Jak ogarnąć swój strach, zorganizować się i robić swoje mimo że nadal się boisz

Nie odkryję żadnej tajemnicy, jeśli powiem, że każdy z nas czegoś się boi (no… może z wyjątkiem Chucka Norrisa).

Boimy się codziennie, z przerwami, w umiarze, albo tak bardzo, że nie możemy zmrużyć oka do późnych godzin nocnych.

I to jest założenie, od którego dobrze jest wyjść.

Żadne tam: „jestem nieustraszony” albo: „nie wiem co to strach”. Wszyscy się boimy. Ja się boję. Ty się boisz. I to na tej planecie akurat nas łączy (biedny Chuck, taki osamotniony).

Co z tym strachem robimy dalej? O! – tu zaczynamy się różnić i rozchodzić każdy w inną stronę.

I od tego jednego czynnika – czyli od tego, co zrobisz ze swoim strachem – zależy całe Twoje życie. (Tak, wiem, śmiała teza, ale podtrzymuję.)

Dlatego warto zastanowić się nie raz i nie sto dwa, nad swoją relacją ze strachem. W jaki sposób go postrzegasz i jak sobie z nim radzisz. Bo w tym decydującym momencie możesz albo sobie bardzo zaszkodzić, albo pomóc tak, jak jeszcze nikt nigdy Ci nie pomógł.

I podkreślę jeszcze raz – nie chodzi tutaj o pytanie: “jak pozbyć się strachu i nigdy więcej niczego się nie bać”. To mit, bajka i hasło reklamowe antyperspirantu.

Realne i sprawiedliwe pytanie brzmi: “jak robić swoje, POMIMO że się boję?”.

I z tej perspektywy patrząc, pokażę Ci ćwiczenie, które pomoże Ci radzić sobie ze strachem. Oswoi go i sprawi, że stanie się on czymś namacalnym i do ogarnięcia. Czymś, z czym można na co dzień żyć. A co najważniejsze, zyskasz nad nim kontrolę, pomimo że nadal będzie Cię przerażać.

Autor tego ćwiczenia, Timothy Ferriss, zasłynął z książki pt. „4 godzinny tydzień pracy”. Przyznam się, że kiedyś sięgnęłam po nią zaintrygowana tytułem i… ledwo przebrnęłam przez jedną trzecią. Zostawiłam. Nie dałam rady. Nie polecam.

Ale!

Całkiem niedawno obejrzałam z Ferrisem wywiad, w którym wspomniał między innymi o tym ciekawym ćwiczeniu.

– „Czy Ty w końcu przejdziesz do rzeczy?”
– „Ok, ok, uwaga przechodzę”.

No to jedziemy: ćwiczenie nazywa się wyznaczanie strachu (w przeciwieństwie do wyznaczania celów). Przygotuj sobie kartkę, długopis i narysuj tabelkę z trzema kolumnami.

  1. „Najgorszy z możliwych scenariuszy”Pierwsza kolumna służy Ci do opisania tego, czego się boisz. Napisz najgorszy z możliwych scenariuszy. Nie ograniczaj się. Opisz, co się stanie, jak wszystkie opcje zawiodą, wszystko na co liczysz nie wypali, a wiosna nigdy nie nadejdzie.
  2. „Co mogę zrobić, żeby czarny scenariusz się nie ziścił?”W drugiej kolumnie napisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy, jak możesz zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia tego, co znajduje się w kolumnie pierwszej. Wypunktuj, jakie kroki możesz przedsięwziąć, co zależy od Ciebie i co możesz zrobić, żeby zapobiec czarnym scenariuszom z poprzedniej kolumny. Kiedy? Jak? Im więcej szczegółów tym lepiej.
  3. „Jak mogę naprawić straty, gdyby najgorsze się jednak stało?”Trzecia kolumna posłuży Ci za miejsce, w którym zgromadzisz pomysły na to, jak naprawić straty, gdyby faktycznie najgorsze się jednak stało. Spisz wszystkie pomysły, jakiekolwiek Ci tylko przyjdą do głowy, co mógłbyś zrobić, żeby podnieść się po porażce. Co by było wtedy najbardziej pomocne?

Najlepiej jeśli dasz sobie trochę czasu na uzupełnienie tej tabelki i faktycznie przemyślisz swoją sytuację. Wiem, że to nie będzie łatwe ani komfortowe. Wiem też, że już samo jej wypełnienie może wzbudzić wiele strachu.

Jednak warto spróbować.

Okazuje się, że kiedy wypiszesz wszystkie możliwe scenariusze i jasno i wyraźnie określisz to, czego boisz się najbardziej – łatwiej jest ruszyć z miejsca. Spróbuj, a sam się przekonasz, że Twój strach od razu zmaleje.

Stanie się namacalny, widoczny. Będziesz widział wyraźnie, czego się boisz. A kiedy już wiesz dokładnie, czego się boisz – o wiele łatwiej przejść z fazy: „ojej, ojej jakie to straszne!” do: „co teraz mogę z tym fantem zrobić?”. Bo wiesz dokładnie z czym masz do czynienia.

Książki Ferriss’a niestety nie polecam, ale to ćwiczenie jak najbardziej tak. Sama wracam do niego regularnie. Bo po prostu pomaga. Zmienia perspektywę. I nastawia na tory, które przed wielu laty wyznaczyła Susan Jeffers mówiąc: „poczuj strach i rób swoje mimo wszystko!”

Twoja kolej – Daj znać jak Ci poszło uzupełnianie Twojej kolumny i co o tym ćwiczeniu sądzisz.

P.S. Dla odmiany, Książkę Susan Jeffers, która w polskim wydaniu zwie się „Mimo lęku”, polecam z całego serca! Jeśli jeszcze po nią nie sięgnąłeś, masz zaległą (oraz bardzo mądrą, ciekawą i przyjemną) pracę domową do odrobienia.

Wsparcie: