Jak zatroszczyć się o siebie – 2 podpowiedzi, część I (Nie zawierają kąpieli bąbelkowej ani oglądania Notting Hill.)

Rzecz jasna, nie mam nic przeciwko kąpielowym bulbonkom albo oglądaniu „Notting Hill” pod ciepłym kocem po raz 5 w tym miesiącu. Dbanie o siebie może też tak wyglądać.

Ale nie musi.

Zadbać o siebie można na wiele sposobów. A im więcej ich znasz, tym szerszy wybór stoi przed Tobą i Twoimi zszarganymi nerwami. Najważniejsze, że to Ty decydujesz, bo tylko Ty najlepiej wiesz, jak się czujesz i czego obecnie potrzebujesz. (No i właśnież o tym będzie punkt pierwszy.)

1. Ucz się dostrzegać to, co czujesz i czego obecnie najbardziej potrzebujesz

Raczej nie sięgniesz po coś, o istnieniu czego nie masz pojęcia. Na przykład plecak z kapturem, albo temperówka do marchwi mogą znajdować się poza zasięgiem Twojej świadomości. Jakim więc cudem miałabyś skorzystać z tych dobrodziejstw?

Podobnie rzecz się ma z nieuświadomionymi emocjami i potrzebami – nie zaspokoisz i nie ukoisz ich, dopóki nie będziesz wiedziała, że w ogóle istnieją.

Dlatego pierwszym i najważniejszym krokiem na krętej ścieżce dbania o siebie jest nauka zauważania swoich emocji i potrzeb.

A jest to coś, czego trzeba się uczyć – podobnie jak jazdy na rolkach albo jedzenia czekolady kosteczka po kosteczce, a nie jednym haustem jak dzikus.

Zwłaszcza w obecnych czasach ta nauka jest nam potrzebna. Kiedy przekazy komercyjno-medialno-internetowe pokazują nam coś zupełnie odwrotnego i wymagają od nas odczuwania tylko jednej emocji – radości. Wyrażania tylko jednej emocji – radości. Mówienia o tylko jednej emocji – o radości. A to oznacza, że całą resztę się przemilcza, wypiera i zakopuje pod dywan.

A bardzo możliwe, że jest tego sporo!

Bo emocje przelewają się w nas jak woda w wannie z zepsutym kranem. Wbrew powszechnemu przekonaniu, jesteśmy istotami, które przede wszystkim czują (myślą też owszem, ale potem). Na podstawie emocji podejmują decyzje. Emocjonalnie się ze sobą łączą. I to wszystko nie dzieje się tylko na podstawie radości, ale całej masy przeróżnych odczuć, jakie tylko potrafią przez nas przejść, oraz:

  • Kombinacji emocji (bo rzadko kiedy czujemy tylko jedną).
  • Połączenia emocji ze stanem fizjologicznym naszego organizmu (migrena, niskie ciśnienie, niewyspanie).
  • Połączenia emocji z kontekstem (społecznym, geograficznym, finansowym, rodzinnym, zawodowym), w którym mają miejsce, a który ciągle wywiera na nas większy lub mniejszy, ale jednak jakiś wpływ.

No! Także, co jak co, ale my ludzie potrafimy czuć! Choć nie zawsze potrafimy zauważać i rozumieć to, co czujemy.

Więc jeśli doszłaś do genialnego wniosku, żeby zacząć się o siebie troszczyć – zacznij od zauważania własnych emocji.

To może być na początku dziwne, żeby pytać siebie „jak ja się teraz czuję?” Mimo to nie rezygnuj, po pewnym czasie uczucie dziwności minie a samoświadomość stanie się dla Ciebie normą.

Sprawdzaj, co czujesz. Opisuj to. Rozmawiaj o tym. Pisz o tym. Obserwuj. Poznawaj. Oswajaj się z tym. Tylko broń boże nie oceniaj. Nie chodzi nam przecież o to, żebyś wystawiała oceny poszczególnym emocjom. One nie dzielą się na lepsze i gorsze, co najwyżej na bardziej lub mniej przyjemne (czasami nazywane też negatywnymi). Jednak każda z emocji spełnia ważne zadanie – przekazuje Ci ważną informację, którą warto usłyszeć a nie zagłuszyć.

