Dlaczego zamartwianie się robi więcej złego niż dobrego

Siedzisz na drzewie wysoko nad ziemią i wypatrujesz niebezpieczeństw. Twój zawód – profesjonalny zamartwiacz. Inni polują, uprawiają pole, opiekują się dziatwą, a Ty tracisz czas na drzewie, zamartwiając się.

I gdybyś faktycznie tylko obserwował to, co dzieje się tu i teraz, zamartwianie się z pewnością byłoby bardziej konstruktywne, pomocne i zdrowe. I pewnie w bardzo wczesnych momentach historii ludzkości takie właśnie było.

Dziś zamartwianie się robi więcej złego niż dobrego. Bo zamiast zostać w teraźniejszości, Ty wyruszasz w fantazyjne podróże w czasie i przestrzeni, daleko w swoich wyimaginowanych i najgorszych z możliwych scenariuszy.

Zamartwianie się nie służy Ci niczemu dobremu, dlatego wyjdziesz na tym o wiele lepiej, jeśli zamienisz je na przezorność albo troskę.

Kiedy się martwisz, mnożysz problemy

Zamartwianie się ma w sobie coś z magii. Wydaje się, że im więcej przyglądasz się swoim problemom, tym bardziej klarownie je widzisz. Tym większą sprawujesz nad nimi kontrolę. Siedząc na drzewie, wydaje Ci się, że widzisz te wszystkie problemy jaśniej i klarowniej, a jednocześnie dalej się od nich trzymasz. To wszystko jednak trik Twojego umysłu. Iluzja.

W rzeczywistości dzieje się coś zupełnie odwrotnego – Twoje myśli zaczynają biegać własnymi torami, a Ty coraz bardziej oddalasz się od teraźniejszości. A im więcej się martwisz, tym do mniej logicznych wniosków dochodzisz, gubisz zdrowy rozsądek i przestajesz być produktywny. Zyskujesz zadziwiającą wiarę w negatywy, zaufanie do czarnowidztwa i nieodwracalnego poczucia porażki. Tracisz kontakt z teraźniejszością i swoim optymalnym funkcjonowaniem.

Innymi słowy: im więcej patrzysz na swoje problemy, tym trudniej Ci obiektywnie na nie spojrzeć. Nie wspominając już o tym, że przy okazji tworzysz problemy, których nie ma, i mnożysz te, które są.

Ale to jeszcze nie wszystko: takim działaniem fundujesz sobie bezsenność, ataki paniki, migreny, depresję albo nadciśnienie. Do wyboru.

Weź pod uwagę 3 podstawowe sprawy

Zamartwianie się mamy w genach, dlatego wszelkie próby całkowitego wyeliminowania go nie wchodzą w grę.

Bo kiedy coś zagraża Twojemu poczuciu bezpieczeństwa – martwisz się tym. Widzisz zagrożenie i zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji. Ale ugrzęźnięcie na tym etapie w niczym Ci nie pomoże. Niezbędna staje się w tym momencie zmiana w sposobie myślenia. Weź pod uwagę te trzy podstawowe sprawy:

  • Około 85 {f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0} tego, czym się zamartwiamy, nigdy nie zaistnieje (przebadane naukowo). Oznacza to, że lwia część Twoich negatywnych przewidywań nigdy się nie ziści – a to całkiem dobra wiadomość, prawda? :-)

  • Jeśli założymy, że zamartwianie się to jeden biegun, to na drugim, przeciwległym, znajduje się uważna obecność w teraźniejszości. Innymi słowy: mindfulness, a po polsku: uważność.

  • Warto też pamiętać, że zamartwianie się ma rodzeństwo: troskę i przezorność. Na szczęście to nie bliźniacy i istotnie różnią się od zamartwiania. Gdy się zamartwiasz tracisz zdrowy rozsądek, ale gdy okazujesz troskę, lub przezorność, dzieje się coś odwrotnego. Wzmagasz swoje logiczne myślenie, jesteś całkowicie obecny i skupiony na tym co tu i teraz, korzystasz ze swoich umiejętności, w konsekwencji czego – pomagasz sobie i innym.

