Jabłko

Dlaczego diety nie działają i co zrobić, żeby zaczęły

Czego potrzeba, żeby zdrowo się odżywiać?
To proste – odpowiesz – kaszy, sałaty, przypraw i dwóch rąk, żeby zamienić to wszystko w danie. Innymi słowy bierzemy składniki, przepis i już. Samo zdrowie gotowe. Czyż nie? No… niestety nie.

Gdyby to wystarczyło, to każda dieta świata była by efektywna, a otyłość i choroby za nią podążające nie istniałyby. Ale fakty są inne. Bo techniczna wiedza co i jak jeść to za mało. Nie zachęca i nie dopinguje do zmian w odżywianiu. Dlatego to nie na przepisach i produktach opiera się zdrowia dieta.

Przechodzę na dietę: technicznie rzecz biorąc

Wybija dwunasta w nocy. Odmrażasz sobie cztery litery po to, żeby popatrzeć na piękne ogniki na tle czarnego nieba i łyknąć szampana. Juhuu. Życzenia złożone, hałas ucichł, czas przyłożyć głowę do poduszki. W ostatniej chwili przytomności przed snem przyrzekasz sobie – od jutra przechodzę na dietę. Mam wszystko czego potrzebuję, wiem co robić, może tym razem w końcu mi się uda.

Każdy, kto złoży sobie takie przyrzeczenie, dysponuje całym arsenałem wparcia:

  • przepisy kulinarne – wegańskie, wegetariańskie, bezglutenowe, glutenowe – znajdziesz je bez problemu. I w dodatku w 10 różnych odmianach. Z jajkami i bez, z solą, z miodem, z suszonymi daktylami, i bezą z wody po fasoli. Chcesz – masz.

  • wiedza merytoryczna – książki, albumy, opasłe, cieniutkie, małe i duże, nawet w kształcie ziemniaka albo ciastka, z przepięknymi obrazkami. Wszystkie one nie tylko są skarbnicą przepisów kulinarnych, ale i wiedzy na temat tego, co jeść, w jakich ilościach, o jakich porach dnia, co z czym łączyć, a czego w żadnym razie nie, w jaki sposób Twój organizm strawi to, co przygotujesz dziś na obiad, a w jaki wykorzysta jako źródło zdrowia i urody. Oczywiście tą samą wiedzę sprzedają liczne programy telewizyjne, mniej lub bardziej profesjonalne filmy na youtube, blogi, sklepy, nie wspominając już o płatnych poradach u dietetyka.

  • znajomość ludzkiego umysłu – sposób odżywiania to nawyk, czyli coś, do czego przyzwyczaiłaś się, co wypływa automatycznie i przebiega gładko. Dlatego oprócz przepisów i porad na temat samego jedzenia, potrzebujesz zrozumieć jak działa umysł i jakimi prawami rządzi się nawyk. Dzięki temu wiesz, że np: lepiej stawiać konkretne cele, albo jeśli rozpowiesz znajomym, że przechodzisz na dietę, to zwiększysz swoje szanse na powodzenie. Tę wiedzę rozpowszechniają bardzo liczne i łatwo dostępne źródła.

  • umiejętności przechytrzenia umysłu lub żołądka – jak we wszystkim, co okazuje się być wyzwaniem, poszukujemy drogi na skróty. W stosowaniu diet jest tak samo. Co raz napotykasz reklamy magicznych mikstur do picia, tajemnych kłączy z lasów tropikalnych, albo trików psychologicznych, które po zastosowaniu uwolnią Cię od nieprzyjemności stosowania diety a jednocześnie od zbędnych kilogramów.

  • silna wola i stalowe nerwy – jeśli przeszłaś na dietę, to nagle zaczynasz uświadamiać sobie istnienie własnej silnej woli, lub jej braku. W tej kwestii też znajdziesz wiele poradników, które Ci doradzą, jak ćwiczyć silną wolę. Czy stać się strażnikiem samego siebie, czy może dopingującym przyjacielem.

Czytasz, oglądasz i wiesz. Stosujesz? Nie.

Miesiąc po Nowym Roku patrzysz na przepiękną wystawę i zastanawiasz się, jakie by tu ciastka kupić. No cóż, znowu się nie udało, ale nie szkodzi, może na wiosnę spróbuję, jeszcze raz…

I teraz spójrz – masz wszystko, czego potrzeba: wiedzę, świadomość, książki, porady, a mimo to regularnie nie wychodzi. Kurczę pieczone na grillu z ziemniaczkami! Dlaczego to nie wychodzi?

