Jak uwierzyć w siebie – 7 podpowiedzi, od których możesz zacząć

Zanim przejdziemy do odzyskiwania wiary we własne siły, najpierw muszę zacząć od trzech ważnych spraw:

  1. Poniższy wpis jest najtrudniejszym wśród wszystkich 385 tekstów, jakie napisałam do tej pory na wonderze. Zabierałam się do niego od kilku lat. Tak jest, nie miesięcy, ale lat.

  2. Owa trudność wynika z tego, że odpowiedź na tytułowe pytanie NIE MOŻE BYĆ ogólnikowa, żeby była pomocna. Bo każdy z nas traci wiarę w siebie wskutek bardzo osobistych i unikatowych doświadczeń, przeżyć, emocji i myśli.

    A zatem odzyskiwanie wiary i pewności siebie musi przebiegać tą samą drogą, czyli poprzez zrozumienie i przepracowanie bardzo osobistych i unikatowych doświadczeń, przeżyć, emocji i myśli. W ten sposób skrojona pomoc, dopasowana tylko do Ciebie jak garnitur u krawca, trafia w samo sedno. I dlatego pomaga.

    Wszystko inne to tylko ogólniki, które mogą, choć nie muszą trafiać w Twoje potrzeby, Twoje doświadczenia i Twoje bolączki. A co za tym idzie, mogą, choć wcale nie muszą Ci pomóc w jakimkolwiek stopniu. Co więcej, pytanie „jak uwierzyć w siebie” jest ogromne i nawet nieco przydługawy tekst nie wyczerpie odpowiedzi.

  3. Czemu więc w ogóle piszę ten tekst? Między innymi z powodu próśb, które dostaję regularnie od lat. Poza tym, mimo że nie jestem w stanie spersonalizować treści tego tekstu pod Ciebie, mogę Ci udzielić kilku uniwersalnych wskazówek, które, mam nadzieję, pomogą Ci ruszyć w kierunku poszukiwania wiary we własne siły. I z taką nadzieją przejdźmy dalej.

No dobra, to zaczynamy.

Wiara w siebie ma niewiele wspólnego z tym, jakie nosisz tytuły, ile zarabiasz albo w jak bardzo prestiżowej dzielnicy miasta mieszkasz. Jest masa ludzi, którzy nie mają prawie nic, a mimo to uwielbiają własne towarzystwo i cieszą się z bycia sobą. Z drugiej strony jest wiele osób, które pną się zwinnie jak wiewiórka po szczeblach kariery, odnoszą pasmo nieprzerwanych sukcesów na polu prywatnym i wyglądają jak milion dolarów. A mimo to stale wątpią w siebie.

Dodatkowo (jakby tego było mało), wiara w siebie ma też niewiele wspólnego z Twoimi myślami albo bieżącymi emocjami. Możesz np. sobie myśleć: „ale jestem niesamowity” nawet po stokroć na dobę, albo czuć satysfakcję z dobrze wykonanego zadania, a i tak ciągle w siebie wątpić.

Cóż to za czort? Czemu tak się dzieje?

Otóż, oprócz Twoich materialnych osiągnięć oraz Twoich myśli i emocji, jest jeszcze jeden poziom wyżej – to, co czujesz wobec własnych myśli, emocji, awansów, sukcesów i lśniących butów an koturnie.

  • Możesz powtarzać sobie w kółko „jestem niesamowity”– i czuć się z tym jak ostatni głupek.
  • Możesz też dostać podwyżkę – i ciągle czuć, że na nią nie zasługujesz.
  • Albo możesz wątpić w siebie – i czuć z tego powodu wobec siebie empatię, albo! wręcz przeciwnie – czuć wobec siebie odrazę.

I właśnie o to nadrzędne poczucie nam chodzi. To o to cała ta gra. Zdecydowanie warta świeczki.

Skąd bierze się nawyk wątpienia w siebie?

Szekspir powiedział, że życie to sztuka teatralna (i coś tam dalej, ale nie pamiętam już co). No więc, idąc za tą myślą, wyobraź sobie, że jesteś aktorem, który gra swoją rolę na scenie. Wchodzisz w tę rolę i robisz swoje. Stoisz w korku, pracujesz, obierasz ziemniaki i tak dalej, wszyscy to znamy.

Jednak Twoje życie to dosyć nietypowy teatr, bo owszem, jesteś aktorem, który ciągle gra, ale jednocześnie jesteś też widzem. Masz samoświadomość. Siedzisz na widowni i obserwujesz swoją własną grę. I to o tego widza (a nie o aktora) nam się dzisiaj rozchodzi. To jest właśnie ten poziom wyżej.

