Jedno bardzo ciekawe ćwiczenie, kiedy nie wiesz, czy wszystko wypali i czy idziesz w dobrym kierunku

Trzymać się własnych zasad na dłuższą metę jest ciężko. No ludzie! Bo ileż to można odmawiać sobie pączka? Albo ćwiczyć te planki? Albo chodzić na średnio udane randki w ciemno?

Czasami można mieć dość starań, wysiłku i stresu realizacji własnych planów, to normalne

Nadal oczywiście widzisz wielką wartość w zdrowym odżywianiu, pracowaniu nad własną kondycją fizyczną albo poznaniu kogoś ciekawego i emocjonalnie zrównoważonego, jednak czasami po prostu masz dość.

Masz dość stresu, napięcia, niewiadomej, czy to wszystko się uda i czy idziesz w dobrym kierunku, czy nie. Jesteś zmęczona przecieraniem własnych szlaków, nie mając pewności, że zmierzasz w dobrym kierunku. Motywacja opada. Dochodzą stres, strach i zwątpienie w sobie. W takim momencie dalsze działanie w kierunku realizacji własnych wartości przychodzi ciężko. A wiesz, co wtedy przychodzi bardzo łatwo? – Unikanie.

Człowiek ma ochotę po prostu uniknąć tego całego stresu, napięcia, niewiadomej, wątpliwości i wysiłku. „E, może sobie odpuszczę tym razem, a co tam.” – wydają się być ciągiem najpiękniejszych słów, jakie kiedykolwiek słyszały Twoje uszy. Objazd szerokim łukiem wysiłku fizycznego, emocjonalnego i intelektualnego jawi się jako rozwiązanie Twoich wszystkich problemów.

Co ciekawsze – działa! Unikanie (trudności, starań, niepewności, stresu itp.) naprawdę działa.

Do czasu.

Unikanie dyskomfortu to całkiem dobry patent na krótką przerwę – i całkiem kiepski patent na styl życia

Jako krótkotrwałe rozwiązanie problemów wszelakich maści, unikanie problemów sprawdza się niezawodnie. Odpuszczasz sobie, rozsiadasz w fotelu, włączasz film (przy okazji, oglądałaś ostatnio coś fajnego? daj znać), wgryzasz się w chrupiące paluszki obsypane sezamem i czujesz, jak po każdej komórce Twojego ciała rozchodzi się rozkoszne rozprężenie. Ulga. Spokój. W końcu. Jak miło. Taaa…

A jednak.

Paluszki kiedyś się kończą, film też, i niestety termin przydatności unikania problemów tak samo. Bo ten to akurat króciutki jest, oj króciutki.

Dlatego z czasem unikanie przybiera postać uzależnienia, tak jak na przykład od papierosów. Kiedy pomaga, to tylko na chwilę, a kiedy szkodzi, to na długo. No i ciągle potrzebujesz więcej paluszków, filmów i czegokolwiek innego, co rozproszy Twoją uwagę wystarczająco mocno, żeby Ci serce nie pękło, kiedy patrzysz jak Twoje plany, cele i wartości odchodzą gdzieś w siną dal.

Trzymać się własnych zasad na dłuższą metę jest ciężko. Jednak nieporównywalnie trudniej jest z nich rezygnować w celu uniknięcia trudności.

A że nie chcę tu tylko machnąć kilka ładnych słówek i tak Ciebie z nimi zostawić – to mam dla Ciebie coś ekstra. Bardzo pomocne ćwiczenie z bardzo mądrej książki na temat terapii skuteczności emocjonalnej. Pomoże Ci skierować swoją uwagę i energię na to, co dla Ciebie najważniejsze i uniknąć unikania (nomen omen, czy jakoś tak).

Ćwiczenie, które pomoże Ci trzymać się swoich zasad, wartości i planów nawet kiedy robi się ciężko

OK, ćwiczenie będzie umysłowe, ewentualnie emocjonalne, a nie fizyczne, także zdejmuj te buty do biegania, za które już się chwyciłaś, lepiej weź kartkę, coś do pisania i jedziemy z tematem, nie ma na co czekać.

  1. Napisz, co aktualnie ma dla Ciebie duże znaczenie

    Może zbudowanie zdrowej relacji z kimś bliskim? Może Twoje własne zdrowie fizyczne lub psychiczne? A może pokonanie swojego strachu i w końcu postawienie tego pierwszego kroku w nieznane? Nazwij to konkretnie. Co aktualnie sobie cenisz, i jakbyś chciała realizować tę wartość w praktyce, w swoim działaniu?

    Dla przykładu, załóżmy, że pisanie jako pasja i wyraz siebie, to w Twoim życiu bardzo cenna wartość, na której chcesz oprzeć swoją przyszłość. Pięknie. Zatem mamy: wartość: pisanie jako autoekspresja i pasja, cel: otwarcie swojego własnego bloga, na którym będziesz realizować swój pisarski talent, do czego zabierasz się już od dwóch lat. Dobra, mamy to – wartość oraz konkretne działanie zgodne z tą wartością zidentyfikowane. Super, idziemy dalej.

  2. Opisz, jakie przeszkody leżą na drodze do realizacji Twoich planów

    A wiadomo, że będą to:

    • Twoje myśli,
    • podążające za nimi emocje,
    • odczucia w ciele
    • oraz Twoje odruchy.

