Tak, istnieje prawidłowa kolejność zabierania się za własne życie

Ludzie często zabierają się za swoje życie nie z tej strony co trzeba:
starają się mieć więcej rzeczy i pieniędzy,
po to, żeby robić to, co chcą,
dzięki czemu będą bardziej szczęśliwi.

Podczas gdy prawidłowa kolejność brzmi:
najpierw musisz być tym, kim naprawdę jesteś,
potem zrób to, czego naprawdę potrzebujesz,
po to, by mieć to, co chcesz.

Tak twierdzi Brené Brown i ja się pod tym podpisuję. Przeciętnie jesteśmy dobrymi ludźmi, który robią dobre rzeczy, tylko w złej kolejności. Dlatego nic z tego nie wychodzi.

Sugeruję Ci więc: zerknij na kolejność, jaką obrałeś. Oto kilka przykładów spraw, za które być może zabierasz się od końca.

1. „Polubię siebie, jak stracę na wadze”

Mówisz sobie: jak już stracę na wadze, jak skończę studia, jak wyprowadzę się do większego miasta, jak zarobię miliony, jak zoperuję swój nos, jak znajdę żonę, jak zajmę wyższe stanowisko, to WTEDY taaak, oj wtedy! Co to będzie się działo, kiedy to magiczne „wtedy” nadejdzie! Samo szczęście, życie bez problemów, ciało bez mankamentów, umysł bez wad i samoakceptacja bez końca.

Jeśli rozmarzyłeś się i dobrze znasz ten sposób myślenia, to miej się na baczności, bo to wyjątkowo zdradziecka pułapka, polegająca na tym, że skoro nie akceptujesz siebie dziś, wytykasz sobie swoje wady, skupiasz się na nich i krytykujesz siebie za nie, to:

  • albo nie kiwniesz palcem, żeby wyczołgać się z tego dna, na które (w Twojej ocenie) spadłeś, poddasz się w przedbiegach – bo to zadanie Cię przerośnie i od wstępu zabraknie Ci sił i motywacji, szybciej skłonisz się ku obżarstwu, prokrastynacji, lenistwu, odwlekaniu wszystkiego na wiosnę, itp;

  • albo staniesz się swoim największym prześladowcą, zagłodzisz siebie, zamęczysz pracą, wpędzisz w chorobę, będziesz od siebie wymagał bóg wie czego (czytaj perfekcji), po czym żadnym osiągnięciem nie usatysfakcjonujesz siebie i skończysz jak ten chomik, kręcąc się w kółku.

2. „Zacznę ćwiczyć, jak mi się zechce.”

A w dłuższej wersji wygląda to tak: jak poczuję wenę, inspirację, chęci, motywację, odwagę, to wtedy wysprzątam mieszkanie, dokończę mgr, zmienię pracę, ruszę tyłkiem. Znowu jest z czego wybierać. I znowu kolejność nie ta co trzeba.

Bo wena, inspiracja, chęci, motywacja i odwaga działają na dokładnie odwrotnej zasadzie. Carrie Fisher, czyli Księżniczka Leia, ujęła to tak: „Bój się i rób swoje. Liczy się działanie. Nie musisz czekać, aż staniesz się pewny siebie. Rób swoje, a w końcu pewność za Tobą podąży.”

Inaczej mówiąc: zacznij robić to, co chcesz zrobić, bez motywacji, bez weny, bez odwagi i bez chęci! Wiem wiem, brzmi to przerażająco. Ale tylko przez kilka pierwszych chwil. Zobaczysz, że za działaniem podążą i chęci, i odwaga, i wszystko inne, na które byś się w ogóle nie doczekał, gdybyś nie kiwnął palcem.

3. „Wyjdę na rower, jak już się nauczę jeździć.”

Ta filozofia jak pewnie się domyślasz, przeczy sama sobie. Jasne, że musisz najpierw wyjść na rower, wsiąść na niego, wywrócić się kilka razy, bo tylko tak się nauczysz jeździć. Jednak nie zawsze jest to dla nas takie oczywiste.

Pomyśl o tym, jak „chętnie” opowiadasz o swoich upadkach. O błędach, które popełniłeś. Innymi słowy, jak często i jak „ochoczo” otwierasz się na innych z nagą prawdą o sobie.

Kolejność istnieje tylko jedna: uczysz się, błądzisz i dlatego z czasem stajesz się coraz lepszy w tym, co robisz. Nie odwrotnie. A udawanie, że jest inaczej, nie pomaga ani Tobie, ani nikomu, kto na Ciebie patrzy.

Co o tym sądzisz? Jaką kolejność obierasz zabierając się za swoje życie?