Góry

Rozwój osobisty? Łatwo Ci mówić!

„Wszystko pięknie, ładnie, ale… łatwo Ci mówić. To nierealne, by wprowadzić w życie, cokolwiek z tego, o czym piszesz…” – w takiej mniej więcej formie opinia Darka dotarła do mnie za sprawą poczty pantoflowej.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie on jeden odbiera w ten sposób treści, które staram się przekazywać na łamach Wonder and Ponder. Muszę coś z tym zrobić. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że patrzę na rozwój osobisty z jakiejś innej, magicznie łatwej perspektywy. Tym bardziej nie chcę, żeby ktokolwiek odniósł wrażenie, że wg mnie to łatwe. Chcę temu zapobiec, ponieważ tak nie jest. A jak jest?

Krótko rzecz ujmując: łatwa, magiczna perspektywa nie istnieje. Nie ma dnia, kiedy nie zmagałabym się z trudnościami w pracy nad sobą. I dlatego – wierz mi – dobrze rozumiem refleksje typu: „łatwo ci mówić”. A jeśli dla mnie i dla Ciebie to nie jest prosta sprawa, to pewnie i dla większości (a tak naprawdę uważam, że dla wszystkich – bez wyjątku) rozwój osobisty i wszelkie związane z nimi uroki nie przychodzą ot tak, od niechcenia. A zatem: pierwszy wniosek – łatwo nie jest, drugi wniosek – nikomu z nas łatwo nie jest.

Bo takie są prawa ludzkiego umysłu, że wysiłek nie przychodzi lekko, oraz prawa rozwoju osobistego – że tego wysiłku wymaga.

Spójrzmy na te dwa fakty poprzez pewne porównanie. Pewnie zgodzisz się ze mną, że gołymi rękami nie jest łatwo przenieść górę.
Po pierwsze: góra jest ciężka.
Po drugie: przeniesienie góry, będzie wymagać mięśni.
Ciężar + mięśnie = wysiłek (czytaj: nie jest łatwo).

  • A czy możliwe jest łatwe i szybkie przeniesienie góry jedynie za pomocą siły mięśni? Może jakiś magiczny napój druida z komiksów o Asteriksie? Nie.

  • I kiedy stoimy u stóp naszych gór i patrzymy na ich imponujące rozmiary, czy nie jesteśmy podobnie mali i przerażeni wizją przedsięwzięcia? Oczywiście, że jesteśmy.

  • A teraz skup się (naprawdę, odłóż na chwilę tę kanapkę). Kiedy ja przenoszę właśnie 50-ty kamyk mojej góry, a Ty trzymasz w ręku swój pierwszy, to czy może Ci się wydawać, że jest mi łatwiej? Tak. A czy będzie to prawda? Nie.

  • I gdy tak stoisz u stóp swojej góry, czy to możliwe, że wydaje Ci się ona o wiele większa, niż ta moja, którą widzisz z pewnego dystansu? Tak. A czy jest to prawda? Nie.

To wszystko, co napisałam powyżej, chcę sprowadzić do jednego ogólnego wniosku: nie jest łatwo. A teraz pytanie najważniejsze: skoro rozwój osobisty jest wyzwaniem żądnym potu na czole, to czy istnieje jakikolwiek sposób na ułatwienie sobie tego zadania? Przenosząc mój n-ty kamyczek metodą wielu prób i błędów, nie zawsze muszę robić to gołymi rękami. Istnieją sposoby na to, by siebie wspomóc w tym wysiłku. I z chęcią opowiem Ci o nich.

Metody typu pierwszego – nie działaj gołymi rękami, użyj narzędzi

  • Bądź dla siebie miły

    By lepiej zilustrować ten punkt – krótka dygresja. Jadę samochodem, a moim pasażerem jest ktoś, kogo poglądy sprowadzają się do: „baba za kierownicą to tragedia!” I co się wtedy dzieje? Nagminnie popełniam błędy, jakich nie udało mi się popełnić nawet na egzaminie na prawo jazdy. Kiedy zaś jadę z kimś, kto mówi: „lubię z tobą jeździć, bo czuję się bezpiecznie”, błędy znikają i nie ma tematu. Kiedy przenosisz górę, jesteś jednocześnie kierowcą (wykonawcą) i pasażerem (komentatorem) , dlatego zastanów się, jak komentujesz swoją górę i swój wysiłek, jakie słowa od siebie słyszysz codziennie.

    Sposób, w jaki skomentujesz swoją pracę, jest ważniejszy, od tego, jak ją wykonasz. Czy wspierasz siebie w staraniach i niepowodzeniach, czy też zrównujesz z ziemią cynicznymi uwagami? Jeśli to drugie, to dopiero wtedy nie jest łatwo! Każda góra będzie za duża, każdy kamyk niewłaściwie podniesiony i odstawiony. Z takim pasażerem nie dojedziesz za daleko, dlatego bądź dla siebie wsparciem, nie podstawiaj sobie nogi, nie podkopuj pod sobą dołków.

