Oto, co warto mieć na uwadze, jeśli naprawdę chcesz pomóc bliskiej Ci osobie

Kiedy ktoś, kogo kochasz (siostra, przyjaciel, Beyonce), wpada właśnie w dołek psychiczny, masz do wyboru jedną z dwóch opcji.

  • Albo udzielasz kilku rad, jak ma wyjść na powierzchnię i pocieszasz, że w sumie to nie jest aż tak źle.
  • Albo siadasz obok, słuchasz jej i próbujesz poczuć to samo co ona.
  • Masz 5 sekund, co wybierasz? (Z tymi pięcioma sekundami to żart. ;-) )

    Jeśli opcję numer 1 – wybrałeś współczucie. Niestety, mimo całkiem dobrego PR’u, nie jest to najlepszy wybór. O tym dlaczego, już za chwilkę, a tymczasem pomyśl, czy chciałbyś, żeby ludzie Ci współczuli i żałowali Ciebie, zwłaszcza kiedy siedzisz w dołku?

    Jeśli zaś optujesz za opcją nr 2 – wybrałeś empatię. Strzał w 10. Bo tylko ona ma moc zbliżania, pomagania i zacieśniania relacji. Dlatego jeśli chcesz naprawdę pomóc komuś bliskiemu – postaw na empatię. Oraz, rzecz jasna, czytaj dalej, żeby dowiedzieć jak to zrobić.

    Zapamiętaj: współczucie i empatia to dwie różne sprawy

    Jeśli przyjmiemy, że emocje to jezioro, to współczucie stoi na brzegu i zamacza ledwie mały palec u lewej stopy. Za to empatia śmiało daje nura i nie boi się, że dostanie gęsiej skórki.

    Jeśli komuś współczujesz – obejmujesz sytuację głównie rozumem. Oceniasz. Radzisz. Pocieszasz. Obmyślasz plan, co robić dalej. Wyłapujesz szczęście w nieszczęściu. Analizujesz. Oczywiście często w nadziei, że to postawi biedaka na nogi.

    Niestety niekoniecznie da to pozytywne efekty. Dlaczego? Bo w takiej chwili bardziej od przekalkulowanych rad potrzebuje po prostu zostać wysłuchanym.

    Tym właśnie najbardziej różnią się od siebie współczucie i empatia.

    Kiedy okazujesz komuś empatię – siadasz obok i smucisz się razem z nim. Pozwalasz sobie i jemu na reakcję emocjonalną. Pracujesz bardziej sercem niż umysłem. Tymczasowo zawieszasz swoje ego i żyjesz w świecie drugiej osoby. I tu tkwi klucz do faktycznej pomocy komuś, kogo kochasz.

    Kiedy taka osoba wpada w EMOCJONALNY dołek, nie potrzebuje chłodnej logiki. Potrzebuje rozmowy w tym samym języku, którym sama obecnie się porozumiewa, czyli emocjami. Potrzebuje zobaczyć, że Ty wiesz przez co ona przechodzi – a będziesz o wiele lepiej wiedział, kiedy to poczujesz.

    Dlaczego łatwiej o współczucie niż o empatię (i dlaczego łatwiej nie oznacza lepiej?)

    Dlatego, że obsługi empatii trzeba się nauczyć. A przedmiotem pierwszej lekcji nie będzie nikt inny tylko Ty. Bo jeśli chcesz komuś faktycznie pomóc, potrzebna będzie Twoja otwartość na emocje.

    Wiem, wiem, wsadzam w tym momencie kij w mrowisko. Bo niby komu chce się grzebać w emocjach. Do tego nieprzyjemnych i na własne żądanie!?

    O wiele łatwiej sięgnąć po współczucie, lub kuzynostwo współczucia: litość, ubolewanie, żałowanie „oj jaki ty biedny”. A potem czym prędzej przejść do pocieszania, radzenia, planowania, analizowania i innego racjonalizowania. Czyli przemieścić się z serca do umysłu, gdzie przebywa się bardziej komfortowo i stąpa mocno po ziemi.

    Nie chce nam się wchodzić w ten ciemny las, w którym straszy. Czyli w smutek, złość albo lęk. To logiczne i zrozumiałe.

    Tylko że!…

    Jeśli wejdziesz do tego straszliwego lasu, Twój przyjaciel nie będzie musiał przechodzić przez niego sam. Twoje towarzystwo pomoże mu o wiele bardziej niż wysyłanie na odległość nawet najlepszych rad, wskazówek i analiz.

