Poczucie szczęścia: 9 łatwych mini–nawyków, dzięki którym nauczysz się robić z cytryn lemoniadę

Kiedy obładowana zakupami czekałam na przejściu, zwrócił moją uwagę młody chłopak, który stał po drugiej stronie ulicy.

W ręku trzymał kostkę Rubika, którą na moich oczach zaczął układać. I do czasu, kiedy zapaliło się zielone światło, zdążył ułożyć całą! Na dodatek zrobił to jedną ręką!

„Wow!” — tak elokwentnie wyglądała moja pierwsza myśl.

Druga przyszła już na nieco mniej opuszczonej szczęce — pomyślałam sobie, że ten chłopak najprawdopodobniej nie urodził się z talentem do układania kostki Rubika. On po prostu to w sobie wyćwiczył. Cierpliwie i konsekwentnie.

Ze szczęściem jest tak samo.

To umiejętność, której możesz się nauczyć i cierpliwie ją wyćwiczyć. Te wszystkie cytryny, które podrzuca Ci życie? — Możesz nauczyć się z nich robić lemoniadę. I to jedną ręką.

Wszystko jest trudne, zanim stanie się proste.

Ale kiedy stanie się proste? A no wtedy, gdy rozłożysz to swoje COŚ na mniejsze kawałki.

W przypadku chłopaka z kostką Rubika wyobrażam sobie, że rozplanował to sobie mniej więcej tak:

  1. Najpierw nauczyć się układać kostkę. W ogóle.
  2. Potem nauczyć się układać na czas.
  3. Następnie opanować układanie jedną ręką.
  4. Połączyć obie umiejętności, czyli układanie jedną ręką i na czas.
  5. Podchodzić do przejść ulicznych i robić piorunujące wrażenie na przechodniach.
  6. Robić minę, jakby to nie było nic specjalnego, coś w stylu: „Robię tak od urodzenia. Phi.”

Każdy z tych etapów można pokroić na jeszcze mniejsze zjadliwe kawałki. Rozplanować treningi na każdy kolejny dzień. I co się wtedy stanie?

Zamiast jednego przygniatającego do ziemi kolosa, będziesz miała kilka / kilkanaście prostych rzeczy do zrobienia.

Realnych.
Możliwych.
Dostępnych.
Osiągalnych.
Wykonalnych.

W ten sposób możesz się nauczyć układania choćby kostki Rubika. Albo czegoś jeszcze bardziej wartościowego, czyli: poczucia szczęścia (czytaj — cennej umiejętności robienia lemoniady z Twoich codziennych cytryn).

9 wykonalnych mini-nawyków, które robią z cytryn lemoniadę

Cytryna w pojedynkę raczej nie nadaje się do jedzenia — jednak pokrojona, wyciśnięta, osłodzona z dodatkiem wody, jest pyszna. A na dodatek orzeźwia i gasi pragnienie.

Podobnie jest z Twoimi problemami. Kiedy pokroisz je na małe, zjadliwe kawałki, pościskasz je, podusisz i osłodzisz, zamienią się w coś, co przyniesie Ci same korzyści.

Zatem nie ma co czekać, bierzmy się za krojenie, ściskanie, duszenie i osładzanie. Poniżej podrzucam Ci kilka realnych, możliwych, dostępnych, osiągalnych, wykonalnych mini-nawyków, które robią z cytryn, lemoniadę:

  1. Daj sobie czas

    Cytryna to cytryna, i póki nie zrobisz z niej lemoniady, będzie kwaśna jak diabli. Trudno się w nią wgryźć i porządnie nie skrzywić. (Niektórzy to potrafią, nie mam pojęcia jak to robią — pewnie też to wyćwiczyli.)

    Daj sobie pozwolenie na wykrzywianie twarzy na każdą stronę, kiedy spada na Ciebie problem. Pamiętaj, że w takiej chwili masz prawo do tego, żeby się zmartwić, zestresować czy zasmucić. Daj sobie czas na porobienie min.

    JAK? Każdego dnia, kiedy czujesz stres, smutek czy żal, powtarzaj sobie: „Jestem człowiekiem a ludzie czują. Mam do tego prawo.” I zostaw siebie na chwilę w spokoju.

  2. Nazwij swoje cytryny z imienia i nazwiska

    Nazywaj to, co czujesz, nie tłamś tego w sobie. Opowiedz o tym komuś. A jak nie ma nikogo w pobliżu to mów do lustra albo do psa o tym, co się dzieje.

    Żeby oswoić swoje zmartwienia, musisz je nazwać, wyjąć na światło dzienne i określić dokładnie czym są. Inaczej pozostaną groźnymi potworami, czającymi się gdzieś w ciemnej szafie.

    JAK? Każdego dnia nazywaj po imieniu co czujesz, na bieżąco.

  3. Dbaj o swoją formę

    W zdrowym ciele zdrowy duch. Kropka. Nici z robienia lemoniady jeśli zarwałaś ostatnią noc, objadasz się samymi słodyczami i w ogóle się nie ruszasz.

    Umysł przyczepiony do ciała, które jest notorycznie przemęczone, niedożywione i niedotlenione, nie będzie z Tobą współpracował. W takim stanie postrzegasz świat w najgorszych barwach. Dlatego rusz się. Wyśpij się. Nakarm się.

    JAK? Każdego dnia dbaj o siebie, tak jakbyś miała zadbać o swoje dziecko, albo kociaka — z wielką uwagą i troską. „Nakarm je, opowiedz bajkę i połóż wcześnie spać.”

