Jak myśleć o sobie dobrze

Do jednego ucha szepcze Ci wewnętrzny krytyk. Do drugiego, wewnętrzny przyjaciel. Pierwszy wytyka błędy i beszta. Drugi pomaga i wspiera. Oba głosy są potrzebne i pożyteczne.

Sęk w tym, że krytyk krzyczy przeważnie głośniej i częściej.

Dlatego, żeby dobrze o sobie myśleć, trzeba mu ten głos regularnie odbierać i pozwalać wypowiedzieć się swojemu wewnętrznemu przyjacielowi.

Nie potrzebujesz być chodzącym ideałem i świętym, żeby być po prostu przyzwoitą, dobrą osobą.

Jeśli chcesz zacząć dobrze o sobie myśleć, na samym początku musisz zrozumieć, czym jest owo „dobrze”.

Może Ci się wydawać, że masz prawo dobrze o sobie pomyśleć dopiero gdy będziesz:

  • wyglądał jak model z okładki,
  • elokwentnie się wysławiał,
  • bezbłędnie piął się po szczebelkach kariery,
  • wzbudzał zachwyt pań ekspedientek w sklepie mięsnym oraz wśród swoich koleżanek w pracy.

Otóż nie.

Dobrze znaczy dobrze i ani grama więcej. Dobrze nie jest tym samym co idealnie, perfekcyjnie, arcymistrzowsko na 102 – to w ogóle nie o to chodzi.

Wysoko przestrzelona poprzeczka nie ma nic wspólnego z autentycznością ani realnością. To sztuczny wymysł naszych czasów. Także odsuńmy ją na bok, a najlepiej wyrzućmy do kosza i… zejdźmy na ziemię.

„Dobrze” w bardziej realnym i ludzkim wymiarze, oznacza przyzwoicie, wystarczająco, czyli po prostu ok. Nie potrzebujesz być chodzącym ideałem i świętym, żeby móc być po prostu przyzwoitą, dobrą osobą.

I to jest poprzeczka, do której warto się mierzyć. Zwyczajna, ludzka, dostępna i zdrowa.

3 sposoby na to, jak dobrze o sobie pomyśleć

OK, mamy poprzeczkę i wiemy, że jest osiągalna i realna, teraz tylko kwestia ćwiczeń, jak do niej sięgać.

Po pierwsze: Przypominaj sobie, gdzie znajduje się poprzeczka w konkretnych sytuacjach

Bo najczęściej znajduje się niżej niż pokazują Ci reklamy, presja ze strony rodziny, znajomych czy instagrama.

Nie musisz zarabiać jak prezes banku, mieszkać jak architekt wnętrz i jeździć samochodem jak Kubica, żeby dobrze o sobie myśleć i być z siebie zadowolonym. Tu i teraz, taki jaki jesteś, dostarczasz sobie wielu powodów, by dobrze o sobie pomyśleć.

Może nie zawsze należy Ci się medal albo nagroda Nobla, ale zawsze się znajdzie coś wystarczająco poczciwego, żeby poklepać siebie po ramieniu i powiedzieć sobie: „dobrze zrobiłem”. Na przykład wtedy, kiedy:

  • ustąpisz komuś miejsca w tramwaju,
  • wybierzesz zdrowy obiad zamiast 4 gałkowego loda,
  • zaczniesz pytać sam siebie: „czemu tak się zachowałem? co mną kierowało?”,
  • ugryziesz się w język i nie powiesz komuś „a nie mówiłem! miałem rację!”

Nie czekaj na obronę magisterki albo wielki awans, czy dzień swojego ślubu. Po co czekać, kiedy codziennie sam sobie udowadniasz, że jesteś całkiem przyzwoitym, dobrym człowiekiem. Naucz się to zauważać.

Po drugie: Kiedy krytyk wyrywa mikrofon i nadaje swoje audycję pt. „oj jak wiele Ci jeszcze brakuje”, nie siedź bezczynnie

Wdaj się z nim w dyskusję. Podważaj jego opinię. Sprawdzaj go, czy na pewno trzyma się faktów, np:

  • „Ok, faktycznie nie zachowałem się idealnie, ale w końcu nie stało się nic strasznego, świat się nie zawalił.”
  • „Tak, popełniłem wczoraj błąd, ale to jeszcze nie powód, żebym teraz skreślił całe swoje życie.”
  • „Mógłbym zarabiać więcej i taki mam cel długodystansowy, ale na tym etapie mojego życia to, co mam, wystarcza mi.”
  • „Nie, moje prawe ucho nie jest dziwne i odstające, ono jest z limitowanej edycji!”

I tak dalej, i tak dalej. W ten prosty sposób zweryfikujesz krytyczne głosy z wewnątrz. I przekonasz się, że słowa krytyka są tylko słowami, a nie niepodważalnym wyrokiem bogów.

Po trzecie: Czasami Twój wewnętrzny krytyk faktycznie może mieć rację

W końcu taka jest jego pożyteczna rola, którą po prostu zbyt często lubi nadwyrężać. Wytyka Ci błędy, które faktycznie popełniłeś, przypomina momenty, z których nie jesteś z siebie dumny i przez które nosisz na sobie poczucie winy.

Wiem, że to może Cię zaskoczyć, ale to poczucie skruchy i chęć nadrobienia błędów – to jest wielki dowód Twojej poczciwości.

Poczucie winy to mechanizm, który nam w tym bardzo pomaga. Popycha i zachęca, żeby coś z tym fantem zrobić. Jakoś naprawić to, co popsułeś. To wielki powód, żeby pomyśleć o sobie dobrze.

Poza tym, dopiero jak się zreflektujesz i zauważysz swój błąd, będziesz w stanie się z niego czegoś nowego nauczyć. To bardzo poczciwa postawa!

Lepsze naprawdę potrafi być wrogiem dobrego

Wyczekiwanie na olbrzymie osiągnięcia i dokonania, zanim poklepiesz siebie po ramieniu, prowadzi do tego, że zaczynasz bardzo źle o sobie myśleć.

I to jest ten moment, kiedy dobrze jest powiedzieć sobie „dość”, obniżyć poprzeczkę, i zacząć szukać potwierdzeń na to, że może nie jesteś chodzącym ideałem, ale spokojnie można Cię zaliczyć do całkiem dobrych, poczciwych ludzi.

Daj znać w komentarzach, jak najczęściej o sobie myślisz?