    W pierwszym rzędzie jesteśmy emocjonalnymi istotami, a dopiero potem racjonalnymi. Mimo że z wielu powodów nie lubimy się do tego przyznawać.

    Jak więc okazywać empatię? Oraz czego unikać?

    Jakkolwiek praktyczne będą Twoje rady i pozytywne oceny sytuacji, to jeszcze nie czas na nie. Emocje muszą swoje wybrzmieć. Cokolwiek byś nie powiedział, to nie naprawi krzywd, których doświadcza droga Ci osoba. Najpierw musi je przetrawić, swoje wypłakać i z siebie wytrząść.

    Dlatego, póki Cię sama nie poprosi o wskazówki – Ty lepiej trzymaj się rejonów serca, a będzie dobrze. Czyli okaż empatię, na przykład tak:

    1. Zamień się w słuch

      Nie przerywaj, nie oceniaj, nie analizuj. Po prostu słuchaj tego, co ma do powiedzenia Twoja bliska i cierpiąca osoba. W gruncie rzeczy wszyscy chcemy, żeby nas wysłuchano. Zwłaszcza w ciężkich chwilach.

      I słuchaj nie tylko uszami, ale także oczami, intuicją i sercem. Ten jeden punkt może diametralnie zmienić relację – na lepsze rzecz jasna.

    2. Mów o emocjach

      Zauważaj, co czuje bliska osoba i pytaj o jej uczucia, np: „zezłościło Cię to, co?” – co tak naprawdę nie jest takie trudne. O wiele trudniej jest wpaść na genialny pomysł wyjścia z jej tarapatów. Tym bardziej odpuść sobie to, przynajmniej na razie, i skup się na tym, co się dzieje u bliskiej Ci osoby tu i teraz.

    3. Nie wysilaj się na wielkie mądrości

      Czasami dół jest tak duży, że trudno znaleźć mądre słowa. Wtedy lepiej zabrzmi „nie wiem, co powiedzieć, aż mi słów zabrakło, ale cieszę się, że do mnie zadzwoniłaś”, niż filozoficzna sentencja rodem ze starożytnej Grecji.

    4. Staraj się zobaczyć świat jej a nie swoimi oczami

      Dowiedz co się dzieje w subiektywnym świecie bliskiej Ci osoby. Odłóż na bok swoje opinie, oceny, to, jak Ty byś postąpił na jej miejscu i jak według Ciebie to „powinno się załatwić”.

    5. Nie skupiaj uwagi na sobie

      Unikaj zwrotów akcji: „pamiętam, jak ja miałam podobny problem…”, i mija godzina, podczas której każdy poszedł w swoją stronę.

    6. Nie zmuszaj nikogo do przeskakiwania etapów

      Nie nakłaniaj bliskiej osoby do dostrzegania szczęścia w nieszczęściu albo planowania przyszłości. Na to będzie jeszcze czas. Teraz daj jej się wysmucić, wyzłościć, wypłakać i przetrawić emocje, które w niej siedzą.

    7. Jeśli Cię o to nie prosi – nie udzielaj rad

      To, że bliska Ci osoba przeżywa intensywne emocje, nie oznacza od razu, że nie poradzi sobie ze swoim problemem. Podtykając jej ciągle przed nos gotowe rozwiązania (bez prośby o to), dajesz jej do zrozumienia, że w nią nie wierzysz. Za to, kiedy jesteś obok, słuchasz i starasz się ją zrozumieć – pomagasz jej sięgnąć po jej własną wewnętrzną siłę.

    8. Przypomnij jej, że nie jest sama

      Nie ma złych emocji – co najwyżej są mało przyjemne. Wszyscy ciągle borykamy się z własną omylnością, ograniczeniami, słabościami. Każdego dnia. My, ludzie, mamy tę natrętną tendencję wyolbrzymiania własnych problemów i myślenia: „wszyscy mają lepiej i są lepsi ode mnie". Zwłaszcza kiedy siedzimy w dołku. Przypomnij jej o tym.

    Nigdy nie krytykuj nikogo, zanim nie przejdziesz mili w jego mokasynach. Empatia pozwala włożyć mokasyny i przekonać się, jak to jest. Nie przypuszczać, nie racjonalizować, ale po prostu przekonać się na własnej skórze. Łatwe i przyjemne? Nie za bardzo. Pomocne i budujące dla relacji? Jak najbardziej.

    Masz swoje sposoby na skuteczną pomoc komuś bliskiemu? Podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzu.