Dlaczego to takie ważne, żeby być dla siebie milszym (4 podpowiedzi, jak tego dokonać)

Wystarczy nocna wizyta na pogotowiu stomatologicznym, żeby człowiek dobitnie przypomniał sobie, jak delikatnymi jesteśmy istotami. Jeden ząb, jedno słowo, jedno potknięcie niekiedy wystarczą, żeby wytrącić cały nasz porządek z równowagi.

Z drugiej strony nasuwa się też niezaprzeczalny wniosek, że jednocześnie dysponujemy dużą odporność fizyczną i psychiczną, jesteśmy w stanie znieść ból, pandemię wirusa albo zakończenie produkcji ulubionego serialu. Mamy tę moc. (Najczęściej o wiele większą niż nam się wydaje.)

Jesteśmy delikatni i silni jednocześnie. W obliczu takiego stanu rzeczy, najlepsze, co możemy zrobić, to nie roztrwaniać swoich sił na walkę ze sobą, samokrytykę i utrudnianie sobie życia od wewnątrz. Po to, żeby mieć jej więcej, na wypadek choćby nagłego bólu zęba.

Lepsze traktowanie siebie: dlaczego i jak?

Dlaczego warto lepiej siebie traktować? – Prosta sprawa, bo wojna to kosztowna sprawa. Jeśli ciągle walczysz ze swoimi nawykami, wagą łazienkową, odbiciem w lustrze albo stanem konta, Twoja wewnętrza siła i odporność rozchodzą się jak świeże bułeczki w piekarni za rogiem. Nie dziwne, że opadasz z sił, że nie masz ochoty ani motywacji do działania – w końcu w środku toczy się wojna. To męczy, przeciąża i forsuje Twoje ciało i umysł. Jak z resztą każda wojna.

Jak to zmienić? Jak doprowadzić do zawieszenia broni, albo choćby robić sobie przerwy i dawać wytchnienie? Sposobów jest na szczęście mnóstwo, piszę o nich bardzo często, a poniżej kolejne z nich. Jest w czym wybierać.

Najważniejsze to zdać sobie sprawę z poniższych rzeczy, i powoli wprowadzać je do swojej świadomości i życia:

  1. Emocjonalny ból to nadal ból

    Co z tego, że nie widać rozciętej rany, albo nie ma gipsu? Nadal boli, a Ty cierpisz. Odrzucenie, porzucenie, zawód, zdrada, atak, kpina, to wszystko rany cięte, których być może przyszło Ci doświadczyć.

    Ok, nie widać krwi i nie trzeba biec po bandaże, ale to nadal rana. Czujesz ją bardzo dobitnie. Dlatego nie obwiniaj siebie za ten ból. Nie krytykuj siebie za to, że go czujesz. My ludzie, mamy to do siebie, że czujemy. Czasami przyjemność, a czasami ból. Obwinianie siebie za to w niczym nie pomoże. Zawstydzanie siebie, umniejszanie, krytykowanie też nie.

  2. Kiedy poszukujesz wsparcia na zewnątrz, nie porzucaj siebie po drodze

    Niezaprzeczalnie – wsparcie zaufanych i bliskich osób jest bardzo ważne. Potrzebujemy innych ludzi. Nie jesteśmy tu po to, żeby wszystko zrobić samemu i samotnie przejść przez życie. Potrzebujemy ciepłego słowa, dotyku, zrozumienia od innych.

    Jednak w poszukiwaniu tychże, najgorsze, co możemy zrobić, to porzucić siebie.

    • Kiedy pytasz kogoś o radę – zapytaj też siebie.
    • Kiedy prosisz kogoś o przyjazne słowo – powiedz je też sobie.
    • Kiedy prosisz o pomoc kogoś w ciężkiej sytuacji, nie utrudniaj sobie sprawy i pomóż też sobie.

    A jeżeli nie masz bladego pojęcia, jak się za to wszystko zabrać, to:

  3. Miłość przychodzi łatwo w udane dni

    Natomiast w te gorsze, pełne stresu, bólu i przykrości bywa różnie. Wtedy jakoś samokrytyka płynie jak wartka rzeka. A za nią lecą obwinianie siebie, umniejszanie własnej wartości, najciemniejsze scenariusze albo ostre oceny i osądy pod własnym adresem.

    Stres na pewno robi tu kiepską robotę, pod którego wpływem łatwo chlapnąć coś kąśliwego, czego normalnie byś nie pomyślała o sobie. Dodatkowo gdzieś w nas pokutuje przekonanie, że mogę wszystko, nad wszystkim mam kontrolę, a w związku z tym, kiedy cokolwiek nie idzie – to na pewno moja wina.

    Dorzuć do tego jeszcze wszechobecną presję perfekcji, przyzwyczajenie sięgające daleko dzieciństwa, żeby brać winę na siebie za to, co się dzieje i masz babo placek. W kiepski dzień stajesz się dla siebie przyjacielem, którego nie poznajesz w biedzie. A przez to: mocno uprzykrzasz sobie życie, utrudniasz szukanie rozwiązań swoich problemów, i sama sobie podstawiasz nogę.

    Dlatego trudną, bardzo pomocną i cudowną praktyką w takich chwilach staje się autoempatia. Trudną, bo odwrotną do wyuczonych odruchów. Pomocną, bo odkręca całą tę krecią robotę jaką robi samokrytyka. Cudowną, bo obniża szalejące w tym momencie hormony stresu i koi zszargane nerwy.

    Spróbuj na przykład od tych prostych trzech rzeczy:

    • Powiedz sobie: „Radzę sobie jak najlepiej potrafię i na dziś tyle wystarczy.”
    • Przypomnij sobie: „Moja wartość jako człowieka nie zależy od tego, co mam w szafie albo w garażu.”
    • Zapytaj siebie: „Czy nie oczekuję od siebie za dużo i za szybko?”

    (Apropos tych 3 punktów to pisałam o tym na moim instagramie – jeśli jeszcze nie zaglądasz, zapraszam.)

  4. Zapytaj siebie “Czego potrzebuję?”, albo „Co może mi teraz pomóc?”

    Jeżeli autoempatia to dla Ciebie nowość, szybko zauważysz, że odpowiedzi na te pytania wcale nie przychodzą tak łatwo. I jest to znak, żeby tym częściej je przed sobą stawiać.

    Bardzo możliwe, że dobrze orientujesz się w tym, czego potrzebują inni, albo jak możesz im pomóc. Empatia to piękna cecha, jednak całkiem możliwe, że myśląc o wszystkich, zapomniałaś o jednej bardzo ważnej osobie – o sobie.

    Może teraz to akurat świetny moment na to, żeby powoli nadrabiać te zaległości. A jeszcze lepiej dojść do źródła – zastanów się co sądzisz na temat zaspokajania SWOICH potrzeb, jak widzisz dbanie o siebie i poświęcanie czasu i energii sobie. Weź jedno pod uwagę: zadbać o siebie to nie to samo co zaniedbać innych.

Ok, to tylko 4 pomysły do przemyślenia z całego morza innych. Daj znać, który punkt zabierasz dziś ze sobą na wynos. A jeżeli chcesz więcej to przygotowałam Ci tu mini-biblioteczkę na dzisiejszy wieczór, zajrzyj może znajdziesz dla siebie coś pomocnego:

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.