Jak mogę pokonać uczucie dyskomfortu i zwiększyć zaufanie do samego siebie

Bezstresowy żywot… aaach pięknie się rozmarzyć, prawda? Tak jak w piosence Ryszarda Rynkowskiego: „Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić, leżeć w trawie, liczyć chmury, gołym i wesołym być…“ No, może nie dosłownie. Ale gdyby dało się wyeliminować zmartwienia, to pewnie nie pogardziłbyś taką opcją, co?

Komfort – wygodnie, ciepło, łatwo, lekko i najlepiej bez czekania – do tego właśnie dąży postęp: nie namęczyć się i za sprawą jednego przycisku (no bo przecież nie dwóch!), wykonać całą robotę. Pestka! I tak ma zostać.

No i czemu tu się dziwić? Przecież o wiele lepiej jest cieszyć się niż smucić, bawić się a nie martwić, odpoczywać a nie się męczyć. Więc na dobrą sprawę dlaczego mielibyśmy tolerować dyskomfort, a nie od niego uciekać – skoro tak nakazuje intuicja?

A jednak powodów nie brakuje:

  • Dyskomfort jest jak bakteria

    Żyjąc pod kloszem antybakteryjnym tak naprawdę tylko osłabiasz własną odporność. Pewna ilość mikrochoróbstwa, które krąży w powietrzu, jest dla Ciebie i Twojego zdrowia niezbędna.

  • Twój umysł z natury wprawiony jest w radzeniu sobie z dyskomfortem

    Najczęściej nie doceniamy własnych umiejętności przetrwania nawet trudnych chwil. Poszperaj w pamięci i przyznaj się, ile razy zapracowałeś na gratulacje i zdumienie: „jak mi się to udało, to nie wiem!”, albo „skąd ja wtedy brałem siły, żeby przez to przejść?” A jednak udało się, odnalazłeś siły i przeszedłeś przez to. To dlaczego tak łatwo o tym zapominasz?

  • Nie da się selektywnie wyłączać emocji

    Jeśli pozbędziesz się tych dyskomfortowych (czyli negatywnych) – to jednocześnie wylejesz pozytywne razem z kąpielą. Emocje nie mają osobnych pstryczków „włącz/wyłącz”. Radość – włącz, smutek – wyłącz. Chyba zgodzisz się ze mną, że tak to nie działa.

  • Dyskomfort to nasz napakowany ochroniarz

    Chroni przed niebezpieczeństwem, tak jak bodyguard ochrania gwiazdę filmową. Z założenia silniej reagujemy na emocje negatywne niż pozytywne, bo to one z reguły ratują nam życie (ból), dobre imię (zawstydzenie), lub miejsce w kolejce po mleko (złość). Prawie rok temu pisałam o tym tutaj: „Jak pozytywnie spojrzeć na negatywne emocje“.

  • Negatywne emocje zawężają uwagę

    Co czasami bardzo się przydaje. Kontrolerzy lotów to zestresowani ludzie, i paradoksalnie to napięcie i wielki ciężar odpowiedzialności pomaga im w koncentracji nad zadaniami, które muszą być wykonane z ogromną precyzją.

  • Kiedy zwiększasz swoją tolerancję na ból, smutek, złość, to budujesz swoją elastyczność emocjonalną

    Nie odpuszczasz ćwiczeń przy pierwszych zakwasach, jesteś w stanie wytrwać podczas rzucania nałogu, zamieniasz krytykę we wskazówki, nie biczujesz się za popełnienie błędu. „OK, nie było wspaniale, nie wyszło jak chciałem, nie podoba mi się to, ale zamykam ten dzień, a jutro zaczynam od nowa.” – tak wyglądają Twoje myśli po nieudanym dniu, kiedy potrafisz radzić sobie z negatywnymi emocjami.

  • Jeśli chcesz tęczy, musisz znieść trochę deszczu

    A jeśli możesz znieść porażkę, albo nieprzyjemne konsekwencje własnych błędów, to w ten sposób układasz sobie prostą drogę do sukcesu, jakkolwiek go sobie definiujesz.

  • Kiedy unikasz dyskomfortu przez długi czas

    …to pozostaje Ci bardzo niewielki skrawek czegoś, co kiedyś nazywałeś komfortem.

