Jak w 10 minut sprawić, żeby ci się chciało (tak jak ci się nie chce)

Już jako nastolatek, Albert Ellis, amerykański psycholog i psychoterapeuta, jeden z twórców terapii poznawczo-behawioralnej oraz ojciec terapii racjonalno-emotywnej (czytaj: gruba ryba w świecie psychologii), miał problem z dziewczynami. Bał się do nich podchodzić, a o rozmowie, albo o zaproszeniu na randkę, nawet nie było co marzyć.

W wieku 19 lat, najwidoczniej mając tego dość, złożył sobie obietnicę. Postanowił na sobie poeksperymentować. Wyznaczył dokładny czas: jeden miesiąc, oraz miejsce: ogrody botaniczne w Nowym Jorku. Jego zadaniem zaś było zagadywać każdą napotkaną atrakcyjną dziewczynę.

Jak postanowił, tak też zrobił.

Po miesiącu miał na koncie ponad 100 rozmów z pięknymi dziewczynami. Za każdym razem, przełamując swój strach, zapraszał każdą z nich na randkę.

A jaki był finał eksperymentu? – Ani jedna dziewczyna nie zgodziła się na randkę.

Porażka czy sukces? Zgarnąć ponad 100 odmów. Przyznaj – od razu wyrywa się myśl: „porażka”!

Albert Ellis jednak widział to inaczej.

Dla niego to był wielki sukces. Bo w końcu osiągnął to, na czym mu zależało: w jeden miesiąc pokonał swój strach przed rozmową z dziewczynami, przed zaproszeniem ich na randkę i przed ryzykiem odrzucenia. Dzięki czemu jego poczucie pewności siebie w tej kwestii osiągnęło tak wysoki poziom jak nigdy przedtem.

Kiedy natknęłam się na tę historię, złapała moją uwagę. Ale jaki z niej morał dla Ciebie i dla mnie?

Kolejność

  • Powiedz mi, ile razy leżałaś na łóżku, przerzucając kanały w telewizji, kiedy tak naprawdę chciałaś włożyć buty do biegania i trochę poćwiczyć?

  • Powiedz, czy wiesz jak to jest siedzieć i czekać na wenę, kiedy niedokończona praca magisterska leży odłogiem?

  • Albo czy nie zdarzyło Ci się przypadkiem odkładać na bok swojego marzenia w oczekiwaniu na motywację, która miałaby wziąć Ciebie za rękę i magicznie dodać sił i entuzjazmu do napisania swojej książki, narysowania obrazka, czy też ćwiczenia palców na pianinie?

Myślę, że wiesz jak to jest. Ja na pewno wiem. Co więcej, myślę, że każdy z nas wie, jak to jest czekać na entuzjazm, wenę, motywację ZANIM ruszymy swoje cztery litery.

Leżysz na tej sofie i oglądasz telewizyjne bzdetki, ale kątem oka zerkasz co chwilę na sportowe buty. Wiesz, że bieganie jest zdrowe, wygładza sylwetkę i wyostrza umysł. Wiesz to wszystko, a jednak nie przekłada się to na Twoje działanie. Czujesz się z tym niespecjalnie. A wyrzuty sumienia już czekają za rogiem, by Cię chwycić w mocny powitalny uścisk.

Krótko mówiąc – nic fajnego.

Ok – są też plusy: pot Ci z czoła nie kapie i nie czujesz zmęczenia. Ale z drugiej strony, te samokrytyczne myśli, czekanie na właściwie bliżej nie wiadomo co (znak z niebios?) i wyrzuty sumienia, kiedy tak sobie leżysz przed telewizorem, są jeszcze gorsze niż zwyczajna zadyszka po bieganiu.

No są. Co tu dużo mówić, leżenie tylko wydaje się takie lekkie. Ale w głowie kłębią się nieprzyjemne myśli. Więc czemu tak leżymy i czekamy? Na co?

Na wenę. Aż sama postanowi nas odwiedzić. Nie tylko wena, ale także motywacja, ochota, energia, entuzjazm, muza, zapał, żar, olśnienie, przebłysk, inspiracja, impuls, bodziec, natchnienie, iskra, żar, czy choćby – kapka pozytywnej szajby.

