Jak nie dać się przytłoczyć własnej codzienności (8 podpowiedzi dla wysokowrażliwych)

Tylko jedna rzecz naprawdę potrafi uprzykrzyć życie Wysoko Wrażliwej Osoby – przytłoczenie. I wydawałoby się, że to nie aż tak dużo…

Haczyk polega jednak na tym, że wrażliwca może przytłoczyć praktycznie wszystko:

  • tłok w autobusie,
  • głośna rozmowa przez komórkę,
  • brutalne zdjęcie na internecie,
  • ostra papryczka w sosie do pizzy,
  • i wyjątkowo irytująca reklama proszku do prania z telewizyjną gwiazdą w roli głównej.

Dlatego, kto jak kto, ale wysokowrażliwi MUSZĄ nauczyć się to przytłoczenie trzymać w ryzach. No i kto jak kto, ale ja jestem tu po to, żeby pokazać jak tego dokonać. (I to na wiele sposobów.)

Jak nie dać się przytłoczyć własnej codzienności

  1. Zaakceptuj przytłoczenie

    Nic bardziej nie przytłacza niż obwinianie siebie za każdą gorszą chwilę. Stresujesz się tym, że się stresujesz. Martwisz się tym, że się martwisz. I przytłaczasz tym, że dopadło Cię przytłoczenie. To ślepy zaułek. Nie tędy droga.

    Przytłoczenie będzie Cię dopadać na porządku dziennym. I jeśli się z tym nie pogodzisz, sama staniesz się największym źródłem przytłoczenia w swoim życiu. Kiedy siebie krytykujesz, oczekujesz od siebie perfekcji i fiksujesz na swoim “idealnym ja” – tym samym nakładasz na siebie kilkutonowy ciężar.

    Dlatego jeśli zależy Ci na lżejszej codzienności – rzuć to. Zaakceptuj fakt, że będziesz się stresować, przestymulowywać i przytłaczać codzienną rzeczywistością.

    Masz bardzo czuły układ nerwowy. Taka się urodziłaś. To nie był Twój wybór ani Twoja wina. Jednak to do Ciebie należy odpowiedzialność za to, jak dziś się czujesz i co się z Tobą dzieje. A już zwłaszcza za to, co dzieje się w Twojej głowie. Którędy chodzą Twoje myśli. Czy ciągle Ciebie krytykują i przytłaczają, czy może biegną Ci na odsiecz z uśmiechem na twarzy.

    Wykorzystaj plastyczność swojego mózgu i powolutku naucz go innych, bardziej pomocnych nawyków. W pierwszym rzędzie samoakceptacji. A ta obejmuje zalety ORAZ wady.

  2. Bierz się za jedno zadanie naraz

    Wielozadaniowość to ciągłe rozpraszanie się i przeskakiwanie z jednej rzeczy na drugą (mniej więcej co sekundę). Jednozadaniowość to skupianie uwagi tylko na jednej rzeczy naraz. Zgadnij, co Ciebie bardziej przytłacza?

    Oczywiście, bezapelacyjnie i bez cienia wątpliwości – wielozadaniowość! To zabawka (ostatnio dość modna, choć mocno przereklamowana i co najważniejsze – szkodliwa), którą wysokowrażliwi nie powinni się w ogóle bawić. Tak jak dzieci zapałkami.

    Dlatego odstaw ją i zapomnij, że istnieje. Dla swojego spokoju i zdrowia psychicznego – bierz się za jedno zadanie, doprowadzaj do końca i dopiero potem sięgaj po coś nowego.

    To Ciebie nie przestymuluje ani nie przytłoczy. Do tego dojdą takie gratisy jak wydłużony czas koncentracji, wewnętrzny spokój, no i doprowadzone do końca zadanie! Całkiem nieźle.

