Jak poczuć ulgę i siłę pochodzącą z wewnątrz, niezależnie od okoliczności

„Co myślisz o nienawiści do samego siebie?“ – padło pytanie do Dalajlamy podczas jeden z konferencji. Ten zamienił kilka zdań ze swoim tłumaczem, by po chwili zapytać: „A co to takiego?”

Było to dla niego nieznane pojęcie. I kiedy wytłumaczono mu, że chodzi o ocenianie i obwinianie siebie o mało produktywne myśli, znowu zareagował pytaniem: „Jak można w ten sposób o sobie myśleć?”

Po dłuższej dyskusji Dalajlama zreflektował się, mówiąc: „Myślałem, że wiem co to umysł, ale teraz czuję się jak ignorant. To dla mnie bardzo, bardzo dziwne.”

Dalailama nie potrafił zrozumieć, czym jest ostre podejście do samego siebie. Tak jak my nie potrafimy zrozumieć łagodnego traktowania siebie i podchodzenia do siebie z empatią.

Ciekawe, prawda?

Bycie swoim najlepszym przyjacielem to rzadkość

  • Generowanie serdeczności do siebie jako osoby omylnej i wadliwej.

  • Poznawanie siebie i obserwowanie, ale bez oceniania i krytyki.

  • Dbanie o swoje ciało i ducha i znalezienie czasu wyłącznie dla siebie.

  • Rozpraszanie ostrych, krytycznych myśli i otaczanie się bańką spokoju.

Wszystkie te punkty przedstawiają postawę autoempatyczną, tzn. taką, dzięki której okazujesz sobie prawdziwe współczucie, zrozumienie i ciepło. Nie po to, by siebie oceniać – pozytywnie czy negatywnie. Ale po to, by być dla siebie najlepszym przyjacielem.

Autoempatia jest dobra dla mięczaków

Podchodzenie do siebie z empatią – taki przepis na życie, może i ciekawy, ale wciąż jest nowością, rzadkością, by nie powiedzieć – dziwactwem.

Nie dziwię się, bo przecież powodów, by tak myśleć, nie brakuje:

  • Łagodność nie kojarzy Ci się pozytywnie, bo kiedy tego próbowałeś, ktoś Cię za to skarcił, skrytykował, wyśmiał?

  • Być może boisz się, że przedobrzysz sprawę i zamienisz autoempatię w jedno wielkie folgowanie.

  • Może mylisz autoempatię z egoizmem (a wierz mi, różnice są ogromne i zasadnicze).

  • A być może uważasz, że nie zasługujesz na łagodne traktowanie, przynajmniej nie teraz. Kiedyś, w nieokreślonej przyszłości, to może i tak – o ile „zarobisz” na taką nagrodę. A póki co: lepszy kij niż marchewka.

  • Możliwe też, że nie chcesz wyróżniać się z tłumu. Bądź co bądź, to nie jest najpopularniejszy przepis na życie we współczesnym świecie.

Bez względu na to, czy któryś z powyższych punktów przemówił do Ciebie, to jest jeszcze jeden ważny powód. I to on może zasłaniać Ci widok i perspektywę na tak pozytywną zmianę, jaką jest empatia wobec siebie samego.

Krótko mówiąc: autoempatia wydaje się być tkliwa, łzawa, i czułostkowa. Co dalej możesz sobie przetłumaczyć na jedno krótkie, acz treściwe: „to nie dla mnie”.

„Może inni są tkliwi, łzawi i czułostkowi” – myślisz sobie – „Ale nie ja! Ja nie bawię się w takie rzeczy. Ja jestem twardy!” Bo przecież: „życie nie rozpieszcza”, „trzeba mieć twardą dupę”, i „biednemu zawsze wiatr w oczy”.

Zaciskasz więc zęby i idziesz pod ten swój wiatr. Po drodze krytykując siebie za to jak wyglądasz, co myślisz, mówisz i robisz. I tak ma być, bo „nie jestem jakimś tam mięczakiem! Koniec dyskusji!”

Dwie wiadomości dla wszystkich wielbicieli hardości

Na wypadek gdybyś zaliczał siebie do grona twardzieli, mam dla Ciebie dwie wiadomości:

  1. Zapieraj się ile chcesz, ale pod warstwami swojej hardości, nawet jeśli nałożysz bardzo gruby pancerz – tak jak każdy z nas, jesteś tkliwy, czułostkowy i łzawy.

    Ludzie to z natury miękkie istoty. Kierujemy się emocjami, przeżywamy to, co się dzieje z nami lub z osobami bliskimi. Zależy nam na naszych celach wartościach i płaczemy z radości, kiedy się ziszczą. Albo ze smutku, kiedy dzieje się odwrotnie.

    Bo w głębi naszego wnętrza – wszyscy jesteśmy wrażliwymi istotami.

  2. Jeżeli zaliczasz się do superhardych entuzjastów ostrego podejścia – mam dla Ciebie bardzo dobrą wiadomość. Za chwilę zdradzę Ci świetny sekret, jak zbudować w sobie więcej odporności psychicznej, siły i wytrzymałości.

    Może na początku nie spodoba Ci się to, co powiem, ale wyobraź sobie, że mowa o… autoempatii :-)

    Wedle badań, im więcej wyrozumiałości, łagodności i współczucia kierujesz do siebie, tym bardziej Twoje wewnętrzne siły rosną.

Nadal nie dowierzasz? Jeśli nie fakty, to niech pomoże Ci w tym Twoja wyobraźnia.

