Jak odnawiać silną wolę i doprowadzać swoje postanowienia do końca

Pewnie zdarza Ci się, od czasu do czasu, kiedy masz już wszystkiego dość, rzucić obowiązki w kąt i przenieść się do swojego ulubionego, fikcyjnego świata filmów, seriali albo książek. I bardzo dobrze, bo odpoczynek też jest ważny.

Obawiam się jednak, że kiedy tak bumelujesz na sofie z książką albo pilotem w ręku, to jednocześnie krytykujesz siebie za to. „Powieniem już wrócić do pisania pracy magisterskiej, ale tak mi się nie chce” – robisz sobie wyrzuty, podczas gdy praca leży i czeka na lepsze chwile.

Jeśli dobrze wiesz, o czym mówię, to śpieszę z nowiną, że wcale niczego nie marnujesz, a wręcz przeciwnie – przenosząc się w ulubione, fikcyjne realia, dbasz o siebie i opiekujesz się swoim umysłem.

Jak to możliwe? Czytaj dalej :-)

Silna wola jak mięsień, męczy się

Tak jak samochód jeździ na paliwo, tak Twoje działania bardzo często napędza silna wola. Dieta wolna od pączków, magisterka, projekt „posprzątam swoją kuchnię, za szafkami też”, czy jakiekolwiek inne, długotrwałe zadanie, będzie doprowadzone tylko do tego etapu, w którym wyczerpią się Twoje zapasy silnej woli.

Kiedy czujesz, że jedziesz już na rezerwie, to niestety – zapach świeżo upieczonego ciasta od sąsiadów, siedem nowych powiadomień na FB, albo inny drobny rozpraszacz, wygrywa. Kieruje Tobą i owija sobie Twoje postanowienia wokół małego palca.

Dzieje się tak nie dlatego, że coś źle zrobiłeś, czy w ogóle coś z Tobą nie tak. Główna przyczyna jest taka, że silna wola to mięsień.

  • Po pierwsze – trzeba go ćwiczyć, żeby widzieć efekty. I każde ćwiczenie się tutaj liczy. Od małych, np. chwytania za klamkę nie-dominującą ręką, po duże – przejście na dietę pozbawioną cukru.

  • Po drugie – każdy mięsień – nawet ten w najlepszej formie – w miarę treningu męczy się. I dlatego ma prawo działać coraz słabiej. Wtedy właśnie warto zrobić sobie wzmacniającą przerwę.

Akcja reaktywacja: silna wola

Zatem nie ma co obrzucać siebie błotem za to, że nie wytrwałeś dziś w wyznaczonym zadaniu. A tym bardziej trzymaj się z daleka od uogólnień typu: „nigdy mi się nie udaje” – takie gadanie nie dość, że nie jest sprawiedliwe, to tylko Ciebie pogrąża i pogarsza Twój nastrój, a wtedy już tylko krok od ociekającej czekoladą eklerki.

Ale istnieje przyjemny, a zarazem skuteczny, sposób na odbudowanie silnej woli, po który możesz sięgnąć szybciej, niż po ciastko z kremem. Jaki? Po prostu najzwyczajniej poczekaj.

Tak jak mięśnie regenerują się same po wysiłku, a Twoim zadaniem jest im w tym nie przeszkadzać, tak i silna wola nie ruszana, sama się odnowi.

Rzecz jasna, może to trochę potrwać, ale na szczęście proces ten można łatwo przyspieszyć, np. ćwiczeniami na świeżym powietrzu, albo spotkaniem ze znajomymi. Integracja społeczna – czyli innymi słowy: „kawka z psiapsiółką” – to jeden ze skuteczniejszych sposobów na wysłanie silnej woli na regenerujące wakacje.

Chociaż… i od tej reguły są wyjątki. W zależności od humoru, emocji, czy spraw sercowych przyjaciółki, takie spotkanie ma prawo skręcić w nieco ciemne zaułki waszej relacji. I kiedy zauważasz, że „kawa na luzie“ staje się doświadczeniem wymagającym od Ciebie intensywnego, umysłowego lub emocjonalnego wysiłku, to silna wola kończy urlop i wraca do wytężonej pracy – a przecież Tobie chodziło o efekt odwrotny.

Czasem substytut nie jest taki zły

I tu z pomocą przychodzą „Przyjaciele”.

Okazuje się, że oglądając po raz setny swój ulubiony serial z lat ’90, albo czytając wyświechtaną książkę, pomagasz sobie powrócić do formy! Więc nie pluj sobie w brodę, że marnujesz czas, bo postępujesz całkiem słusznie.

Ale czemu to działa?