  • I na koniec wyliczanki najważniejsze

    Tylko przez odczuwanie plusów i minusów, dnia i nocy, zimy i lata powracamy do prawdy o nas samych, a oddalamy się od wyretuszowanego nieprawdziwego image z okładek czasopism i reklam. Robiąc miejsce dla dyskomfortu stajesz się całościową osobą, a nie jedynie małą częścią, która nigdy się nie martwi, ma perfekcyjnie wyprasowaną koszulę, nie popełnia błędów i zawsze się uśmiecha.

Podsumowując:

  • dyskomfort nie jest miły więc nie chce nam się go znosić;

  • jednak kiedy od niego uciekamy, to po drodze wysypują nam się z kieszeni: nasz rozwój, marzenia, plany, sukcesy, szanse i wszystko, co ma dla nas znaczenie;

  • dlatego dobrze jest ćwiczyć kondycję znoszenia dyskomfortu i zamieniać: „nie zniosę tego” na: „jest niekomfortowo i nie podoba mi się, ale przejdę przez to”.

A więc: jak zwiększyć tolerancję na dyskomfort? – tak jak budujesz każdą inną kondycję – poprzez ćwiczenia.

Założę się że długo nie będziesz musiał czekać, kiedy napatoczy Ci się pod nos jakiś całkiem konkrety powód do zdenerwowania, złości, smutku czy rozczarowania. Także poczekaj chwilkę, a jak już będzie tuż tuż, to złap go – tak jak pasjonaci owadów łapią motyle w siatkę. Już masz? OK, no to teraz do dzieła:

Oto propozycja ćwiczenia efektywnie zwiększającego tolerancję dyskomfortu:

  1. Najpierw nadaj tej sytuacji imię: „nie mogłem znieść tego jak czułem…” (do wyboru: głód eklerkowy, strach przed nauczycielką chemii z liceum, zmęczenie ćwiczeniami, itd.)

  2. Wyznacz dokładny czas, jaki postanowisz wytrzymać z tym dyskomfortem.

  3. Odtwórz w umyśle długodystansowe nagrody za wytrzymanie: większa samokontrola, zadowolenie z siebie, duma, zaufanie do siebie, lepsza jakość życia, itd.

  4. Pochwal siebie za to, że wytrzymałeś. Zauważ, że ta wydłużona chwila niemiłych uczuć świadczy o tym, że odzyskujesz kontrolę nad jakąś częścią swojego życia. Zauważ też pozytywne uczucia, jakich doświadczyłeś dzięki temu, że wytrzymałeś.

  5. Powtórz ćwiczenie, kiedy usłyszysz w głowie „Muszę dostać to, co chcę. Nie wytrzymam już dłużej. To nie do zniesienia.”

(Ważna sprawa: dla jasności, cały czas mówię tutaj o dyskomforcie, który rozwija, a nie niszczy. Nikogo nie chcę przekonać, żeby tkwił w sytuacji destrukcyjnej czy przemocowej. Z takiej należy się bezwzględnie i jak najszybciej ewakuować.)

Kiedy jest ładna pogoda, na balkonie mojego bloku pojawia się sympatyczna czarna mordka. To Dusia, pocieszny i bardzo ujmujący piesek. Nie odmraża sobie psiego tyłka w niepogodę, na jedzenie nie musi pracować, ani też nadwyrężać swoich umiejętności społecznych w spotkaniach z innymi czworonogami – bo na dwór Dusia też za często nie wychodzi. I tak wiedzie swój niczym niezmącony, szczekająco-balkonowy żywot.

Jak myślisz? Czy Dusia wiodąc całkowicie bezstresowe życie jest naprawdę szczęśliwym zwierzakiem? Czy jej wilcza natura na pewno czuje się spełniona? Nie ma zmartwień, ale i też niczego się nie uczy. Nie poznaje, nie widzi i niczego nie doświadcza, oprócz swojego bardzo zawężonego świata. Prawda jest taka, że Dusia jako potomek dzikiego wilka posiada ogromny instynkt przetrwania. Ma siłę dzikiego zwierza, które instynktownie wie, jak sobie poradzić z dyskomfortem.

Tak jak i Ty.

P.S. O negatywnych emocjach i dyskomforcie piszę już nie pierwszy raz, bo to bardzo ważny i często spychany na margines temat. Jeśli chcesz poszerzyć swoją wiedzę i horyzont myślowy, zapraszam serdecznie: