Kiedy wiedza o Wysokiej Wrażliwości leczy, a kiedy kaleczy. Niezbędnik dla wrażliwców

Kiedy wlałam gorącą zupę pieczarkową do plastikowego kielicha mojego blendera, szybko dowiedziałam się, że to nie był dobry pomysł. Wyniosłam z tego doświadczenia wiedzę, która pomogła mi uratować wiele innych urządzeń kuchennych.

Kiedy wpadła mi do rąk pierwsza książka o czymś takim jak Wysoka Wrażliwość, wiedza po raz kolejny bardzo mi pomogła. Pozwoliła lepiej zrozumieć siebie oraz innych.

Wniosek numer jeden: wiedza pomaga.

Nieważne o czym, im więcej wiesz, im więcej rozumiesz, tym Twoje życie staje się lepsze.

Przeważnie.

Wytrzymałość plastiku na wysokie temperatury to względnie prosta sprawa, wykorzystanie tej wiedzy nie wymaga zbędnego wysiłku. Po prostu czekasz, aż zupa trochę przestygnie. (Emilko!!)

Jednak korzystanie z wiedzy w temacie o wiele bardziej złożonym, jakim jest wysoka wrażliwość, nieco się komplikuje. A na skomplikowanym gruncie błędy myślowe, pułapki i nieporozumienia wyrastają jak grzybki po deszczu.

Wniosek numer dwa: czasem wiedza na temat WWO pomaga i leczy, a niekiedy blokuje rozwój i kaleczy.

Jak odróżnić jedno od drugiego?

Kiedy wiedza o wrażliwości bardzo pomaga

Jako pilna studentka wiedzy na temat wrażliwości robisz postępy. Uczysz się więc i poprawiasz jakość swojego życia. Wiedza zamienia się w zdrowsze nawyki i nowe umiejętności, na przykład w takie, jak poniżej:

  1. Zaczynasz o siebie dbać

    Z wrażliwą skórą, wrażliwym żołądkiem czy wrażliwym układem nerwowym sprawa ma się następująco: żeby dobrze funkcjonowały – trzeba o nie odpowiednio zadbać, a nie puszczać samopas.

    Nie jest to egoizm, tylko pilnowanie swojego zdrowia fizycznego i psychicznego. A liczy się w sumie wszystko, od rezygnacji z alkoholu czy kawy po rezygnację z wyjścia na zabawę Sylwestrową, która co rok jest dla Ciebie katorgą.

    Tak wykorzystana wiedza pomaga podbudować energetyczne zapasy. Dlatego nauka dbania o siebie to absolutna podstawa, oraz pilna i obowiązkowa praca domowa każdego wrażliwca (a i nie wrażliwca też).

    Tu masz mini-biblioteczkę do uzupełnienia, w razie jakbyś jeszcze nie czytała:

  2. Regulujesz własny poziom pobudzenia

    A raczej zdajesz sobie sprawę, że w ogóle należałoby zacząć to robić. Bo naczelną cechą WWO jest trudność w radzeniu sobie ze stymulacją. Hałas, światło, kofeina, niewyspanie, czy wzruszający film wpływają na Twoje samopoczucie, myśli, emocje i decyzje.

    Ok, wiedza o WWO pomaga Ci przejąć kontrolę nad bodźcami. Może, nie wszystkimi, ale nawet najmniejsze zmiany (pół godziny snu dłużej, albo okulary przeciwsłoneczne) potrafią przynieść odczuwalną poprawę.

    W tym przypadku wiedza dużo zmienia, bo uczy Cię, jak aktywnie wpływać na poziom własnego pobudzenia. Wrażliwiec, który nie posiada wiedzy, jak sobie pomagać, a taki, który świadomie reguluje własny poziom pobudzenia, to dwie ZUPEŁNIE inne bajki.

  3. Zaczynasz być bardziej lojalna względem własnej natury

    Jak powiedziała Susan Cain – co prawda o introwertykach, ale myślę, że jest to tak samo prawdziwe w przypadku wrażliwców: „sekret to postawić siebie w odpowiednim świetle. Dla niektórych to światło reflektorów na Broadway’u, a dla innych lampka na biurku”.

    Bardzo dużą pomocą okazuje się wiedza, która uczy mówić: „ja wolę spokojnie, powoli i delikatnie”, i nie krytykować siebie za mniej popularne wybory, albo za bycie człowiekiem gorszej kategorii. Im więcej zrozumienia własnej wrażliwej natury, tym więcej wyrozumiałości do siebie.

  4. Częściej prosisz o pomoc

    A wrażliwcy tego nie lubią. Nie proszą o pomoc, bo są świadomi, że inni też mają swoje własne zmartwienia, a poza tym noszą w sobie przekonanie, że ze wszystkim powinni sobie radzić sami.