„Tylko po co?” – bardzo się cieszę że zadajesz tak ważne pytanie.

Mówiąc w skrócie – jeśli nie znasz swoich emocji i potrzeb, to znaczy, że nie znasz siebie. A jeśli nie wiesz kim jesteś, tym trudniej będzie Ci stwierdzić, kim chciałabyś się stać w przyszłości.

Tak wiele osób rozmyśla o tym, czym się zająć, jak znaleźć swoją pasję. Dużo nad tym główkują, a i tak nie dochodzą do żadnych konstruktywnych wniosków. Powiem Ci w tajemnicy czemu tak jest – bo nie odpowiedź jest tu problemem ale pytanie.

Zamiast ciągle pytać siebie: „co chcę robić?” albo: „do czego czuję pasję?” o wiele lepiej zacząć od: „kim jestem?” Dopiero wiedząc, jakim człowiekiem jesteś, możesz powoli odkrywać to, co chcesz robić, co Cię pociąga, do czego Twoje serce aż wyrywa się z zawiasów. Więc choćby po to – żeby poznać siebie i dowiedzieć się, kim jesteś.

Poza tym, dopiero wtedy, kiedy dowiesz się, jakie emocje wywołują w Tobie zwykłe i niezwykłe sytuacje, będziesz mieć wybór, co z nimi dalej zrobić. Czy posłuchać się ich? Czy może przemówić im do rozsądku?

Czy to złość, która mówi Ci, żebyś lepiej strzegła swoich granic w relacjach, czy może to strach, który przyszedł w przebraniu? Albo czy to stres, który Cię podgryza od środka podpowiada Ci, żebyś nie szła dalej, czy wręcz przeciwnie, to tak naprawdę ekscytacja, która pomaga Ci postawić odważny krok do przodu.

Emocje nie są instrukcjami obsługi życiowych wydarzeń, jednak z pewnością dostarczają ważnych informacji, które warto odczytać, zrozumieć i rozszyfrować.

No i chyba najważniejsze – jeśli przymkniesz oko na swoje emocje i potrzeby, to ile Ciebie zostanie w Tobie? Ile cukru w cukrze? Nasze emocje to esencja nas. Twoja autentyczność zawiera się w tym, co czujesz i do czego dążysz. Gdybyśmy się tego pozbyli, to wszyscy bylibyśmy do siebie bardzo podobni, tylko z innym adresem zamieszkania i wzorkiem na krawacie.

Dobra, wiem, że tym pierwszym punktem zaczęłam z grubej rury, ale nie wyobrażam sobie lepszego startu niż zadbanie o swoje autentyczne ja.

Czy to jest proste jak kąpiel z bąbelkami? A w życiu! Oczywiście że nie!
Czy ważne? – Najważniejsze!

2. Nie czekaj na akceptację i aprobatę z zewnątrz

Nie rób tego z dwóch podstawowych powodów:

  1. Jakimkolwiek przemiłym człowiekiem nie będziesz, zawsze znajdą się tacy, którzy Ciebie nie zaakceptują albo nie będą pochwalać tego, co robisz i kim jesteś.
  2. Po drugie, najważniejsza aprobata i akceptacja pochodzi z wewnątrz.

Czy mówię teraz o tym, żebyś bezgranicznie pokochała siebie i każdy swój krok oraz decyzję? Nie.

To, o czym mówię, to zielone światło na bycie sobą. Wiem, że nie zrobiłam wczoraj wiele konstruktywnych rzeczy, wiem też, że zjadłam dwie eklerki, i owszem, krzątam się od 19:00 w szlafroku po mieszkaniu, jednak nie robię sobie z tych powodów piekiełka w głowie.

Jednocześnie pamiętam, że tak nie wygląda mój każdy dzień. Nie uogólniam. Traktuję siebie sprawiedliwe. Akceptuję i przyznaję, że tak wyglądał mój jeden dzień. Nie wymagam i nie oczekuję od siebie, że to już się nigdy nie powtórzy. Nie udaję przed nikim, że jest inaczej.

