„Popracuj nad sobą” — czy na pewno wiesz, co to znaczy? (10 super ważnych wskazówek), cz. II

Jeśli zastanawiasz się, czym jest ta “praca nad sobą”, to dobrze trafiłeś! Już Ci wyjaśniam.

A tak naprawdę już Ci wyjaśniłam. Po części w ostatnim tekście. W którym napisałam, że gdybyś poczuł nieodpartą chęć popracowania nad sobą, to:

  • ryzykuj,
  • rób to co trudne,
  • popełniaj błędy i zaliczaj porażki,
  • ucz się obsługi kiepskiego samopoczucia,
  • odpoczywaj i leż brzuchem do góry.

To pierwsza piątka. Jedziemy dalej, zaczynamy od punktu numer sześć.

6. Proś o to, czego potrzebujesz

Co wolisz? Dawać niż brać?

Niech zgadnę: dawać.

Altruistyczne?
Piękne?
Trudne?

No niezupełnie.

Bo zobacz, skoro Ty dajesz coś swojego — owszem, czegoś Ci ubędzie, szklanki mąki czy 100zł w portfelu.

Ale też i coś zyskasz. (Nawet jeśli nie to jest Twoim celem.)

Kontrolę — bo to od Ciebie zależy, co się stanie dalej. I poczucie zasobności — bo to Ty posiadasz jakiś zasób.

O wiele trudniej jest być po drugiej strony tejże transakcji.

Prośba wymaga od Ciebie emocjonalnego striptizu.

Zdejmujesz swoje zbroje i mówisz: „nie mam tego, czego potrzebuję, nie umiem tego zdobyć, pomóż mi, proszę”.

To wymaga ogromnej odwagi. Dlatego (m.in.) wolimy dawać a nie brać.

A może da się obejść bez proszenia?

No nie da się.

Nie jesteś w stanie posiadać wszystkich pieniędzy, dóbr, umiejętności i zasobów czasowych, które będą Ci w danej sytuacji potrzebne.

Moment prośby jest nieubłagany, rozwojowy i kiedyś na pewno zapuka do Twoich drzwi. Zastanów się więc głębiej jakie masz opcje:

  1. Nie prosisz o nic, nikogo — przez co najpewniej ucierpisz Ty, Twoja kariera, zdrowie, albo bliscy.
  2. Poprosisz, ale w niezdrowy sposób — zaaranżujesz sytuację tak, żeby druga osoba domyśliła się, czego potrzebujesz i sama wyszła z propozycją. Sprytny myk (choć uczciwości w nim tyle co kot napłakał), bo w ten sposób odwróciłeś role, teraz Ty masz kontrolę, Ty decydujesz, Ty godzisz się lub nie. Wygrałeś bitwę. Ale straciłeś przyjaciela. Nie warto.
  3. Prosisz — nieśmiało, drżącym głosem, powoli ale prosisz. Zrzucasz z siebie wizerunek perfekcyjnej niezawodnej samowystarczalnej osoby, która niczego od nikogo nie potrzebuje i trenujesz się w byciu człowiekiem. Brawo! Najlepsza opcja, jaką mogłeś wybrać.

Tylko jak się tego nauczyć? Tak jak każdej innej umiejętności, którą chcesz ćwiczyć w ramach pracy nad sobą – malutkimi kroczkami.

Zacznij od mąki. To dobry kierunek.

7. Baw się dobrze

Po co?

A no po to, żeby bezkarnie manipulować rzeczywistością. Bo tym w esencji jest zabawa.

Po to żeby:

  • używać wyobraźni,
  • rozwijać szare komórki,
  • beztrosko improwizować,
  • testować i trenować swoje siły,
  • symulować przeróżne sytuacje,
  • uczyć się nowych umiejętności.

Tak robią dzieci.
Tak robią zwierzęta.

A dorośli?

A dorośli powiedzieli sobie, że tak nie wypada. No bo gdzież? Bądźmy poważni!

Może z wyjątkiem okazji typu wesele albo impreza. Wtedy ale tylko wtedy wypada ubrać się w piórka na głowie, wypryskać pół lakieru na włosy i tańczyć “kaczuszki”. Bezkarnie.

Natomiast w poniedziałek rano — czas zabawy mija. Pełna powaga.

Pół biedy, jeśli faktycznie to lubisz. Ten lakier i te “kaczuszki”. Super, gratuluję poczucia humoru.

A co jeśli wesele i tego typu oficjałki mają dla Ciebie więcej wspólnego ze słowem „katorga” niż „zabawa”?

A no właśnie — to super okazja, żeby znowu robić zwrot ku sobie i popracować nad sobą.

Czyli co? Czyli to:

  1. Dajesz sobie prawo do tego, żeby bawić się nie tak jak wypada, ale tak jak Ty lubisz.
  2. Pytasz siebie: co lubisz?

I najważniejsza sprawa: zabawa to bardziej stan umysłu niż aktywność.

Więc wybierz coś, co:

  • motywuje,
  • daje satysfakcję,
  • łączy z innymi ludźmi,
  • sprawia Ci przyjemność,
  • wzbudza pozytywne emocje,
  • sprawia, że tracisz poczucie czasu,
  • topi Twoją nieśmiałość, skrępowanie.

