Przestań tłumić w sobie emocje – krótki poradnik dla chronicznie miłych

Robiłeś może kiedyś domowy podpiwek? Nie?
Ja też nie. Ale znam kogoś, kto robił. ;-)

I to mi wystarcza, żeby znać najważniejszą zasadę w domowym wyrobie podpiwka: nigdy nie zakręcaj butelek!

Dla pewności powiem jeszcze raz: kiedy już będziesz gotową miksturę rozlewał do butelek – zostaw je lekko niedokręcone. To delikatne rozszczelnienie zagwarantuje regularne i zdrowe ujście gazu oraz czystość Twojej kuchni. (Przynajmniej względną czystość, nie wiem jak się dziś miewa Twoja motywacja do zmywania naczyń.)

A jeśli przyjdzie Ci do głowy nie posłuchać się tej rady (ciekawość ludzka rzecz), ciśnienie zacznie rosnąć i rosnąć aż… butelki wybuchną, pokrywając lepką cieczą wszystko w promieniu kilku metrów.

Pod tym kątem, podpiwek i Twoje emocje mają naprawdę wiele wspólnego.

Tłumienie w sobie emocji – Co to? Kto to? I skąd to?

To, że tłumisz w sobie emocje, najprawdopodobniej nie oznacza, że właśnie znalazłeś ciekawy sposób na spędzanie wolnego czasu. Robisz to, bo przynosi Ci to jakąś korzyść.

  • Być może kiedyś dostałeś po łapkach za swoją emocjonalność i mocno się sparzyłeś.
  • A może nawbijałeś sobie do głowy, że twardym trzeba być, a emocje są tylko dla mięczaków.
  • Albo świat, w którym się wychowałeś, wpoił Ci, że musisz być silny, zacisnąć pięści i przeć do przodu choćby nie wiem co.

Tak czy inaczej uznałeś, że najlepszym i najkorzystniejszym wyjściem w Twojej sytuacji będzie zduszenie emocji w sobie i zakręcenie tej butelki tak szczelnie jak się tylko da.

Tylko że…

Jak wszystko na tym świecie, duszenie w sobie emocji ma swoje dobre strony, ale także i te złe. I zdaje się (a w zasadzie to jestem tego pewna), że w takiej sytuacji te drugie przeważają nad pierwszymi.

Jeśli tłumienie emocji porównasz do płatnej usługi, to jednocześnie licz się z dość sporym rachunkiem, który zaraz o sobie przypomni.

  • Po pierwsze i chyba najważniejsze: tłumiąc jakikolwiek aspekt siebie samego, przestajesz być sobą, a bardziej zaczynasz odgrywać pewną rolę, np. niesłychanie spokojnego człowieka który jest chronicznie miły (na zewnątrz).
  • Po drugie: musisz non stop kontrolować, monitorować i trzymać na uwięzi swoje odruchy serca i umysłu.
  • A że nie jest to zadanie łatwe, z biegiem lat uczysz się sprytnie unikać i uciekać od wszystkiego, co wywołuje silne parcie na wewnętrzne ścianki Twojej emocjonalnej butelki. Czyli nie zawsze robisz to, na co miałbyś ochotę, bo przecież musisz trzymać fason.
  • Jesteś zwyczajnie w świecie już tym zmęczony, tak jak zmęczona jest zakrętka butelki z podpiwkiem. To nieustające ciśnienie po prostu wyczerpuje. Nie powinny zatem Cię zaskakiwać w tej sytuacji migrenowe bóle głowy, ostre bóle mięśni ramion czy karku.
  • Nawet chronicznie miły człowiek to nadal jeszcze nie robot, zatem coś z tą energią po prostu musisz zrobić. A że nie pozwalasz jej ujść naturalną drogą, ta zaczyna wychodzić Ci bokami. Na przykład sięgasz po używki, uzależniasz się (a uzależnić się można naprawdę od wszystkiego), lub znajdujesz sobie inny sposób na ucieczkę w krainę zapomnienia i nieprzytomności.
  • Do tych rachunków sprawiedliwie byłoby jeszcze doliczyć koszt mimowolnych wybuchów, które muszą Ci się zdarzać na bank. Humorki, obrażania się, „ciche dni” z najbliższą osobą, spóźnianie się, niedotrzymywanie słowa („ups, zupełnie zapomniałem”). Za to też płacisz. Z resztą nie tylko Ty.
  • No i na koniec doliczamy te sytuacje, kiedy wybuchasz z całą wstrzymywaną dotąd siłą, najczęściej z byle powodu. Po których trzeba sprzątać jak po rozlanym lepkim podpiwku. Bo ktoś zajechał Ci drogę, bo ktoś nie oddał Twojej książki, albo po prostu zabrakło Twojej ulubionej kawy w sklepie.

Jak widzisz, hermetyczne butelkowanie swoich emocji, patrząc z dłuższej perspektywy, to kiepska i bardzo kosztowna metoda na przetrwanie. A tym bardziej na rozwijanie się.

