O tych 5 sprawach nie możesz zapomnieć, jeśli chcesz się rozwijać (i nie walnąć głową w mur)

Po dwóch dniach to przestaje działać!!!

Wszystko pięknie ładnie, zgadzam się i rozumiem, tylko że… po dwóch dniach wszystko się ulatnia! Ta cała praca nad sobą, wiedza, mądre słowa. Wyparowują. I muszę zaczynać od nowa.

  • Założę się, że zabrzmiało znajomo, co? To pierwszy i najczęstszy zarzut, jaki słyszę na temat rozwoju osobistego.

Jeśli też cierpisz na „syndrom dwóch dni” (a przypuszczam że tak) to powiem Ci tylko jedno: z całego serca Ci gratuluję! Bo dwa dni to świetny wynik!

Pracuj nad sobą tak, jak myjesz zęby, czyli codziennie

Tak jest, dobrze przeczytałaś, 48 względnie pozytywnych, dobrych, spokojnych, godzin pod rząd – to fantastyczny wynik!

Tylko pomyśl, gdyby od ostatniego razu, kiedy cokolwiek zjadłaś, minęło 48 godzin (mam nadzieję że tak nie jest), nie miałabyś do siebie i do świata pretensji, że burczy Ci w brzuchu.

Gdyby od ostatniego razu, kiedy wzięłaś prysznic, minęło 48 godzin (mam nadzieję, że tak nie jest), nie dziwiłoby Cię to, że ludzie w autobusie odsuwają się od Ciebie.

Praca nad sobą w dużej mierze przypomina jedzenie, picie albo mycie zębów. Powtarzasz te czynności codziennie, bo chcesz żeby przyniosły efekty. Mycie zębów nie działa, jeśli robisz to raz w tygodniu albo rzadziej. Podobnie jest z rozwojem osobistym.

O tym zapominamy najczęściej. I przez to cierpimy najczęściej (zupełnie niepotrzebnie).

I chcę, żebyś zwróciła uwagę na słowo klucz – zapominamy. Jak więc uleczyć to całe zło? – Przypominać sobie!. W kółko i bez końca.

Stąd dziś przygotowałam dla Ciebie bardzo ważną listę niezapominajek. Pamiętaj o nich, jeśli chcesz żyć spokojniej, myśleć pozytywniej i lubić siebie trochę bardziej:

  1. Trenuj codziennie

    Jeśli dokładnie przyjrzysz się linii ciągłej, to przekonasz się, że składają się na nią tysiące kropek. I jeśli dokładnie przyjrzysz się swojemu szczęściu, to zobaczysz tysiące drobnych decyzji.

    Sprint już znasz – umiesz postawić kilka kropek obok siebie i rysować dwudniowe kawałeczki szczęścia. Świetnie. Teraz (co niedziwne) masz chrapkę na maraton. Naturalne więc, że musisz więcej trenować – nie co dwa dni, ale codziennie, w każdym możliwym momencie. Dosłownie tu i teraz.

  2. Pilnuj swego umysłu, bo pójdzie na łatwiznę

    W 21 wieku zdecydowanie łatwiej mieć nadwagę niż zdrową i powabną sylwetkę. Podobnie o wiele łatwiej jest nie akceptować siebie, skupiać się na swoich wadach, zaliczać doła co dwa dni, niż cieszyć się szczęściem. Zbędne kilogramy i negatywne myśli zjawiają się same. Natomiast na pozytywne myślenie i zgrabną sylwetkę musisz zapracować.

    Skąd taka niesprawiedliwość? Główny podejrzany siedzi cichutko pod Twoją czaszką. Ludzki mózg to niesłychanie energochłonna machina. Pożera najwięcej energii ze wszystkich organów. Stanowi mniej niż 2% Twojej wagi, a skubaniec potrzebuje około 20% wszystkich Twoich zasobów! Inaczej mówiąc zajmuje 1/50 ciała a pochłania 1/5 energii!! To naprawdę dużo.

    O czym to świadczy? O tym, że potrzebuje tak dużych ilości energii, bo haruje jak wół, dzień czy noc, święto czy nie. Myśli, kalkuluje, kombinuje, czuje, planuje, pamięta, czyta teksty na Wonder and Ponder (o! – tu biedaczek nie ma lekko). Więc kiedy tylko trafi mu się okazja na przerwę – korzysta z niej ochoczo. A nazywając rzecz po imieniu – idzie na łatwiznę, kiedy tylko może.

    I kiedy Ty doglądasz go mniej więcej co dwa dni, on w tym czasie chętnie zbacza na ścieżkę najmniejszego oporu i robi to, co przychodzi mu najłatwiej – skupia się na niebezpieczeństwach, zamartwia przyszłością i ugina pokusom (czyt. słodyczom).

