Jak się nie poddać, kiedy się starasz, a i tak nic z tego nie wychodzi

Postęp rzadko przypomina prostą strzałę. Już bliżej mu do kłębka drutu w kieszeni. Wiesz dlaczego? Z dwóch powodów.

  1. Bo Ty nie jesteś prostą istotą.
  2. Bo życie nie jest proste.

Więc niby dlaczego postępy w nauce gry na skrzypcach, w praktykowaniu autoempatii albo w przestrzeganiu lekkostrawnej diety miałyby być proste?

Nie są. Dlatego najlepiej będzie, jeśli odpuścisz sobie tę nierealną, rodem z tęczowych jednorożców wizję, a w zamian skupisz się na kilku innych sprawach (a dokładnie na pięciu – o których za chwilkę, a tymczasem jeszcze troszkę poprzynudzam ;-) ).

Pamiętaj, wybrałeś się w długą podróż, a nie na jednodniową wycieczkę do Muzeum Wsi Podlaskiej

Cokolwiek robisz – piszesz książkę, remontujesz swoje mieszkanie, czy wychowujesz psa – to wszystko przypomina raczej maraton niż sprint. A długi dystans ma to do siebie, że po drodze wyskakują przeróżne niespodzianki.

Przyjemne, mniej przyjemne, zupełnie niezależne od Ciebie, albo całkowicie zależne od Ciebie, i od skomplikowanej natury ludzkiej.

Możesz oczywiście walczyć z tym wszystkim i z całych sił naprostowywać trajektorię swojego postępu (przy okazji wypruwając sobie żyły), ale to wyjście należy do najdroższych. Owszem, najpewniej osiągniesz swój cel, ale cena nie będzie mała: zdrowie fizyczne i psychiczne.

Jeśli jednak nie należysz do miłośników mocnych wrażeń i jazdy bez trzymanki (jak na ten przykład ja), proponuję Ci nieco inne podejście, w pięciu punktach (koniec przynudzania):

1. Bądź cierpliwy

Nie przepadam, kiedy ktoś mówi: „ja nie jestem cierpliwa”. Jakby cierpliwość to była stała cecha, z którą nie da się nic zrobić, tylko się z nią rodzisz albo nie. Więc rozkładasz ręce i mówisz: „ja już tak mam”.

Nie przepadam za tym, bo to po prostu nie jest prawda. Cierpliwość to umiejętność doglądania swoich celów.

Nie rodzisz się z umiejętnością doglądania swoich prezentacji w powerpoincie, swojego ogródka albo restauracji zabytkowego auta (jeśli akurat to są Twoje cele).

Cierpliwości trzeba pomóc, żeby miała się dobrze. Na wiele sposobów. Pierwszy i podstawowy z nich: ucz się jak wyhamować i uspokoić swój rozpędzony codziennością umysł.

Łatwe? Nie. Ale mówimy o postępach w długodystansowych celach – tu nic nie jest łatwe – szlak dla zawodowców. Jednak skoro tu jesteś – to dobrze o tym wiesz, i pewnie się do nich zaliczasz.

2. Wlicz błędy w koszty

Brak błędów powinien Cię zaniepokoić a nie ucieszyć. Bo ich popełnianie świadczy o tym, że robisz coś dokładnie tam, gdzie kończą się Twoje umiejętności, a zaczynają ambicje. To bardzo dobre miejsce do czynienia postępów i uczenia się.

Natomiast błędy w takiej kluczowej lokalizacji to norma. Bo wiesz co chcesz zrobić, ale jeszcze nie do końca wyuczyłeś się, jak tego dokonać i dopiero zaczynasz łapać, o co chodzi. W takim momencie błędy to po prostu kolejne lekcje. Oraz niezbite dowody na to, że robisz postępy.

Dopiero wtedy, kiedy zaakceptujesz fakt, że błędy to w 100% naturalne etapy rozwoju, które będą Ci towarzyszyć, możesz w pełni rozwinąć skrzydła, bez strachu przed porażką.

Taka akceptująca atmosfera to pożywka dla kreatywności, produktywności, uczenia się i odporności psychicznej.

Masz alergię na własne błędy, zerknij tu: Popełniaj błędy! Czyli o tym, jak odnieść sukces.

3. Daruj sobie perfekcję

Perfekcja odbiera Ci prawo do popełniania błędów – czyli do nauki. Nakazuje Ci przeskoczyć z poziomu „początkujący” od razu na „zaawansowany” jednym płynnym susem. Wizja, rzecz jasna, całkowicie odrealniona, bo człowiek nie uczy się w ten sposób.