  3. Podkręć autoempatię

    Dbasz o siebie, a mimo to nadal czujesz, że codzienność Cię przytłacza? Podkręć autoempatię:

    • idź spać o pół godzinki wcześniej,
    • pij o jedną kawę mniej,
    • załóż jeszcze jeden pamiętnik,
    • weź o jedną relaksującą kąpiel więcej na tydzień,
    • medytuj o 5 minut dłużej,
    • wyłączaj telewizor o godzinkę wcześniej,
    • rzadziej zaglądaj na plotkarsko-sensacyjne „newsy”,
    • wychodź o jeden raz częściej na rower.

    Rozumiesz zasadę? Po prostu rób to, co robisz, żeby dać sobie spokój, tylko jeszcze częściej.

    A jeśli jeszcze nie wypracowałaś swojej relaksującej rutyny – o kochana, nie czekaj na oklaski i nadrabiaj zaległości. Kieruj się przy tym jedną zasadą: rób to, dzięki czemu wracasz do równowagi.

  4. Poproś o pomoc

    Wrażliwcy tego nie lubią. Nie proszą o pomoc, bo są świadomi, że inni też mają swoje własne zmartwienia, a poza tym noszą w sobie przekonanie, że ze wszystkim powinni sobie radzić sami.

    I to jest duży błąd.

    Samodzielność samodzielnością, ale proszenie o pomoc to przejaw zdrowia psychicznego, który daje wiele korzyści i to nie tylko Tobie!

    Bo prosząc o pomoc:

    • Łapiesz równowagę pomiędzy dawaniem a braniem. U wrażliwców szala zazwyczaj przechyla się w stronę dawania. Co wcale nie jest takie szlachetne na jakie wygląda!
    • Uświadamiasz sobie, że nie jesteś wszechmocna i perfekcyjna, co bardzo skutecznie uczy pokory i wybija z głowy robotyczną perfekcję.
    • Dajesz innym ludziom szansę na dobry uczynek, powód do radości i dumy (najprawdopodobniej tym samym, którym Ty wielokrotnie pomagałaś).
    • No i znacznie redukujesz przytłoczenie, bo po prostu delegujesz coś, co miałaś zrobić sama.

    Na tak gęsto zaludnionej planecie, jaką jest Ziemia, można żyć na 3 sposoby: albo niezależnie od nikogo, albo uzależniając się od innych, albo współzależąc z innymi – i tylko ten trzecia Ci służy. A proszenie o pomoc – to jeden z jej objawów.

  5. Odłącz się z prądu

    • Żyj zasadą: „żadnych elektronicznych urządzeń przed zaśnięciem” (no… może z wyjątkiem czytnika ebooków), a zobaczysz, jak bardzo poprawi się Twoje zapatrywanie na życie.
    • Zakaż sobie przeglądania komórki i mediów społecznościowych w 15-minutowych odstępach, a bardziej siebie polubisz.
    • Ogranicz oglądanie i czytanie krzykliwych “newsów”, a zauważysz, że Twoja codzienność coraz mniej Cię przytłacza.

    Taka to magia. Spróbuj, a przekonasz się sama. Im bardziej ograniczysz świecące „bardzo ważnymi sprawami” ekraniki, tym lżej będzie Ci się żyło.

    Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak urządzenia elektroniczne wybijają nas z równowagi. Zwłaszcza osoby wysoko wrażliwe. Już pomijam jakość i tematykę przekazów. Ale sam fakt, że brzęczą i świecą po kilkadziesiąt razy na dzień w zupełności wystarczy, żeby wrażliwiec czuł przytłoczenie non-stop.

    Dlatego – jak konsekwentny rodzic albo nauczyciel – wydzielaj sobie czas, który przeznaczasz na wpatrywanie się w ekrany duże i małe. (No i cóż za oszczędność prądu!)

  6. Zsynchronizuj swój wewnętrzny zegar

    Jeśli przypływ Twojej werwy przypada na poranki, które spędzasz na piciu kawy i przeglądaniu fb, a zabierasz się za swoje obowiązki dopiero przed południem, kiedy Twoja witalność ma się ku końcowi – to coś tu jest grubo nie tak.

    A dokładnie to, że marnujesz swoje siły, którymi da się o wiele mądrzej zarządzać.