Ćwiczenie na wyobraźnię #1

Wyobraź sobie, że otaczają Cię przyjaciele (a może wcale nie musisz sobie tego wyobrażać – tym lepiej!). Zawsze możesz na nich liczyć. Nigdy Ciebie nie oceniają. Nie krytykują za nowe pomysły. Akceptują Ciebie takim, jaki jesteś, wybaczą błędy i przymykają na nie oko. Są przy Tobie na dobre i na złe.

Jak się czujesz wiedząc, że otaczają Cię tacy ludzie? Mocniej? Pewniej? Pozytywniej?

Ćwiczenie na wyobraźnię #2

Wyobraź sobie, że otaczają Cię osoby, które patrzą Ci na ręce. Poddają ocenie wszystko co robisz, myślisz, jak wyglądasz i co czujesz. Wypatrują Twoich potknięć tylko po to, by wprowadzić poprawkę, skorygować Cię i bardzo dokładnie poinformować na czym polega Twój błąd. Nierzadko wyzywają Cię epitetami. Nie bawią się w delikatność, gromko uderzają w Twoje najczulsze miejsca tak, żebyś jak najszybciej zrozumiał gdzie i na czym się potknąłeś.

Jak się teraz czujesz mając na sobie nieustający wzrok sędziego najwyższego?

W obu hipotetycznych sytuacjach chodzi o Twoje dobro. Różnica polega na sposobie, w jaki docierasz do tego celu.

Sposób empatyczny polega na tym, że:

  • okazujesz sobie zrozumienie i wiesz, że wcale nie musisz na to zarobić albo zasłużyć, tylko masz do tego prawo z urodzenia,

  • rozumiesz, że błędy i brak perfekcji to cechy wpisane na stałe w ludzkie DNA i codzienne życie,

  • zauważasz sposób, w jaki myślisz i mówisz o sobie, i zmieniasz wrogie nastawienie na bardziej przyjazne.

Większość z nas stara się jak może, pracuje najlepiej jak potrafi, wiąże swoje nadzieje z przyszłością, dąży do swoich celów, marzy, planuje, uczy się, śpieszy, nie śpi, przejmuje się, wysila, stresuje – to wysoko ustawiona poprzeczka. Dodaj do tego mieszkanie w klatkach z betonu, jedzenie chemii, oddychanie oparami a nie świeżym powietrzem.

Urodziłeś się w takim miejscu i czasie – tak po prostu jest i nie pomoże szukanie winnych. Ale na to co dzieje się w Twojej głowie i sercu – na szczęście masz spory wpływ.

Nosimy na sobie wystarczająco dużo obciążeń z zewnątrz. Tych jakoś nigdy nie brakuje. Dlatego nie ma sensu dodawać ich jeszcze od wewnątrz.

Pomóż sobie, wesprzyj, wykaż zrozumienie i zaopiekuj się sobą. Gwarantuję Ci – poczujesz ulgę i siłę pochodzącą z wewnątrz, czyli niezależną od okoliczności.

A co zrobisz już dziś?

2 komentarzy:
  1. Ula
    Ula says:

    Witam,
    Czytam Pani bloga od pewnego czasu i Pani teksty bardzo do mnie docierają. Zajmuje to niemało czasu i sporo tych artykułów, ale powoli zaczynam rozumieć pewne rzeczy, m.in. to że moje nastawienie do samej siebie wpływa na każdy aspekt mojego życia i że sama sobie podstawiam nogę.
    Ciężko było mi się przekonać do autoempatii, ale po kilku miesiącach od pierwszej zmianki o tym i po kilkudziesięciu Pani artykułach, wreszcie zaczyna coś we mnie pękać :) Właśnie po niezbyt udanej rozmowie rekrutacyjnej nie zbesztalam sie, odgonilam myśli, że jestem do niczego (pewnie na moment) i… wzięłam pół godziny wolnego i poszłam na dobrą kawę. Niby nic takiego, a jednak pierwszy kroczek ku lepszemu traktowaniu siebie. Musiałam się pochwalić i podziękować, bo właśnie siedzę z uśmiechem przy kawie zamiast płacząc w łazience z powodu niepowodzenia ;)
    Dziękuję Pani za tego bloga, miłego dnia :)

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Cześć Ula, (mam nadzieję, że możemy sobie mówić na „Ty”? :-) )

      WOW! Gratuluję Ci tej kawy! :-) Wiem, że to może zabrzmieć niepozornie, ale tak naprawdę to bardzo ważny moment w Twoim życiu. Cieszę się, że nie pozwoliłaś żeby automatyzmy przejęły kontrolę i zaopiekowałaś się sobą dokładnie wtedy kiedy tej opieki potrzebowałaś NAJBARDZIEJ. To o takie momenty właśnie w życiu chodzi! :-) Tak wygląda rozwój. Nie jakieś tam fajerwerki, ale przerwa na kawę żeby okazać sobie trochę (a nawet bardzo dużo) ciepła. TO WIELKA SPRAWA. I Twój wielki sukces. Tego Ci gratuluję, i z całego serca życzę takich jeszcze wielu (a coś mi podpowiada że tak właśnie będzie :-) ) I bardzo mi miło, że gdzieś na drodze Twojego rozwoju zatrzymałaś się u mnie i korzystasz z mojej pracy. Dzięki za miłe słowa.

      Powodzenia. Oby tak dalej!
      Trzymam kciuki :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.