Zupka chińska

Czym nie jest dla mnie rozwój osobisty

Nurtów rozwoju osobistego jest wiele. Ja dzielę je na dwie podstawowe kategorie: taką, która uczy odnalezienia się na swojej drodze i taką, której celem jest przygotowanie się do wyścigu. Pierwsza z nich ceni sposób podróżowania i przez to jest mi o wiele bliższa. Pisałam o niej we wcześniejszym tekście. Druga skupia się głównie na wynikach końcowych i nie mieści się w obrębie mojej osobistej definicji rozwoju osobistego. To ona jest tematem dzisiejszego wpisu.

Umysłowa dieta cud

Na pewno słyszałeś o metodach typu: „zakrzycz swojego wewnętrznego krytyka” albo „napisz swoje największe zmartwienia na kartce, a potem ją spal”. To przykłady dróg na skróty, nie działają dłużej niż przez kilka minut i kojarzą mi się z umysłową dietą cud, gdzie po wypiciu magicznego napoju spodziewasz się świetnej sylwetki i perfekcyjnego zdrowia. W najlepszym wypadku przynoszą ulgę na krótką metę i nic ponad to. Gdyby to naprawdę się sprawdzało, wszystkie siłownie i baseny dawno by splajtowały.

Na dłuższą metę, takie metody nie tylko nie pomagają w poradzeniu sobie z problemem, ale wnoszą sporo szkód. Nie wierzę w nie i sama nie praktykuję jakichkolwiek sposobów przypominających zupkę instant. Nie chcę siebie oszukiwać, bo za bardzo siebie szanuję, by narażać się na szkodliwe skutki uboczne – podobnie jak nie jadam zupek w proszku. Większości problemów nie da się po prostu zepchnąć pod dywan, emocji wyprzeć, wspomnień wymazać, a myśli zakrzyczeć. Umysł w ten sposób nie działa. Jeśli niechciane doświadczenia czy emocje wygonisz drzwiami, one wrócą oknem. Jeśli ich nie zmienisz, nie zaakceptujesz, nie zrozumiesz – świadomie lub nie – będziesz bezwiednie przekazywał dalej, będzie to rzutowało na Ciebie, relacje z innymi, sposób myślenia, działania, emocje, itd. A wypracowanie innego spojrzenia na jakąkolwiek sprawę, to wymagający empatii, cierpliwości i pracy proces, a nie jednominutowa magiczna sztuczka.

Ograniczenia wiekowe

Osobiście uważam, że byłoby dla nas lepiej, gdybyśmy nie znali daty własnych urodzin i nie mieli możliwości liczenia lat. Może nie dostawalibyśmy urodzinowych prezentów, ale to chyba jedyna wada, jaką dostrzegam w tym pomyśle. Zbyt często widzę, jak wielką uwagę poświęcamy wiekowi. Stał się on przelicznikiem, który podnosi albo opuszcza szlaban na wszystkie możliwe zachowania – w zależności od sytuacji. Twój pesel decyduje ZA CIEBIE o tym, czy możesz nałożyć te buty, czy już nie wypada. Czy możesz zapisać się na studia, czy już jest na to za późno. Czy masz prawo myśleć niezależnie, czy jeszcze lub już, nie. Od wyglądu, poprzez zawód, a kończąc na czasie wolnym – wiek staje się panem i władcą podejmującym za Ciebie różne decyzje. W ten sposób władzę i moc, jaką dysponujesz jedynie Ty, przekazujesz nic nie znaczącej liczbie. Gdybyśmy nie znali daty swoich urodzin, nie moglibyśmy powiedzieć: „jestem na to za stara” albo: „kiedy ty dorośniesz”, czy nieśmiertelne: „ile ty masz lat!?”

Niestety obserwuję, że rozwój osobisty mający na celu przygotować Cię na wyścig a nie drogę, nakłada i wzmacnia ograniczenia wiekowe. Kierowany jest głównie do młodych, ambitnych, pnących się ku górze profesjonalistów, najczęściej mieszkających w dużych miastach. Nie ma tam miejsca na 65-letnią panią, która właśnie przeszła na emeryturę i chciałaby odkryć nowy rozdział swojego życia. Nie ma też miejsca dla maturzysty, który jeszcze nie wie, co chciałby zrobić ze swoim życiem. Nie zmieści się tam też wiele innych osób, nie tylko ze względu na pochodzenie i zamożność, ale przede wszystkim wiek. To bardzo krzywdzące.

Wiek nie jest żadnym kryterium. Nie istnieją żadne zasady potwierdzające, że dziecko nie może być mądre, a osoba starsza na pewno obrosła w wiedzę. Często jest odwrotnie – można przejść przez całe długie życie i nie nauczyć się niczego, oprócz zręcznego powtarzania kilku wyuczonych nawyków.

Atrakcyjne na początku

Każdy ma inne potrzeby i w odmienny sposób rozumie rozwój osobisty. Ale jak mówi tytuł tego tekstu, dziś przedstawiam moje własne poglądy na ten temat. Myślę, że różne metody typu: „szybko i skutecznie zmień swoje życie w jeden dzień” mogą być atrakcyjne i kuszące np. dla kogoś, kto chciałby coś w sobie poprawić, ale przeraża go ogrom pracy, jaka go czeka. Taka osoba zerka na półkę w księgarni i widzi tytuł: „Jak stać się kimś lepszym, znaleźć swój życiowy cel, schudnąć, zbudować pewność siebie i nawiązywać udane relacje z innymi ludźmi w 20 minut.” Zwłaszcza na samym początku tego typu książki mogą dodać energii, motywacji, ale to jest ich jedyna mocna strona. Mogą zaciekawić swoją barwnością i nadać pewien rozpęd na samym starcie. Ale to wciąż za mało na długodystansową wyprawę, którą jest rozwój osobisty.

To trochę tak, jakbyś miał ochotę zacząć zdrowo się odżywiać, więc sięgasz po pomarańczę. Żywy kolor, słodki smak i orzeźwiający zapach – to na pewno przyciąga. Ale chcąc kontynuować zdrową dietę przecież nie będziesz jadł samych pomarańczy. Więc przeglądasz książki kucharskie, oglądasz programy kulinarne, umawiasz się na wizytę z dietetykiem i uczysz się zasad zdrowego żywienia. Z czasem zaczynasz sam gotować coraz zdrowsze i coraz to bardziej złożone dania. Czy będą wymagać więcej czasu i starań z Twojej strony? Oczywiście! Czy będziesz wolał wysilić się, czy pozostać na diecie składającej się z samych pomarańczy? Pewnie jeszcze nie raz sięgniesz po cytrusy, ale tym razem jako jeden z wielu składników podawanych na wiele różnych sposobów. Bo jeśli będziesz chciał dbać o swoje zdrowie na serio, sama pomarańcza już Ci nie wystarczy.

Wybór metod, autorów i nurtów rozwoju to w dużej mierze osobista mieszanka potrzeb i gustów każdego z nas. Jeśli myślisz na poważnie o pracy nad sobą, to nawet jeśli na początku zachłyśniesz się błyskotliwymi metodami pt. „szybko i skutecznie”, i tak po pewnym czasie sam uznasz, że to trochę za mało… za mało wiedzy i za mało wysiłku.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.