  • To ten widz bywa niezadowolony i absolutnie niemożliwy do usatysfakcjonowania, choćbyś nie wiem co robił.
  • To on potrafi w Ciebie zwątpić bez względu na jakość tego, co robisz.
  • To on potrafi Ci podpowiadać, że jesteś słabszy niż inni, że nie dasz rady, że wiele Ci brakuje.

Skąd u niego taki negatywizm? – nauczył się. Od kogo, kiedy? Najprawdopodobniej dawno temu od pierwszych ludzi, którzy się Tobą zajmowali. To oni kiedyś byli widzami Twoich spektakli i to oni bywali niezbyt zadowoleni. Mogłeś się starać z całych sił, a i tak byli złośliwi albo agresywni. (Z powodów najpewniej godnych jedynie współczucia.)

A zatem nauczyłeś się robić to, co do Ciebie należy, i przez cały czas czuć na sobie wzrok krytyka, który wątpi, potępia, umniejsza i twierdzi, że Ciebie się nie da polubić, zaakceptować, docenić. Że jesteś nieważny.

Tak Ci to weszło w nawyk, że dziś nie musi przy Tobie już być nikogo, kto w Ciebie wątpi i nie wierzy w Twoje możliwości. Takie osoby mogły już dawno się od Ciebie oddalić. Jednak krytyk nie zniknął – teraz Ty sam się nim stałeś, nauczyłeś się niezadowolenia z samego siebie, wątpienia w siebie i braku wiary we własne siły.

Apropos, jakbyś chciał przeczytać o tym, skąd się bierze przekonanie, że na nic nie zasługujesz i jak to odkręcić – zapraszam tu

Co zrobić, żeby wierzyć w siebie, dopingować sobie i dodawać sobie dobrej energii

Rzecz jasna, odgrywanie swojej roli jest tysiąc razy trudniejsze, kiedy wiesz, że na ręce patrzy Ci ktoś, kto w Ciebie ciągle wątpi. Kto przy każdym kroku przypomina: „nie dasz rady”, „nie uda Ci się”.

To jest diabelnie trudne! I diabelnie zbędne!!

Bo widz, który tam siedzi i wątpi – to Ty. I tak jak kiedyś nie miałeś wpływu na swoich krytyków, tak dziś masz dużo do powiedzenia, bo jesteś nim sam. I choć pewnie w to teraz powątpiewasz, to Ty jesteś jedyną osobą, którą możesz zmienić na tym całym świecie.

(Owszem, może tam siedzieć jeszcze pani z przedszkola, teściowa albo wyjątkowo upierdliwa koleżanka z pracy. Ale wiesz co? Ich zdanie w porównaniu z Twoim własnym jest cichutkie i mało znaczące. To Twój wewnętrzny głos robi lwią część tej złej roboty. To on nadaje 24 godziny na dobę. To on zna Twoje najczulsze miejsca. To on potrafi dogryźć, jak nikt inny. Dlatego to on jest najważniejszy.)

Ok, zatem pytanie za 100 punktów brzmi: jak sprawić, żebyś zaczął podchodzić do tego, co robisz, nieco milej, łagodniej, życzliwiej. Co zrobić, żebyś zaczął wierzyć w siebie, dopingował sobie i dodawał dobrej energii.

Oto kilka moich sugestii:

  1. Ucz się zauważać, jak konkretnie i w jakich momentach wątpisz w siebie

    Obserwuj co do siebie mówisz, jak siebie krytykujesz, w jaki sposób umniejszasz swoją wartość, kiedy siebie krytykujesz. Jak wygląda Twoja niewiara we własne siły. Musisz ją poznać, jeśli chcesz ją zmienić. Musisz się dowiedzieć, z czym konkretnie masz do czynienia.

    I tu będziemy się różnić (o czym wspomniałam na samym początku). Bo każdy przeszedł przez inne „szkolenia” w dzieciństwie, i każdy wątpi w siebie w nieco inny sposób. Poznaj swoje własne zwątpienia w stosunku do siebie.

    Wiem, to nie będzie przyjemna sprawa. Czasami może Ciebie nawet mocno zaskoczyć, jak okrutnie potrafisz siebie potraktować. To zaboli. Ale spokojnie, nie zrobisz sobie tą obserwacją krzywdy większej, niż robisz codzienną krytyką i wątpliwościami. I ważna sprawa: nie oceniaj tego co widzisz. Zbieraj informacje. Poznawaj ścieżki, jakimi nauczył się chodzić Twój umysł.

    Twoja praca domowa: JAK WYGLĄDA TWOJA NIEWIARA W SIEBIE?

  2. Otwieraj się na możliwość, że to zwątpienie w siebie, krytyczne myśli i wieczne niezadowolenie z samego siebie to NIE jest Twoje dzieło

    Nic i nikt nie może uzasadnić ani usprawiedliwić krzywd, których zaznałeś.

    • To nie jest Twoja wina.
    • To nie jest Twoje dzieło.
    • To nie był Twój pomysł.
    • To nie jest część Ciebie.
    • To nie Ty sam siebie tego nauczyłeś.
    • To nie Ty przyniosłeś to zjawisko do swojego życia.

    Prawda jest taka, że dostałeś je w spadku po czyjejś krzywdzie. Wcale na to nie zapracowałeś i nie zasłużyłeś. To jest śmierdzący „prezent” od kogoś innego. I należy tylko do niego a nie do Ciebie, Ty stałeś się jego posiadaczem zupełnie przez przypadek.

    I tylko dlatego, że jest z Tobą od dawna, wydaje Ci się jakby był Twój. Ale nie jest. Jak to Ajahn Brahm celnie i w punkt odkreślił: jest to „gówno życia”. Inna, bardziej popularna tego nazwa to: bagaż emocjonalny.

    Każdy w jakimś stopniu został nim obarczony. Nie Ty go sobie spakowałeś. Ale Ty go możesz teraz trochę rozpakować i wyrzucić w buraki, choćby jakąś jego część .

    Twoja praca domowa: DO CZEGO PODOBNE SĄ SŁOWA, KTÓRYMI ZAZWYCZAJ SIĘ KRYTYKUJESZ I PRZEZ KTÓRE WĄTPISZ W SIEBIE? SKĄD MOGŁEŚ SIĘ ICH NAUCZYĆ? GDZIE JE SŁYSZAŁEŚ WCZEŚNIEJ?

  3. Przypominaj sobie, że zachowanie innych ludzi najprawdopodobniej w ogóle nie ma z Tobą nic wspólnego

    Jako dzieci mamy tendencję do brania zachowań innych ludzi do siebie. Tłumaczymy sobie czyjąś złośliwość albo agresję, że to na pewno przez nas. Bo krzywo usiadłeś na krześle. Bo nie domyłeś zębów. Bo dostałeś czwórkę zamiast piątki. Tak czy siak to na pewno „Twoja wina”, bo dorośli tak powiedzieli.

    W ten sposób Twoje widzenie prawdy mocno się zakrzywia. Innych ludzi widzisz jako rozsądnych, natomiast siebie jak kogoś dziwnego, głupiego, mniej wartościowego. W ten pokręcony sposób rodzi się lojalność wobec ludzi, którzy Cię krzywdzili i możliwe, że robią to nadal.

    A kiedy jesteś lojalny wobec kogoś, kto Cię krzywdzi, to nie możesz być jednocześnie lojalny wobec siebie. Więc zaczynasz umniejszać swoją wartość i wątpić w swoje uczucia, osądy i swoje zdanie.

    Twoja praca domowa: JAK INACZEJ NIŻ SWOJĄ WINĄ, MOŻESZ WYTŁUMACZYĆ KRZYWDZĄCE ZACHOWANIE INNYCH LUDZI? (mała podpowiedź: krzywdzą ci, którzy sami byli krzywdzeni)

  4. Zauważ, w jaki sposób pogarszasz swoją sytuację

    Wiem, że to trudne i przykre, ale zauważ to, bo pogarszasz na pewno. Przecież właśnie tego zostałeś nauczony – umniejszania siebie i niewiary w siebie. Zwróć uwagę czy przypadkiem nie wpadłeś w (o)błędne koło: krytykujesz siebie za to, że w siebie wątpisz, umniejszasz swoją wartość dlatego, że w siebie nie wierzysz, i tak dalej.

    Zastanów się, jak poszukujesz dowodów na to, że krytyk ma rację. Czy mówisz czasami do siebie: „Próbowałem wszystkiego i nic mi nie pomaga”, „Nigdy w siebie nie uwierzę” itp? To istne szaleństwo! W ten sposób jedynie pogłębiasz swoją niewiarę. (Tak, tak, umysł ludzki wiele potrafi.)

    Twoja praca domowa: JAK POGARSZASZ SWOJĄ SYTUACJĘ?