    Każdy funkcjonuje według własnego zegara. I każdy z łatwością może zaobserwować, kiedy daje nura w strumień czystej energii (i ma tę moc niczym Elza z bajki), a kiedy ów strumień wyrzuca go na brzeg niczym śniętą rybę. Normalna sprawa. Codziennie to zaliczamy.

    Zgarniesz najwyższą wygraną wtedy, kiedy wyregulujesz ten zegar i dopasujesz zadania do swojego stanu psycho-fizycznego. Czujesz, że właśnie wchodzisz w tryb mróweczki – bierz się za najtrudniejsze sprawy (przeczytaj umowę z operatorem swojej sieci). A kiedy trzymasz oczy otwarte na zapałki – zrób coś rutynowego i łatwego (ugotuj ziemniaki). A nie odwrotnie.

    W ten sposób staniesz na czele rady nadzorczej zarządzającej Twoją energią – co przełoży się na ZNACZNIE mniejsze przytłoczenie codziennością.

  7. Rób przerwy

    I tu ostrożnie!

    Bo jeśli w ramach przerwy najesz się przecukrzonych lodów, albo wydasz pół wypłaty na zakupy „bo takie ładne te buty”, albo wyjdziesz na pizzę z dziesięcioma osobami z pracy – Twoja wysoka wrażliwość nie będzie zadowolona. Ani wypoczęta.

    W zamian poczuje jedynie, że wyczerpałaś już i tak mocno uszczuplone zapasy równowagi wewnętrznej i znowu – przytłoczyłaś swój delikatny układ nerwowy.

    Żeby przerwa faktycznie zadziałała relaksacyjnie i regeneracyjnie, musi znajdować się na drugim biegunie w stosunku do tego, co robiłaś jeszcze przed chwilą. Na przykład:

    • Jeśli od dwóch godzin siedzisz przed komputerem i piszesz magisterkę zamknięta w czterech ścianach – w ramach przerwy idź się przejść na spacer z pieskiem i porzucaj mu piłeczkę.
    • Jeśli właśnie skosiłaś trawę na całym swoim podwórku – usiądź w cieniu i rozwiąż krzyżówkę.
    • Jeśli przez kilka godzin siedziałaś na wykładach i wyjątkowo twardym krześle – wróć do domu i weź się za gotowanie fikuśnej kolacji.

    Jeśli siedziałaś – wstań. Jeśli skakałaś – usiądź. Jeśli mówiłaś – zamilknij. Jeśli prężyłaś swój umysł jak kot swój grzbiet – obejrzyj sobie coś głupkowatego na internecie (materiału z pewnością nie zabraknie).

    Taka zmiana dostarczy Ci równowagi. Wyciszy to, co krzyczało. Rozrusza to, co siedziało. A przy okazji – nie przytłoczy Cię to. Wręcz przeciwnie – doda sił.

  8. Wyciszaj się

    Coraz więcej badań pokazuje, że hałas, nie dość, że psuje humor i męczy, to podnosi także poziom hormonów stresu. Dźwięk hula sobie po Twoim mózgu w postaci sygnałów elektrycznych, nawet kiedy śpisz.

    Owszem, ma to swoje plusy – np. za sprawą budzika nie spóźniasz się codziennie do pracy. Ale ma też swoje minusy – Twój układ nerwowy jest ciągle bombardowany przeróżnymi odgłosami. Dlatego ponadziewaj całą dobę momentami ciszy, jak rurki bitą śmietaną.

    I nie ma co tu deliberować, sprawa jest prosta: hałas kradnie Ci motywację, koncentrację i trzeźwość myślenia, za to cisza jest gotowa wszystko Ci to oddać. Przywraca równowagę na ciele i umyśle. W to wierzyli starożytni duchowi mistrzowie, i to samo potwierdza współczesna nauka.

Spijaj z tych odkryć śmietankę i kilka razy dziennie (obowiązkowo!) organizuj sobie chwile ciszy.

Wiem, czwórka będzie trudna. Siódemkę trzeba przemyśleć i zaplanować. No ale zacznij koniecznie od nr 1. Zgadza się?