    I to jest duży błąd. Samodzielność samodzielnością, ale proszenie o pomoc to przejaw zdrowia psychicznego, który daje wiele korzyści i to nie tylko Tobie. Dlatego wiedza która uczy Cię jak otrzymywać – pomaga, sięgnij po nią.

    Innym powodem, dla którego wrażliwcy nie lubią prosić o pomoc, mogą być nieprzyjemne doświadczenia z przeszłości. “Raz się na kimś bardzo zawiodłam, więc jak mogę kiedykolwiek kogokolwiek jeszcze prosić o pomoc?” – myślą. Tu też wkrada się błąd myślowy polegający na nierozróżnianiu prośby od żądania.

    Jeśli istnieje tylko jedna poprawna odpowiedź na Twoją prośbę, i musi być nią „tak”, to znaczy, że nikogo o nic nie prosisz, a wysuwasz żądanie. Zaś kiedy prosisz (a nie żądasz) kogoś o wsparcie albo pomoc, to druga strona ma pełne prawo do odmowy. I kiedy sięga po to prawo, to nie oznacza, że chce Ci wbić nóż w plecy, po prostu zależy jej na załatwieniu swoich spraw, zrobieniu zakupów albo remontu łazienki.

    Natomiast mając świadomość swojej wrażliwości i tym, że zrobi Ci się smutno, przykro, ciężko, kiedy usłyszysz „nie” – wracasz do punktu pierwszego mojej listy i uruchamiasz niezbędną autoempatię, która w tym momencie może wyglądać jak chusteczki higieniczne, pamiętnik, rozmowa z kimś zaufanym albo medytacja.

  5. Ćwiczysz prostą i bezpośrednią komunikację

    Bardzo pomocna umiejętność. Dzięki dokształcaniu się na temat własnej wrażliwości, coraz częściej przekonujesz się o tej niespodziewanej prawdzie: inni nie domyślają się, o co Ci chodzi. I wcale nie robią Ci na złość – po prostu nie potrafią czytać w myślach.

    Przyjmij tę tezę na dobry początek i korzystaj z wiedzy, która uczy otwartego zdrowego porozumiewania się z drugą osobą. Bardzo pomocne i bardzo potrzebne wrażliwcom.

Tak wykorzystywana wiedza na temat własnej wrażliwości pomaga. Leczy i koi wrażliwe układy nerwowe. Taka wiedza nie zawsze jest przyjemna, albo komfortowa, często wymaga od wrażliwca elastyczności myślenia i rozwojowej postawy, ale tylko po to, żeby pomóc.

Kiedy wiedza o wrażliwości zaczyna szkodzić

Jest i też ta ciemniejsza strona wiedzy na temat wysokiej wrażliwości, która krąży szeroko po internecie i umysłach wrażliwców. Te rzeczy nie pomagają. Sprawiają, że zamiast iść do przodu, jak w przykładach powyżej, niepotrzebnie blokujesz swój rozwój.

  1. Wszystko tłumaczysz swoją wrażliwością 

    • Mam kiepski dzień – to przez moją wrażliwość.
    • Nie mam przyjaciół i czuję się taka samotna – to przez moją wrażliwość.
    • Nie ukończyłam studiów – to przez moją wrażliwość.
    • Nie umiem się dogadać z partnerem – to przez moją wrażliwość.
    • Nieśmiałość mnie paraliżuje – to przez moją wrażliwość.
    • Nie zrealizowałam żadnego z moich życiowych marzeń – to przez moją wrażliwość.

    Jeśli przyłapałaś kiedyś siebie na takim myśleniu, wiedz, że jest ono zbyt proste, żeby było prawdziwe. Bo ludzie to nie są proste istoty, których całe istnienie można wytłumaczyć za pomocą jednej rzeczy, jednej cechy, jednego wydarzenia.

    A może wcale nie jesteś tak wrażliwa, jak to sobie przypisujesz? Być może mniej chodzi o wrażliwość, a bardziej o lęki, niezaleczone traumy z przeszłości, brak samoakceptacji, umiejętności wyznaczania granic, czy asertywności?

    A być może chodzi o wszystko po trochu.

    Nie zawsze należy tłumaczyć każdą Twoją okoliczności życiowej wrażliwością. To ten moment, w którym wiedza o WWO potrafi zaszkodzić, bo blokuje Twój dalszy rozwój.

    Kiedy tłumaczysz swój problem wrażliwością, tym samym przestajesz szukać rozwiązania. Bo wydaje Ci się, że już je znalazłaś. Czasami jednak to tylko złudzenie. Problem jak był, tak i pozostał, tylko że teraz go nie widzisz, bo zasłoniłaś go wiedzą o WWO.

    Tak wykorzystywana wiedza nie pomaga. Pomocny kierunek to detronizacja swojej wrażliwości. Weź go koniecznie pod uwagę.

