śliwki

Mindfulness, czyli tworzenie własnego szczęścia

Wierzysz w cuda? Bo ja jak najbardziej tak. Właściwie to słowo „wierzę” nie jest do końca trafne – ja po prostu wiem, że cuda się zdarzają. I to bardzo często, widzę je każdego dnia. Co więcej, uważam, że są w zasięgu ręki każdego z nas. Jeśli chcesz, mogę Cię skontaktować z tym cudotwórcą. Wiarygodne źródło, możesz mu całkowicie zaufać. To ktoś, kto sprawi, że:

  • poczujesz się zdrowsza;

  • będziesz mieć więcej energii;

  • poprawi Ci się nastrój;

  • zaczniesz pozytywniej patrzeć na świat;

  • Twoje poczucie własnej wartości wzrośnie;

  • staniesz się swoim najlepszym przyjacielem.

Brzmi troszkę jak z okładki pseudo-psychologicznego poradnika? To dlatego, bo nie wierzysz, że taki cudotwórca w ogóle istnieje. Przyznaję, że Twoja podejrzliwość jest dobrze uzasadniona.

Mogę Cię jednak zapewnić, że ten cudotwórca nie tylko istnieje, ale codziennie go widujesz – w lustrze.

Badania dowodzą, że 90% z nas, pod wpływem zdrowszych wyborów stylu życia, może żyć przynajmniej 90 lat. To oznacza, że cuda naprawdę mogą zdarzać się codziennie, a trudność wcale nie polega na ich tworzeniu, ale dostrzeganiu. Wystarczy wiedza i praktyka, a staniesz się prawdziwym cudotwórcą.

Nadal wątpisz? Planuję rozpocząć serię wpisów przedstawiających dowody na to, że Ty jesteś swoim osobistym cudotwórcą. A oto pierwszy z nich:

Tworzenie własnego szczęścia:

Przez 47% czasu naszego życia bujamy w obłokach. Myślimy o niebieskich migdałach, błądzimy myślami, nie kontrolując ich i dając im całkowitą swobodę. Szeroko zakrojone badania Matt’a Killingsworth’a dowodzą jednoznacznie, że błądzący umysł to nieszczęśliwy umysł. Dzieje się tak dlatego, że wypuszczone na wolność myśli kierują się ku pesymistycznym wizjom. Piszą czarne scenariusze o tym, co było, jest i będzie. A my bierzemy je za dobrą monetę i zaczynamy wierzyć, że faktycznie świat jest pełen niebezpieczeństw, wad i bez perspektyw na poprawę.

Biorąc pod uwagę, że to aż 47%, można się przerazić. Ale! można też bardzo się ucieszyć. Z czego? Bo z drugiej strony, 47% to proporcja, która może zależeć jedynie od Ciebie. Za pomocą pewnego narzędzia możesz nauczyć się zapobiegać błądzeniu swojego umysłu i zamienić czarne wizje i fantazje na obecność tu i teraz. Każdy z nas może po nie sięgnąć. To nic nie kosztuje, nie potrzebujesz do tego ani specjalnego sprzętu, stroju, ani karty członkowskiej.

A tym narzędziem jest: mindfulness, czyli umiejętność kierowania swojej uwagi jedynie na to, co dzieje się w tej chwili. I na nic innego.

Owo coś innego będzie właśnie bujaniem w obłokach. A zatem, dzięki uważności żyjemy tym, co dzieje się tu i teraz. Co ciekawe – koncentrując uwagę na chwili obecnej, nawet jeśli jest trudna, smutna czy straszna, to Twoje poczucie szczęścia i tak będzie większe, niż gdybyś myślała o niebieskich migdałach.

Nie masz ochoty na mindfulness? Nie jesteś przekonana, że to cokolwiek da? Nie wierz mi na słowo. Spróbuj sama. Zacznij od jednej minuty. W ciszy, lub podczas zwyczajowych zajęć, np. jedzenia, sprzątania czy prowadzenia samochodu. Przez całą minutę żyj jedynie od sekundy do sekundy, zanurz się w teraźniejszości i postaraj się nie wplątywać w lepką pajęczynę swoich myśli. To oczywiście wymaga wprawy. Ale na inwestycję w trening, który trwa 1 czy nawet 5 minut dziennie stać każdego. Bez wyjątków.

I gdzie tu cud? – zapytasz. Otóż w bardzo licznych korzyściach wypływających z krótszych lub dłuższych sesji mindfulness:

  • jesteś spokojniejsza i lepiej reagujesz na trudności;

  • poprawia Ci się nastrój;

  • budujesz odporność na stres i wszelkie stresujące sytuacje;

  • lepiej sypiasz;

  • łagodzisz stany zapalne w swoim ciele;

  • odnosisz wrażenie, że masz więcej czasu, niż Ci się wcześniej wydawało;

  • więcej zauważasz;

  • dostrzegasz więcej powodów do zadowolenia;

  • czujesz się lepiej sama ze sobą.

Te i wiele innych punktów to kolejne cuda, które mogą się zadziać za Twoją sprawą na Twoich oczach. Każde z nich jest warte, by dać uważności szansę.

Ale największy cud zachowałam na koniec. Kierując swoją uwagą, ćwicząc ją, trenując jak mięsień, dosłownie zmieniasz strukturę i funkcjonowanie swojego mózgu. Nawet jeśli jego „ustawienia fabryczne“ to pesymizm i stały brak zadowolenia ze swojego życia, to poprzez trening uważności, możesz tą zależność odwrócić i dosłownie wypracować w sobie mózg szczęśliwca.

Kierowca taksówki w Nowym Jorku ma o wiele lepiej wytrenowane ośrodki odpowiedzialne za orientację w przestrzeni ode mnie. I nieważne, czy taki się urodził – jego praca wyćwiczyła w nim umiejętności planowania trasy i orientowania się w terenie. Na podobnej zasadzie, jeśli będziesz ćwiczyć uważność, tym bardziej wytrenujesz w sobie umysł który dostrzega pozytywy, nie zamartwia się na zapas, potrafi ukoić swoje nerwy i żyje w spokoju, czyli umysł osoby szczęśliwej.

Jeden prosty przykład:

  • Nie stajesz się cudotwórcą, gdy jedząc obiad myślisz:

    „Całkiem mi to leczo wyszło. Dziwne, myślałam, że mi się nie uda. Czemu ja tak ciągle wątpię w siebie? To jasne, jak porównam się do swojej siostry, to zawsze wypadam gorzej. Tak było zawsze, kiedy mama i tata faworyzowali ją. Eh, nie mam teraz czasu na te sprawy, muszę szybko kończyć. Co to ja jeszcze mam dziś do zrobienia, chmm… Może jeszcze do sklepu skoczę, chleba nie ma na śniadanie…” – i myśli płyną, a raczej rozlewają się jak rzeka po kilku dniowym deszczu.

  • Stajesz się cudotwórcą jedząc obiad myślisz:

    „Pyszne! Poprzez sam zapach wyczuwam paprykę, słodką woń cebulki i świeżość pomidorów. Ale piękny zapach. Mmm… Zanim wezmę pierwszy kęs do buzi zatrzymam się na chwilę przy zapachu. Naprawdę zachęcający. Delikatne kawałki cukinii rozpuszczają się w ustach. Czuję wszystkie warzywa osobno, ale zdążyły też stworzyć swój wspólny smak. Wspaniałe i zdrowe!”

Pozornie drobne decyzje kumulują się w ciągu dnia, miesiąca czy roku. To prawdziwy cud – za sprawą pojedynczych drobnych wyborów zmienić działanie swojego mózgu.