Dlatego, kiedy stawiasz sobie tak wysokie wymagania, nie dziw się, że nie będziesz w stanie im dorównać. Spodziewaj się też fatalnego samopoczucia, rozczarowania, albo samokrytyki (że nie dajesz sobie rady). A w końcu przyjdzie też rezygnacja i wypalenie.

Często to właśnie perfekcja a nie trudność zadania powoduje, że ludzie poddają się i rezygnują z realizacji swoich marzeń, potrzeb, planów. Bo to perfekcja sprawia, że czujesz się źle za każdym razem, kiedy się czegoś uczysz. To ona wstrzymuje Twoje postępy.

Chcesz zgłębić temat? Odsyłam Cię do tego tekstu: „I co w tym złego, że chcę być idealna? – już odpowiadam”.

4. Pamiętaj: nie jesteś robotem

Siląc się na największy obiektywizm, na jaki mnie stać, muszę powiedzieć, że w długodystansowych projektach czuję się całkiem mocno. Robię bardzo dużo rzeczy, które wymagają ode mnie samodyscypliny, systematyczności, regularności i odraczania natychmiastowej gratyfikacji.

Na przykład codziennie ćwiczę, medytuję, piszę, dużo czytam, dużo chodzę z psem. To moje czasochłonne i energożerne rytuały (dzięki którym moja głowa nie wariuje).

Robię to od wielu lat. Codziennie, z bardzo nielicznymi wyjątkami. Regularnie. Systematycznie. Choć OCZYWIŚCIE nie zawsze mi się chce! I gdybym miała Ci sprzedać patent, jak to mi się udaje powiedziałabym jedno: podchodzę do siebie miękko.

  • Nie zmuszam siebie, tylko próbuję zrozumieć.
  • Nie wydaje sobie rozkazów, tylko rozmawiam ze sobą (na papierze).
  • Nie krzyczę na siebie, tylko uspokajam własne myśli.
  • Nie robię sobie wyrzutów, tylko przypominam sobie, dlaczego moje rytuały są dla mnie ważne.
  • Nie maltretuję siebie poczuciem winy, kiedy coś mi nie wyjdzie, tylko zaczynam od nowa.
  • Nie czekam na moment, aż zabraknie mi sił, tylko planuję sobie wolne.
  • Nie zamęczam siebie grafikiem, tylko uelastyczniam go i dopasowuję do moich potrzeb.
  • Nie pracuję nad sobą, tylko współpracuję ze sobą.

Krótko rzecz ujmując: zawsze pamiętam, że jestem tylko człowiekiem (a nie robotem), zdaję sobie sprawę z moich ograniczeń (nie jestem też supermanem), przez co mam dla siebie ogromne pokłady wyrozumiałości.

I to zdecydowanie jest ta jedna rzecz, która pomaga mi czynić największe postępy.

5. Ucz się zaczynać od nowa

W świecie, w którym błędy to norma a perfekcja to fatamorgana, jedną z najcenniejszych umiejętności, którą warto w sobie ćwiczyć to umiejętność sprawnego zaczynania od nowa.

Wypłacz swoje, odżałuj to się nie udało, wyśpij się i zacznij od nowa. To potężny filar, na którym możesz zrobić wiele postępów w każdej dziedzinie, której się dotkniesz.

Nie spisuj siebie ani swoich talentów na straty, spisz tylko tę jedną nieudaną próbę na straty. Kolejna może się okazać bardziej udana. Albo bardzo edukacyjna. I unikaj jak ognia uogólnień typu: „nie udało mi się tym razem, więc pewnie już nigdy mi się nie uda”, albo: „i tak nic z tego nie będzie”.

Takie uogólnienia bardziej niż cokolwiek innego powstrzymują Cię przed kolejnym podejściem. No i przede wszystkim uogólnienia rzadko bywają prawdziwe. Bo jeśli przyjrzysz się swojemu życiu, to czy naprawdę nic Ci nie wyszło? Czy umiesz wywróżyć przyszłość, żeby mieć pewność, że już więcej Ci nie wyjdzie?

Ćwicz zbijanie uogólnionych argumentów, które wymyśla Twój umysł, a zobaczysz, że łatwiej Ci będzie zaczynać od nowa.

Daj znać, którą z podpowiedzi zabierasz ze sobą na wynos. :-)