  2. Uważasz, że ludzie wrażliwi to lepszy gatunek

    Często docierają do mnie opinie i informacje, że osoby o wysokiej wrażliwości to zupełnie inny gatunek człowieka, lepszy niż reszta. Że wykazują wręcz ponadludzką intuicję, kreatywność, empatię, umiejętność uczenia się, spostrzegawczość, mądrość i dobre serce.

    Świetnie. Życzę wszystkim nam wrażliwcom dokładnie tego, żebyśmy żyli emanując takimi superlatywami, wtedy świat stanie się lepszym miejscem.

    Nie chcę zaprzeczać mocnym stronom wrażliwców, bo te istnieją. Jednak uważanie się za lepszy i bardziej wyjątkowy gatunek niż osoby mniej wrażliwe, szkodzi. Już nawet nie chodzi mi o to, że całkiem mocno kłóci się z rzekomo nad wyraz rozwiniętą empatią i prowokuje mało empatyczne zachowania wobec innych. Żeby nie powiedzieć, że czasami aż agresywne, lub pasywno-agresywne.

    Sęk jednak w tym, że stawianie siebie ponad resztą ludzi, izoluje Cię od nich. „Tu jest cały świat, a tam jestem ja ze swoją wrażliwością” – taką postawą robisz sobie krzywdę. Twój wrażliwy na krytykę i opinie innych umysł myśli sobie tak: aha, skoro jestem tak daleko oddalona od reszty świata, to znaczy że:

    • nikt mnie nie rozumie,
    • jestem sama,
    • muszę polegać tylko na sobie,
    • inni nie są godni mojego zaufania,
    • inni krzywdzą,
    • nie nadaję się do tego świata,

    (Brzmi trochę znajomo?)

    Jednak jak możesz nie czuć się zdystansowana, kiedy sama pogłębiasz ten dystans? Izolacja pt. „jestem gorsza niż inni”, lub „jestem lepsza niż inni”, to nadal izolacja. Poczekaj trochę dłużej, a możliwe że „cały świat jest daleko ode mnie” przepoczwarzy się w „cały świat jest przeciwko mnie”.

    Niedziwne, że wiele wrażliwych osób zaświadczając o swojej wyjątkowości, wcale nie czują się przy tym wyjątkowo dobrze. Bo niby jak można się z tym dobrze czuć? Daleko temu do spokojnego i zdrowego przekonania o własnej wartości.

  3. Uważasz, że Twoja wrażliwość to kula u nogi i nigdy przez nią nie zaznasz szczęścia

    Spójrzmy prawdzie w oczy:

    • wrażliwość ma swoje wady,
    • brak wrażliwości też ma swoje wady,
    • oraz wszelkie stadia pośrednie między wrażliwym a niewrażliwym tak samo nie są wolne od wad.

    Każdy porusza się po przestrzeni, którą lubi, która daje mu wiele radości oraz po przestrzeni, za którą nie przepada. Każdy. Bez względu na poziom wrażliwości.

    Możliwe że problemy innych nie mają związku z ich poziomem wrażliwości, jednak to nie oznacza, że ich w ogóle nie mają. Ludzie mniej wrażliwi niż Ty nie żyją czystą sielanką. Oni też wiedzą, co znaczy cierpieć, płakać, doznawać przykrości i krzywd.

    Dla jasności – nie mówię Ci: „Spójrz, inni też mają ciężko.” Mówię Ci za to: „Zrób przestrzeń na to, czego nie lubisz, bo plusy i minusy chodzą parami.” I poziom wrażliwości nic tu nie zmienia.

    Wybór nie brzmi: albo będę wrażliwy albo szczęśliwy. Taka opcja nie istnieje. Twój wybór brzmi:

    • albo zaakceptuję to, że plusy i minusy chodzą parami i przygotuję na to przestrzeń umysłową w swojej głowie,

    • albo będę zadręczać siebie do końca życia wymuszaniem na sobie grubej skóry, czyli zmuszaniem siebie do bycia kimś, kim nie jestem.

    Zdecydowanie polecam opcję numer 1.
    Czy jest idealna? Nie.
    Czy jest osiągalna? Tak. W odróżnieniu do opcji numer 2.

Pewnie przemawia przeze mnie naiwność, ale wierzę w to, że wiedza przynosi dobro, czyli pomysły, rozwój, siłę, energię, inspirację, pomocne umiejętności i wiele innych skarbów. I po to ona jest. Do tego służy. Zarówno w przypadku blendowania pieczarkowej na krem jaki i tematu wysokiej wrażliwości.

P.S. Nie piszę tego tekstu z pozycji wszystko wiedzącego i nigdy nie popełniającego błędów wrażliwego ideału. Oj nie. Piszę o tym wszystkim dlatego, że bardzo dobrze to znam. Każdy z punktów przerabiałam, poprawiałam, przemyślałam i opłakałam. I tak to trwa do dziś. Łapię się na nich, i staram się z nich czegoś uczyć, czasami wychodzi lepiej czasami gorzej. Jak to zresztą ze wszystkim.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.