Nie wierz w każde słowo, które przyjdzie Ci do głowy

Nie wierz w każde słowo, które przyjdzie Ci do głowy

Czterech mnichów postanowiło, że będą medytować przez dwa tygodnie w kompletnej ciszy. Pod koniec pierwszego dnia, świeczka, wokół której się zgromadzili, zaczęła gasnąć.
„A niech to! Świeczka gaśnie!” – zauważył pierwszy mnich.
„Czy nie powinniśmy zachować milczenia?” – zapytał drugi.
„Mieliśmy nic nie mówić!” – zdenerwował się trzeci. Na co czwarty z wielkim zadowoleniem – „Ha! Ha! Z nas wszystkich tylko mnie udało się zachować milczenie!”

Ot i pomilczeli! :-)

Trochę to jednak dziwne – bo przecież milczenie nie wymaga żadnego wysiłku i nie zużywa energii – dlaczego więc tak niewielu to potrafi?

Zupełnie inaczej jest z mówieniem – tutaj trzeba wykonać trochę pracy: najpierw pomyśleć, następnie ubrać to w słowa, by na koniec poruszać aparatem gębowym, jednocześnie zaganiając do roboty struny głosowe.

A jednak łatwiej jest mówić niż milczeć – nawet, jeśli nic szczególnego do powiedzenia nie mamy.

Słowo to narzędzie

Kiedy bierzesz do ręki nóż albo siekierę, to przeważnie z konkretnym zamiarem. Najpierw, jeśli trzeba, ostrzysz, potem siekasz, kroisz, piłujesz, rąbiesz, a po skończonej pracy ostrożnie odkładasz na miejsce.

Tymczasem ze słowem nie zwykliśmy obchodzić się na tyle ostrożnie. A dlaczego? Bo nie zawsze wiemy, co chcemy uzyskać, kiedy po nie sięgamy.

Podobnie jak ostre narzędzie – Twoje słowa też mają moc. Możesz coś zbudować, ale też i zniszczyć. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie, wszystkie słowa, jakie wypowiadasz, coś tworzą i produkują jakiś efekt. A jaki? – To już zależy od tego, jak długo zastanawiałeś się nad ich doborem.

Miguel de Cervantes ponoć skwitował to tak: „Mówić – nie myśląc, to tak jak strzelać – nie celując.“ Trochę na oślep, nie wiadomo bliżej po co i dlaczego, oby tylko wypalić. W ogóle nie zastanawiamy się, że możemy kogoś postrzelić, a nawet trafić samego siebie – rykoszetem.

Narzędzie bez instrukcji obsługi

„Opanuj swoje słowa, albo one opanują Ciebie“ – gdzieś kiedyś przeczytałam. I choć to powiedzenie troszkę straszy, to ma w sobie ziarno prawdy. Bo skoro słowa to narzędzia, to czy ktokolwiek przeczytał jego instrukcję obsługi? Śmiem twierdzić, że rzadko :-) A szczególnie w odniesieniu do pewnego konkretnego typu słów – niewypowiedzianych na głos myśli. One podróżują z prędkością światła i podobnie szybko wyciągają wnioski i ferują wyroki.

  • „On mnie nie kocha.”

  • „Zrobiła mi na złość.”

  • „Mi się nie uda.”

I już – pomyślane, ułożone i nazwane. W takim kształcie to już musi być prawda, dlaczego więc jej nie wierzyć?

Warto jednak pamiętać, że póki co, ona nie jest niczym innym, poza słowami, które urodziły się w Twojej głowie. I bardzo możliwe, że nigdy nie zostaną wypowiedziane, natomiast Ty już teraz bierzesz je za pewnik.

Podważaj własne słowo

Gdybyś tak usiadł i starannie spisał swoje myśli, to zobaczyłbyś czarno na białym, jak chaotyczne to stworzenia. Skaczą z tematu na temat, wyginają fakty i mają spory problem z rozróżnieniem tego, co prawdziwe z tym, co fantazyjne. Nawet jeśli brzmią w Twojej głowie jak stanowcza prawda, to nadal są jedynie myślami ubranymi w słowa.

Twój mózg to maszynka do produkowania słów niczym z taśmy produkcyjnej. I jasne – możesz się złościć na własne myśli i prędkość z jaką płyną. Ale na szczęście istnieje bardziej konstruktywne podejście do tej sytuacji.

Warto nauczyć się myśli podważać i nie wierzyć we wszystko co przekazują. Dopuścić do siebie możliwość, że czasami słowa w Twojej głowie, lub na ustach, tak po prostu pojawiają się. Nieproszone, nie wiadomo w jakim celu, a właściwie to nawet nie wiadomo skąd.