  4. Oddychaj

    Twój umysł potrafi sobie poradzić z każdą cytryną, jaka spadnie Ci na głowę. Tylko że poradzi sobie wtedy, kiedy jest spokojny. Nie oczekuj tego po nim w momencie, w którym lata jak kot z pęcherzem i nie wie w co wpaść.

    Taki stan umysłu najprawdopodobniej nie znajdzie kluczyków do samochodu, nie porozmawia mądrze z nastolatkiem, ani nie uzupełni poprawnie PITu. Dlatego codziennie ćwicz głębokie spokojne oddechy, bo to one przywracają spokój na umyśle.

    JAK? Każdego dnia, zrób sobie ćwiczenie (najlepiej kilka razy dziennie) oddychania na trzy.

  5. Nie bierz swoich myśli na serio

    Twoje myśli to tylko myśli. I tylko część z nich stanie się rzeczywistością (np. „mam ochotę na bitą śmietanę i blok czekoladowy”), ale olbrzymia ich część nie. Ta część nigdy nie była, nie jest i nie przekształci się w coś realnego, np. „nigdy mi nic nie wychodzi”.

    Takie i tym podobne myśli to tylko elektryczne wyładowania w Twoim zmęczonym, niewyspanym albo stęsknionym za słońcem mózgu. Przypominaj sobie codziennie, że Twoje myśli to tylko wydarzenia mentalne. A nie realne.

    JAK? Myśli, którymi siebie straszysz, znają tylko dwa kolory: czarny i biały. Albo jest w porządku, albo się pali i wali. Albo jesteś mądra albo głupia. Dlatego każdego dnia podważaj prawdziwość własnych czarno–białych myśli. Całkiem skuteczna metoda polega na podstawianiu “i” zamiast “albo”. To wielka różnica, kiedy powiesz sobie, że coś jest i czarne, i białe, niż wtedy, kiedy pomyślisz, że jest albo czarne, albo białe. Wszyscy jesteśmy trochę mądrzy i trochę niemądrzy; poważni i niepoważni; zdolni, i leniwi. Takich ćwiczeń jest więcej, regularnie sięgaj po któreś z nich.

  6. Pisz, to naprawdę pomaga

    Pisanie to jedna z najskuteczniejszych interwencji terapeutycznych. A mówiąc prościej, pisanie NAPRAWDĘ pomaga.

    Rozkłada Twoje problemy i emocje na czynniki pierwsze, zwalnia szalone tempo Twoich myśli, tak żebyś mogła je spisać i ubrać w słowa. I pozwala zobaczyć sytuację z innej strony niż w momencie, kiedy byłaś jej uczestnikiem. Dlatego pisz.

    JAK? Po prostu, tak jak umiesz Najlepiej każdego dnia.

  7. Poszukaj osobistej terapii

    Jest w czym przebierać: terapia przez muzykę, terapia przez taniec, terapia przez sztukę, terapia przez głaskania psa, terapia przez rozstawianie zapachowych świeczek po kątach, terapia przez nakładanie błotnej maseczki na twarz, terapia przez oglądanie ulubionego serialu. (Widziałaś może „Detektywa Monka”?)

    No dobra, część z nich zmyśliłam. Ale każda z nich działa! Dodaje Ci sił i relaksuje. I o to chodzi.

    JAK? Chwyć za klapy swój grafik zajęć i wymuś na nim pół godziny TYLKO DLA SIEBIE każdego dnia. Nie idź na żadne kompromisy. Poszukaj swojej ulubionej osobistej terapii i wypełnij nią czas tylko dla siebie.

  8. Wyciągnij rękę

    Po telefon, po komputer, po wsparcie. Nieważne jak, ważne że podzielisz się swoimi cytrynami z kimś innym. Kimś, kto być może już ma wprawę w robieniu lemoniady i zechce przyjść i pomóc Ci w jej przygotowaniu. To pomaga. Warto spróbować.

    JAK? Zadzwoń do osoby, która przyszła Ci do głowy jako pierwsza, kiedy czytałaś ten akapit. Porozmawiaj. Otwórz się troszkę. Nawet jeśli nie każdego dnia, to co weekend.

  9. Przeanalizuj sytuację

    A najlepiej będzie, jeśli to zrobisz nie tylko ze swojego punktu widzenia, ale weźmiesz pod uwagę też alternatywne przyczyny i wyjaśnienia. Ten zabieg pomoże Ci zrozumieć sytuację oraz zrozumieć siebie!

    JAK? Bardzo sobie pomożesz, jeśli odpowiesz na pytania takie jak: Czy to prawda? Jakie mogę sobie dostarczyć dowody na to, że to prawda? Jakie mogę sobie dostarczyć dowody na to, że to nieprawda? Jeśli to prawda, to jak negatywna tak naprawdę jest? Czy nie skreślam swojej całej osoby na podstawie pojedynczego wydarzenia? Zadawaj sobie wiele innych (dokładnie 21 sztuk) tego typu pytań.

Kostka Rubika, lemoniada, czy poczucie szczęścia — tego wszystkiego można się nauczyć. Im częściej ćwiczysz i im mniejsze porcje nakładasz sobie na talerz, tym lepiej Ci wychodzi.

To do roboty. Zostaw komentarz i napisz za który punkt bierzesz się już dziś. (Niech zgadnę, terapia przez nakładanie błotnej maseczki na twarz?)