Pozytywne myślenie – jak nie zrobić sobie nim krzywdy

Na początek małe sprostowanie: nie mam nic przeciwko pozytywnym myślom. Owszem, potrafią pomóc, zmotywować i wesprzeć – któż by tym pogardził?

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli coś zawiera w sobie słowo „pozytywny”, nie oznacza od razu, że nie można się tym skaleczyć. Podobnie jak z nożyczkami czy piłą spalinową – najpierw wypadałoby nauczyć się ich obsługi, by potem móc bezpiecznie z nich skorzystać.

Co zrobić, żeby pozytywne myślenie pomagało a nie utrudniało codzienność?

Założenie jest takie: pozytywne myślenie ma pomagać w codziennym życiu. Koniec kropka. Kiedy tak się nie dzieje, przestaje być pomocne a przez to i pozytywne.

Jak to zrobić, żeby pozytywne myślenie pomagało a nie utrudniało w codzienności? Tych kilka punktów może Cię na to naprowadzić.

1. Nie da się po prostu podmienić myśli negatywnych na pozytywne

W praktyce pozytywne myślenie najczęściej wygląda tak: zamiast mówić do siebie: „jest źle”, mówisz: „jest dobrze”, po czym oczekujesz zmiany swojego nastroju i samopoczucia. Myślisz sobie: „w końcu podstawiłem myśl pozytywną pod negatywną, więc powinno pomóc.”

Teraz pozostaje tylko czekać na pozytywne tego zabiegu skutki, czyż nie? No cóż… jeśli pozytywne myśli dotyczą Ciebie i Twojej samooceny, możesz przestrzelić z pozytywnością tak daleko, że przestaniesz sam sobie dowierzać.

Raczej każdy z nas ma wyrobione określone zdanie na swój temat. Na przykład, jeśli na co dzień uważasz siebie za osobę, której brak pewności siebie, a następnie zaserwujesz sobie przepełnione pozytywnością stwierdzenia typu: „jestem super! wszystko mi idzie gładko", to idę o zakład, że odrzucisz to wszystko z hukiem, kiedy tylko zorientujesz się jak bardzo jest to odrealnione.

I co się dalej dzieje? – czujesz się jeszcze gorzej i – paradoksalnie – umacniasz się w swoim pierwotnym przekonaniu, że jednak jesteś słabeuszem i bardzo dużo Ci jeszcze brakuje do tego, żeby to zmienić.

No i masz babo placek! Miało być pozytywnie, a wyszło gorzej niż na początku.

Teraz inny przykład: jeśli pozytywne myśli którymi zastępujesz negatywne, dotyczą kogoś innego, Twoich relacji albo okoliczności, prosta podmianka „mam problem” na „nie mam problemu” też może pogorszyć i tak już trudną sytuację.

Bo kiedy swojej relacji z najbliższą osobą nie zaliczasz do najbardziej udanych, a mimo to powtarzać sobie: „mój związek jest cudowny, wszystko się świetnie układa”, albo: „wszystko się ułoży po ślubie albo jak już dzieci się pojawią” to odwracasz wzrok od czegoś, co prosi o Twoją uwagę.

Skupiasz się na upozytywnieniu swoich myśli w czasie, kiedy mógłbyś rozmawiać, sięgać po profesjonalną pomoc, albo chociażby czytać książkę o porozumiewaniu się z drugą osobą.

Innymi słowy, gdyby nie skupienie na pozytywnym myśleniu, stawiałbyś czoła swoim realnym problemom. A to najzdrowsza ścieżka do ich rozwiązywania.

Nie da się po prostu podmienić myśli negatywnych na pozytywne. I kiedy mimo powtórek „jest świetnie” albo „mogę wszystko” wcale nie czujesz poprawy samopoczucia, to nie jest znak, że musisz zintensyfikować częstotliwość swoich pozytywnych myśli, tylko zwrócić swoją uwagę na problem i stawić mu czoła.

Więcej na ten temat „Afirmacje – dlaczego mówienie komuś, lub sobie, że jest wspaniały, nie zawsze pomaga, a nawet może zaszkodzić”.

Żeby naprawdę poczuć zauważalną zmianę jakości życia trzeba się do tego bardziej przyłożyć. Np. sięgnąć po nowe sposoby radzenia sobie z problemami, nauczyć się nowych umiejętności, zrozumieć swoje własne zachowanie i emocje i tak dalej i tym podobne.