  • Zaufaj

    Zaufaj sobie, swoim umiejętnościom i przyszłości. Gdzieś w to całe przedsięwzięcie trzeba przepleść element zaufania i wiary w to, że jest taka możliwość, że po jakimś czasie uda Ci się tą górę ruszyć. Oczywiście coś może nie wyjść, ale równie dobrze może się tym razem udać. Przypominaj sobie o tym tak często, jak możesz. Na pewno potrafisz wymienić wiele dokonań, z których jesteś dumny. A skoro zdarzało się w przeszłości, to może się powtórzyć. Uwierz, to jest możliwe.

  • Ucz się

    Wiedza o tym, jak działa umysł, ciało, emocje, motywacja, silna wola, samoakceptacja, pozytywność, mindfulness i wiele innych dziedzin rozwoju osobistego, bardzo pomaga. Dlatego jest on tak fantastyczną i pasjonującą dziedziną, bo działa trochę na zasadach perpetuum mobile. Jeśli chcesz się rozwijać – ucz się. Im więcej się uczysz – tym więcej wiesz. Im więcej wiesz, tym szybciej rozwijasz się i – uwaga uwaga! – łatwiej Ci to przychodzi. Ale ostrożnie, bo poprzez „łatwiej” mam na myśli to, że nie nosisz tych kamyków rękami, a pomagasz sobie np. koszykiem, może niewielkim wiaderkiem. Ale na pewno nie wjeżdżasz na teren koparką. Bo jakkolwiek daleko byśmy nie byli w naszych pracach, to nadal jesteśmy ludźmi. Gorszy dzień, wahnięcie nastroju, krok w tył zdarza się wszystkim. Jednak im więcej wiesz, jesteś bardziej świadomy tego, co się dzieje. Szybciej się podniesiesz, otrzepiesz i chwycisz po kolejny kamyk.

Metody typu drugiego – kamyk do kamyka (a zbierze się miarka)

  • Stawiaj krok za krokiem

    Nie 5 kroków po 10 krokach, ale jeden za drugim. Nawet najmniejszy, to nadal jest krok do przodu, nieważne czy perfekcyjny czy koślawy. Ważne że go postawiłeś, bo tylko dzięki niemu możliwy jest każdy następny. Liczy się każda myśl, która Ci pomaga, każda książka, film, rozmowa, artykuł, piosenka, słowo, widok, zwierzę, posiłek, wszystko. Nie ignoruj i nie bagatelizuj małych kroczków, bo góra to nic innego jak duża liczba kamyków.

  • Wszystkie te metody powtarzaj tak często, jak tylko możesz

    Ja tak robię. Nie zawsze mam na to ochotę, i nie zawsze mój poziom energii i wiary w powodzenie sięga zenitu, oj nie :-) Ale, pamiętaj, że empatia, motywacja, kondycja fizyczna, to nie cecha, z którą się rodzisz. To umiejętność, taka sama jak gra na gitarze czy prowadzenie samochodu – sztuka powtórzeń, cierpliwego treningu i wyćwiczenia wprawy.

Znajdziesz wiele źródeł, które powiedzą – tak, to wszystko proste. Przyjdź do mnie, a ja Ci sprzedam sekret łatwego, szybkiego i skutecznego rozwoju osobistego. Po jednym spotkaniu ze mną rzucisz palenie, przejdziesz na zdrową dietę, naprawisz związek, zaczniesz medytować, biegać, czytać 52 książki rocznie i w ogóle osiągniesz każdy cel, jaki Ci do głowy przyjdzie. Bo to łatwe. Niestety, te źródła nie tylko wyrzucają Twoje chęci, czas i pieniądze w błoto, ale robią krecią robotę, propagując nierealne hasła „łatwo i szybko”.

Ja Ci tego nie powiem, bo to nie prawda. Ani dla Ciebie, ani dla mnie nie jest łatwo przenosić góry. Gdyby tak było, zaczęłabym mojego bloga co najmniej 15 lat temu. Ale tak się nie stało, ponieważ – powtórzę to po raz setny, aż do znudzenia – to nie jest łatwe. Co więcej, praca nad sobą nie ma końca. Myślę, że ma początek, jakieś spotkanie, książka, wydarzenie mogą poruszyć czułą strunę. Ale od tego momentu ona nigdy nie przestaje drgać, bo ciągle jest coś nowego do poznania, do trenowania.

Czy łatwo jest pracować nad sobą? Nie. Ale uważam, że na pewno lepiej jest żyć z tym wysiłkiem, niż bez niego. Lepiej, przyjemniej, ciekawiej i z pewnością sensowniej! I kompletnie nie ma znaczenia czy dopiero zaczynasz, czy przerzucasz swój tysięczny kamyk. Nie patrz na to, czy komuś innemu jest łatwo, czy niełatwo (zwłaszcza, że nikomu nie jest łatwo), skup się lepiej na tym, co Twoja zmiana i rozwój mogą Ci zaoferować i jak Ty i Twoi bliscy na tym skorzystacie.

„No! To teraz najgorsze masz już za sobą.” – mówi mistrz do ucznia.
„Ale mistrzu, przecież ja dopiero zacząłem.” – odpowiada uczeń.
„No właśnie.”

1 komentuj

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.