Sprawdź, jak się czujesz, gdy grasz w szachy, czytasz książkę, jeździsz na rowerze, scrapbookingujesz, pływasz, pieczesz muffinki, albo tańczysz “kaczuszki” — a będziesz w stanie stwierdzić, czy to Cię bawi czy jednak nie.

I nie ignoruj zabawy. To bardzo ważny element układanki.

Bo kiedy przestajesz się bawić, przestajesz się rozwijać. Lub jak to powiedział Paulo Coelho: „Wolę być szalony i szczęśliwy niż normalny i zgorzkniały”.

8. Zrób trochę bałaganu

Lubię porządek. Nawet bardzo.

Robię pranie raz w tygodniu, sprzątam dwa razy w tygodniu, na bieżąco zmywam naczynia i odkładam (prawie) każdą rzecz na swoje miejsce.

Ale gdybyś zajrzał gdzieś pod szafkę w mojej kuchni, to pewnie znalazłbyś tam niejedną hodowlę roztoczy. (A ta plama z atramentu na blacie kuchennym też nie zrobiła się wczoraj sama.)

Jednak nie lecę po odkurzacz albo papier ścierny (ręcznikiem papierowym nie schodzi, próbowałam). Specjalnie zostawiam sobie przykurzony i poplamiony margines luzu.

To takie moje osobiste działania prewencyjne zapobiegające perfekcji. I choć akurat ta dolegliwość nigdy mnie nie zaatakowała, wolę dmuchać na zimne. W ramach pracy nad sobą.

I Tobie też to polecam. Daj sobie spokój z perfekcją, białą rękawiczką i sterylnością. Zostaw kapkę kurzu na półkach i lekki bałagan w szufladzie ze skarpetkami. Dla równowagi.

9. Naucz się mówić „nie”

Z mówieniem „nie” jest tak:

  • albo czujesz najpierw dyskomfort a potem ulgę,
  • albo na odwrót.

Weźmy Twojego sąsiada z naprzeciwka. Prosi Cię (znowu!) o popilnowanie jego rozbrykanych dzieci przez cały jutrzejszy dzień.

Co robisz?

Nie przepadasz za jego dziećmi (co zostało odwzajemnione). W dodatku masz plany, umówiłeś się ze sobą na cały dzień oglądania „Kuchennych Rewolucji”. I nie masz ochoty tych planów odwołać.

Ale nie wiesz jak mu odmówić.

Nie potrafisz wymyślić na poczekaniu jakiejś pseudo–prawdziwej wymówki. Nie chcesz go zostawiać w potrzebie. Ehh te „nie” to takie krótkie a takie trudne słowo!

Więc co robisz? Unikasz trudnej chwili i godzisz się.

Z czym zostajesz?

Z dyskomfortem, który będzie trwał cały jutrzejszy dzień (a być może i dzisiejszą noc).

Jeśli zaś zdobędziesz się na to, żeby odmówić — na co masz ogromną ochotę, dyskomfort potrwa tylko chwilę.

Za to jutro nie będziesz sobie pluł cały dzień w brodę. BA! Jutro poczujesz dumę, zadowolenie z siebie, wolność i poczucie kontroli nad swoim życiem. Bo powiedziałeś “nie”.

Umiejętność odmawiania wymaga wiedzy i praktyki. Trzeba się do niej odpowiednio przygotować (Ale to już temat na osobny tekst. — Jak myślisz? Napisać oddzielny tekst na ten temat? Daj mi znać).

Nie twierdzę, żebyś od razu na każde zapytanie wyskakiwał z zimną jak lód odmową. To biegun, na który nie ma potrzeby się wybierać.

Ale dobrze mieć w pamięci, że asertywność to dawanie sobie prawa wyboru. Nawet jeśli ktoś Ci to prawo chce odebrać.

10. Miej chęci, żeby się zmieniać

Wiesz na czym polega uważne słuchanie?

No więc NIE na tym, że słuchasz ale w myślach ostrzysz nóż i przeładowujesz swój pistolet (czyli przygotowujesz kontrargumenty i odliczasz sekundy do momentu, w którym rozmówca postawi kropkę na końcu swojego zdania).

Uważne słuchanie polega na tym że jesteś skłonny do tego, żeby się zmienić, pod wpływem tego, czego słuchasz.

Skup się i jeszcze raz przeczytaj to zdanie: jesteś skłonny, żeby się zmienić, pod wpływem tego, czego słuchasz.

Dlatego słuchasz.

Zwłaszcza kiedy ktoś Ci przedstawia i proponuje zupełnie inne niż Twoje spojrzenie na sprawę.

Uważne życie wymaga tego samego.

Otwartości.

I gotowości do zmiany.

Nie zawsze i nie wszędzie. To jasne. Ale na tyle, żeby uważnie obserwować świat i nie szykować się na kontratak.

To całkiem niezłe nastawienie.

To wszystko. Uff…

10 punktów minęło jak z bicza strzelił.

Teraz mam do Ciebie wielką prośbę. Wybierz jeden punkt, na którym aktualnie się skupiasz na swojej ścieżce rozwoju? Czemu akurat ten i jak Ci z nim idzie?