Przede wszystkim dlatego, że większość z nas do dokonania tak dużej i znaczącej zmiany, potrzebuje czegoś innego, niż technicznej wiedzy. Przepisy, porady i techniczne informacje wystarczają dla mniej więcej 1% z nas! Taki ktoś naoogląda się, napakuje głowę wiedzą i zmienia swoje życie. Przestaje jeść śmieci, a zaczyna odżywiać się zdrowo. I tak już mu zostaje. Nie powraca do starych nawyków, nie doświadcza efektu jo-jo. Utrzymuje lżejszą wagę, zdrowy styl życia, i urodę. Pięknie, prawda? Ten jeden procent nie jest zbytnio lubiany, a zwłaszcza w kręgu pozostałych 99%.

Dieta z głową

Pozostałe 99% przyjmuje do wiadomości wszystkie te rady i informacje, ale nie robi z nich użytku. Bo ta grupa, oprócz informacji potrzebuje czegoś jeszcze.

Żeby osiągnąć trwałą zmianę sposobu odżywiania, 99% z nas potrzebuje nie informacji, ale transformacji. A konkretnie transformacji własnego sposobu myślenia.

Czyli kolejność jest taka: najpierw zmiana nastawienia, a dopiero za nią informacje techniczne – to jest recepta na sukces w kwestii zmian diety (na dobrą sprawę jakichkolwiek zmian). No dobrze, ale co tak naprawdę znaczy „zmienić sposób myślenia“?

Na pewno na drugi plan odstawiamy zmianę garnków, sprzętu do gotowania, czy dostawcę świeżych produktów. Sedno tkwi w Twoim umyśle i emocjach, motywacjach, celach, obawach, oraz nieuświadomionych założeniach na temat zmiany, którą ze wszystkich sił próbujesz przeforsować. Bo jeśli gdzieś kryje się Twoja odporność na zmianę stylu życia, to znajdziesz ją właśnie w sposobie myślenia, a nie w garnku czy piekarniku.

Jeśli zapytamy osobę zmagającą się z nadwagą, jak będzie się czuła, kiedy schudnie 10 kg, to odpowie: świetnie, pięknie, zdrowo, itd. Wyobrazi sobie jedynie efekt końcowy, w ogóle pomijając cały proces dotarcia do niego, oraz ewentualne reperkusje związane z tak ogromną zmianą. Okazuje się bowiem, że bardzo często pod powierzchnią naszych motywacji i celów kryje się jakieś założenie. I to ono może być głównym sprawcą odporności na zmianę.

Zastanów się czy przypadkiem nie drzemie w Tobie jakieś istotne przekonanie, np: ludzie dbający o siebie są zimni, wredni, nieprzyjaźni, aroganccy; lub: jak stracę na wadze, to moi znajomi/rodzina się ode mnie odwrócą; albo: nie chcę stać się robotem bez zachcianek i spontaniczności; czy też: i tak nie wierzę w moje umiejętności, żeby zmienić cokolwiek w życiu, a fiasko z nową dietą tylko mi to potwierdzi.

Takie założenia, gdzieś głęboko w nas, sabotują wszelkie próby utrzymania zmiany na stałe. Owszem, zaczniesz dietę, z pełnym entuzjazmem i zapałem – nie mówię, że nie. Będziesz robić wszystko, co w Twojej mocy, żeby sobie pomóc i pomnożyć szanse powodzenia. Szczerze i z całego serca będziesz chciała i dążyła do zmiany sposobu odżywiania. A mimo to najprawdopodobniej nie osiągniesz celu, który sobie wyznaczyłaś na początku.

Mawia się, że żeby zobaczyć inne rezultaty niż zwykle, należy zrobić coś innego niż zwykle. Tym czymś innym, w przypadku odchudzania się, przechodzenia na dietę i trwałej zmiany sposobu żywienia jest rozpoczęcie procesu zmiany od umysłu, a nie zakupów, przepisów lub szejków odchudzających.

A zatem, wracając do wyjściowego pytania: co jest potrzebne, żeby regularnie jeść pożywne śniadania, zdrowe obiady i lekkie kolacje? Potrzebne jest rozpoczęcie diety od umysłu, a nie od żołądka. Potrzebne jest szczere wyjaśnienie przed sobą samym, czym ta zmiana tak naprawdę dla Ciebie jest. Co takiego zbuduje, ale i także co zburzy. Być może, oprócz zbędnych kilogramów, przez dietę stracisz coś, na czym bardzo Ci zależy.

4 komentarzy:
  1. Aleksandra Janowska
    Aleksandra Janowska says:

    Ciekawe podejście. Chętnie przeczytałabym jakiś case study, gdzie pokazany byłby cykl przyczynowo-skutkowy między konkretnym przekonaniem a naszą porażką.

