Nie sięgaj po wiele, kiedy niewiele wystarczy - o tym, czego warto pozbyć się ze swojego ekwipunku

Nie sięgaj po wiele, kiedy niewiele wystarczy – o tym, czego warto pozbyć się ze swojego ekwipunku

Kiedy Bill Bryson postanowił, że przejdzie o własnych siłach cały Szlak Appalachów, ponad 3,5-tysięczną pieszą trasę turystyczną, wiedział, że decyduje się na nie lada wyzwanie. Z tego powodu, już na wiele miesięcy wcześniej, zaczął profesjonalnie przygotowywać się do wyprawy. Na początek przeczytał sporo przewodników i poradników o tym, w jaki sposób zaplanować marszrutę, jak obozować, gotować w lesie i nie dać się zjeść niedźwiedziom. Poświęcił też wiele uwagi temu, w jaki sposób spakować swój dobytek, który przecież przez cały czas musiał nosić przy sobie. Jak sam stwierdził: „Przejść 3,5 tysiąca kilometrów to jedno, ale przejść 3,5 tysiąca kilometrów z szafą na plecach, to już inna kwestia“.

Wybrawszy się do sklepu ze sprzętem turystycznym, on i jego portfel przeżyli ogromny szok, kiedy sprzedawca przedstawił mu ogrom „jakże niezbędnego“ ekwipunku, bez którego nawet nie ma co zaczynać swojej wędrówki. Zakupił więc: namiot, samonadmuchujący się materac, garnki turystyczne, plastikowe naczynia, filtr do wody, śpiwór, linki bungee, wodoodporne zapałki, breloczek z kompasem i termometrem, latarkę na czoło, mnóstwo sportowych ubrań, ogromny nóż do zabijania niedźwiedzi, zestaw ratunkowy po ukąszeniu węża. I jak to sam skwitował: „Wiele innych, niepotrzebnych, za drogich i proszących się o wyśmianie rzeczy.“ Tę obserwację poczynił jeszcze w zaciszu swojego ciepłego domu, ale już całkiem niedługo, na szlaku, potwierdził swoje własne słowa. Kiedy to najzwyczajniej pozbył się części rzeczy, które okazały się nie tylko mało przydatne, ale wręcz potrzebne jak dziura w moście.

Tylko pomyśl, ile to już razy wybrałaś się na swoją wędrówkę z pokaźnym wyposażeniem, bo przecież wszystko może się przydać, by po pewnym czasie przekonać się, że wcale nie jest Ci to niezbędne, ani przydatne.

Przy długiej wędrówce – a taki dystans mają nasze przecięte zmagania – każdy zbędny gram jaki dźwigasz na sobie, odczuwasz jako kilogram. Dlatego, tak jak zapalony piechur, w pewnym momencie najlepiej wyrzucić to, co zaczyna jedynie ciążyć.

A oto kilka artykułów, całkiem zbędnego sprzętu turystycznego w moich długodystansowych wędrówkach. Sukcesywnie zrzucam je ze swoich barków, dzięki czemu lżej mi się podróżuje:

  • 1. Niestworzone historie

    Nie słucham wszystkich historii, jakie opowiada mi mój umysł. Wiem dobrze, że nie zawsze ma coś mądrego do przekazania. Niektóre historie, które mi opowiada o innych ludziach, a także o mnie, mogą być niebezpieczne. Dlatego nie wierzę w nie wszystkie. Weryfikuję je i poddaje testom prawdy.

  • 2. Zdolności telepatyczne

    To, że wymyśliłam sobie „niezbity” dowód na to, że ktoś zrobił mi na złość, że ma złe intencje – tak naprawdę niewiele znaczy. To kolejna historia, którą ułożył sobie mój umysł najczęściej na podstawie jedynie skrawków informacji. To, że ktoś zrobił kwaśną minę, nie oznacza od razu, że ma złe intencje. Równie dobrze mógł go zaboleć palec u nogi. A tym bardziej możliwe jest, że ma swoje problemy, swoje przeżycia i swoje powody do kwaśnych min, o których mi nic nie wiadomo i nie są ze mną w ogóle związane.

  • 3. Branie wszystkiego osobiście

    Moja opinia na jakiś temat ujawnia najwięcej informacji o mnie. Twoja opinia na ten sam temat ujawni najwięcej informacji o Tobie. Dlatego nie można brać wszystkich słów – zwłaszcza na własny temat – do siebie. Czyjaś opinia to nie Twój, a jego interes.

