Dlaczego bardzo się cieszę, że jestem wrażliwcem

Dlaczego bardzo się cieszę, że jestem wrażliwcem?
W sumie to z wielu powodów… jednak ten jeden jest chyba najbardziej wartościowy: otóż wrażliwość to świetny dzwonek alarmowy!

Niezawodnie poinformuje Cię za każdym razem, kiedy poziom Twoich wewnętrznych bateryjek spadnie do niebezpiecznie niskiego poziomu. Podpowie Ci wtedy:

  • zrób sobie przerwę,
  • pójdź spać,
  • wyłącz komputer,
  • zadbaj o siebie,
  • uspokój się.

Być może dzwonek ten swoim brzmieniem nie rozpieszcza ucha niczym śpiew skowronka o świcie (bardziej przypomina syreny na 11 listopada), jednak jednego odmówić mu nie można: świetnie spełnia swoje zadanie.

Kiedy trzeba, przypomni Ci, że musisz postawić granicę i w końcu powiedzieć “dość”. Zawiadomi, że najwyższy czas się wyciszyć, wrócić do siebie i zregenerować siły. I bezczelnie zadrwi sobie z Twoich pomysłów typu: “jeszcze jedna kawa”, “tak mi się dobrze ogląda” albo: “najwyżej się nie wyśpię, co tam”.

Z wrażliwością takie numery nie przejdą – bo kiedy już wyczerpałeś swoje bateryjki, nie licz na cuda, ona Cię o tym powiadomi i trudno Ci będzie ten komunikat zignorować.

Narzekasz na swoją wrażliwość? Na swój sygnał alarmowy? Mówisz, że włącza się za często? Za głośno brzęczy?

Dzieje się tak tylko wtedy, kiedy na niego nie reagujesz. Wtedy dzwoni jeszcze głośniej.

I będzie tak trąbił do skutku:

  • dopóki nie zrobisz sobie przerwy,
  • dopóki nie przestaniesz jeść ciężkostrawnych obiadów,
  • dopóki nie wyłączysz telewizora i grzecznie położysz się spać,
  • dopóki nie przełączysz się na tryb ładowania energii, cokolwiek by to dla Ciebie znaczyło.

Jeśli jesteś wrażliwcem i regularnie słyszysz swój dzwonek alarmowy, to całkiem możliwe, że nurtują Cię te oto kwestie z nim związane:

Po pierwsze: dlaczego ja tak mam, a inni nie?

Gdzieś w zakątku Twojego umysłu, w którym pomieszkuje tęsknota za sprawiedliwością, może pojawić się żal, że Ty przez swoją wrażliwość musisz powiedzieć stop i pójść podładować baterie. A przecież inni jadą na oparach i jakoś żyją.

No więc, wierz mi, inni też muszą. A przynajmniej powinni. Tylko być może nie czują tego tak wyraźnie, jak Ty.

Rozejrzyj się dookoła i powiedz, czy widzisz w swoim otoczeniu zrównoważoną, spokojną i pozytywną osobę, która czuje się dobrze we własnej skórze? Jak często spotykasz takie osoby w porównaniu do ludzi, którzy:

  • bez telewizora nie wytrzymają jednego dnia,
  • bez mięsa nie przeżyją dwóch,
  • bez telefonu nie wyjdą z domu,
  • bez piwa się nie odprężą,
  • bez cukru nic nie zjedzą,
  • bez kawy się nie obudzą,
  • bez filmu nie zasną.

Dlaczego tak jest? – Bo nie potrafią usłyszeć swojego wewnętrznego dzwonka alarmowego, który przypomina im (tak jak Twój Tobie): „zrób sobie w końcu przerwę człowiecze i idź spać, wyłącz komputer, zadbaj o siebie i wycisz się, choć na chwilę”. Zignorowali go, i to wybiło ich z równowagi.

Dlatego ciesz się, że Ty własnego zignorować nie potrafisz – bo kiedy nauczysz się jego obsługi, to w dłuższej perspektywie wyjdzie Ci to tylko na dobre.

Po drugie: Jak ten alarm się wyłącza?

No dobra, mam nadzieję, że powoli przechodzi Ci ochota na wyrzucenie tego dzwonka przez okno, a zamiast tego zaczynasz się coraz bardziej zastanawiać, jak się go obsługuje.

Świetnie.

Zwłaszcza, że sprawa jest naprawdę prosta: alarm zaczyna wybrzmiewać w chwili, kiedy wyczerpałaś zapasy swojej energii, spokoju wewnętrznego, sił, pozytywnego nastawienia, entuzjazmu i motywacji na chwilę obecną.

Co wtedy robić? To nic trudnego ani tym bardziej strasznego. Po prostu musisz się podłączyć do ładowania. Ot i cała filozofia.

Jednak to wcale NIE oznacza, że czym prędzej musisz ulokować się w wygodnym leżaku na plaży w Tunezji albo na Karaibach (choć jeśli masz taką możliwość – śmiało, leć!)

Na szczęście Twoje bateryjki można podładować w o wiele prostszy sposób, np. przez otwarcie okien i wpuszczenie świeżego powietrza, rozprostowanie kości na leżaku na balkonie albo wystawienie nosa do słońca.

Co ważne: nie odwlekaj tego i reaguj jak najszybciej. Nie mów sobie: „później, teraz mam coś ważniejszego”. Bo nie masz. Ty na tą chwilę jesteś najważniejszy. I właśnie teraz musisz podreperować swój poziom energii.

Czasami to przyjmuje postać mniejszego lub większego wyrzeczenia, jednak w dłuższej perspektywie odpłaci Ci się wewnętrznym spokojem i równowagą. (Czy jest coś ważniejszego??)

Po trzecie: Jak brzmi ten dzwonek?

To kwestia bardziej osobista – może być różnie, jednak są pewne symptomy, na które warto zwrócić uwagę.

Kiedy spada Ci poziom sił witalnych potrzebnych do tego, by dzielnie przejść przez pozostałą część dnia, możliwe, że poczujesz:

  • zmęczenie (no popatrz, kto by się spodziewał!),
  • irytację i złość z byle powodu,
  • zamknięcie się w sobie,
  • wewnętrzne napięcie,
  • brak koncentracji (tzw. zamulenie),
  • smutek bądź lęk,
  • nieodpartą chęć na marudzenie.

Ta lista oczywiście nie jest skończona. Każdy wrażliwiec z pewnością dodałby coś od siebie. W dodatku te symptomy lubią się ze sobą przeplatać i w ciągu 5 minut, z przyzwoicie rozsądnej osoby, stajesz się zamuloną marudą, która czepia się wszystkich jak rzep psiego ogona.

Spokojnie, wbrew pozorom nie dzieje się nic strasznego. To tylko Twój alarm. Włączył się. A więc – działaj.

Wrażliwość pokazuje palcem, co i kiedy mam zrobić, żeby złapać równowagę, i zawiadamia o tym dokładnie wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebuję.

Dlatego bardzo się cieszę, że jestem wrażliwcem.

Daj znać, jakie Ty masz powody, by cieszyć się z własnej wysokiej wrażliwości? Może ten sam, o którym mowa w tekście? A może jednak coś innego?