Jak radzić sobie z problemami i jednocześnie nie tworzyć sobie nowych

Leczenie zależy od diagnozy – czyli to, jak lekarz nazwie Twoje boleści, będzie determinować dalsze kroki, receptę oraz cały proces zdrowienia.

Tak samo to, jakie znaczenie nadasz swoim doświadczeniom, będzie rzutowało na Twoje dalsze decyzje i nastawienie do siebie. Dlatego zanim jeszcze nazwiesz siebie jakimikolwiek słowami, zastanów się dwa razy. A i trzy nie zaszkodzi.

Ludzki umysł to maszyna, która ciągle nadaje znaczenie

Pralka to maszyna piorąca, pies to maszyna podająca piłeczki, a ludzki umysł to maszyna nadająca znaczenia wszystkiemu, z czymkolwiek się zetknął.

Odczuwa nieodpartą potrzebę nazywania i wyjaśniania wszystkiego, co kiedykolwiek napatoczyło się przed jego oczy, uszy i inne zmysły. Dlatego kiedy spotyka coś całkowicie nowego i niezrozumiałego – i tak musi temu czemuś przykleić jakąś etykietkę.

Tak jest w przypadku testu plam atramentowych Roschacha, wzorów na starych ścianach i szybach przybierających kształty różnych postaci, albo cieni na powierzchni Marsa przypominających ludzką twarz. Widzimy coś, nawet jeśli tego tam nie ma.

Dlaczego? Bo kiepsko radzimy sobie z niewiadomą. Unikamy jej, boimy się jej i koniecznie chcemy nadać jej znany kształt, nazwę albo definicję. A kiedy już to zrobimy, przychodzi ulga – ufff… jak dobrze – znowu wiadomo co jest co, a świat może kręcić się dalej.

Ludzki umysł zachowuje się podobnie, kiedy patrzy w lustro. Ciągle nazywa i określa siebie, nazywa swoje decyzje, nadaje znaczenia temu, co go teraz i kiedyś spotkało, co czuje i kim jest.

I super. Niech nadaje. To naturalna cecha ludzka. Tylko tak jak pralka czy pies, ludzki umysł też musi mieć jakiś nadzór, który będzie trzymał pieczę nad tym, jak interpretuje swój świat.

Bo to właśnie od tego, jak zinterpretujesz siebie i swoje zachowania, będzie zależało to, jak siebie potraktujesz dalej. Jak do siebie podejdziesz. Co sobie powiesz. Jak będziesz ze sobą się czuł. A w konsekwencji, czy będziesz sobie pomagał czy szkodził.

Najfajniejsza sprawa, jaka nas spotyka – możliwość interpretacji

Nie otacza nas jednoznaczna rzeczywistość, a elastyczne pole do interpretacji. Gdyby tak nie było, wszyscy żylibyśmy tak samo. A jednak tak nie jest:

  • Rozwód jedną osobę wpędza w depresję, inną w ekstazę.
  • Oblany egzamin jednych popycha do rzucenia studiów, a innych do przyłożenia się jeszcze mocniej do nauki.
  • Sobotni wieczór z kotami na kolanach to dla jednych balanga, a dla innych katorga.
  • Jedni opłakują przepływ czasu podczas swoich 50-tych urodzin, inni celebrują, że dane było im tak długo chodzić po tym świecie.

Umiejętność interpretacji to bardzo przydatne narzędzie w naszych rękach. Problem w tym, że nie działa na zawołanie. Nie interpretujesz ot tak, jak Ci się zechce. Za to z automatu zrobi to za Ciebie Twoja maszynka między uszami do nadawania znaczeń. Twój umysł na podstawie wszystkich doświadczeń życiowych nauczył się automatycznie wyciągać odpowiednie wnioski.

Dlatego przy odrobinie cierpliwości i ciepła można zrozumieć, skąd u nas takie a nie inne interpretacje: z doświadczeń z przeszłości, z uwarunkowania, ze środowiska, w którym żyjemy i którym się otaczamy, z umiejętności logicznego myślenia – nawet wtedy, kiedy ta logika przestała Ci pomagać, a zaczęła poważnie przeszkadzać.

To jak zinterpretujesz swoją sytuację?

No właśnie. To jest ten moment, w którym przydało by się przyjrzeć i zrewidować, jakie znaczenia Twój umysł nadał Twoim doświadczeniom.

  • Kiedy zinterpretujesz swoją postawę jako przegranego idiotę, raczej nie przybędzie Ci sił.
  • Kiedy powiesz sobie, że to dla Ciebie za dużo, nie poradzisz sobie z problemem i nie zbierzesz się na odwagę, by postawić krok na przód.
  • Kiedy większe znaczenie nadasz innym ludziom, najprawdopodobniej zaniedbasz swoje własne potrzeby i doprowadzisz się na skraj wyczerpania.
  • Kiedy powiesz sobie, że Twoje życie nie ma znaczenia i nie jest ważne – pewnego dnia może zabraknąć Ci energii, żeby w ogóle wstać z łóżka.

Twoje podejście będzie zależeć od diagnozy, jaką sam sobie postawisz.

Dlatego nie rób tego pośpiesznie, pod wpływem mocnych emocji, głodu, niewyspania, czy opinii innych ludzi. Kiedy próbujesz zinterpretować swoją obecną sytuację i nadać jej znaczenie, usiądź wygodnie w swoim ulubionym fotelu. Zrób sobie herbatkę. Weź do ręki pamiętnik. Albo usiądź z kimś, kto naprawdę potrafi słuchać. Weź głęboki oddech. Zdejmij zbroję. Opisz sobie, jaką historię opowiada Ci umysł. Nazwij ją.

A przede wszystkim spójrz na siebie, jak na człowieka, który zmaga się, przeżywa trudną chwilę, dźwiga bagaż, próbuje jakoś sobie poradzić. Któremu czasami wychodzi to trochę lepiej a czasami trochę gorzej. Jednak stara się i robi to, co na dzień dzisiejszy uważa za najlepsze wyjście z sytuacji. Jak będzie potrafił postąpić lepiej, zrobi to. Pomóż mu w tym.

Taka interpretacja siebie nie przymyka oczu na Twoje problemy. Ale jednocześnie nie tworzy nowych.

Kiedy ostatnio spojrzałeś na siebie w empatyczny sposób?

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.