Oglądanie telewizji łatwo potępić, np. kiedy zaczniesz choćby troszkę analizować fabułę „Przyjaciół”, to o krytykę z pewnością nie będzie trudno. Więc czemu coś tak banalnego jak serial telewizyjny może pomóc Ci w realizacji wyznaczonych zadań?

A no właśnie owa banalność jawi się tu jako główna zaleta i czynnik sprawczy.

Oglądając albo czytając, i tu warunek konieczny: swój ulubiony, fikcyjny świat, tym samym przenosisz się w dobrze znane Ci i ukochane miejsce.

Wtedy odpoczywasz i dobrze się tam czujesz, a co najważniejsze – nie wysilasz się pod żadnym kątem: ani fizycznie, ani psychicznie.

Integrujesz się z fikcyjnymi postaciami całkowicie na luzie, bez ryzyka wysiłku. Nie musisz ich rozumieć, wsłuchiwać się uważnie w to, co mówią, wchodzić w ich buty, albo analizować ich posunięć.

A w tym czasie dzieje się to, na co czekałeś: Twoja silna wola oddaje się mentalnym zabiegom spa i powraca do formy. Przyznaj sam, całkiem niezły układ? Prawda? :-)

Gwoli ścisłości – wcale nie chcę Cię przekonywać, żebyś zerwał znajomość z kolegą Grześkiem albo Maćkiem, i wymienił ich na Rossa i Chandlera. I nie twierdzę też, że najlepiej będzie dla Ciebie, jeśli odmówisz wychodzenia z domu i przyrośniesz do swojego fotela jak Joey.

Chcę Ci za to powiedzieć, że jeśli złapiesz się na oglądaniu swojego banalnego serialu, zamiast na czytaniu kolejnej książki do bibliografii swojej magisterki, to nie bądź dla siebie zbyt surowy. Nie jest to wcale taki zły pomysł, jak to się może wydawać.

Jeśli doczytałeś ten tekst do końca, to znaczy że wysiliłeś swój intelekt :-) A więc czas na relaks – to który odcinek „Przyjaciół” włączysz? ;-) A może jakiś inny serial, książka, albo komiks?

Podziel się proszę swoim sekretnym sposobem na odbudowanie silnej woli :-)

Wsparcie:

  • Jaye L. Derrick – Energized by television: Familiar fictional worlds restore self-control

10 komentarzy:
  1. Brzeska
    Brzeska says:

    U mnie to różnie, w zależności od nastroju. Raz potrzebuje wyrzycia sie jakimś mocniejszym niż zazwyczaj workout’em, a raz serial czy film będzie jak najbardziej ok. Z tych lekkich i oglądanych x razy to u mnie big bang theory i griends. Chociaż czasem House czy Bones też wejdą. I wiele innych bo niezależnie od kategorii seriale/filmy często wjeżdżają u mnie na ekran

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Wow :-) Oczywiście wszystko rzecz gustu, o którym ponoć się nie dyskutuje, ale … próbowałam raz zobaczyć co to takiego, i wymiękłam po jakichś dwóch/trzech minutach :-D

      Odpowiedz
      • mjkl
        mjkl says:

        Parafrazując Shreka: The Walking Dead jest jak cebula – ma warstwy. Wszyscy widzą tę powierzchowną, nie dostrzegając przez to tego, co jest głębiej. :) Ale to prawda – ten serial jest specyficzny, wywodzi się ze specyficznej subkultury survivalowej. Dlaczego akurat to? Bo lubię uciekać myślami w świat, w którym wszystko trzeba zacząć od nowa. Dlatego klimaty postapokaliptyczne są mi tak bliskie. Chciałbym móc zacząć wszystko od nowa…

        Odpowiedz
        • Emilia Mielko
          Emilia Mielko says:

          Na pewno ma warstwy i to widać, choć ja po prostu nie dam rady przedrzeć się przez tą pierwszą :-) Wiesz, mówi się, że każdego dnia masz nowy początek, może coś w tym jest?

          Odpowiedz
  2. Katarzyna
    Katarzyna says:

    Mnie zachwyciło i mocno motywuje to co napisałaś: silna wola to mięsień, który trzeba ćwiczyć i usprawniać. I tutaj liczą się bardzo małe kroczki, które posuwają nas do przodu. Staram się codziennie poświęcić 1 godzinkę dziennie określonemu zadaniu. Mimo, że do ideału planowania i realizacji tych planów jest bardzo daleko staram się być DOBRA dla Siebie. To bardzo ważne….
    A najbardziej resetuje mnie piosenka Lemona “Jutro” i te słowa : Gdy zechcesz iść to nie patrz w dal, zrób jeden krok do przodu”. Refren też dodaje otuchy… Polecam :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.