pęknięcie

Dwa oblicza perfekcyjności

Zapewne przyznasz, że błędy ortograficzne, czy inne literówki na blogu, to nie jest coś, czym można się szczycić. Dlatego zawsze staram się sprawdzać wszystko, co publikuję na stronie. Robię to przynajmniej kilka razy. Jednak, po pewnym czasie, nabiera się swego rodzaju odporności i tolerancji na własny tekst, przez co nie zawsze wszystko da się wyłapać. I takim sposobem, mimo że Wonder And Ponder wyszedł na światło dzienne zaledwie 10 miesięcy temu, to zdążyłam już zaliczyć kilka wpadek ortograficznych, a nawet kilka mocno podejrzanych struktur gramatycznych.

I kiedy znajdę błąd w tekście, który właśnie poszedł w świat, to nie ukrywam – momentalnie odczuwam ukłucie, a jedyne słowa, które wtedy cisną mi się na usta, to: „aj aj aj!!!”. Trwa to jakiś czas, ale… do pewnego momentu. Wtedy przychodzi punkt zwrotny, kiedy mówię sobie stop!

Za błędy słono płacimy. Na uczelni, w pracy, czy w domu. Błędy mogą oznaczać niezaliczony rok, brak premii kwartalnej, albo brak porozumienia z bliskimi. Nie dziwne więc, że umysł mocno koncentruje się na tym, jak ich nie popełniać. A w takim trybie myślenia bezbłędność staje się wymarzonym kierunkiem, celem i jedynym standardem.

Trudno nie wspomnieć też o tym, jak mocną presję wywierają na nas media, reklamy, telewizja, filmy itp. Żyjemy naciskani regułami perfekcyjności z zewnątrz i od wewnątrz. Masz wybór: albo się dostosujesz – i to jest w porządku, albo nie – i to będzie znak, że nie potrafisz, nie dasz rady, jesteś słabsza, a więc gorsza niż perfekcyjna reszta.

Perfekcyjność – pomoc czy przeszkoda?

Wokół samej definicji perfekcyjność jest sporo naukowego zamieszania, ale w skrócie, można powiedzieć, że występuje ona w dwóch wariantach:

  1. Pragnienie rozwoju, czyli perfekcyjność pomocna

    Dzięki niej rozwijasz się, wymagasz od siebie wysiłku, bo wiesz, że owoce, które przyniesie, polepszą jakość Twojego życia. To rodzaj zdrowego i stałego starania się o wypracowanie w sobie i swoim życiu pozytywnych zmian. U podstaw takiej perfekcyjności leży pytanie: jak mogę zmienić się na lepsze? Dokładasz wszelkich starań, żeby to, czym się zajmujesz, wyszło Ci jak najlepiej. A owo „jak najlepiej” jest w Twoim mniemaniu osiągnięte, jeśli sprostasz wymaganiom swoich wewnętrznych zasad i wartości. Czyli jeśli uznasz, że według Ciebie i Twoich standardów dałaś z siebie wszystko, to możesz czuć się zadowolona ze swojego wysiłku i osiągnięć.

  2. Pragnienie bycia ideałem, czyli perfekcyjność szkodliwa

    To wiara, że idealna sylwetka, kariera i bezbłędność uchronią Cię przed bólem, cierpieniem, negatywną oceną, czy wstydem. To ciągłe udowadnianie całemu światu, że wszystko jest świetnie, a całe Twoje życie to pasmo samych sukcesów. U podstaw takiej perfekcyjności leży pytanie: Co inni o mnie pomyślą? Pragniesz być odbierana jako ideał, dlatego ciągle starasz się maksymalizować wysiłki, żeby osiągać najlepsze wyniki z możliwych.

Dlaczego jedna perfekcyjność pomaga, a druga szkodzi?

Obiektywnie patrząc, to osoby z drugiej grupy osiągają większy sukces: więcej zarabiają, obejmują wyższe stanowiska w pracy. Ale paradoksalnie, nie przekłada się to na lepsze samopoczucie, czy zadowolenie z własnego życia i wiarę w siebie. Bo, pomimo że ich osiągnięcia są lepsze, to w ich oczach ciągle są niewystarczające i za mało idealne. Nietrudno się domyślić, że takie podejście może prowadzić do depresji, lęków, zaburzenia jedzenia, niezadowolenia i odbierania swoich sukcesów jako mało znaczące.