    Kontynuując nasz przykład z niedoszłą blogerką, hipotetycznie (bo niby skąd mam to wiedzieć? strzelam) może to wyglądać następująco:

    • myśli: „a kto to będzie czytał?”, „blogów takich jak ten jest całe mnóstwo”, „w gruncie rzeczy to ja nie umiem pisać, inni piszą o wiele lepiej niż ja”, „tylko się ośmieszę”,

    • emocje: głównie strach, stres, czasami złość, frustracja, smutek (przeplatają się w zależności od dnia i ilości słońca, jakie zdoła przedrzeć się przez chmury),

    • odczucia w ciele: motyle w brzuchu (duże, nad-ruchliwe), ból głowy, nieprzyjemne napięcie mięśni, zmęczenie,

    • odruchy: unikanie, „Ja odpadam! A na co mnie to wszystko potrzebne?"

  3. Dobra, wszystko gotowe, teraz jedziemy w podróż

    Narysuj drogę i autobus, tak, tak, jedziemy autobusem, marki dowolnej, Ty kierujesz. I od razu zaznaczaj dwa punkty, punkt wyjściowy: „teraz” i punkt docelowy: coś, co bardzo cenisz, coś, co jest dla Ciebie ważne, np. autoekspresja, pisanie, zdrowie, relacje, praca, pasja, mamona, etc. No to jadziem!

    Autobus i droga

    Jadziem, jadziem, aż tu nagle wyskakuje potwór i mówi: „zjeżdżaj na bok, tam nie masz co jechać, kto to będzie czytał, nikt nie zajrzy na Twojego bloga, nie ma szans”. Co Ty na to? Oczywiście pojawia się strach, stres, motyle, głowa, „a na co mnie to? – rezygnuję!”

    Autobus, droga i potwór

    W związku z czym odpuszczasz sobie. Ale zanim rozsiądziesz się z chrupiącymi paluszkami przed ekranem, wciskamy pauzę.

    Przyjmijmy że faktycznie zrezygnujesz z bloga i z pisania (tu wstaw swoje własne marzenia, pasje i cokolwiek, co dla Ciebie ważne), zjeżdżasz z drogi do własnych wartości i parkujesz w wygodnym fotelu. Opisz, jak Ci tam jest? Jak się czujesz? Jakie myśli przychodzą Ci do głowy? Sielanka?

    Możliwe, że przez jakiś czas faktycznie doświadczasz sielanki. A potem? Potem przychodzą myśli: „nie zacznę pisać, a tak bardzo to lubię”, albo: „nigdy tego sobie nie wybaczę”, czy: „jaka szkoda”. A za nimi idą emocje: smutek, strach, złość i wiele innych.

    Tak to właśnie wygląda, kiedy zjeżdża się z drogi do tego, co dla Ciebie ważne. Można mieć wrażenie, że realizacja planów jest ciężka, a każdy unik to będzie sielanka. A jednak emocje, zwane negatywnymi, tam też Ciebie dosięgną, spokojna głowa.

  4. Wypisz więcej „potworów”, które regularnie wyskakują Ci na drogę do Twojego szczęścia

    Które namawiają do rezygnacji, które odbierają Ci energię i które umniejszają Twoje umiejętności.

    Kiedy skręcasz pod ich namową w boczną dróżkę – jak się tam czujesz? Jakich emocji doświadczasz? Jak tam jest? Tam, czyli w miejscu, gdzie NIE realizujesz swoich celów, NIE stresujesz się życiem zgodnym ze swoimi wartościami, gdzie oddalasz się od tego, co dla Ciebie ważne. Zauważ, jakie wtedy towarzyszą Ci myśli i emocje na krótką i na dłuższą metę.

  5. Jeżeli po rozważeniu za i przeciw pozostawania na bocznej dróżce

    …podjęłaś decyzję, że jednak chcesz jechać dalej w stronę swoich planów, to po pierwsze: gratuluję Ci tej decyzji, a po drugie: proponuję Ci taki trik: zaproś swoje potwory do środka i dalej jedź z nimi. A przynajmniej przedstaw taką opcję swojemu umysłowi i rozważ ją.

    Autobus jest duży, a droga przed Tobą długa. Potwory będą wyskakiwać Ci przed koła. Jak nie te, które już raz minęłaś, to nowe. Zawsze straszące myśli przychodzą wtedy, kiedy robisz coś odważnego. To normalne, tak my ludzie mamy.

    Czekanie na drogę wolną od problemów to raczej czas stracony. Dlatego rozważ zaproszenie swoich potworów do środka i dalszą wspólną drogę. Być może lepiej po prostu mieć je na pokładzie. I zaakceptować fakt, że one są częścią podróży.

Zastanów się, czy na pewno dobrze wyjdziesz na unikaniu problemów, zwłaszcza na dłuższą metę

Dokądkolwiek prowadzi Twoja droga, mogę się założyć, że takich potworów, które stają Ci na drodze jest wiele. Straszące myśli, negatywne przekonania, niewiara we własne możliwości, umniejszanie swoich możliwości, i tak dalej. Znamy to. I każdy potwór mówi to samo: „poddaj się, unikniesz dyskomfortu”.

I ma rację, kiedy poddasz się, unikniesz dyskomfortu. Tylko, że unikając jednego, zamienisz go na inny: na dyskomfort zwątpienia w siebie, wycofania się, odstąpienia od tego, co według Ciebie najważniejsze. Zanim to zrobisz, (na to zawsze będzie czas, nie spiesz się) zastanów się, czy na pewno dobrze wyjdziesz na unikaniu problemów, zwłaszcza na dłuższą metę?

Wsparcie:

  • Matthew McKay, Aprilia West – Emotion Efficacy Therapy : A Brief, Exposure-Based Treatment for Emotion Regulation Integrating ACT and DBT
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.