  • 4. Dyktatura strachu

    Kiedyś to, że się czegoś bałam, było wystarczającym powodem, żeby zrezygnować. Dziś negocjuję z własnym strachem. Nie chcę oddać mu dowodzenia.

  • 5. Wyimaginowana przyszłość

    W której zawsze świeci słońce, nigdy w siebie nie wątpię, zawsze się uśmiecham i jestem bezgranicznie szczęśliwa. To mit i iluzja. Nie wierzę i nie dążę do takiej wizji przyszłości. Bo wiem, że przez całe życie będę miała współlokatorów w głowie, którzy sami się wprosili i w dodatku robią dużo bałaganu: wątpliwości, negatywne myśli, strach. One zawsze będą, a jeśli wydaje mi się, że kiedyś nastanie ten cudowny dzień, gdy w końcu znikną z mojego życia – to opowiadam sobie bajki.

  • 6. Plotki

    Plotki rodzą się i rosną na czyjejś krzywdzie, nie chcę być jednym z takich hodowców. Oczywiście, rozmawiam o wszystkim, ale nie wtedy, kiedy taka rozmowa ma jedynie oczernić kogoś, a mnie postawić na piedestale ideału – w dodatku przy nieobecności tej osoby.

  • 7. Marudzenie dla sportu

    Narzekanie to jak podrzucanie sobie nawzajem brudnej chusteczki, nikt jej nie chce, tylko roznosi zarazki i rozkłada wszystkich po kolei na łopatki. Ja jej do ręki nie biorę.

  • 8. Newsy

    Nie potrzebuję informacji na temat wypadków, przekrętów, skandali. Taka wiedza została specjalnie wyselekcjonowana, by zwracać uwagę najniższym z możliwych sposobów – wzbudzając strach, wpuszczając poczucie zagrożenia, i nie ma nic wspólnego z chęcią przekazania wartościowej informacji. Nie chcę w tym uczestniczyć – wyrzucam to ze swojego plecaka.

  • 9. Przeklinanie

    Szanuj swoje słowo – to zasada, której się trzymam. To. co wypowiadam, najpierw rodzi się i przebywa we mnie. Nie chcę, żeby wulgarność mieszkała we mnie. Ani ja, ani świat tego nie potrzebuje.

  • 10. Perfekcyjność

    Pomimo że staram się jak mogę, to popełniam błędy i potykam się. Ale są dni, kiedy nie staram się jak mogę, bo po prostu mam ochotę schować się do przytulnej norki i przezimować w niej jeden dzień. Mam do tego prawo, a perfekcyjność mi tego zakazuje. Dlatego ona też musi wyskoczyć z plecaka.

Ufff.. od razu lżej. :-)

A Ty? Co wyrzucisz ze swojego ekwipunku, który nosisz na plecach?

Wsparcie:

  • Bill Bryson – A Walk in the Woods: Rediscovering America on the Appalachian Trail

3 komentarzy:
  1. mjkl
    mjkl says:

    Historia którą przytoczyłaś na początku przypomina mi nieco historię Cheryl Strayed opowiedzianą w książce, a później wspaniałym filmie “Dzika Droga”. Ona w trakcie swojej oczyszczającej wędrówki powoli odchudzała swój plecak (dosłownie i nie) ze zbędnych rzeczy i emocji, a później przewartoświowała swoje życie i zaczęła od nowa. To moja ulubiona historia, bardzo mi bliska.

    Ja z kolei chętnie bym czymś napełnił mój plecak, bo czegoś w nim notorycznie brakuje. To co mogłem już wyrzuciłem, resztę wyrzucę wkrótce. Ale wtedy zostanie nie dopakowany. Podróżowanie ze zbyt lekkim plecakiem też nie jest komfortowe. :)

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      To historię Cheryl Strayed polecasz, jak się domyślam? W pewnym momencie jej książka wpadła mi w ręce, ale jeszcze się przy niej nie zatrzymałam. Co zapewne niedługo uczynię.

      A co do plecaka – Jasne, oczywiście, że zawsze coś można do niego dołożyć. Tak nawet będzie lepiej. Zwłaszcza, że po pozbyciu się niektórych zbędnych ciężarów zwolniło się miejsce. Myślę, że na tym cała podróż polega, wyrzucanie i dokładanie. A jaka z tym zabawa!… ;-)

      Odpowiedz
      • mjkl
        mjkl says:

        Polecam zdecydowanie! Książki niestety nie czytałem i już raczej nie przeczytam, ponieważ chcę zachować w głowie obrazy z filmu. :) Dla mnie inspirujące w pewien sposób.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.