Spójrzmy teraz na reprezentantów pierwszej grupy. Pomimo, że faktycznie nie mogą się poszczycić tak błyskotliwymi karierami i wyczynami, jak ci z drugiej (ale nadal będą one ponadprzeciętne), to ich zadowolenie i satysfakcja z tego co robią, jest o wiele większa. Bo perfekcja, która pomaga, wywodzi się z ich wnętrza. To tam rodzi się motywacja do wysiłku, by polepszyć swoją sytuację, czy umiejętności. Podobnie próg tego, co akceptowalne, ustalają dzięki własnym wartościom, czy zasadom.

Perfekcja której siłą napędową jest chęć pokazania się i udowodnienia światu na co Cię stać, nie idzie w parze z poczuciem szczęścia. Dlatego zewnętrzna perfekcyjność w postaci idealnego wyglądu, stanowiska, czy pokaźnego portfela, nasila niezadowolenie i rozczarowanie, a przez to po prostu szkodzi i przeszkadza, bo podpowiada, że wciąż jest niewystarczająco dobrze.

Spokojnie, wszyscy popełniamy błędy

Po kilku sekundach od momentu, kiedy wyłowię błąd w tekście, który już opublikowałam i którego nie da się poprawić (np. na Facebooku), po części zaczynam się cieszyć, że strzeliłam byka. Nie dlatego, że jestem przeciwniczką ortografii, ale dlatego, że błędy zdarzają się każdemu, codziennie.

Moją wielką intencją i planem jest, by Wonder And Ponder był strefą wolną od ostrych ocen, polowania na błędy i dzikiej satysfakcji z powodu czyichś pomyłek (nie tylko moich). Ale także strefą wolną od szkodliwej perfekcyjności, kiedy jeden mały błąd ma zaważyć na wszystkim i stać się źródłem ostrej krytyki i samokrytyki.

Starałam się jak mogłam, sprawdziłam wszystko tyle wiele razy, włożyłam w ten wysiłek swoją uwagę, wiedzę i serce. Dlatego uważam, że taki nakład pracy jest zadowalający i wystarczający. A to, że przeoczyłam jeden błąd, to ryzyko jakie ponoszę robiąc cokolwiek. Bo tylko ten nie popełnia błędów, kto nie robi nic. Jeśli jesteś człowiekiem, to znaczy, że gdzieś po drodze na pewno popełnisz błąd i to z pewnością niejeden. To normalne i dla swojego dobra lepiej to zaakceptować. Na błędach można się wiele nauczyć, a przecież właśnie o to chodzi – o to jak mogę zmienić się na lepsze. Jeden ze sposobów – popełniać błędy.

Jak to było w piosence? – „We wszystkim są pęknięcia. W ten sposób wpada światło.”

3 komentarzy:
  1. mjkl
    mjkl says:

    Chyba najgorzej jest, gdy osobnik łączy w sobie cechy pierwszej i drugiej grupy. W sensie, że jest perfekcjonistą z drugiej grupy, ale mimo to nie odnosi żadnych sukcesów lecz tkwi w tym ciągłym samodoskonaleniu, gonieniu własnego ogona bo pragnie być jeszcze lepszy. Nie tylko po to, by inni go dostrzegali, lecz przede wszystkim tak dla samego siebie.

    Niesamowitą ulgę przynosi uświadomienie sobie, że mam prawo do błędu. Coś co najpierw uwiera, nagle zaczyna śmieszyć. Choć z trudem przychodzi mi niepoprawienie błędu od razu, to staram się przetrzymać, wyczekać i sprawdzić co się stanie, gdy tego nie zrobię. Przeważnie jest przy tym więcej śmiechu niż negatywnych rzeczy. :) Gorzej jeśli błąd jest nienaprawialny i ciąży na sercu jak wielki kamień przesłaniający całkowicie przyszłość. Wtedy jest żal, że w tej jednej chwili nie było się wystarczająco perfekcyjnym…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.