Nie tracę też z oczu tego, że jest wiele innych dni, kiedy załatwiam ważne sprawy w urzędzie, kiedy jestem turbo-produktywna, kiedy pomagam drugiej osobie, kiedy robię wiele dobrego i myję zęby po każdym posiłku.

Wiem, że jestem wielowymiarową skomplikowaną istotą, która, choć bardzo się stara, to ma przeróżne momenty, te lepsze i te gorsze.

Poprawię co mi nie wyszło, nadgonię co zawaliłam, zrobię co zaplanowałam. Ale jednocześnie cały czas daję sobie pozwolenie na bycie tylko człowiekiem. Bo wiem, że moja droga nie będzie prosta jak drut tylko kręta jak drut w kieszeni. I nie zamierzam prowadzić ze sobą z tego powodu wojny do końca życia.

Jak uczyć się samoakceptacji i aprobaty z wewnątrz? – Jedno słowo: autoempatia. Czyli empatia skierowana do wewnątrz. Albo jeszcze inaczej, przyjazne i życzliwe traktowanie samego siebie (a nie tylko dzieci, partnerów, przyjaciół ze studiów i ulubionych dziadków).

A jak autoempatia wygląda w praktyce?

  • Zauważ w sobie kogoś, kto się stara, i na dzień dzisiejszy robi wszystko, żeby żyć jak najlepiej i podejmować jak najmądrzejsze decyzje.
  • Kiedy masz kiepski dzień, kiepski humor i kiepską fryzurę – tym bardziej wtedy pochyl się nad sobą, jak nad kimś bliskim, o kogo się troszczysz. Zapytaj siebie, czego teraz potrzebujesz i zadbaj o tę potrzebę
  • Mów do siebie spokojnie, łagodnie, i przyjaźnie. To, w jaki sposób się do siebie zwracasz, to najszybszy sposób na zbudowanie autoempatii we własnej głowie. Nie krzycz na siebie, nie karć, nie besztaj. I nawet jeśli coś zawalisz, naucz siebie, że jeśli chodzi o wsparcie – możesz na siebie liczyć.
  •  Ćwicz zaufanie do siebie. Jeśli coś uważasz lub coś czujesz, to jest to ważne, nawet jeśli różni się znacznie od odczuć i opinii towarzystwa, w którym przebywasz. Twój głos się liczy, Twoje zdanie ma wielkie znaczenie, zrób dla siebie miejsce.
  • Szanuj swoje ciało. To, ile toksycznych myśli może zebrać choćby sam brzuch czy skóra wokół oczu przekroczyło już DAWNO granice rozsądku. Z fałdkami czy bez, ze zmarszczkami czy bez – to Twoje ciało, dom, w którym mieszkasz, innego nie znajdziesz. Jest z Tobą od samego początku, znosi tak wiele trudności, dzielnie walczy z choróbstwami i innymi paskudztwami, przekazuje Ci wiele cennych informacji, cierpliwie znosi Twoje wybryki, a Ty je za to tylko łajesz?

    Proszę Cię. Szanuj swoje ciało. Zwłaszcza, że żyje w bardzo bliskiej komitywie z Twoim umysłem. Jedno wpływa na drugie. Nie oczekuj pozytywnych myśli, kiedy ciągle krytykujesz swoje ciało. Oczywiście na tym autoempatia się nie kończy, ale byłoby ŚWIETNIE, gdyby od tego zacząć.

Czy dbanie o siebie jest łatwe jak gorąca kąpiel? Oj nie! Dlatego ja powtarzam sobie codziennie – potrzebuję każdej terapii, na jaką tylko mogę się załapać. Jeśli to będzie rozmowa szczera do łez – biorę! Wycieczka za miasto z psem – biorę! Joga przy otwartym balkonie – biorę! Zeszyt i ołówek – biorę! Dziwaczny taniec wygibaniec przy ulubionej muzyce – biere!!

Bo wszystko to finalnie uczy mnie, jak się o siebie zatroszczyć. A im więcej opcji, tym więcej troski.

Jestem ciekawa jak Ty o siebie dbasz i który z dzisiejszych dwóch punktów Ci się przyda.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.