Jak radzić sobie ze stresem w delikatny sposób – dla osób wysoko wrażliwych

To paradoks, że wrażliwe osoby często postrzega się jako delikatne i subtelne. To znaczy, owszem, przeważnie traktują one innych ludzi i zwierzęta (a nawet rzeczy) w delikatny i subtelny sposób, jednak w stosunku do siebie potrafią być przeciwieństwem delikatności. (Coś o tym wiem, toć nie piszę tego z powietrza.)

Osoba delikatna wcale nie musi być delikatna do siebie

Gdybym miała jednym słowem powiedzieć, czym jest WWO, to postawiłabym na delikatność. Osoba wysoko wrażliwa ma delikatny sposób bycia, delikatną psychikę, delikatne poczucie humoru, delikatny smak, a nawet i cerę ma delikatną. (Przeważnie. Oczywiście muszę trochę uogólniać.)

Ma w sobie tyle delikatności, że ta zaczyna przelewać się na zewnątrz. Najczęściej obchodzi się delikatnie z innymi ludźmi. Bierze pod uwagę ich uczucia i nie ma problemu z tym, żeby wyobrazić sobie ich perspektywę. Nie lubi się nikomu narzucać. A jak już coś komuś zasugeruje to zrobi to delikatnie.

Delikatnie też podchodzi do zwierząt i roślin. Współczuje, szanuje i dba o nie.

I to wszystko jest zarazem piękne i paradoksalne, jeśli zestawimy to z tym, jak potrafi obchodzić się ze sobą i swoją delikatnością.

A co robi ze swoją wrodzoną wrażliwością? Cóż, bywa różnie. Często jednak na samym początku traktuje ją niczym nieproszonego gościa, czyli chce się jej czym prędzej pozbyć.

  1. Najpierw przez atak samokrytyki – a to coś, co wrażliwcy znają bardzo dobrze z codziennego życia.
  2. Następnie przychodzi usilna praca nad sobą, jak nad projektem do zrealizowania najlepiej na wczoraj.
  3. A jak to nie pomaga, to chce choćby ukryć swoją wrażliwość i udawać, że jej po prostu nie ma i nigdy nie było.

No i mamy paradoks. Ktoś, kto delikatność ma w genach, nie umie tej delikatności nakierować na siebie.

Samokrytyka plus delikatność to przepis na katastrofę

Ze względu na wrodzoną wrażliwość, brak delikatności względem siebie jedynie pogarsza całą sytuację.

Nie dość, że WWO przeważnie i z definicji ciągle mają jakieś ważne przeżycia na głowie i w sercu, to jeszcze sami siebie za to dręczą. A to dodatkowo stresuje, zasmuca, dołuje, martwi, popycha w otchłań samokrytyki i zaplątuje myśli w ciasny supeł. Jednym słowem, nie pomaga.

Czym innym jest przewrócić się i upaść. To norma. Zdarza się KAŻDEMU i to regularnie co jakiś czas. A czym innym przewrócić się, upaść i tak siebie za to skrytykować, żeby nie mieć sił potem się podnieść.

A jeszcze zupełnie inną sprawą jest upaść, skarcić siebie za to i przy tym wszystkim być osobą wysoko wrażliwą. Jakbyś szukał recepty na katastrofę – proszę Cię bardzo oto i ona: problem + samokrytyka + wysoka wrażliwość. Więcej nie trzeba, żeby Ci się zupełnie odechciało. Czegokolwiek, w sumie już nie ma różnicy, co to będzie.

Takie odbieranie sobie sił, nie jest niczym nowym dla wrażliwych osób. Założę się, że jeśli to czytasz i jesteś wrażliwą osobą, to dobrze wiesz, o czym mówię. Ja też niestety dobrze wiem, o czym mówię.

Trzy wskazówki, jak podejść do siebie trochę delikatniej

Coś z tym trzeba zrobić. Poniżej znajdziesz dwie wskazówki, jak ten brak delikatności do siebie można nieco zmiękczyć:

  1. Po pierwsze, stawiaj małe kroki

    Zapomnij o wielkich fajerwerkach, obietnicach i oczekiwaniach. Nie musi być natychmiastowo ani spektakularnie, żeby pomogło – proponuję, żebyś powtarzał sobie to kilka razy dziennie.

    Postaraj się o choć trochę większą wrażliwość na własny los. Zacznij od stawiania przed sobą któregoś z tych pytań (albo wszystkich) tak często, jak sobie o nich przypomnisz:

    • Jak mogę sobie pomóc?
    • W jaki sposób mogę podejść do siebie delikatnie?
    • Jak mogę przekierować własną wrażliwość na siebie?
    • Co powiedziałbym bliskiej i wrażliwej osobie, gdyby była na moim miejscu?
    • Co powiedziałby mi mój super-wyrozumiały i duper-troskliwy przyjaciel?
  2. Po drugie, daj sobie spokój z perfekcją i z oczekiwaniami

    „Teraz to już będzie inaczej”, „nigdy więcej siebie nie skrytykuję” i tym podobnymi.

    Daj sobie spokój z presją wyzwalaną od wewnątrz. Krytykowałeś siebie już tyle razy w życiu, że musiało Ci to wejść w nawyk. A nawyków nie zmienia się w jeden dzień, po przeczytaniu jednego tekstu, za sprawą jednej danej sobie obietnicy.

    Nawet przy najlepszych chęciach, i tak nie wszystko pójdzie gładko. Daj sobie spokój z wielkimi oczekiwaniami, daj sobie czas i daj sobie tę delikatność, o którą tak bardzo tutaj nam chodzi.

    A jak Ci się to nie uda i przyłapiesz siebie na auto-besztaniu, weź głęboki oddech i powiedz do siebie: „ok, kochanieńki, zaczynamy jeszcze raz”. I tyle. Odpuść.

  3. Ucz się spokoju jak jazdy na rowerze

    W trudnym momencie przypomnij sobie, że „nie musi być idealnie”, połóż rękę na sercu, weź głęboki oddech i zauważ, jak Twój cały układ nerwowy reaguje, kiedy okazujesz sobie choć trochę wsparcia i delikatności.

    Powracaj do tego spokoju kilka razy na dzień. Twój układ nerwowy umie się napinać i stresować, teraz intencjonalnie ucz go jak się uspokajać. Tak jakbyś uczył swój błędnik jazdy na rowerze.

Wiele osób zarzuca autoempatii czy jakimkolwiek auto-troskliwym strategiom że to egoizm. Nic bardziej mylnego. Nie chodzi o żaden egoizm. Chodzi o to, żeby pomóc sobie odzyskać równowagę, kiedy coś z niej wytrąci. Żeby w końcu przekierować wrodzoną delikatność także na siebie, a już zwłaszcza wtedy, kiedy robi się ciężej.

Na to trzeba oczywiście czasu i wprawy. I nie przejmuj się, że nie idzie tak łatwo, albo że nie zawsze wychodzi. To normalne. Liczy się to, że masz chęci i otwartość do zmiany.

Daj znać, co jeszcze osoba wrażliwa mogłaby dla siebie, zrobić, o co siebie zapytać w trudnym momencie – tak, żeby obejść się ze sobą delikatnie.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.