    Dlatego pilnuj go o wiele częściej niż co drugi dzień.

  3. Namaluj nowy, realny obrazek szczęścia

    Powiedz mi – tylko szczerze – czy nie tak wyobrażasz sobie własne życie w wersji szczęśliwej: uśmiechasz się, zawsze zachowujesz spokój, nic Ciebie nie rusza, nie wiesz co to kłopoty? Jeśli odpowiedziałaś „tak”, to zweryfikuj czym prędzej ten zbyt piękny obrazek.

    Zrób miejsce na problemy, wpuść trochę trosk, pozwól sobie na błędy i nie dziw się nerwom, kiedy Ci puszczają. A przede wszystkim odpuść sobie perfekcjonizm. Bo szczęśliwe życie (na szczęście) nie składa się z samych sielskich obrazków, na których nic się nie dzieje, a Ty zastygasz w wiecznym uśmiechu (jak to sugerują reklamy, filmy i czasopisma).

    Popraw ten obrazek czym prędzej, zdejmij retusz i urealnij go. Niech stanie się fajnym chłopakiem z sąsiedztwa, a nie księciem z bajki. Wtedy przestanie Ci uciekać co dwa dni.

  4. Zarządzaj, a nie kontroluj

    Myślisz sobie, że czeka Cię ciężkie życie, skoro od teraz masz kontrolować swój każdy krok? Ten pogląd też nadaje się do weryfikacji.

    Po pierwsze odpuść sobie kontrolę. Nie wiem jak Tobie, ale mi słowo „kontrola” kojarzy się z reżimem. Pomożesz sama sobie jeśli zaczniesz zarządzać (a nie kontrolować) swoją energią, czasem i myślami. Wybieraj to, co Ci służy, gospodaruj swoimi zasobami, stań na czele własnych decyzji i przyznaj, że różni się to znacznie od kontrolowania swojego życia.

    Po drugie, nie zarządzaj rezultatami ale procesem. Innymi słowy – patrz pod nogi, uważnie stawiaj każdy krok, staraj się, pracuj nad sobą, myśl pozytywnie, podejmuj korzystne decyzje i daj z siebie wszystko. Tyle możesz zrobić (więcej się nie da) a to i tak bardzo dużo. Mówiąc w skrócie: nie skupiaj się na mecie, a na podróży. W tej kwestii masz najwięcej do powiedzenia.

  5. Spuść z tonu

    Ja rozumiem, że oczekujesz wielkich rezultatów. Że czekasz na spektakularne efekty. Tęsknisz za zmianą. Wypatrujesz momentu, w którym pozytywność zadomowi w Twojej głowie.

    Wierz mi – dobrze wiem jak to jest. Byłam. Widziałam. Przeżyłam. Aż w końcu odpuściłam. Przekonałam się, że kiedy wstrzymujesz oddech czekając na cud – możesz się udusić (a przynajmniej zapowietrzyć).

    Zrób głęboki wydech, spuść z tonu i zrzuć z siebie tak dużą presję. Zrobisz dla siebie o wiele większą przysługę jeśli: zauważysz, docenisz i ucieszysz się z każdego, nawet najmniejszego kroku na przód.

    • Uśmiechnęłaś się do lustra pomimo że nie pokazywało nic ciekawego dziś rano – punkt!

    • Zjadłaś jabłko zamiast cukierka – punkt!

    • Zrobiłaś dziesięć przysiadów, chociaż absolutnie nie miałaś na to ochoty – 10 punktów!

    Traktuj to jako inwestycję, bo Twoje ciało i umysł zbierają te punkty i wrzucają do skarbonki. Nic nie przepada, a Ty ciągle idziesz do przodu. Doceń drobniaki, bo z nich składają się wielkie sumy.

Niedawno słyszałam o ciekawym badaniu. Otóż jeśli będziesz mówić dziecku przez 10 minut każdego dnia (!) o tym, jak zdrowo jeść, jak dbać o swoją kondycję, to i tak będzie za mało. Codzienne pogadanki nie przeciwważą siły reklam, różnorodności produktów, od których uginają się półki w sklepach i presji rówieśników. Rodzic, który chce nauczyć swoje dziecko zdrowego stylu życia, musi mówić i robić więcej i częściej.

Weź pod uwagę, że jesteś swoim rodzicem, trenerem i przyjacielem. Chcesz poczuć co to szczęście, zmienić swoje życie, stać się lepszą wersją samej siebie? – a więc mów do siebie, opiekuj się sobą i poświęcaj sobie czas o wiele częściej niż co drugi dzień. To jedyny sposób.

A do tego – całkiem fajny!!! :-)