Jak zmotywować siebie do działania (PDF do ściągnięcia)

Chcesz spróbować czegoś nowego? Zacząć coś, czego jeszcze nigdy nie robiłeś? Jednak boisz się, że nie dasz rady? – ten tekst na pewno Ci to ułatwi. Przeczytaj, [wydrukuj PDF

Podejście do samego siebie w kontekście nowych wyzwań może przypominać podchodzenie z aparatem do sarny w lesie. I to i to łatwo spłoszyć.

Jednak dzięki odpowiedniej strategii nawet się nie zorientujesz, kiedy będzie jadła Ci z ręki.

Kwestia najważniejsza – nie podchodź do siebie z byle jakim pytaniem

A byle jakie pytanie może brzmieć: „czy dam radę?”

Na przykład, czy dam radę:

  • malować akwarelami?
  • przeczytać „ Przygody Mikołajka” w oryginalne?
  • stanąć na głowie? (w dosłownym rozumieniu)
  • studiować w obcym mieście?
  • medytować?
  • nie krytykować siebie na każdym kroku?

To są pytania byle jakie. I jak to bywa z byle jakimi pytaniami, przyciągają byle jakie odpowiedzi, np:

  • „tak, dam radę”,
  • albo: „nie, nie dam rady”.

Sprawa skończona. Pozamiatane. Przechodzimy do porządku dziennego.

Jeśli tak motywujesz siebie do działania to z góry skazujesz się na porażkę. W ten sposób prowokujesz niepotrzebne uogólnienia na temat własnych możliwości. Niepotrzebnie siebie obciążasz. Niepotrzebnie przytłaczasz. Stresujesz. A możliwe że i dołujesz. Prosisz sam siebie o to, żeby wystawić sobie ocenę w jednym krótkim słowie.

I nawet jeśli to słowo brzmi „tak” to nadal niewiele ono wnosi.

Dlaczego?

Bo stawiasz sobie pytanie, na które nie możesz znać odpowiedzi, dopóki nie spróbujesz.

Póki nie spróbujesz, odpowiedź pozostaje bezwartościowa i niemotywująca. Czyli mało pomocna. I póki nie spróbujesz i nie zaczniesz działać, Twoja motywacja może nigdy nie zapukać do Twoich drzwi.

Jeśli odpowiesz sobie: „nie dam rady” i dodasz jakąś racjonalizację, np. że niby nie masz talentu, albo że to zbyt trudne dla Ciebie, to w gruncie rzeczy strzelasz, zgadujesz.

Możliwe, że tak naprawdę dasz radę, jednak brak wiary w siebie, pesymistyczne wizje albo pamięć o nieudanej próbie rok temu już przeważyły sprawę.

Jeśli zaś Twoja odpowiedź brzmi: „tak, dam radę”, bo na przykład malujesz olejami więc czemu niby akwarele miałyby Ci nie pójść, to nadal strzelasz. Szacujesz na oko. A może tak naprawdę nie dasz rady? A może Twój optymizm wynika z tego, że wyspałeś się wczorajszej nocy, albo właśnie przelali Ci wypłatę i masz świetny humor.

Odpowiedzi na pytanie „czy dam radę?” nie mają większego znaczenia – ponieważ samo pytanie jest niepomocne.

Kiedy stwierdzasz, że nie dasz rady albo że dasz radę, to nadal nie wiadomo, czy w ogóle kiwniesz palcem.

Ponieważ nic w tym pytaniu ani w Twojej odpowiedzi nie zachęca, nie motywuje do działania, nie podpowiada planu, nie popycha do przodu i nie oświetla Twojej nowej ścieżki.

Dlatego zmień pytanie, a przyjdzie Ci do głowy o wiele bardziej pomocna odpowiedź.

Dobre pytania to klucz do sukcesu

Pytania, które kryją w sobie potencjał, to pytania otwarte, czyli te, na które musisz odpowiedzieć coś więcej niż tak lub nie. I najlepiej jeśli będzie ich wiele.

Dlatego zamiast zadawać sobie pytanie: „czy dam radę malować akwarelami?”,
lepiej zapytaj:

  • Gdybym miał malować akwarelami, to co chciałbym malować?
  • Jakie to moje malowanie mogłoby być?
  • Jak mógłbym to realizować?
  • Gdzie bym się rozsiadł z farbami, pędzlami i papierem?
  • Kiedy zorganizowałbym na to czas?
  • Co musiałbym do tego kupić?
  • Skąd podkradałbym (tj. czerpał) pomysły?
  • Co by mnie zainteresowało w malowaniu akwarelami?
  • Gdzie mógłbym się poduczyć malowania?
  • Czego potrzebuję, żeby spróbować, czy to w ogóle mi się podoba? Jak mogę to sobie zorganizować? Kiedy? Gdzie?

O! I już wiele lepiej.

To nie są pytania, które prowokują zgaduj zgadulę, z którą i tak nie wiadomo co zrobić dalej. One wydobywają z Ciebie informacje, które mogą Cię doprowadzić do pierwszej próby malowania, medytacji czy realizacji innych, równie szalonych pomysłów.

Kiedy stawiasz przed sobą: „czy dam radę?”, w gruncie rzeczy prosisz siebie o wyrok, w dodatku szacunkowy.

Natomiast kiedy stawiasz sobie przed nosem pytania typu: jak, gdzie, kiedy – uruchamiasz swoją machinę planująco-kombinującą, czyli swój umysł.

Stawiasz przed nim zagadkę, za którymi on akurat przepada. Do tego stopnia, że nierozwiązana zagadka ciągle go nurtuje i nie daje spokoju. (Wyrwij ostatnią stronę w kryminale, to sam się o tym przekonasz.)

I podczas gdy Twój umysł rozwiązuje te łamigłówki, chwilowo zapomina o stresujących kwestiach jak ta, czy w ogóle da radę czy nie. On o tym wtedy nie myśli, tylko bierze się za konkretne zadania: lokalizację, finanse, organizację czasu i takie tam inne. Czyli od razu zabiera się za działanie.

Ni stąd ni zowąd, przypominasz sobie, że w szufladzie z długopisami masz kilka starych pędzli. Lokalizujesz też w pamięci sklepik papierniczy, który ostatnio mijałeś na spacerze z kundelkiem. Wstępnie rezerwujesz w mentalnym kalendarzu sobotnie popołudnie tylko dla siebie.

I nie orientujesz się kiedy, a w Twojej głowie pojawia się plan, a przynajmniej jego zarys. Zaczynasz czuć lekkie ożywienie, a któż to wie, może i odrobinę entuzjazmu.

Piękno tego podejścia polega na tym, że ten plan nie jest planem z szczęśliwym zakończeniem. Z nieszczęśliwym też nie. Bo on w ogóle nie ma zakończenia. Nie może mieć.

Ma jedynie początek. Przewiduje tylko pierwsze podejście, tak na próbę. A co będzie potem? – Dowiesz się tylko i wyłącznie, kiedy spróbujesz.

Chcesz spróbować czegoś nowego? Zacząć coś, czego jeszcze nigdy nie robiłeś? Jednak boisz się, że nie dasz rady? – ten tekst na pewno Ci to ułatwi. Przeczytaj, wydrukuj PDF, zaparz herbatę i do dzieła. Spróbuj. I daj znać, do czego będziesz się motywować?

P.S. Jeśli nadal brak Ci sił do ruszenia z miejsca, doczytaj coś więcej – świetnym dopełnieniem tego tekstu są:

2 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.