Czas na praktykę

No dobrze, teoria już poznana, czas na praktykę. Co zrobić, kiedy zamartwianie chwyci Cię w uścisk swoimi lepkimi mackami? Oto moje 4 propozycje:

  1. Zaakceptuj pewną dozę zamartwiania się

    Z pewnością nie jest to pomocne, ani tym bardziej korzystne, ale na pewno naturalne dla nas, ludzi. Dlatego co jakiś czas pozwól sobie na chwilę słabości. Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, to zamartwianie zamartwianiem. To dopiero zamknięte koło, którego na pewno nie potrzebujesz.

  2. Powróć do rzeczywistości

    Jeśli zgubisz się w gąszczu własnych zmartwionych myśli, wróć do teraźniejszości, tak szybko jak tylko potrafisz. Skup się na tym, co dzieje się tu i teraz, co widzisz, co czujesz, czego dotykasz. Świetnie zdadzą tu egzamin wszelkie praktyki kontemplacyjne, oddechowe, medytacja – które w swojej esencji ćwiczą właśnie to. Nie tylko zneutralizują Twoje zmartwienia, ale także ukoją nerwy i wyciszą myśli.

  3. Nazwij obiekt zmartwień

    Zamiast ukrywać zmartwienia przed sobą i światem, wystaw je na światło dzienne i nazwij po imieniu. Powiedz jak się czujesz, napisz o tym, albo wypłacz się w poduszkę. Nieważne jak, ważne że wyrzucisz to z siebie i dokładnie nazwiesz to, co Ciebie tak martwi. W ten sposób lepiej zrozumiesz swój problem, a w końcu lepiej sobie z nim poradzisz.

  4. Zamartwiaj się, ale z zegarkiem w ręku

    Może to wydawać się dziwnie albo zabawne, ale zaufaj mi i zrób to ćwiczenie: wyznacz sobie codziennie 20 minut na same zamartwianie się. Podczas tego czasu nie rób nic oprócz wymyślania najgorszych wizji i spisywania ich na papier. Powtarzaj to codziennie przez kilka dni, a dzięki temu przekonasz się, jak Twoje zmartwienia są zadziwiająco ograniczone i często się powtarzają. Co może Ci się wydać bardziej nudne i nieciekawe, czasami może nawet absurdalne i irracjonalne, a nie straszne i nierozwiązywalne.

Leo Buscaglia powiedział: „Zamartwianie się nigdy nie sprawia, że jutro nie będziesz się smucić, ale zamiast tego sprawia, że dziś się nie cieszysz.” Trudno się z tym nie zgodzić, bo martwienie się to tworzenie dokładnie tego, czego nie chcesz mieć.

A Ty? Czym się zamartwiasz i jak sobie z tym radzisz? To może pozamartwiasz się trochę, ale tym razem z zegarkiem w ręku?

3 komentarzy:
  1. Elwira
    Elwira says:

    ” Martwienie się to tworzenie dokładnie tego, czego nie chcesz mieć”. – otóż to! Dokładnie tak jest! Pamietajmy, że energia podąża za uwagą, a nasze umysły mają realną moc tworzenia rzeczywistości. Fizycy kwantowi przeprowadzili nawet eksperymenty, z których to jednoznacznie wynika. :)

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Psychologowie też przeprowadzili na ten temat eksperyment i to nie jeden :-) także którą by drogą nie iść mam wrażenie, że dojdziemy do podobnych wniosków apropos potęgi naszej uwagi :-) i to jest niesamowicie ciekawe! :-)

      Odpowiedz

Trackbacks & Pingbacks

  1. […] Z Twojego pola widzenia poznikały sukcesy, które zebrałeś na własnym koncie i bliscy, którym zależy na Tobie bardziej, niż Ci się zdaje. Poznikały też wszystkie Twoje mocne strony. Innymi słowy mnożysz problemy, o czym pisałam tutaj. […]

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.