2. Nie, nie możesz wszystkiego, nawet jeśli bardzo tego chcesz

Pozytywne myślenie w ekstremalnych przypadkach przyjmuje formę: „mogę wszystko”. To zdanie ma dodawać skrzydeł i wiatru w żagle. Jeśli jednak stosujesz je, a mimo to nie zauważasz poprawy w swoim życiu, to powiem Ci, że to dobry znak.

Bo po prostu nie możesz wszystkiego. Nikt nie może. I całe szczęście! Bo czy na pewno chciałbyś żyć z tak wielką odpowiedzialnością na swoich barkach? Chciałbyś być odpowiedzialny za wszystko? Ja nie.

Możesz bardzo starać się, żeby wyszło Ci to, co planujesz, żeby wykorzystać swój potencjał i zdziałać jak najwięcej dobra, ale to nadal nie jest wszystko. Odpowiadasz jedynie za siebie (a to i tak wystarczająco, żeby mieć głowę pełną zmartwień!)

Nie możesz zmienić innych ludzi, cofnąć czasu, przewidzieć przyszłości, kontrolować wszystkich zewnętrznych czynników, którym jesteś stale poddawany i wpływać na pogodę! Nie bierz na siebie odpowiedzialności za wszystko, bo to bardzo utrudni Ci życie.

Nawet najbardziej ekstremalne pozytywne myślenie tego nie zmieni. Całe szczęście.

3. Pozytywne myślenie może stać w opozycji do akceptacji

Wszyscy ludzie i każdy dzień składa się z dobrych i złych stron (albo przyjemnych i nieprzyjemnych) – to oczywiste. Natomiast pozytywne myślenie chce na tę naturalną cechę naszego świata przymknąć oko i widzieć tylko jedno pół (to przyjemne rzecz jasna).

Natomiast akceptacja to otwartość na wszelkiego typu doświadczenia. Kiedy akceptujesz swoją sytuację to znaczy, że uznajesz jej istnienie w całości, z super-duper fajowymi aspektami oraz z tymi do bani.

Przyjmujesz do wiadomości, że życie na tej planecie ma swoje wady, ograniczenia i trudności. Akceptujesz ten fakt i uczysz się, jak sobie z nimi radzić. Nie musisz za nim przepadać, ale i nie zaprzeczasz ich istnieniu.

Pozytywne myślenie może przypominać zaprzeczenie podstawowym ludzkim ograniczeniom. A nie muszę wyjaśniać, że akceptacja bije na głowę zaprzeczanie jeśli chodzi o zdrowe psychiczne.

4. Pozytywne myślenie może zamienić się w narzędzie tortur

Jako entuzjasta pozytywnego myślenia, zawsze możesz do siebie powiedzieć: „trzeba było bardziej pozytywnie myśleć". Zwłaszcza kiedy coś Ci nie wyjdzie.

W ten sposób nie dość, że nie pozwalasz sobie na słabości i zawalenie sprawy (proszę Cię, kto z nas nie zawala jakiś spraw co jakiś czas?) to jeszcze zadręczać siebie wyrzutami o brak pozytywnego myślenia.

Czemu to takie szkodliwe? A no temu, że po kilku powtórkach dostajesz alergii na słabsze momenty w swoim życiu. Traktujesz je jak odchyłki od normy, jak coś bardzo ale to bardzo złego i nienormalnego. Dlatego kiedy się zjawiają (a zjawiają się na pewno, tak jak u każdego, normalna sprawa), Ty reagujesz złością, smutkiem, dołowaniem się i obwinianiem siebie.

I tak zamiast Ci pomagać, pozytywne myślenie całkiem mocno utrudnia codzienne życie, w którym z natury przeplatają się przyjemne i mniej przyjemne momenty. Co więcej, sprawia, że za te mniej pozytywne, obwiniasz i wątpisz w siebie.

Mam nadzieję, że troszkę Ci pomogłam i teraz już troszkę więcej wiesz, co robić, żeby pozytywne myślenie pomagało zamiast utrudniać codzienność? Tych kilka punktów może Cię na to naprowadzić. Daj znać, który z nich zabierasz ze sobą. :-)

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.