Czekamy aż się zjawi. A skąd?

Z nieba, wyskoczy z kapusty, wypadnie z rękawa, lub innego magicznego nie-wiadomo-skąd.

I tak można czekać i czekać i niczego się nie doczekać. Jest ku temu poważny powód. Już Ci go zdradzam.

Uważasz?

Skup się bo nadciąga coś, co zmieni Twoje życie.

Liczy się odpowiednia kolejność: najpierw działanie, a potem motywacja, inspiracja i ochota

Niestety popularne opinie: „najpierw musi mi się zechcieć, żebym pozmywała naczynia, poćwiczyła, albo przeczytała tę książkę” – to mit, zabobon, nie istnieje.

W ten sposób czekamy, aż się poczujemy miło i przyjemnie. Aż się zrobi jakoś tak fajnie – i dopiero jak się zrobi jakoś tak fajnie, to wtedy ruszysz się z fotela.

Przewrotność tej zasady polega na tym, że kiedy zaczniesz się ruszać – wtedy dopiero zrobi się fajnie, ciekawie, miło i przyjemnie.

  • Dopiero jak już przebiegniesz swój pierwszy kilometr, poczujesz dumę i zastrzyk energii i hormonów szczęścia.

  • Dopiero jak napiszesz pierwszą stronę swojej powieści, wciągniesz się w fantazjowanie, jakby tu ją dalej rozwinąć.

  • Dopiero jak zetrzesz grubą warstwę kurzu z półek, zobaczysz jak ładniej wygląda Twoje mieszkanie, kiedy je sprzątasz.

Dopiero wtedy poczujesz ten zastrzyk energii, wenę i ochotę do działania, bo one nie spadają z nieba, nie wyskakują z kapusty ani z rękawa. Rodzą się w trakcie działania. Dlatego działanie musi być pierwsze.

Zmieniamy szyk na krótkich 10 minut

Więc jeśli szczerze chcesz, żeby Ci się zechciało zasiąść:

  • do pisania własnej powieści,

  • do nauki słówek,

  • do ćwiczeń na świeżym powietrzu,

na nic nie czekaj, tylko zacznij to robić. A zobaczysz, że za chwilę Ci się zechce. Za działaniem przyjdzie motywacja, inspiracja, natchnienie i ochota.

Tylko nadal pozostaje kwestia jak zacząć? I to jeszcze bez weny, bodźca, inspiracji?

Na to też jest sposób: chwyć za komórkę, włącz timer i ustaw odliczanie na 10 minut. I bierz się za to coś, co miałaś zacząć już tydzień, albo nawet miesiąc, temu. Za książkę, za rower, czy też za pisanie pracy magisterskiej.

Tylko 10 minut. To chyba nie koniec świata poczytać, popisać czy pouczyć się przez 10 minut. Dasz radę!

Ogromna zaleta takiego ćwiczenia na próbę i ze stoperem w ręku polega na tym, że najprawdopodobniej po tych 10 minutach zechce Ci się pracować dalej. Bo pojawi się motywacja, wena i ochota.

A jeśli tym razem nie, to trudno. Próbowałeś – a to już coś. Może jutro ten krótki eksperyment pójdzie lepiej. (O zaletach robienia czegoś na próbę pisałam ostatnio tu)

Zacznij działać

Mogę sobie jedynie wyobrazić te motyle w brzuchu, te trzęsące się ręce, te przerażone oczy 19-latka, który podchodzi do swojego długonogiego, atrakcyjnego zadania i próbuje cokolwiek powiedzieć.

Całkiem możliwe, że Albert Ellis na początku miał wielką ochotę po prostu uciec z tego miejsca zbrodni i zapomnieć o obietnicy danej sobie samemu. Pójść do domu i spokojnie poczekać na poczucie pewności siebie. Na motywację, bodziec, lepszy nastrój, albo może na jakąś dziewczynę, która sama podeszłaby do niego pierwsza.

Ale on tego nie zrobił. Za to odwrócił tę kolejność i na nic nie czekając, zadziałał. A pozytywne odczucia przyszły jako drugie. Motywacja do kontynuowania prywatnego eksperymentu, inspiracja do rozmów oraz tak przez niego wypatrywane poczucie pewności siebie i swobody w obecności płci przeciwnej.

