kwiaty na łące

Pierwszy krok w stronę medytacji

Drzwi za sobą zamknąć jest łatwo, trudniej jest przestać myśleć o wszystkim, co dziś się wydarzyło, co jeszcze trzeba wyjaśnić, poprawić i zrobić następnego dnia. Tak przeważnie wygląda rzeczywistość i taki obrazek jest bliższy prawdzie. Postępujesz tak każdego dnia, choć wcale Ci się to nie podoba. Często jesteś rozgoryczony, zły albo bez wyraźnego powodu po prostu nie umiesz powstrzymać łez, a winowajców możesz wyliczać bez końca: stres, szef, nieżyczliwa atmosfera, politycy, pogoda, pełnia księżyca.

To wszystko z pewnością wpływa na Twoje samopoczucie i zdrowie. Ale jest jeszcze jeden, większy czynnik: sposób w jaki odpoczywasz, i czy w ogóle umiesz to robić.

Jedną z moich ulubionych metod na odstresowanie się, zachowanie zdrowia psychicznego i fizycznego oraz kształtowanie kondycji umysłu jest medytacja. Ze względu na to, jak bardzo jest ważna, będę często wracać do tego fascynującego tematu. Dziś zrobimy pierwszy krok.

Co daje medytacja?

„Dobra, to ja pomedytuję przez 15 minut, a moje życie niech się odmieni” – pomyślisz. Niestety, jesteś w mylnym błędzie (jakby powiedziała pani Zosia z Czterdziestolatka). A więc jak działa medytacja i czy jest warta wysiłku?

Jeśli kiedyś próbowałeś wyciszyć swój umysł poprzez jakąkolwiek formę medytacji (a jest ich wiele), możliwe że po 5 minutach miałeś dosyć. Być może jedna minuta wystarczyła, byś powiedział: „to nie działa, to nie dla mnie”. Jeśli tak było, to z pewnością z powodu zbyt wysokich oczekiwań wobec własnego umysłu. Spodziewałeś się ciszy, a tymczasem wytrwanie w niej przez 10 sekund było już niezłym osiągnięciem.

Zacznijmy od istotnego faktu: medytacja przypomina przypływy i odpływy. Zapamiętaj to, zwłaszcza na samym początku. Najpierw jest przypływ: umysł uspokaja się w skupieniu na oddechu, wycisza się, relaksuje… by po chwili rozproszyć się „jakimiś niesłychanie pilnymi sprawami”. Po prostu robi to, w czym jest najlepszy – rozmyśla i odpływa. Zatem ponownie przywołujemy umysł do oddechu, wyciszamy się, relaksujemy, i… kolejny odpływ… potem przypływ… odpływ… Tak na początku to wygląda. Będzie Ci łatwiej zacząć i kontynuować praktykę medytacji, kiedy przyjmiesz za pewnik, że nie da się uniknąć odpływów.

Nasz świat nie sprzyja i nie uczy nas ciszy, skupienia, czy bezruchu. Uczy przeciwnych stanów ciała i umysłu, takich jak napięcie, gotowość do błyskawicznego działania, czy filtrowanie rzeczywistości pod kątem niebezpieczeństw i zagrożeń. Dlatego na początku może być niekomfortowo i ciężko. Ale tylko na początku. Poruszając się nawet malutkimi kroczkami do przodu, z czasem będzie coraz lepiej i lżej.

Ciało

Są szkoły, które uczą jedynie określonych pozycji, tłumacząc, że tylko w tej, a nie innej pozie nasz umysł podda się medytacji. Z drugiej strony, inni twierdzą coś zupełnie odwrotnego: każda pozycja, w której czujesz się komfortowo, jest dobra do medytacji. Druga opcja wydaje mi się o wiele bardziej przyjazna. Jeśli jest to miękki fotel – usiądź w nim, jeśli łatwiej jest Ci rozluźnić się leżąc – połóż się, jeśli ma to być ławka w parku – świetnie. Konkretna pozycja ma bardzo duże znaczenie, ale tylko w jednym kwestii: im jest Ci wygodniej, tym bardziej prawdopodobne, że nie przerwiesz medytacji i doprowadzisz ją do końca. Zatem, poszukaj swojej pozycji i miejsca, które zapewni ciału komfort. W którym możesz bez problemu rozluźnić wszystkie mięśnie.

Umysł

Mamy wygodne miejsce, nasze ciało czuje się komfortowo, co dalej? Wyobraź sobie słoik z piaskiem i wodą. Piasek to Twoje myśli, słoik i woda to umysł. Na co dzień potrząsasz nim co chwilę. Podczas medytowania, odstawiasz słoik i pozwalasz, żeby ziarenka przestały się ruszać i opadły na dno. Zwróć uwagę, że nie chodzi o pozbycie się ziarenek ze słoika.