  5. Dokształcaj się.

    Nasz umysł to bardzo skomplikowany mechanizm, którego obsługi trzeba się nauczyć, żeby sobie nie zaszkodzić. Zwłaszcza dziś naprawdę niewiele trzeba, żeby zyskać wiele cennych informacji, za darmo (polecam się).

    Poszerzaj swoją wiedzę i świadomość. Rozwijaj się. Nie za bardzo sobie pomożesz, stojąc w miejscu.

    Twoja praca domowa: JAK MOGĘ POSZERZAĆ WIEDZĘ, KTÓRA MI POMAGA? JAK MOGĘ POSZERZAĆ SWOJĄ ŚWIADOMOŚĆ?

  6. Odpuść trochę

    Wiem, jak bardzo chcesz wyzbyć się tych wszystkich wątpliwości, ale nie stawiaj przed sobą tak wysokich oczekiwań. Że nigdy więcej nie skrytykujesz siebie i nie poddasz w wątpliwość swoich umiejętności i decyzji. I że weźmiesz się za siebie i nigdy już w siebie nie zwątpisz.

    Nastawienie typu „muszę się pozbyć w 100%” generuje olbrzymie napięcie, stres no i prosi się o rozczarowanie, bo… jasne, że będziesz wątpić. Może coraz mniej i coraz rzadziej, ale nadal nie wyzbędziesz się swojego człowieczeństwa.

    Bo człowiek ma to do siebie, że rozmyśla, martwi się, wątpi i przewraca się z boku na bok w noc przed ważnym egzaminem. Każdy to zna. To nie znaczy, że dzieje się coś złego. Zwątpienie to część Twojego życia. (Co więcej! Czasami nawet dobrze, że się zjawia – jak wtedy, kiedy wątpisz, czy białe skarpetki pasują do czarnych butów.)

    Nie musisz pozbywać się go całkowicie. Taki cel wykończy Cię nerwowo. Na szczęście do celów można różnie podejść i zamienić „muszę zrzucić te okropne 10 kilo” na „chcę jeść zdrowiej i żyć dłużej”. Podobnie w przypadku braku wiary w siebie, zamiast „nie mogę już nigdy w siebie zwątpić”, powiedz do siebie coś w stylu: „chcę nauczyć się bardziej przyjaznego podejścia do siebie”.

    Twoja praca domowa: JAKI STAWIASZ PRZED SOBĄ CEL? (KTÓRYM SOBIE NIE ZASZKODZISZ.)

  7. Spróbuj sobie pomóc

    To niby prosta rzecz, ale jednocześnie to coś bardzo nowego. Bo całkiem możliwe, że nikt Ciebie nie uczył, jak sobie pomagać, jak siebie wspierać, jak do siebie mówić łagodnie. Być może nigdy wcześniej nie postawiłeś przed sobą pytania: „jak mogę sobie pomóc?” Dlatego czas najwyższy.

    Pomoc występuje w przeróżnych formach i całe szczęście. Bo jest w czym przebierać: uważność, medytacja, pamiętnik, fizyczne ćwiczenia, masaż, relaksacyjne oddychanie, wysypianie się, wolny czas, rozmowa, cisza, kontakt z przyrodą, życzliwość, cierpliwość, ciepło lub jednym słowem – autoempatia. (Tu masz podpowiedź – autoempatia na 7 sposobów.)

    Mała sugestia: zadbaj o umysł ORAZ o ciało (a nie tylko o jedno albo drugie). To kompleksowa robota.

    Twoja praca domowa: JAK MOGĘ SOBIE POMÓC? CO MI POMAGA?

Ufff… długa droga za nami. Jeśli nadal tu jesteś i czytasz te słowa – wow! wow! wow! Bije przed Tobą pokłony, ściągam czapki z głów i podziwiam Cię za odwagę, otwartość umysłu i chęci!

Ten tamat nie ma szybkich rozwiązań, quick-fixów, skrótów ani magicznych sztuczek. Skradzioną pewność siebie można odzyskiwać kawałek po kawałeczku. Jak puzzle, układać w całość, każdy kawałek na swoje miejsce. I mimo że niełatwe to zadanie, jestem przekonana, że o wiele łatwiejsze niż życie z paraliżującą niewiarą w siebie.

P.S. Tak jak uprzedzałam, tekst nie wyczerpał odpowiedzi na pytanie „jak w siebie uwierzyć”. Choć myślę, że jest całkiem niezłą podpowiedzią, od czego zacząć.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.