100 odmów uznał za sukces. I bardzo słusznie, bo pokonał strach przed odrzuceniem, onieśmielenie wobec dziewczyn, a przede wszystkim przekonał się, że nie musi na nic czekać. Nie czekał, aż przybędzie mu pewności siebie. Zaczął działać i wtedy tak też się stało.

P.S. Kiedy sama łapię się na czekaniu na wenę i inspirację, przypominam sobie, że to czekanie może mnie wiele kosztować. Nastawiam więc timer, i zaczynam robić to, co chcę zrobić. Przetestowałam wielokrotnie. Działa. Może nie w 100{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0}, ale nawet jeśli w 95 – to nadal sporo :-)

Ale nie musisz mi wierzyć na słowo. Spróbuj sama. I daj znać jak poszło.

Wsparcie:

  • Russ Harris – The Confidence Gap: A Guide to Overcoming Fear and Self-Doubt
9 komentarzy:
  1. Brzeska
    Brzeska says:

    Próbowanie jest najważniejsze i ważne by znaleźć swoją własną motywację. W gorszych chwilach, przypominam sobie po co np ćwiczę. Czemu tak o tym często myślę i wtedy nie umiem nie wstać i nic nie robić w danym kierunku. Najgorszy jest pierwsy krok, bo to od niego zaczyna się wielkie podróże. Dlatego polecam – 10min to nie wieczność, a potrafi zdziałać cuda

    Odpowiedz
  2. mjkl
    mjkl says:

    Ja myślę, że doktorkowi to zależało na jednym. Dlatego właśnie zagadywał te piękne. :) jakby pogadał z tymi mniej pięknymi to poszedłby na niejedną czaderską randkę. Taka prawda. :)
    Pozdrawiam! :)

    Odpowiedz

Trackbacks & Pingbacks

  1. […] A żeby zacząć – chwyć za komórkę, włącz timer i ustaw odliczanie na 10 minut. Tylko 10 minut. To chyba nie koniec świata poczytać, popisać czy pouczyć się przez 10 minut? Cały sens tego ćwiczenia, polega na tym, że najprawdopodobniej po tych 10 minutach zechce Ci się pracować dalej. Bo pojawi się motywacja, wena i ochota. Zainteresowanych zapraszam do tekstu pt. „Jak w 10 minut sprawić, żeby ci się chciało (tak jak ci się nie chce)” […]

  2. […] czas temu dałam Ci jedną propozycję – zasada 10 minut. Czyli bierzesz się za pracę, ale tylko na próbę, na bardzo krótko. Trik polega na tym, że […]

  3. […] …a zobaczysz, że Twoja wytęskniona motywacja zaraz się zjawi, pomimo wszystkich powodów, dla których Ci się nie chce. Więcej na ten temat napisałam w tekście pt. “Jak w 10 minut sprawić żeby Ci się chciało, tak jak Ci się nie chce” […]

  4. […] Zacinający zimny deszcz nie zachęca, żeby wskoczyć na rower albo na rolki. Ale prosty spacer to też ćwiczenia. No i na pewno znajdziesz troszkę przestrzeni w swoim domu, żeby poćwiczyć pod dachem. Nie wspominając o równie zadaszonych basenach czy siłowniach. Mówisz, że nadal Ci się nie chce nigdzie ruszać? – jest na to jedna rada: NIE czekaj, aż Ci się zechce! :-) Zacznij ćwiczyć, wyjdź na spacer na próbne 10 minut, a zobaczysz, że motywacja podąży za Tobą. Bo tak działa nasz ludzki przewrotny umysł – motywacja podąża ZA działaniem, a nie odwrotnie. Co w szczegółach opisałam w tekście pt. „Jak w 10 minut sprawić, żeby ci się chciało (tak jak ci się nie chce)” […]

  5. […] Stephen King powiedział, że amatorzy siedzą i czekają na inspirację, reszta po prostu wstaje i idzie do pracy. (Zaciekawionych relacją inspiracja-działanie odsyłam do mojego tekstu, pt. „Jak w 10 minut sprawić, żeby ci się chciało (tak jak ci się nie chce)”. […]

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.