Słowa wystrzelone bez celownika

Na dowód tego, jak słowa potrafią mało znaczyć, przygotowałam dla Ciebie humorystyczny akcencik. Dlaczego akurat taki – potem wyjaśnię. W ostatnich kilku tygodniach zbierałam te wszystkie wypowiedzi dosłownie na ulicy. Zasłyszane w tramwaju, autobusie, sklepie, poczekalni, szatni, u fryzjera i w innych miejscach. Nadstawiałam uszu i oto efekt – przestawiam listę słów, które zostały wystrzelone, bez celownika.

(Czytając je, może Ci przyjść do głowy podejrzenie, że sama je nawymyślałam. Ale uwierz mi, proszę, nie są mojego autorstwa. Spisywałam je od razu po usłyszeniu, na świeżo, żeby niczego nie przekręcić.)

No dobra, no to lecimy:

  • „Chcesz może herbatkę malinową? Bardzo dobra, wcale nie czuć malin.“

  • „A ty gdzie?“
    „Wysiadamy przecież“
    „Czy ciebie bóg opuścił? (W tramwaju)

  • „Byłam wczoraj u dentysty, tak fajnie było, no mówię ci. Ależ odpoczęłam na tym krześle“
    „I nic a nic nie bolało?“
    „Bolało.“

  • „Chciałam się umówić do lekarza na dziś.“
    „Pani Kowalska, pracuję tu 25 lat, niech pani mi powie, dlaczego pani choruje zawsze w poniedziałki rano? Dlaczego na przykład nie we czwartki, albo piątki?“
    „A, bo ja akurat lubię w poniedziałki…“

  • „Ja do dychy, a dycha dyla.“ (przy większym wietrze, kiedy wręczyłam pani z kiosku 10zł)

  • „Byłem wszędzie, tylko nie tam gdzie trzeba.“

  • „Mam drobniaki i nie zawaham się ich użyć!“ (Klient na prośbę kasjerki czy ma jakieś drobne.)

  • „Jeszcze zdjęcie do paszportu muszę zrobić. Ale to żaden problem, ubiorę się ładnie, pójdę do fryzjera, zetnę włosy, wymodelują mi, pójdę do fotografa, zrobi mi zdjęcie i już. Żaden problem.“

  • „Ile za bilet?“
    „10zł“
    „Uuuu…“
    „Co, drogo?“
    „Tanio!“
    „Aaaaa! To 15.“

  • „To jest to samo tylko, że inne.“

Już tłumaczę, po co to wszystko: specjalnie nie podałam przykładów negatywnych, wulgarnych czy mocno pesymistycznych. Wybrałam tylko te lekkie i niewinne. Uznałam, że nie ma sensu dolewać oliwy do ognia. A skoro o te lżejsze przykłady wcale nie tak trudno, to można sobie jedynie wyobrażać, że te cięższe mnożą się o wiele szybciej, jako że straszenie siebie, narzekanie i czarnowidztwo przychodzi nam jeszcze łatwiej.

Wiadomo – kilka wesołych słów, od czasu do czasu, nigdy nikomu nie zaszkodziło – wręcz przeciwnie, jak najbardziej są nam potrzebne. Jednak – jeśli znasz takie osoby, od których możesz usłyszeć jedynie same farmazony, lub co gorsza – negatywne wieszczenia najgorszych scenariuszy, to z czasem może to stać się mocno niekorzystne – zarówno dla „zaklinacza“, jak i dla jego otoczenia.

A żeby nie śmiać się z ludzi, ale z ludźmi, (a to wielka różnica), czas na moje własne dziwolągi językowe. Oto, co udało mi się powiedzieć bez większego zastanowienia:

  • „Teraz to lepiej brzmi optycznie. Tak, tak.“ (przy pracy nad kolejnym z postów na Wonder and Ponder)

  • „Skurczu dostałam od tego myślenia.“

  • „Jestem mile zadowolona.“

  • „Myślałam, że ta książka mnie porwie, ale to chyba ja ją porwę.“

Jak widać, niekiedy faktycznie mówienie jest srebrem, a milczenie złotem. :-) Może takie dwa tygodnie w zupełnej ciszy wcale by nam wszystkim nie zaszkodziły? (Tylko nie w takiej ciszy jak u mnichów.) Wedle zasady: Słuchaj sto razy. Pomyśl tysiąc razy. Powiedz raz.

A Ty? Może też podsłuchałeś coś śmiesznego od innych lub od siebie? :-)

1 komentuj

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.