnego pikniku na słonecznej łące pełnej kwiatów.

Ta cała sytuacja ma prawo Cię boleć. I jeśli osłoniłaś się przed atakami i cało z niej wyszłaś – tyle wystarczy. Nie czekaj na przypływ fantastycznej energii życiowej. Nie musisz czuć się świetnie w tych okolicznościach.

Zostaw komentarz.Daj mi znać, który punkt najbardziej Ci się przyda.

Psst! – Jeśli 4 punkty to dla Ciebie stanowczo za mało – kliknij tu, gdzie znajdziesz 11 podpowiedzi, jak trochę lepiej radzić sobie z „trudnymi” ludźmi

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.