Jeśli tylko się postarasz, wszystko jest możliwe – czyli o zrzucaniu z siebie ograniczeń

Był kwiecień.

15 lat po niezdanej maturze mój dobry przyjaciel postanowił, że spróbuje raz jeszcze.

Egzaminy zaczynały się za 3 tygodnie – stwierdził więc, że czas najwyższy wziąć się do nauki. Przez cztery lata liceum nie zhańbił się tą niecodzienną dla niego praktyką. Tym bardziej przez 15 lat przerwy nie tknął podręczników. Zatem za pięć dwunasta wydawało się porą w sam raz na zajrzenie do książek po raz pierwszy.

“Rozsądnie” planując, uznał, że pierwszy z trzech tygodni poświęci wysłuchaniu audiobooków ze wszystkimi lekturami z języka polskiego, w drugim tygodniu skupi się na nauce matematyki, a trzeci pozostawi sobie na utrwalenie wiedzy.

Wszyscy mówili, że zwariował. Że to niemożliwe. Że nie da rady opanować całego programu liceum ogólnokształcącego z matematyki w jeden tydzień.

A im bardziej mówili, tym bardziej chciał zweryfikować, czy mają rację.

Nie mieli.

Polski zdał na 5. A matematykę na 4.

Bynajmniej nie chcę zachęcać Ciebie do odkładania czegokolwiek na absolutnie ostatnią chwilę. Ani też przekonywać, że dobrym pomysłem jest zamknięcie wiedzy w skondensowaną pigułkę, by następnie połknąć ją w zadziwiająco szybkim tempie.

Historia ta nauczyła mnie natomiast czegoś zupełnie innego: że warto przyglądać się szufladkom, w które sami siebie wkładamy (z ochoczą pomocą otoczenia) i sprawdzać, czy przypadkiem nie są dla nas przyciasne.

Definicje w Twojej głowie

Podejrzewam, że nie raz słyszałaś wiele równie “pomocnych” opinii na swój temat, co mój przyjaciel tuż przed maturą. Część z nich powtarzano Ci zapewne na tyle często, że teraz same rozbrzmiewają w Twojej głowie i bez niczyjej pomocy żyją własnym życiem:

  • jesteś leniwa,

  • to dla Ciebie zbyt trudne,

  • nie uda Ci się,

  • źle to robisz.

Takie stwierdzenia fałszywie definiują to, kim jesteś, kim możesz się stać i kim byłaś. Automatycznie zamykają Ciebie w szufladkach, ograniczają Twoje możliwości i z góry opisują, jak masz żyć i jaka być.

„A dlaczego akurat tak, a nie inaczej?” – próbujesz dociec, skąd się wzięła dana opinia albo postępowanie. Niestety wytłumaczenie przeważnie sięga tak wyrafinowanych przemyśleń, jak np: „bo tak…”

Czemu? – Bo tak

– Mamo, a czemu odcinasz kawałek mięsa i zawsze pieczesz mniej niż kupiłaś?
– Moja babcia tak robiła, moja mama tak robi i ja tak robię. Nie wiem dlaczego, zapytaj babci.
– Babciu, a dlaczego odcinasz kawałek mięsa zanim je upieczesz.
– Moja mama tak robiła, dlatego i ja tak robię. Nie wiem, może jej zapytaj.
– Prababciu, powiedz mi dlaczego zawsze obcinałaś kawałek mięsa zanim je piekłaś?
– Już nie pamiętam, ale chyba miałam za małą brytfankę…

Nie wiem sama, skąd znam tę opowieść, ale myślę, że całkiem nieźle opisuje pochodzenie niektórych naszych zachowań.

Początki gdzieś tam są, jeśli starczy Ci ciekawości, by je wyśledzić. I może kiedyś miały nawet jakiś sens. Ale z biegiem czasu ów sens przestał istnieć. A tym bardziej kontynuowanie i powtarzanie tych zachowań, melodii, definicji.

Burzymy bariery

„Twoim zadaniem nie jest szukanie miłości, ale jedynie szukanie i znalezienie barier w sobie, które zbudowałeś przeciw niej.”

Taką myśl zostawił po sobie perski poeta z XIII wieku, Rumi.

Rozwój osobisty tłumaczy się często jako zbudowanie siebie na nowo. Odcinasz grubą kreską to, kim byłaś, by odrodzić się całkiem inna, lepsza. W teorii może to i ładnie brzmi (choć nie jestem przekonana). Ale w praktyce – jakim cudem masz wymazać i odciąć się od całego swojego życia?

O wiele bardziej przystępnym podejściem wg mnie jest podążanie w ślad za przesłaniem Rumiego.

Skup się i odnajdź to, co Cię ogranicza. Przeszkody, zakazy i restrykcje, które na sobie nosisz. Definicje, którymi obwarowałeś swoje „ja”. Te wszystkie złudzenia, które Ci mówią „nie da się inaczej, taki już jesteś”.

Jeśli pozbędziesz się ich, nie będziesz wcale musiała od nowa siebie tworzyć. Bo pod warstwą tych barier jesteś gotowa, idealna Ty, której niczego nie brakuje.

Bariera przekroczona

Mój przyjaciel nie był może najlepszym uczniem w swojej klasie. Ale kiedy stanęło przed nim coś, co miało dla niego znaczenie, potrafił się wyzbyć wszelkich narosłych na nim definicji „złego ucznia”, „nieuka”, „lenia”, „tego, któremu nic się nie udaje” itd. Odrzucił komentarze, które go otaczały zewsząd. Był w stanie wsłuchać się w swoje autentyczne, a nie narzucone, „ja”. A ono mu powiedziało: „próbuj!”.

„Jeśli tylko się postarasz, wszystko jest możliwe” – czasem wpadają mi w oczy te słowa. I sama zastanawiam się, czy kryje się w nich coś więcej niż chwytliwy marketing.

Choć sama stronię od tak biegunowych stwierdzeń, to tym razem jestem w stanie spojrzeć na nie przychylnie, ale pod jednym warunkiem: że staranie się, o jakim mowa, tyczyć się będzie wychodzenia z szufladek, uwalniania się od definicji nałożonych przez siebie i otoczenie, zrzucania z siebie ciężaru czyichś opinii i ograniczeń.

Wtedy, któż to wie… może i faktycznie wszystko jest możliwe?

Nawet nauka 4-letniego programu matematyki z liceum w jeden tydzień :-)

Tym razem wolę pozostawić temat otwartym. Ciekawa jestem, co Ty o tym sądzisz? Czy masz czasami przeczucie, że możesz dokonać czegoś pozornie niemożliwego?

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.