Chmury

Postanowienia noworoczne z lotu ptaka

Wszyscy podpowiadają co zrobić, żeby wytrwać w naszych obietnicach noworocznych. Internet, telewizja, czasopisma specjalistyczne (i mniej specjalistyczne), sypią radami jak z rękawa: bądź konkretny, spisz plan, mierz siły na zamiary, nagradzaj się za każdy sukces, wybaczaj porażki, przypominaj sobie o celu. Sama zresztą nie pozostaję w tyle, też napisałam jeden tekst na ten temat. I uważam, że te wszystkie narzędzia są skuteczne i pomocne, a stosując je, zwiększasz szanse na wytrwanie, ale…

Jedno zaczęło mnie kłuć w oczy, a konkretnie pewne sformułowanie. Większość artykułów na ten temat zaczyna się od zwrotu „jak wytrwać”. A jeśli tak podchodzimy do postanowień noworocznych, to od samego początku nastawiamy się na wojnę, trudności i ciężkie czasy. Pojawia się też inna kwestia: jak wytrwam, to co będzie dalej? Hipotetycznie mogę wytrwać na diecie, aż zrzucę 20 kilo nadwagi. Albo wytrwać na lekcjach angielskiego, aż się nauczę mówić w obcym dla mnie języku. No tak, a co potem? Potem składam sobie kolejną obietnicę i próbuję wytrwać na nowym polu bitwy.

Dwa aspekty tak pojmowanych postanowień noworocznych nie dawały mi spokoju. Po pierwsze: nastawiamy się na przetrwanie, a nie na rozwój. Po drugie: wytrwanie w czymś nie pretenduje do stylu życia. Nie można znajdować się w trybie przetrwania przez długie lata, zwłaszcza kiedy kolejne postanowienia zmiany pojawiają się co roku albo jeszcze częściej.

Dziś nie chcę stać się kolejnym wujkiem dobra rada, punktując wskazówki, które mogą wzmocnić podupadającą motywację do zmian. Dziś sięgam po coś o wiele większego. Chcę zachęcić do spojrzenia na Nowy Rok, jako na okazję do poważnych i długoterminowych zmian życiowych. I choć na początku przestraszę Cię samym sformułowaniem, to i tak to powiem: dziś proponuję dokonać zmiany swojego życia na zawsze. I to nie w trybie przetrwania, ale nowego stylu życia skoncentrowanego na własnym rozwoju.

Wszystko albo nic

Cezar Millan, często przeze mnie wspominany (i uwielbiamy) zaklinacz psów, wzywany jest niekiedy do wyjątkowo wymagających przypadków. Na przykład do psa, który gryzie właścicieli, demoluje dom, hałasuje w nocy, cierpi na lęk separacyjny i regularnie załatwia swoje psie potrzeby na dywan w salonie. Millan przyjeżdża na miejsce, rozmawia z właścicielami, a ci mówią mu mniej więcej tak: „najbardziej zależy mi na tym, żeby nie szczekał w nocy, bo sąsiedzi grożą policją; poradzimy sobie ze zdemolowanymi meblami i kupami na dywanie, najważniejsze żeby był cicho”. Wtedy Zaklinacz Psów jasno stawia sprawę: „tak się nie da, albo przywracamy całościową równowagę w życiu zwierzaka, albo nie zmieniamy nic”. Odnajduję w tym wiele cech wspólnych ze zdrowym i rozsądnym podejściem do postanowień noworocznych.

Maraton a nie sprint

Sprinty są ważne. Krótko trwają, szybko widać efekty, i czasami każdy z nas ich potrzebuje. Chce potwierdzenia, że idzie w dobrą stronę, coś umie, coś zdobył. I dlatego często tracimy dla nich głowę. Motywuje nas namacalny powód do dumy tu i teraz.

Dziś występując troszkę w roli adwokata diabła (z przymrużeniem oka oczywiście), chcę Cię namówić do maratonu. Mniej efektowny, nie rzuca się w oczy i nie błyszczy tak jak sprint. Ale długodystansowe podejście do zmian ma swoje nieocenione zalety. Nie przynosi błyskawicznych efektów, nie jest nakierowany na materialne dobra, nie podsyca w nas konsumpcjonizmu, ale popycha ku ważniejszym wartościom, takich jak empatia, dawanie, czy spokój.

Na przykład, jeśli chcesz zrzucić 10 kilogramów nadwagi, to możesz zrobić to na dwa sposoby.

Pierwszy z nich podobny jest do sprintu i można go opisać w trzech zwięzłych punktach: po pierwsze: konkretny cel – zrzucenie nadwagi; po drugie: nastawienie – nie będzie lekko, ale trzeba wytrwać; i po trzecie: koło pomocnicze – wydrukowana tabelka, ważenie się, przypominanie o celu, nagradzanie i inne tego typu rady wprowadzone w życie.

Drugie podejście to długodystansowiec: nie wchodzisz na wagę, nie zawieszasz na lodówce swojego starego zdjęcia, na którym ważyłaś 20 kilogramów mniej, nie nastawiasz się na wytrwanie. W zamian zapraszasz cierpliwość i autoempatię. Mogą one występować pod postacią lustra, zaufanego przyjaciela, czy pamiętnika. W ich obecności zaczynasz się zastanawiać, zadawać sobie pytania i bawić się w detektywa, który chce wykryć w którym momencie Twoja równowaga zaczęła się chwiać.

