Jak mieć do siebie cierpliwość – jedno bardzo pomocne ćwiczenie do zrobienia od ręki

Nie wszystkim temat autoempatii jest na rękę. Często wywołuje sceptycyzm, krytykę, a nawet oskarżenia, że to zwykły egoizm albo ucieczka od „prawdziwego życia, w którym każdy kiedyś musi dostać po dupie”.

W rzeczywistości, w której ktoś Cię krytykował, wyśmiewał i zmierzał karcącym wzrokiem, coś takiego jak bezwarunkowa życzliwość najpierw wzbudzi podejrzenia a nie zachwyt.

Do autoempatii warto podejść trochę jak do ćwiczeń fizycznych. Owszem, na początku będzie cieżko i może zaboleć tu i ówdzie, jednak jeśli się nie poddasz, wyjdzie Ci to tylko na zdrowie.

Wcale nie tak łatwo przyjąć to, co dobre

Zdecydowana większość z nas chce więcej tego, co dobre i miłe, a mniej tego, co boli i szkodzi. A jednak nie zawsze potrafimy przyjąć owo dobre i miłe z otwartymi ramionami.

Na przykład – przypomnij sobie, jak reagujesz na przesiąknięty podziwem komplement. To przecież coś dobrego i miłego, a jednak zbywasz go „aaa niee, tak jakoś samo mi wyszło to ciasto, nic wielkiego”, „to stary sweter, leżał długo w szafie, ale mówisz, że ujdzie?”

Więc łakniemy dobra, życzliwości, wsparcia, ale kiedy nadarza się na nie okazja, często sami je od siebie odsuwamy. To samo robimy z wewnętrzną życzliwością, czyli z autoempatią. Dlaczego? Powodów może być oczywiście wiele, a każdy z nich bardzo indywidualny. Dziś zajmiemy się jednym z nich.

Bezwarunkowa akceptacja i życzliwość może wzbudzać podejrzenia wtedy, kiedy coś takiego widzisz pierwszy raz na oczy.

Jest obca, dziwna, niepasująca do wszystkiego, z czym wcześniej miałeś do czynienia. Nie dostawałeś jej zbyt wiele i nie wiesz, jak się z tym obchodzić. A poza tym wiesz ze swoich doświadczeń, że to, co obce, niepasujące albo dziwne, najprawdopodobniej zapowiada kłopoty. Wtedy Twój osobisty system alarmowy krzyczy: chłopaki! w nogi!

Nakieruj empatię na siebie

Na szczęście, nawet jeśli zrobiłeś zwrot w tył, zawsze możesz się zatrzymać, zastanowić i zmienić kierunek marszu.

A w przypadku autoempatii NAPRAWDĘ warto. Nawet jeśli na początku cały ten pomysł wydaje Ci się mocno chybiony, warto mu dać choćby jedną szasnę.

I możesz oczywiście zagłębić się w teoretyczne podstawy i poczytać sobie choćby tu albo tu, o co właściwie całe to zamieszanie. Jednak dziś proponuję Ci od razu dać nura w praktykę.

Ćwiczenie pochodzi z najnowszej książki Ricka Hansona i jego syna, którą polecam z całego serca. (Tak jak i każdą inną książkę Hansona.)

Dobra, to nurkujemy:

Sięgnij po to ćwiczenie wtedy, kiedy zmagasz się z jakimś problemem, przygniatają Cię zmartwienia lub stres, masz kiepski dzień albo tydzień, czujesz, że utknąłeś w patowej sytuacji, opadasz z sił psychicznych, Twoje wewnętrzne bateryjki są na wyczerpaniu, albo potrzebujesz wsparcia i ciepła. Czyli generalnie sięgnij po nie w każdy dowolny dzień ;-)

  1. Przypomnij sobie sytuację, w której mocno stanąłeś po czyjejś stronie. Na przykład obroniłeś swoje dziecko przed krzywdą, podniosłeś na duchu swojego przyjaciela, pomogłeś komuś stanąć na nogi, a może zawalczyłeś o prawa kogoś bezbronnego.
  2. Pomyśl, jak się wtedy czułeś. Jaką postawę przyjęło Twoje ciało. Jak brzmiał Twój głos. Jaki był poziom Twojej energii. Którędy wędrowały Twoje myśli. Jakie emocje odczuwałeś.
  3. Teraz, kiedy już wiesz, jak wygląda taka bardzo wspierająca postawa, spróbuj ją przenieść na siebie. Tu i teraz. Przypomnij sobie o tym, że masz prawa i potrzeby, które są ważne i które się liczą. Daj sobie trochę czasu, żeby to poczucie wsparcia i ciepła do siebie mogło przesiąknąć Twoje ciało i umysł.
  4. Wróć myślami do tego, co Cię gryzie. Z bezwarunkowym wsparciem nakierowanym na siebie spójrz na swoją sytuację jeszcze raz. Na pewno pomocna będzie w tym momencie rozmowa z kimś zaufanym, albo wypisanie swoich przemyśleń na papierze.

Twoje ciało i umysł dobrze znają empatię i wsparcie. Jedyne, czego mogą nie znać, to nakierowania ich na samego siebie. A to akurat jest umiejętność. Najprawdopodobniej jedna z tych, której nie nauczono Cię w szkole, albo w domu, a której możesz nauczyć się sam, teraz i tu.

Czy warto?

A czy warto stanąć po stronie bezbronnego dziecka, czy choćby psa, który jest krzywdzony? Czy warto podnieść na duchu przyjaciela? Założę się, że odpowiedziałeś twierdząco. I słusznie, bo oczywiście że warto!

To samo tyczy się Ciebie. Dlatego właśnie warto ćwiczyć w sobie autoempatię i bezwarunkową życzliwość do siebie.

Wsparcie:

  • Rick Hanson, Forrest Hanson – Rezyliencja. Jak ukształtować fundament spokoju, siły i szczęścia
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.