Otwieranie się na swoje emocje – jak tego dokonać?

Jak wspomniałam na samym początku: sekret polega na tym, żeby nie zakręcać butelki z podpiwkiem. Z emocjami jest identycznie. Bo podpiwek żyje i buzuje. Myślisz, że z Tobą jest niby inaczej?

Nie! Jest dokładnie tak samo. Żyjesz, i to życie ciągle w Tobie buzuje. Szumi. Pulsuje. I krąży. I całe szczęście, że tak jest!

Dlatego nie zamykaj się hermetycznie ze swoimi przeżyciami. Zostaw pewne rozszczelnienie, przez które sukcesywnie, spokojnie i regularnie będzie uchodzić z Ciebie para.

Jak?

A wybierz sobie, proszę bardzo:

  • Bądź uczciwy – względem siebie

    Przyznaj się przed samym sobą, że coś czujesz.

    Nie zawsze jest czas, albo adekwatna okazja, żeby wyrażać swoje uczucia do innych. Ale zawsze możesz to zrobić względem siebie. I to jest świetny punkt wyjścia.

    Uznaj swoje emocje za prawdziwe, realne i żywe. Przyjmij sam przed sobą do wiadomości, że je masz.

  • Nazywaj emocje

    To, co nazwiesz, zaczyna istnieć. Słowa mają potężną moc. Dlatego zauważaj (punkt 1.) i nazywaj to, co czujesz.

    Jeśli należysz do ludzi chronicznie miłych i stale butelkujących swoje emocje, bardzo możliwe, że brak Ci słownictwa określającego emocje.

    Dlatego usiądź do słownika, internetu, zeszytu, poszukaj synonimów, określeń, wyrażeń i fraz opisujących wszystko to, co ludzka istota może odczuwać. Rozszerzaj swoje słownictwo i nazywaj to, co czujesz.

  • Nadaj ostrzeżenie o dyskomforcie

    Kiedy zyskasz wstępną płynność w zauważaniu i nazywaniu swoich uczuć, być może poczujesz potrzebę wyrażenia tego przy innych ludziach. (Całkiem możliwe że marzyłeś o tym od dawna.)

    Żeby ułatwić sobie to ambitne zadanie ZANIM przejdziesz do mówienia o swoich emocjach, nadaj ostrzeżenie. Powiedz swojemu rozmówcy (lub rozmówcom), że to, co teraz przeżywasz, jest intensywne, dlatego możesz mieć problem z jasnością swojego przekazu.

    Uprzedź, że możesz się trochę zaplątać albo chwilowo zagubić. To naprawdę świetne posunięcie. Po pierwsze: już takim wstępem wypuścisz z siebie trochę napięcia. Po drugie: całkiem możliwe, że inni zauważą Twoje zaangażowanie i skupią swoją uwagę, a nawet empatię na Tobie.

  • Nie oskarżaj innych

    Wyrażanie swoich emocji, to nie to samo co oskarżanie i obarczanie winą innych ludzi za to, co Ty czujesz. Pamiętaj – Twoim celem jest wyrazić swoje emocje. A nie uzyskać oczekiwaną reakcję u innych czy sprawić, żeby powiedzieli lub poczuli coś konkretnego.

    Przypomnij sobie swoją motywację i intencję. Skup się na sobie i swoim komunikacie.

  • Zwolnij

    Nie ma to jak głęboki oddech i spowolnienie tempa mowy. Zawsze pomaga złapać równowagę, nawet w bardzo emocjonującym momencie.

    Możesz sobie spokojnie pozwolić na momenty ciszy i refleksji. Przecież nie chodzi Ci o szybką i ciętą ripostę, ale o uczciwe i szczere wyrażenie tego co czujesz.

  • Zaglądaj pod zakrętkę codziennie

    Kiedy robisz podpiwek, najlepiej jak będziesz do niego zaglądał codziennie, odkręcał butelkę i wypuszczał, co tam się zebrało.

    Ze sobą postępuj tak samo. Najlepiej jeśli urytualnisz (nie mam pojęcia czy jest takie słowo, ale brzmi fajnie) zaglądanie do swojego wnętrza, nazywanie swoich emocji, mówienie o nich, uznawanie ich i zauważanie, że istnieją, są i nigdzie się stąd nie ruszą.

    To jedyny sposób, żeby wyrobić w sobie emocjonalną kompetencję – czyli umiejętność, na której oprze się już bardzo niedługo przyszłość świata i całej ludzkości.

  • Nie zakładaj że ludzie czytają w myślach

    Bo nie czytają. Nie licz na to, nie oczekuj tego, a najlepiej w ogóle nie miej nadziei w tej kwestii. Po prostu mów to, co czujesz. Wyrażaj swoje emocje. A będzie Ci (i im) żyło się o wiele lepiej i szczęśliwiej.

A jak to jest u Ciebie? Tłumisz emocje, czy sukcesywnie rozszczelniasz swoją butelkę? Który z punktów trafia do Ciebie najbardziej?