Nastawiając się na długi dystans trochę przymykamy oko na cel końcowy i koncentrujemy się na tym, kim się stajemy po drodze do tego celu. Długi dystans kształci cierpliwość, a jak pisał Jon Kabat-Zinn – „cierpliwość to forma mądrości”, pokazuje że rozumiemy i akceptujemy fakt, że niektóre rzeczy ukazują się w swoim czasie.

Właśnie dokonujesz wielkich zmian w swoim życiu

Kiedy uczyłam angielskiego, zawsze na pierwszych zajęcia kursu mówiłam do obcych mi jeszcze uczniów: „właśnie dokonujecie wielkich zmian w swoim życiu, jeśli tak nie sądzicie, wyniki nauki będą marne, a na pewno gorsze niż te, na które Was naprawdę stać”. Dlaczego tak mówiłam? Chciałam w ten sposób uświadomić kursantów, że od tej chwili dosłownie zmienia się ich całe życie, chociażby codzienny tryb zajęć. I to było spojrzenie całościowe, z lotu ptaka.
Kiedyś usłyszałam, że jeśli chcesz mówić po angielsku, musisz stać się Brytyjczykiem. Zacznij myśleć tak jak on, zachowywać się tak jak on, przesiąknij jego kulturą, a wtedy dopiero nauczysz się języka. To też jest spojrzenie całościowe, ale ja się z nim nie zgadzam. Żeby nauczyć się grać na pianinie, nie możesz stać się pianinem, możesz za to stać się muzykiem.
Dlatego powtarzałam moim uczniom (choć patrzyli wtedy na mnie ze zdziwieniem w oczach), że jeśli chcą nauczyć się angielskiego, muszą zdać sobie sprawę z tego, że zmieniają całe swoje życie. Chciałam, żeby każdy z nich uświadomił sobie, że od tego momentu rodzi się całkowicie nowa odsłona jego „ja”; rodzi się ktoś, kto układa swoje priorytety i zmienia tryb pracy, by mieć czas i energię na naukę; ktoś, kto widzi wartość w swobodzie i niezależności i bierze odpowiedzialność za komfort życia w swoje ręce; inwestuje w rozwój, chce osiągać cele i uczy się z porażek, które pojawiają się na jego drodze – a niejako „efektem ubocznym” takiej nowej postawy są postępy w nauce języka obcego.

A jaki jest największy plus długodystansowego podejścia?

Długodystansowe postanowienia są równoważnią dla naszych starych nawyków, których właśnie staramy się pozbyć. Dlaczego? Bo stare, niechciane nawyki to mistrzowie maratonu, którzy jak lodowiec poruszają się powolutku, ale z ogromną siłą. Przychodzą niewinnie, prawie niezauważalnie pod postacią jednego papierosa na imprezie, zjedzonej ukradkiem tabliczki czekolady. Kroczą bezszelestnie i zostawiają trudne do wytropienia ślady. Cierpliwie, dzień po dniu, zamieniają się w nałóg. Wzmacniają swoją kontrolę nad Tobą i zmieniają codzienność w taki sposób, że nawet nie wiesz się, jak to się stało, że już nie dasz rady obyć się bez paczki papierosów dziennie. Stare nawyki to długodystansowe i bardzo cierpliwe zmiany.

Postanowienia noworoczne, w których chcemy wytrwać do marca albo listopada to sprint. Być może będzie efektowny, ale nie zdoła skutecznie odeprzeć siły lodowca, który kształtował się wiele lat wcześniej. Dlatego jedynie długodystansowe, z pozoru powolne zmiany, są w stanie zrównoważyć niechciane wieloletnie nawyki.

Stawianie sobie konkretnych i możliwych do zdobycia celów wspomaga produktywność i motywację – temu nie zaprzeczam, ale mimo to nadal uważam, że postanawiając zrzucić kilka kilogramów nadwagi, wchodzimy w tryb myślenia krótkoterminowego. Przez określony czas będziemy zdrowo się odżywiać i regularnie ćwiczyć, a jak już osiągniemy ten cel, z czasem wrócimy do starego życia.

Dlatego sądzę, że nauka nowej umiejętności, zawsze wiąże się ze zmianą całego życia, bez względu na to, czy jest to nauka języka obcego, zdrowego trybu życia, nowa dieta, aktywność fizyczna, czy praca nad rozwojem osobistym. Namawiam Cię gorąco do tego, żebyś w podobny sposób przejrzał jeszcze raz swoje postanowienia noworoczne. Spójrz na nie z lotu ptaka. Co widzisz? Zamiatanie bałaganu pod dywan, czy generalne porządki? Podlewanie jednego kwiatka, czy doglądanie całego ogrodu?

P.S. Oto kilka pytań, które warto sobie zadać. Pomogą one spojrzeć z lotu ptaka na zeszłoroczne i tegoroczne postanowienia. Może dzięki nim, łatwiej Ci będzie ujrzeć plan życiowy tego, co dla Ciebie ważne. Możesz podzielić swoje odpowiedzi na kategorie: zdrowie, relacje, praca, itd. Możesz dodać przedziały czasowe i przewidywane terminy realizacji celów. Będzie to Twoje wstępne przygotowanie do maratonu, a nie do krótkiego sprintu.

  • Co w tym roku poszło mi dobrze?
  • Co w tym roku nie poszło mi dobrze?
  • W jakim kierunku podążam?

I na zakończenie jeszcze jedno pytanie, które wyłapałam gdzieś na internecie: „czy jesteś naprawdę szczęśliwy, czy po prostu jest Ci wygodnie?”.

1 komentuj

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.