Docenianie zwyczajnych chwil: jak cieszyć się tym, co już masz

Jeśli reagujesz alergią na banały, ostrzegam – dzisiejszy tekst może wywołać wysypkę. Tak, zazwyczaj staram się pisać nieszablonowo – dziś jednak robię wyjątek.

Banał na dziś brzmi: Doceniaj zwyczajne dni, zwyczajne sprawy, umiejętności i chwile. Bo dopiero kiedy je stracisz, przekonasz się, że te najzwyklejsze liczą się najbardziej.

Jak niedawno straciłam moje zwyczajne dni

Pewnego listopadowego dnia wynosiłam śmieci. Potknęłam się, upadłam na wyprostowane ręce i złamałam oba łokcie. Do tego mocno naderwałam ścięgna obu rąk i zbiłam oba kolana.

Szpitalną izbę przyjęć opuściłam późnym wieczorem, z dwoma temblakami zawieszonymi u szyi i rygorystycznym zakazem ruszania rękoma przez 2 tygodnie i oszczędzaniem ich przez kolejne 4.

Dziś, kiedy piszę te słowa, kiedy od feralnego wieczoru minęło już prawie 5 tygodni, a moje ręce powoli wracają do normalności, chcę powiedzieć Ci jedno: to naprawdę wielka rozkosz i przywilej móc się podrapać palcem po nosie! :-D

Bo jeśli jesteś w stanie dokonać tego, to najprawdopodobniej możesz także:

  • samodzielnie zjeść kanapkę,

  • unieść kubek z herbatą,

  • ubrać się,

  • zakryć się kołdrą,

  • otworzyć drzwi.

Nie czekaj na kryzys

Ostrzegałam – to banalna propozycja – cieszyć się sprawnymi rękoma. Na co dzień takie rzeczy schodzą z zasięgu wzroku. Nikt nie zachwyca się tym, że własnoręcznie otwiera drzwi do łazienki.

Fakt, to banalne. Niestety do czasu…

Do momentu, w którym z jakiegoś powodu te banały zostaną Ci odebrane (mam nadzieję jedynie tymczasowo). Wtedy, w ciągu jednej sekundy, przemieniają się w utęsknione marzenie. W niedościgniony ideał.

Wtedy zaczynasz doceniać, jak to dobrze mieć sprawne ręce (i rozszerzać repertuar rzeczy, które potrafisz zrobić nogami). Jak fajnie jest sięgnąć po kanapkę. Ba! Zrobić ją sobie własnoręcznie. I wiele innych spraw i rzeczy, którymi usiany jest Twój każdy pojedynczy (bez wyjątków) dzień.

I teraz tak: opcje do wyboru masz generalnie dwie:

  1. albo doceniasz cały ogromny wachlarz możliwości, jakim dysponujesz i cieszysz się tym co masz – bo masz bardzo dużo! – już dziś;

  2. albo czekasz z tym docenieniem na kryzys, (innymi słowy na piorun z jasnego nieba).

I teraz uważaj, jedzie najważniejszy banał: nie czekaj.

  • Po pierwsze: jeśli zaczniesz doceniać to, co już masz, Twoje życie dziś wyda Ci się bogatsze, lepsze i ciekawsze.

  • Po drugie: to, co może przyjść, nie spodoba Ci się. Kryzys zawsze kryje w sobie jakąś mądrość i wartość, ale nie przychodzi za darmo. Najczęściej boli. Jak nie złamane kości to serce.

Docenić, czyli co?

A jak można docenić coś, co tak łatwo znika z zasięgu wzroku? Te wszystkie sprawy, z których budujemy swój dzień, a które stają się niewidoczne jak powietrze?

Odpowiedź na te pytania jest jedna – wdzięczność.

I wcale nie mówię o ogólnym nastawieniu. Bliżej nieokreślonym dziękczynieniu. Mówię o samych konkretach.

Powiedz szczerze: jaką praktykę wdzięczności praktykujesz codziennie? Kiedy i jak kierujesz swoją uwagę na to, co masz? W jaki sposób doceniasz i cieszysz się z tego, czym dysponujesz już teraz?

Nie wiesz jak się do tego zabrać? Oto kilka propozycji:

  • zrób listę rzeczy, za które jesteś wdzięczna i stale ją poszerzaj,

  • podziękuj bliskim Ci osobom,

  • zacznij własne święto dziękczynienia,

  • używaj słowa „dziękuję” coraz częściej,

  • zauważaj to, co masz (pełną lodówkę, wygodną poduszkę, ciepły kaloryfer),

  • skup się na mocnych stronach sytuacji, w której się znajdujesz,

  • zatrzymaj się, weź głęboki oddech i podziękuj w myślach za to, co robisz dziś.

A co konkretnie doceniać? – Wszystko.

A najlepiej wszystko to, co kusi Cię, żeby zaetykietować słowem „banał”.