Badania jednoznacznie potwierdzają, że im bardziej powstrzymujesz się przed myśleniem o czymkolwiek, tym bardziej ta myśl Cię nachodzi i osiągasz odwrotny skutek (pewnie znasz eksperyment „nie myśl o białych niedźwiedziach”). Dlatego nie ma mowy o pozbywaniu się myśli i naciskaniu na swój umysł, by przestał działać. To nie jest medytacja, i cokolwiek by to nie było – nie zadziała, a umysł nadal będzie pracował. I bardzo dobrze, do tego właśnie służy i dzięki jego działaniu możemy tworzyć, inspirować, uczyć się. Nie jest to cecha naszego człowieczeństwa, której byśmy chcieli się pozbyć. Gdy postawimy słoik z piaskiem i wodą na twardej powierzchni, piasek nie znika, jedynie inaczej się układa. I o to właśnie chodzi.

A co może pomóc uspokoić myśli? Najlepiej jest „zakotwiczyć się” na czymś. Tak by mieć punkt oparcia, coś do czego możemy przywracać nasz umysł, jeśli zacznie iść swoją drogą. Naturalną kotwicą jest oddech. Przeważnie nie zwracamy uwagi na to jak oddychamy. Podczas wyciszania umysłu warto śledzić, co się dzieje z naszym organizmem, w jakim rytmie pracuje. Możesz zwiększyć skuteczność wyciszenia swojego sztormu w słoiku, wydłużając troszkę wydechy i pogłębiając wdechy. Inną metodą na wyciszenie jest powtarzanie w myślach jakiegoś słowa lub frazy. Osobiście wybieram wyrazy, które wnoszą pozytywną atmosferę: „spokój”, „dobro” lub „szczęście”. Przy każdym wydechu, w myślach powtarzam jedno z nich.

Nasz genialny umysł ma szeroki wachlarz umiejętności i możliwości intelektualnych. Przez to ciągle wędruje gdzieś w przeszłość lub przyszłość. Martwi się, analizuje szczegóły, rozważa opcje, planuje. Na teraźniejszość często nie ma już miejsca w Twojej przestrzeni mentalnej. Nieobecność w teraźniejszości prowadzi do zmęczenia, niezadowolenia, oraz roztargnienia. Alternatywą jest przywołanie umysłu do tego samego miejsca i czasu, w którym przebywa ciało, do tu i teraz. Furtką do tego są nasze zmysły, przez które odbieramy bodźce z teraźniejszości. Widok, zapach, dźwięk, dotyk, smak, oddech, rozluźnienie mięśni, odczuwanie swojego ciała.

Czy podczas medytacji dzieją się cuda?

Oczywiście że nie. Ale czy dzieją się czary, w momencie kiedy biegniesz dziesiąty kilometr albo przepływasz setną długość basenu? Nie, wtedy jesteś po prostu zmęczony. Czary dzieją się w przerwach między treningami, kiedy organizm uczy się sprawnej regeneracji po wysiłku, dzięki czemu potem lepiej się czuje, ma więcej sił, lepiej śpi i zdrowiej je.

Podobnie jest w trakcie medytacji. Twój umysł od dawna wie, że są momenty, kiedy musi działać na wysokich obrotach. Przez medytację dowie się też, że są chwile, kiedy wciskasz hamulec i zwalniasz tempo. To właśnie czyni ogromną różnicę. Umysł oraz podążające za nim ciało, doświadczają, jak to jest nacisnąć przycisk „wyłącz”. Wcześniej znały tylko „włącz”. Dzięki tej umiejętności, długodystansowo, dzieją się prawdziwe cuda. Wiele z nich, potwierdzone licznymi badaniami, to między innymi:

  • zwiększone doświadczanie emocji pozytywnych,
  • zwiększona empatia,
  • samokontrola w obszarze emocji,
  • umiejętność uwagi i koncentracji,
  • lepsza pamięć,
  • większa kreatywność,
  • zmiany fizjologiczne mózgu takie jak zwiększenie gęstości kory, zwiększenie ilości istoty szarej,
  • pobudzenie układu odpornościowego,
  • zmniejszenie odczuwalnego bólu,
  • zmniejszenie stanów zapalnych.

I wiele innych. Ale o tym już w kolejnym tekście, niebawem.

6 komentarzy:

Trackbacks & Pingbacks

  1. […] mnie zachwalana i agitowana medytacja. O jej niezliczonych zaletach pisałam bardzo często (np. tu, tu i tu – mam tego świadomość, że medytacja to u nas wciąż dość egzotyczna sprawa, […]

  2. […] O zbawiennym wpływie medytacji na nasze umysły i ciała możemy dziś przeczytać praktycznie wszędzie. Liczne artykuły, książki czy programy przytaczają szereg argumentów, wedle których medytacja polepsza jakość Twojego życia: więcej pozytywnych emocji, wyczulona empatia, lepsza samokontrola, poprawiona koncentracja i uwaga, zwiększona kreatywność, ale też pobudzenie układu odpornościowego i zmniejszenie stanów zapalnych. A to jedynie kilka z zalet. Celem tych wszystkich przesłań jest pokazanie Ci, jak wiele zyskasz medytując. Sama zresztą też napisałam artykuł na ten temat, o tutaj. […]

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.