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Ok, musiałam się troszkę zastanowić nad Twoim pytaniem, i nie wiem czy dobrze je rozumiem, ale wydaje mi się, że chcesz przyjrzeć się dokładnie takiemu obrazkowi: negatywne przekonanie -> porażka. W takie przypadki obfituje cała nasza rzeczywistość – gdyby ich nie było, moja strona nie miała by racji bytu, zainteresowanie rozwojem osobistym byłoby znikome, i nikt nie zastanawiałby się nad sobą. Oto kilka przykładów, może zacznę od bardziej codziennych, takich, które od razu przychodzą na myśl:

      – nie wierzę, że to co stworzyłam (wiersz, piosenka, obraz), ma jakąkolwiek wartość i komukolwiek się spodoba, dlatego chowam je do szuflady, włącznie ze swoim talentem i kreatywnością, czyli zasada: jeśli nie podejmiesz wysiłku, by pokonać strach, to on pokona ciebie;

      – mam przekonanie, że nie zasługuję na tak dobrego partnera, z jakim obecnie jestem – więc nieświadomie zaczynam sabotować związek, żeby go skończyć i potwierdzić przekonanie, że nie zasłużyłam na tak fajnego faceta;

      – uważam, że nie potrafię nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi, że nie jestem społecznie atrakcyjny, na skutek czego wycofuję się z życia towarzyskiego, nawiązuję kontakty coraz rzadziej, aż w końcu zaczynam się alienować do tego stopnia, że po dłuższym czasie, w odosobnieniu, moje umiejętności społeczne faktycznie „rdzewieją”, a kiedy przemogę się i jednak „wyjdę do ludzi”, okazuje się, że naprawdę nie wiem, jak się zachować, bo tak dawno z nikim się nie kontaktowałem.

      To tak na szybko kilka przykładów z głowy. Ale praktycznie nie ma książki psychologicznej/rozwojowej, która by nie miała mnóstwa podobnych do tych, które podałam. Oto przykłady autentycznych przypadków z zawodowego doświadczenia autorów, albo z eksperymentów i badań:

      – Badanie na studentach wykazało, że jeśli obleją egzaminy w sesji zimowej, odczują większy stres i mniejszą pewność siebie podchodząc do sesji letniej. I podczas gdy niektórych ten stres zmotywuje, żeby przyłożyć się do nauki, innych zniechęci do przedmiotu, a nawet do kontynuacji studiów (Guy Winch „Emotional First Aid”).

      – Ciekawe badanie z czekoladkami pokazało, że jeśli punktem wyjścia jest akceptacja, uważność, autoempatia i przekonanie, że nie muszę zachowywać się tak, jak mi myśli podpowiadają – to jest to najskuteczniejszy sposób na powstrzymanie się od zachcianek (tutaj cukrowych), o wiele bardziej skuteczny od rozpraszanie swoich myśli czymś innym, czy „walki” z myślami. Osoby, które zaakceptowały swoje myśli i uważnie je obserwowały, były w stanie się powstrzymać przed zjedzeniem czekoladek, czyli osiągnęły 100% sukcesu, w porównaniu do osób, które wychodziły z założenia, że najlepszy sposób to bić się ze swoimi myślami. (Kelly McGonigal „Willpower Instinct”).

      – Przykład nie ze świata nauki, ale ze świata sztuki, bardzo dobitnie pokazujący, jak bardzo przekonanie może zaważyć na sukcesie lub porażce. Harper Lee napisała „Zabić drozda” – jedną z najsłynniejszych powieści w literaturze amerykańskiej, nagrodzoną nagrodą Pulitzera. Brzmi pięknie, prawda? Tylko że niestety nie do końca, bo tak wielki sukces przytłoczył kreatywność autorki do tego stopnia, że do końca życia nie napisała ani słowa więcej. Dlaczego? Ponieważ bała się, że żadna następna powieść nie dorówna poprzedniemu bestsellerowi. Z tego powodu postanowiła nie napisać już nic. To przekonanie powstrzymało ją przed wyrażaniem swojej kreatywności, talentu, oraz najprawdopodobniej największej pasji w życiu. (Elizabeth Gilbert „Big Magic”).

      Jak widać, przykładów naprawdę jest mnóstwo. Pytanie brzmi gdzie ich nie ma? Jestem pewna, że każdy z nas może bez problemu przejrzeć własną biografię i sypać nimi jak z rękawa. Tymi z porażką na końcu ale i tymi ze szczęśliwym zakończeniem. I oby tych drugich było więcej niż pierwszych :-)

      Odpowiedz
      • Aleksandra Janowska
        Aleksandra Janowska says:

        Dziękuję Ci za tak obszerną odpowiedź :) To potwierdza moje podejście, że czasem trzeba zrobić coś zupełnie na przekór sobie, żeby wyjść ze schematu. Ale i tak najtrudniej jest namierzyć to przekonanie, które stoi za naszym oporem przed zmianą.

        Odpowiedz
        • Emilia Mielko
          Emilia Mielko says:

          O tak! Strzał w dziesiątkę – zamierzanie tego przekonania, które stoi za naszym oporem przed zmianą – to dopiero wyzwanie :-) Lub jak to gdzieś usłyszałam – całkiem nowa ścieżka, która nagle pojawia się pod nogami :-)

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.